Reklama
uroda

W pogoni za „waginą idealną”

Labioplastyka to jedna z najszybciej rosnących gałęzi chirurgii estetycznej na świecie. Zanim jednak zdecydujesz się na zabieg, poznaj argumenty za i przeciw

tekst Milly McMahon; ilustracje Erin Aniker; tłumaczenie Zuzanna Krasowska
11 Kwiecień 2018, 9:08am

Juliette, 27-latka z Londynu, nigdy nie lubiła swoich „długich warg sromowych”. Kiedy zakładała spodnie do jogi, była zawstydzona „dodatkową skórą”, która według niej odznaczała się pod lycrą. Specjalnie przyjeżdżała wcześniej na każde zajęcia i stawała z tyłu pokoju, żeby obserwować inne kobiety. Wkrótce zaczęła obsesyjnie się wpatrywać w gładkie krocza pozostałych joginek.

Zafiksowana na swoim rzekomym defekcie, Juliette zdecydowała się coś z tym zrobić i w lipcu zeszłego roku zdecydowała się na labioplastykę – procedurę polegającą na pomniejszeniu warg sromowych mniejszych.

Juliette tym samym dołączyła do rosnącego grona kobiet, które poddają się operacjom kosmetycznym genitaliów: albo labioplastyce, zabiegu mającym na celu zmianę rozmiaru lub kształtu warg sromowych mniejszych, albo waginoplastyce – czasami określanej jako „odmładzanie pochwy” – czyli operacji mającej zwęzić i ujędrnić pochwę.

Według danych Amerykańskiego Towarzystwa Chirurgów Plastycznych, w roku 2016 w Stanach Zjednoczonych wykonano 12 666 labioplastyk. To znaczący wzrost, bo aż o 39 procent względem poprzedniego roku. Czyni ją to najszybciej zyskującą na popularności procedurą kosmetyczną na świecie. W Polsce, niestety, nie prowadzi się podobnych statystyk.

Co nie powinno stanowić zaskoczenia, bowiem ginekologia estetyczna wiąże się z pewnymi kontrowersjami: podczas gdy niektóre kobiety chwalą ją jako coś, co zmieniło ich życie na lepsze, inne uważają ją za kolejny przejaw wpływu płytkiej, mizoginicznej kultury popularnej na nasze życie.


OBEJRZYJ: Cięcie, które leczy: nadzieja dla ofiar żeńskiego obrzezania


32-letnia Bonnie, również niezadowolona ze swojego „intymnego wyglądu”, zdecydowała się na operację odmładzania pochwy po obejrzeniu tego zabiegu w programie Plastyczna fuszerka. „Zawsze miałam kompleksy z powodu moich warg sromowych” – mówi. „Nie podobało mi się to, jak wyglądały, oraz jak układały się pod ubraniami. W sytuacjach intymnych zawsze je zakrywałam. [Od czasu operacji] mogę znowu chodzić na siłownię, nosić strój kąpielowy i kupować dowolną bieliznę, nie martwiąc się tym, jak wygląda moje krocze. Labioplastyka zmieniła moje życie. Nigdy nie myślałam, że będę pewna siebie w sytuacjach intymnych, ale tak właśnie się stało”.

Nie wszystkie kobiety, które przechodzą tego rodzaju zabiegi, rodzą się z pochwą lub wargami sromowymi, które chcą zmienić; wiele decyduje się na operację dopiero po urodzeniu dziecka. Po porodzie mięśnie pochwy i dna miednicy mogą się rozciągać i rozdzielać, co prowadzi do rozluźnienia, przez które część kobiet traci czucie podczas seksu – co zresztą stanowi częsty powód, dla którego decydują się na taką operacją. Inne natomiast mówią, że nie podoba im się to, jak wyglądają ich genitalia po naturalnym porodzie.

Matka dwójki dzieci, Kaye, wybrała laserowe obkurczanie pochwy, czyli zabieg na bazie lasera, który pomaga zmniejszyć suchość w pochwie i ją ujędrnić. „Już następnego dnia zauważyłam różnicę. Dzięki temu znowu poczułam się seksowna. To było fantastyczne” – mówi. „Irytuje mnie to, że wyniki tego rodzaju zabiegów nazywa się »designerską pochwą«. To nie ma nic wspólnego z modą; to rekonstrukcja. Jeśli mężczyźnie po porodzie rozpadłby się penis, nikt nie nazywałby tego »designerskim penisem«, tylko od razu zabrano by się za jego naprawę. Jednak nam, kobietom, mówi się, że mamy się z tym po prostu pogodzić”.

Pierwsza labioplastyka została przeprowadzona w 1983 roku. „Technika klina” (ang. wedge technique) – jak to wówczas nazywano – polegała na przycięciu warg sromowych mniejszych. Amputowano wtedy znaczącą ilość tkanki, aby uzyskać pożądaną długość i rozmiar ujścia pochwy. Od tamtych czasów w ginekologii estetycznej doszło do olbrzymich postępów, zarówno pod względem skuteczności, jak i precyzji.

Kiedy prawie 20 lat temu doktor Heather Furnas wykonała swoją pierwszą labioplastykę, zabieg miał służyć poprawieniu życia seksualnego pacjentki. „Pewien pracownik szpitala powiedział mi, że jego dziewczyna chciała ją sobie zrobić. Była nieszczęśliwa z powodu bólu i dyskomfortu, który odczuwała przez swoje wargi sromowe” – wyjaśnia Furnas. „Powiedziałam jej wprost, że to będzie moja pierwsza labioplastyka. Dowiedziałam się wszystkiego o tym zabiegu, a potem go przeprowadziłam. Dziewczyna nie posiadała się ze szczęścia, bo efekt niezwykle ją zadowolił. W tamtych czasach bardzo niewiele pisano o labioplastyce, a większość kobiet nigdy o niej nie słyszała”.

Obecnie doktor Furnas jest specjalistką w dziedzinie ginekologii estetycznej i razem ze swoim mężem, doktorem Francisco Canalesem, prowadzą wspólną praktykę w Kalifornii. Pytam ich, co, pod względem estetycznym, klientki starają się osiągnąć dzięki takim zabiegom. Odpowiadają: „płaski wzgórek łonowy, małe, cienkie i różowe wargi sromowe mniejsze, pełne wargi sromowe zewnętrzne, brak fałdek w okolicy napletka łechtaczki oraz ciaśniejsze wejście do pochwy”.

Cóż, no to już chyba wiemy, jak wygląda „wagina idealna”.

Jednak to właśnie ten rodzaj klasyfikacji – a jednocześnie kultura pozwalająca na istnienie idei „idealnej cipki” – stanowi powód, dla którego ginekologia estetyczna spotyka się z tak dużą krytyką. Podczas gdy niektórzy opisują te procedury jako rewolucyjne, inni postrzegają je jako coś kompletnie odwrotnego. Powstało wiele dzieł sztuki skupiających się właśnie na tym, że nie istnieje coś takiego jak „idealna” czy nawet „przeciętna” cipka; nawet kobiece magazyny i portale coraz częściej publikują artykuły, w których zachęca się czytelniczki do „pokochania” swoich genitaliów.

Zdaniem doktora Canalesa wielu chirurgów nie przeprowadzi operacji na kobiecie, która chce ją zrobić tylko po to, żeby zadowolić swojego partnera. „Jeśli zostają wspomniane preferencje chłopaka, wiemy, że takiej pacjentki należy unikać” – mówi. „Nie wykonujemy takich operacji, aby zadowolić kogokolwiek poza samą kobietą”.

Jednak czynniki, które wpływają na wzrost popularności takich zabiegów, często wcale nie są tak oczywiste – wiele osób nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, co nimi kieruje. Jak wyjaśnia ginekolog i chirurg laparoskopowy doktor Shaheen Khazali, nagła popularność „designerskiej pochwy” (w czysto estetycznym sensie) tak naprawdę sama się napędza – chociaż wcale tak nie musi być.

„Głównym problemem jest brak zrozumienia, jak bardzo ludzie się między sobą różnią, w tym ich genitalia” – mówi. „W ostatnich latach, szczególnie wśród młodszych dziewcząt, rozpowszechniło się błędne przekonanie na temat tego, co jest normalne i jak wygląda ideał. Dziewczęta porównują swoje ciała z wyretuszowanymi, wyidealizowanymi obrazami. Nie istnieje żadna naukowa, obiektywna metoda oceny wyglądu żeńskich zewnętrznych narządów płciowych. Kobiety i dziewczęta robią sobie krzywdę, porównując się do tego, co widzą w internecie i na stronach klinik, które wykonują oraz promują takie zabiegi. Właśnie przez nie mają wrażenie, że wargi sromowe mniejsze muszą być ukryte. To nieprawda – dłuższe wargi sromowe są czymś zupełnie normalnym. Każdy człowiek wygląda inaczej”.

Co więcej, takie procedury nie są pozbawione ryzyka.

„Widziałam porody, które skomplikowały takie zabiegi” – opowiada położna Lucia. „Wszystko zależy od ilości tkanki bliznowatej. Im więcej jej jest, tym większe prawdopodobieństwo, że pojawią się jakieś problemy. Po waginoplastyce kobiety mogą mieć bardzo dużo blizn, o czym pacjentki często nie są informowane. U kobiet po takich zabiegach znacznie częściej trzeba wykonać cesarskie cięcie, o czym w niektórych przypadkach dowiadujemy się dopiero w trakcie porodu. Utrudnia to również inne takie zabiegi okołoporodowe, takie jak na przykład nacięcie krocza”.


Odpowiadamy na pytania, które inni boją się zadać. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


Oczywiście, co warto zaznaczyć, jeśli znajdziesz porządnego chirurga, raczej nie będziesz miała podobnych problemów.

Ci sami chirurdzy mogą również przeprowadzać takie rodzaje waginoplastyk, z których krytyką rzadko można się spotkać – chociażby rekonstruują pochwy i sromy kobiet, które stały się ofiarą klitoridektomii (żeńskiego obrzezania), a ich wargi sromowe zostały amputowane bez jakiegokolwiek znieczulenia. „Zabieg” ten jest praktykowany ze względów religijnych lub kulturowych przez niektóre społeczności w Afryce, Azji i na Bliskim Wschodzie.

„Rekonstruowałam krocze somalijskiej kobiety, która padła ofiarą okaleczania żeńskich narządów płciowych. Dokonano na niej infibulacji, czyli usunięto jej łechtaczkę oraz wargi sromowe mniejsze, a następnie zaszyto wargi sromowe większe” – mówi Furnas. „Pozostawiono tylko mały otwór pozwalający na oddawanie moczu i miesiączkowanie. Cały obszar pokrywały blizny. Przecięłam bliznę, która miała ponad sześć milimetrów grubości, a pod nią znajdowała się normalna błona śluzowa oraz ujście pochwy. To była jedyna rekonstrukcja, jaką przeprowadziłam”.

Przycinanie „nadmiaru” skóry, rekonstrukcja pochwy po urodzeniu dziecka i (częściowe) odwracanie obrzezania to oczywiście trzy bardzo różne rzeczy, więc nie można ich wszystkich traktować na równi. Jednak niezależnie od motywacji kobiet, ginekologia plastyczna może bardzo mocno wpłynąć na ich życie. Chociaż nie istnieje coś takiego jak „idealna pochwa” czy „idealny srom”, nie ma również jednej odpowiedzi na to, czy takie operacje naprawdę są potrzebne. Sytuacja każdej pacjentki jest inna.

Jednak abstrahując już od tego, czy takie zabiegi z czasem staną się bardziej popularne, czy też mniej, jedno jest pewne – światu przydałoby się więcej dyskusji o żeńskich genitaliach.

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE UK


Więcej na VICE: