18+

Dlaczego niektórzy mężczyźni nie robią minety

W odpowiedzi na nasz artykuł o seksie oralnym​ kilku facetów postanowiło publicznie zabrać głos i wyjaśnić, czemu nie uznają cunnilingusa

tekst Mish Barber Way
27 Luty 2017, 4:15am

Zdjęcie: Luke Mattson via Stocksy

Jakiś czas temu starałam się znaleźć kilku heteroseksualnych mężczyzn, którzy na potrzeby tekstu opowiedzieliby mi, dlaczego nie zadowalają swoich partnerek oralnie. Liczyłam, że znajdę przynajmniej paru chojraków gotowych wytłumaczyć mi swoją niechęć do tego aktu. Niestety żaden nie przyznał się przede mną do takiej awersji. Nikt nie chciał rozmawiać na ten temat. Odpowiedzi dostałam tylko od młodych chłopców, którzy chwalili się, że cipki są dla nich tym samym, co szpinak dla Popeye'a.

Poprosiłam więc kilku seksuologów, żeby podzielili się ze mną swoimi hipotezami. Ku mojemu zdziwieniu, po publikacji artykułu dostałam mnóstwo wiadomości od czytelników. „Nie robię minety" – zaczynali z grubej rury. „I powiem ci ze wszelkimi możliwymi szczegółami, dlaczego tak jest". A więc proszę bardzo, oto prawdziwe powody, czemu niektórzy nie liżą cipek.

George*, 27 lat

To, że nie robię minety, nie wynika z jakiejś świadomej decyzji. Spróbowałem tego z moją pierwszą dziewczyną, gdy zaczęliśmy być aktywni seksualnie. Nigdy mnie to nie pociągało. Chyba w dużej mierze wynika to z tego, że sam za bardzo nie lubię miłości francuskiej i nigdy nie oczekuję od kobiety, żeby zadowalała mnie ustami. To nawet zabawne: jedynie z moją ostatnią partnerką regularnie uprawiałem seks oralny i to tylko dlatego, że bardzo lubiła robić mi loda. Kiedyś zaczęła ze mną rozmowę o tym, że nigdy nie pieszczę jej ustami, a miałaby na to bardzo dużą ochotę. Zauważyła również, że sam się nigdy tego nie domagałem i uznała to za dziwne. Jednak prawdę powiedziawszy, nawet z nią mineta nie sprawiała mi frajdy, mimo że w łóżku bawiliśmy się świetnie. Oczywiście nigdy jej nie odmawiałem, bo nie jestem samolubnym dupkiem. Natomiast będąc absolutnie szczerym, nieszczególnie mi to odpowiadało. 

Tak jak już wspomniałem, nie wymagam od partnerek, żeby zadowalały mnie oralnie. Po prostu nie sprawia mi to przyjemności. Nie potrafię podczas tego dojść, więc zazwyczaj po prostu kończy się na tym, że odsuwam partnerkę i zaczynamy uprawiać seks. Natomiast jeżeli sypiam z dziewczyną, której sama penetracja nie wystarcza do orgazmu, moje palce świetnie zdają egzamin. Seks oralny naprawdę nie jest koniecznością. Moja niechęć nie stanowi źródła żadnych nieporozumień czy kłótni z partnerkami. Mnie seks zawsze sprawia przyjemność, ale za każdym razem upewniam się, że doświadczenie było satysfakcjonujące również i dla drugiej osoby. Nawet jeżeli nie robiłem minety.

Jacob, 31 lat

Odkąd tylko pamiętam, miałem bardzo wyostrzone zmysły smaku i zapachu. Być może spowodowała to chemioterapia, którą przeszedłem jako małe dziecko, lecz nigdy nie będę tego wiedział na pewno. Doznania, które innym jawią się jako lekko nieprzyjemne, dla mnie są absolutnie nie do zniesienia. Próbowałem kiedyś zadowolić kobietę oralnie i było to traumatyczne przeżycie dla obu stron. Ja czułem czyste obrzydzenie, natomiast moja partnerka – i nic dziwnego – oczywiście nie ucieszyła się na wiadomość, że ktoś ma problem z jej genitaliami. 

Ogólnie rzecz biorąc, bardzo nie lubię wkładać do ust rzeczy, które nie są jedzeniem albo piciem. Płyny ustrojowe także znajdują się na mojej liście „obrzydliwości". Tak więc dla obu stron doświadczenie jest przyjemniejsze, jeżeli po prostu pomijamy ten element gry wstępnej. Nie sądzę, żeby sprawiedliwie było nazywać moją niechęć do robienia minety decyzją. Moją awersję odkryłem, gdy miałem 20 lat. 

Z niektórych piczek zionie śmiercią. Czuć taki zjełczały odór, jak gdyby w środku coś umarło 

Poznałem kiedyś na Tinderze dziewczynę, która chciała wejść w układ bez zobowiązań. Rozmowę zaczęła od czegoś, co w jej mniemaniu było wielkim problemem: „Nie robię lodów". Mnie bardzo ulżyło, ale powiedziała, że wielu mężczyzn w tym momencie zrywa wszelki kontakt. Ich strata! Była świetną partnerką i nawet bez oralu bawiliśmy się wybornie. Oczywiście nigdy nie mógłbym „oczekiwać" od żadnej kobiety, żeby robiła mi loda, skoro sam nie mam zamiaru odwdzięczyć się jej tym samym. Jeżeli moja partnerka ma na to ochotę, ponieważ sam akt sprawia jej przyjemność, droga wolna – nie będę narzekał, a przed samym stosunkiem bardzo dokładnie się umyję. Jednak od samego początku jasno stawiam sprawę: nie zrewanżuje się minetą.

Steven, 27 lat

Nie robię kobietom minet z dwóch powodów. Po pierwsze, damskie genitalia nie wydają mi się szczególnie atrakcyjne. Bardzo lubię kobiece ciało, ale pochwy jako takie niezbyt mnie kręcą. Bardzo nie lubię ich zapachu i smaku. Nigdy nie potrafiłem zrozumieć, czemu niektórzy mężczyźni za nimi szaleją. Do tego dochodzi fakt, że panicznie boję się chorób wenerycznych i nigdy nie uprawiam seksu bez prezerwatywy. Na szczęście obecnie nie mam tego problemu – od 2008 roku jestem w monogamicznym związku, a moja dziewczyna nie lubi być zadowalana oralnie. Pod tym względem bardzo mi się poszczęściło. Nie będę jednak kłamał: sam uwielbiam, kiedy ktoś mi robi dobrze ustami. To zajebiste uczucie. Jednak jeżeli jakaś dziewczyna mi powie, że nie lubi robić loda, oczywiście to zaakceptuję. Nie jestem hipokrytą.

Fot. Cameron Whitman via Stocksy

Kent, 34 lata

Umawiałem się kiedyś z dziewczyną pracującą w Hooters [amerykańskiej sieciówce słynącej przede wszystkim ze skąpo ubranych kelnerek – przyp. red.], która miała sporo problemów. Na tamtym etapie oral stał mi się już obojętny, znacznie bardziej wolałem uprawiać seks. Kiedy rzuciła mnie po dwóch latach związku, bardzo mną to trzepnęło i starałem się utopić smutki w alkoholu. Podczas tamtego okresu byłem prawdziwą męską dziwką. Jednak nigdy nie zrobiłbym minety lasce, którą dopiero co poznałem w barze. Nie wiem, z kim wcześniej spała, a na język i usta nie ma prezerwatyw. Dla mnie seks zawsze był wystarczająco przyjemny sam w sobie, a do tego każdym razem używałem zabezpieczenia. Uzasadniałem moją niechęć do robienia minety podobną awersją, co w stosunku do dotykania wargami deski klozetowej. Tamten obszar służy wypróżnianiu się; moje usta absolutnie nie mają tam żadnego interesu. 

Znajomi przekonali mnie, że w końcu będę musiał przestać myśleć o tym jak o lizaniu toalety i po prostu to zrobić

Prawdopodobnie przez jakąś dekadę nie robiłem kobietom dobrze ustami. Nie zrozumcie mnie źle, rozumiem, że pot i różne chemikalia zmieniają zapachy, ale z niektórych piczek dosłownie zionie śmiercią. Czuć taki zjełczały odór, jak gdyby w środku coś umarło. Moi znajomi przekonali mnie jednak, że w końcu będę musiał przestać myśleć o tym jak o lizaniu toalety i po prostu to zrobić. Od jakiegoś miesiąca spotykam się z nową dziewczyną i regularnie robię jej minetę. Związki polegają na kompromisach; na szczęście cipka mojej partnerki smakuje jak ciało. Żadnych koszmarnych smrodów, po prostu normalny zapach.

Andrew [zachowana pisownia oryginalna]

Sama kącepcja [sic – przyp. red.] nie wydaje się jakoś szczególnie zachęcająca, ale w sumie nigdy nie nadarzyła mi się żadna okazja. Myślę o tym tylko [wtedy,] gdy widzę zdjęcie jakiejś przypadkowej modelki. Jestem jednak feministą (mam nadzieję, że jak większość ludzi w obecnych czasach) i oczywiście domagam się równych praw dla kobiet. Do tego bardzo mocno wierzę, że jedyną rzeczą, która potrafi naprawdę uszczęśliwić człowieka, jest pomaganie innym. Wielokrotnie gadałem z kumplami o robieniu dziewczynom dobrze ustami. Jeden kolega to uwielbia i często powtarzał, że żadne uczucie nie dorównuje satysfakcji, jaką daje widoczna reakcja parterki w takim momencie. Szczególnie kiedy wygina się przed w nim w łuk. 

Wydaje mi się, że można porównać to do pewnej sytuacji, kiedy to ja poczułem się spełniony jako mężczyzna. Podczas jakiegoś wyjścia na miasto przeżyłem dziwną interakcję z facetem, o którym wiedziałem, że wcześniej walnął jakiegoś gościa tak mocno, że wysłał go do szpitala. Chociaż żaden ze mnie miszcz [sic – przyp. red.] walk, od moich kumpli odróżnia mnie to, że przez rok z hakiem ojciec znajomego uczył mnie podstaw boksu. Chodziłem przez cztery lata do publicznego liceum w Queensland, gdzie odkryłem, że tylko dwa typy facetów zachowują się jak twardziele: ci, którzy naprawdę są pewni siebie i ci, którzy jedynie udają przed kolegami. 

Wracając do mojej interakcji z tamtym facetem. Wcześniej widziałem go już dwa razy. Za pierwszym razem siedział w barze z jakąś dziesiątką kumpli. Zamiast unikać jego wzroku, tak jak robili to wszyscy moich kumple ze szkoły, spojrzałem w jego stronę i nawiązałem z nim kontakt wzrokowy – nie jakoś szczególnie ostentacyjnie, ot tak po prostu, naturalnie. Do tego, kiedy przechodziłem obok ich stolika, uśmiechnąłem się i wybuchłem śmiechem. Pomyślałem sobie bowiem, że ludzie przecież boją się osób, którym trochę pokiełbasiło się we łbie – na pewno ja tak mam. Natomiast kiedy zobaczyłem go po raz drugi, był już tylko z jednym kolegą [serio? – przyp. red.]. Celowo chodziłem obok jego stolika (a wcale nie było takiej konieczności) i patrzyłem na niego. Nie robiłem jednak nic, co można by uznać za bezpośrednią prowokację.

Trochę mnie irytuje, że myślenie o minetach wywołuje we mnie tak silne emocje

W końcu znaleźliśmy się razem w okolicznym barze dla robotników. Był z tym samym kumplem, co ostatnio. Podszedł do naszego stołu bilardowego i poprosił o, a raczej po prostu wziął sobie, jeden z kijków mojego kolegi, po czym uderzył w bilę. Nie zwrócił się bezpośrednio do żadnego z nas, a po chwili odszedł jak gdyby nigdy nic. 

Jakieś 15 minut później on i jego znajomy szli korytarzem. Ja byłem sam i zmierzałem w przeciwnym kierunku. Bez lęku na nich spojrzałem; i tak poruszam się, jakbym był o 30 kilogramów cięższy, nie boję się takiej sytuacji. Nie zrozumcie mnie źle – jeżeli byłbym w ciemnej alejce, a przede mną stałoby dwóch facetów, od razu wziąłbym dupę w troki. Natomiast w tamtej sytuacji uznałem, że nie grożą mi jakieś szczególne bęcki. Nie przyspieszyłem ani nic i gdy byliśmy już w odległości jakichś 10 metrów od siebie, koleś bez żadnego ostrzeżenia skręcił do palarni. Jego kumpel minął mnie z głupim wyrazem twarzy. 

Poczułem się wtedy bardzo męsko, chociaż zdaję sobie sprawę ze śmieszności tamtej sytuacji. Kiedy opowiedziałem to moim kumplom, kolega kochający minety jeszcze raz przywołał historię o tym, jak dziewczyna wyginała się pod jego ustami.

Lubię takie doświadczenia, ponieważ dzięki nim dowiaduję się nowych rzeczy o sobie samym. Widzę dużo ludzi, którzy nie zdają sobie sprawy z tego, że są dupkami, przez co jeszcze bardziej dupkowieją. Nigdy nie chciałbym stać się taką osobą. Jeżeli okłamujesz nawet samego siebie, to z kim możesz być szczery? Właśnie dlatego zainteresował mnie temat robienia minety. Wydaje mi się, że wszyscy powinniśmy starać się być pewni siebie. Nigdy nie zostałem pobity, a kiedy już zdarzało mi się stanąć do walki, niesamowicie mnie to męczyło (mimo że faceci normalnie po prostu walą na oślep). Zdziwilibyście się, jak dużo kolesi zaczyna panikować, kiedy dobrze im się przyłoży. 

Uważam jednak, że fanga w nos nie tylko uczy człowieka pokory, ale i pozwala mu nabrać pewności siebie. Trochę mnie irytuje, że myślenie o minetach wywołuje we mnie tak silne emocje. Na pewno nie jestem przeciwny ani samej praktyce, ani ludziom, którzy to robią. Pisanie tego uświadomiło, jak śmieszna jest moja awersja. W sumie teraz mam ochotę zapomnieć się z jakąś dziewczyną i zobaczyć, czy udałoby mi się przełamać. A jeżeli tak, to czy by mi się to spodobało. Zawsze bardzo się denerwowałem, gdy musiałem zabierać głos przed całą klasą. Po pewnym czasie zacząłem się zmuszać, żeby jak najwięcej przemawiać i wkrótce moje referaty trwały maksymalną ilość czasu, a nie minimalną (w liceum byłem naprawdę leniwy). Tak samo reagowałem na myśl o bijatyce – stąd trening bokserski. Nadal się boję publicznego przemawiania czy bójek, lecz kiedy teraz do tego dochodzi, przyjmuję to już z większym spokojem. 

Może tak samo postąpię z minetami: dam się porwać chwili i zobaczę, jak się będę czuł. 

*Wszystkie imiona zostały zmienione.

Tłumaczenie: Zuza Krasowska