commons.wikimedia/Ralf Lotys
Gigantycznym echem odbiło się dzisiaj stwierdzenie ministra spraw wewnętrznych Mariusza Błaszczaka, jakoby policja miała wydać negatywną opinię nt. bezpieczeństwa tegorocznego Przystanku Woodstock. Festiwal byłby traktowany jako impreza masowa o podwyższonym ryzyku ze względu – jak sugeruje Błaszczak – na potencjalne zagrożenie terrorystyczne. Opartą na fragmencie wywiadu dla Polskiego Radia informację podchwyciły duże media informując m.in., że przystanek jest „zagrożony".Negatywna opinia policji nie sugeruje jednak, że impreza musi zostać odwołana. Oznacza to jedynie, że organizator musi zapewnić dodatkowe środki bezpieczeństwa i nie może sprzedawać alkoholu w strefach o podwyższonym ryzyku. Policja ma prawo nakazać natychmiastowe przerwanie wydarzenia, jeśli jej przebieg jest niezgodny z warunkami wydanymi w zezwoleniu – jednak twórca Przystanku Jurek Owsiak ma już w tej kwestii doświadczenie: w 2016 r. teren wokół dwóch scen (ale nie całego festiwalu) miał status podwyższonego ryzyka, a festiwalu nikt nie przerwał.Robimy to dla ciebie. Polub fanpage VICE PolskaNa dodatek, według oficjalnego listu Owsiaka umieszczonego na stronie imprezy, opinia wojewódzkiego komendanta Policji została już wydana i nie różni się od zeszłorocznej. Owsiak podkreśla też swoje dobre doświadczenia we współpracy ze służbami i wbija konserwatywnym władzom drobną szpilę, przypominając, że zeszłoroczne Światowe Dni Młodzieży imprezą podwyższonego ryzyka nie były – mimo obaw co do potencjalnego zagrożenia terrorystycznego związanego z wizytą papieża.Wygląda zatem na to, że cała sytuacja była jedynie burzą w szklance wody (albo raczej kałuży błota, z których słynie Przystanek).
Reklama
