Poznaj dziewczynę, która robi sztukę z embrionów

FYI.

This story is over 5 years old.

sztuka

Poznaj dziewczynę, która robi sztukę z embrionów

„Zwykle wypełniam embrionami całą tackę do pieczenia. Powiedziałabym, że robię 20 embrionów za jednym podejściem. Piekę je około 30 minut", artystka Zofia Lohr opowiada o swoich rzeźbach z masy polimerowej

Zofia Lohr to pochodząca z Warszawy artystka, która tworzy ręcznie małe zarodki z masy polimerowej, a następnie utwardza je w piekarniku. „Zwykle wypełniam embrionami całą tackę do pieczenia. Powiedziałabym, że robię 20 embrionów za jednym podejściem. Piekę je około 30 minut". Na tym się nie kończy. Małe, wygięte istoty przechodzą później ze skrajności w skrajność – z gorąca do zimna. „Zamrażanie embrionów nie jest ważne w całym procesie, jednak czasem je mrożę, bo wydaje mi się to interesujące" – mówi Lohr.

Reklama

Zofia przyleciała z Polski do Nowego Jorku w wieku piętnastu lat. Mogła poczuć się nieco zagubiona, poznając nowy język i kulturę. Przez pierwsze lata to sztuka pełniła rolę płaszczyzny porozumiewania się z nowojorczykami. Mając za sobą lata eksperymentowania z różnymi formami sztuki, m.in. ceramiką, rzeźbą, malarstwem, chciała skupić się na rzeźbieniu, jednak ojciec przestrzegał ją, że los artysty bywa kapryśny. Można tworzyć rzeczy wielkie, ale jakie to ma znaczenie, jeśli przyjdzie kryzys.

Dlatego Lohr zboczyła z ryzykownego szlaku marzeń. Niedługo po ukończeniu Fashion Institute of Technology zaczęła zarabiać w studiu projektowania tekstyliów Kravet, Inc. Pracowała w nim przez trzynaście lat, które obfitowały w sukcesy. Gdy zaproponowano jej zostanie dyrektorem kreatywnym studia, paradoksalnie zaczął doskwierać jej przykry stan niespełnienia. Podjęła wtedy wydawałoby się irracjonalną decyzję – odeszła z pracy.

Nieskrępowana nikim i niczym, zdecydowała się odwiedzić kilka odległych miejsc. Potrzebowała inspiracji, odświeżenia. W największym stopniu ujęły ją Indie, gdzie pracowała jako wolontariuszka z dziećmi mieszkającymi w slumsach. Dzięki temu, co zobaczyła w Indiach, dotarło do niej, jak dwoista bywa cena ludzkiego życia. W tym samym czasie dowiedziała się o aborcji dokonanej przez swoją przyjaciółkę. Informacja ta z jednej strony ją przeraziła, zaś z drugiej – znając sytuację swojej przyjaciółki – znalazła w tym czynie dużą odwagę.

Reklama

Co się stało z zarodkiem? Czy cierpiał w czasie „skrobanki"? Jak by się rozwijał, gdyby nie aborcja? – pytania te nurtowały Lohr. „Kobieta może rozporządzać swoim ciałem" – stwierdziła. Nie uważa jednak, że aborcja jest dobrym rozwiązaniem w każdym przypadku. „Embriony są małymi istotami, są naszym początkiem".

Wystawa „Embryonic State" spełnia dla autorki wyjątkowo osobistą rolę: „Jest to dla mnie sposób na radzenie sobie z brakiem gotowości na posiadanie dziecka i z presją bycia «w okresie rozrodczym». Ta wystawa jest czymś, co musiało ze mnie wyjść. Jej celem nie było szokowanie widzów". Oni jednak nie pozostali obojętni. Czy można zostać obojętnym na mrowie naturalnie wyglądających zarodków jakby wyrwanych z ludzkiego ciała? Nieruchomo śpiące w kolbach lub próbówkach embriony nawiązują do in vitro lub eugeniki, czyli projektowania dzieci. Można je też obejrzeć w symulowanym łonie kobiety – w podświetlanych czarnych pudełkach. Znajdziemy embriony deluxe na czerwonych poduszkach, oświetlone przez mocne światła żarówek. W odróżnieniu od pozostałych są upiększone i pomalowane, na przykład nawiązując do stylistyki jajek Faberge.

„Dziecko jest skarbem, które zmieni życie kobiety nie do poznania" – komentuje pracę artystka. Obok – obtoczone w błyszczących kamyczkach płody; przywodzą na myśl sklep jubilerski. Dalej – w misce cały zbiór małych z ciemnymi plamkami; przypominają popcorn. Symbol umasowienia? Symbol deprecjacji życia ludzkiego? Jak to rozumieć? Jeszcze dalej – embriony ułożone w okręgu. Chodzi o cykliczność świata? Jego odnawialność?

Oprócz tego na ścianie przyklejono żółte karteczki Post-it ze szkicami zarodków. W ten sposób artystka nawiązuje do nietrwałości w naturze, wręcz do jej jednorazowości. Ale nie tylko, bo każda mała karteczka to indywidualny szkic-portret każdego embriona zrobionego z masy. Podkreśla to nastrój całej wystawy. Obok fascynacji nowym życiem dominantą jest strach. Walczyć z nim można m.in. za pośrednictwem fantazji.

Podczas przygotowań do całego przedsięwzięcia Lohr zrobiła zdjęcie, które nurtuje ją od dłuższego czasu. Wypchaną mysz zestawiła ze złotym embrionem. „Owa konfiguracja ma w sobie coś magicznego – mówi Lohr – jakby stanowiła epizod zaginionej bajki braci Grimm". Równie dobrze mogłaby być to alegoria obłędu kobiety po usunięciu ciąży. Cóż, sztuka często oferuje sposoby na rozładowanie napięcia.