Dilerzy zioła mówią, jak nie traktować dilerów zioła
Ilustracje Brandon Celi
używki

Dilerzy zioła mówią, jak nie traktować dilerów zioła

Nie targuj się, nie staraj się zaprzyjaźnić na siłę i nie próbuj płacić przelewem
22 marca 2017, 3:30am

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE US

Nie chcemy się wypowiadać w imieniu wszystkich, wiemy też, że każdy ma swój gust i swoje ulubione używki. Można jednak z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że spora część z nas pali/paliła/zapali kiedyś zioło, o ile oczywiście ktoś nie wychował się w XIX wieku (wtedy też się jarało, tyle że opium). Ponieważ jednak marihuana wciąż jest u nas nielegalna, oznacza to spotkania z dilerami, które mogą się okazać bardzo niezręczne, zwłaszcza jeśli nie do końca wiesz, jak się w takiej sytuacji zachować. Jednak tak wcale nie musi być, ponieważ diler zioła (lepiej teraz się czegoś trzymaj) to sprzedawca jak każdy inny. Chce ci opchnąć swój towar i iść dalej. Bez pierdoletów. Bez dziwnych akcji. Szybko i sprawnie. Cześć. Piątka. Nara.

Porozmawialiśmy z kilkoma dilerami o troskach i bolączkach, o jakie przyprawiają ich klienci, a także o tym, jak się nie obchodzić z twoim dostawcą zielonego.

Nie

Naprawdę nienawidzę, kiedy ludzie próbują się targować. Towar kosztuje tyle, ile kosztuje. Jeżeli cię na to nie stać, nie zawracaj mi głowy. Przyjmuję tylko banknoty. Zdziwiłbyś się, ile osób chce mi wcisnąć drobniaki. Jeśli w portfelu masz sam bilon, może chwilowo odpuść sobie trawę.

To nie tak, że nie nigdy nie spuszczam z ceny: moi znajomi oczywiście płacą mniej, przy hurtowych zamówieniach także obowiązują inne stawki. Część ludzi zakłada, że po pewnym czasie (i ilości kupionego towaru) zacznę im sprzedawać taniej. Faktycznie, niektórzy stali klienci dostają zniżki, ale zawsze dzieje się to na moich warunkach. Nie zaczynaj sam tego tematu – jeśli uznam, że już nadszedł czas, na pewno cię o tym poinformuję. Pomyśl o tym tak: przecież nie domagałbyś się w knajpie posiłku za darmo tylko dlatego, że kilka razy już się tam stołowałeś. Jeżeli mają program lojalnościowy, sami dadzą ci znać.

Jeśli chodzi o komunikację, bardziej sobie cenię bezpośredniość niż dyskrecję. Wychodzę z założenia, że coraz częściej legalizuje się prochy, a ja wcale nie diluję dużymi ilościami. Powiedziałabym, że moi klienci są większymi paranoikami niż ja. Część z nich używa nawet własnych określeń, a ja ni chuja nie wiem, co one znaczą. Ktoś sobie wymyśli, że 10 gramów to brokuł i pisze do mnie: „Elo, mogę brokuła?". Czym do kurwy nędzy jest brokuł? Powiedz mi, co chcesz, a ja to załatwię!

Oprócz tego nie lubię się zasiadywać po transakcji. Mogę chwilę z tobą pogadać, ale nie więcej niż dwie minuty. Oprócz tego, o ile nie jesteś moim kumplem, nawet nie proponuj, żebyśmy razem zapalili. Nie kręć się przy mnie z nadzieją, że chwilę po tym, jak kupiłeś własną porcję, dam ci trochę darmowego towaru. Pal swoje zielsko.

– Sam*, 29


Tylko dobre rady. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


Nie, nie

Jeżeli korzystasz z naszych usług, pamiętaj, że bardzo rygorystycznie przestrzegamy pewnych reguł. Przede wszystkim nie sprzedajemy ludziom, którzy nie zostali nam przez kogoś nadani. „Rekomendacje" stanowią jeden z fundamentów tej branży i zwykle wymagamy, aby przynajmniej trzy zaufane osoby poręczyły za nowego nabywcę. Czasami się zdarza, że ze względów bezpieczeństwa w ogóle przestajemy przyjmować kolejnych klientów. Przyjmując, że ci się poszczęści i zostaniesz przez nas zaakceptowany, nie bądź głąbem, zachowaj dyskrecję. Nie pisz o nas na Facebooku, Twitterze czy na innych portalach społecznościowych; nie podawaj naszego numeru znajomym. Przez takie zachowanie od razu trafisz na czarną listę.

Pamiętaj również, że zawsze zapisujemy twój numer i adres domowy, więc nie zamawiaj z domu kumpla. A jeżeli wpadniesz na genialny pomysł, żeby ściągnąć dilera na imprezę, w mgnieniu oka wylecisz z zaufanego kręgu. Innymi słowy, w kontaktach z nami postaraj się nie być kompletnym deklem.

No i najważniejsze: nie próbuj nas okantować. Mamy trzy rodzaje zioła i jeżeli stać cię tylko na najtańsze, kupuj kurwa najtańsze. Raz na jakiś czas może się zdarzyć, że dostaniesz od nas lepszą trawę – to nie gest sympatii, tylko znak, że w drodze do ciebie wyprztykaliśmy się z najtańszego towaru. Takie sytuacje mają miejsce bardzo rzadko, więc nie rób sobie nadziei. Nasz system działa bardzo sprawnie: jeżeli wykręcisz nam jakiś numer, od razu stracisz dojście do zioła i znów będziesz musiał żebrać po znajomych.

– Josh*, 28

Ilustracje Brandon Celi

Nie, nie i jeszcze raz nie

Jestem kobietą, więc sporo ludzi zakłada, że gorzej sobie radzę jako diler, ale prawdę mówiąc, większość typów, którym sprzedaję, nie sprawia mi żadnego kłopotu. Tak się składa, że to właśnie z kobietami mam największe problemy. Czasem dostają na moim punkcie prawdziwej obsesji. Serio! Była taka jedna dziewczyna, która tak desperacko chciała się ze mną zaprzyjaźnić, że kupowała ode mnie całe tony zielska, a czasem w dodatku dawała mi w prezencie całkiem ładną stylową biżuterię. Była naprawdę miła, ale dość szybko zaczęła mnie irytować. Jeśli nie daję jasnych sygnałów, nie próbuj się ze mną zakolegować na siłę.

Skoro już o tym mowa ‒ ludzie tak często pytają, czy mogą dostać zioło teraz, a zapłacić później. To się po prostu w głowie nie mieści. Nigdy się na coś takiego nie zgadzam, o ile nie chodzi o bliskiego przyjaciela. Taki ktoś zawsze chce brać coraz więcej „na kredyt" i myśli, że może tak robić w nieskończoność. Dam palec, weźmie całą rękę. Nie pozwolę się wykorzystywać.

Nie dzwoń do mnie o dziwnych porach. Nocą śpię, jak każdy normalny człowiek i nie podoba mi się, gdy budzą mnie cztery nieodebrane połączenia i 16 rozpaczliwych SMS-ów. Za coś takiego zrywam kontakty z klientami. Poza tym nie zamęczaj mnie telefonami. Czasem nie ma mnie przez parę dni i po prostu nie odbieram. Jeśli w piątek powiem ci, że będę niedostępna aż do poniedziałku wieczorem, twoje SMS-y w sobotę, niedzielę i poniedziałek rano niczego nie przyspieszą.

Zależy, o jaki narkotyk chodzi, ale zazwyczaj faktycznie wiem, co i od kogo kupić. Nie daję jednak kontaktów do dilerów od twardszych rzeczy moim klientom, chyba że chodzi o moich kumpli, z którymi idę na imprezę. Nie chcę być zamieszana w handel czymkolwiek oprócz trawy.

Na koniec, nie pytaj mnie, czy doprawiam czymś moje zioło. To mnie obraża. Może to dlatego, że sprzedaję czasem nieco młodszym dzieciakom, ale ludzie oskarżają mnie, że dodaję jakiegoś szajsu do zielska, bo mają po nich potężny lot. Ja zwyczajnie mam dobry towar! Nie spryskuję go heroiną ‒ to ty masz po prostu słabą głowę.

‒ Lilly*, 21 lat

Po prostu nie

Wolę odbierać telefony z zamówieniami w normalnych godzinach pracy, także w weekend. W tej chwili żyję wyłącznie z dilowania, ale mam też życie poza pracą. Nie chciałbyś chyba, żeby twój szef albo klienci wydzwaniali do ciebie we wtorek nad ranem. Nie spodziewaj się więc, że odbiorę telefon, gdy ty to robisz.

Nie pytaj mnie, czy możesz mi zapłacić przelewem. Nie możesz. Gotówka albo nic. Nie znoszę, jak ktoś robi u mnie duże zamówienie, a gdy już jestem na miejscu, wyskakuje mi z pytaniem: „A mogę ci zrobić przelew?", jak jakiś debil. W ten sposób marnujesz mój czas i możesz zapomnieć o jakichkolwiek przysługach z mojej strony.

Na koniec, doradzam cierpliwość. Jeśli słyszałeś, że czas dla dilera płynie inaczej, to sama prawda. Zdaję sobie sprawę, że w tej transakcji to ja mam całą władzę. Mogę powiedzieć, że będę za 20 minut, ale wiem, że mogę się spóźniać, ile chcę, bo to ja mam zioło. Nie spodziewaj się, że będę na czas i nie zasypuj mnie SMS-ami z pytaniami, o której będę. Będę, kiedy będę.

‒ Antonio*, 26 lat

*Imiona zostały zmienione, by chronić prywatność naszych rozmówców

Tłumaczenie: Zuzanna Krasowska i Jan Bogdaniuk


Więcej na VICE: