VICE Guide to travel: Trzecia Korea

Większość ludzi już kojarzy, że Korea jest podzielona na dwie części i jedna z nich jest zła, a druga produkuje świetne plazmy. Niektórzy wiedzą nawet, że te dwa kraje są oddzielone od siebie najbardziej uzbrojoną granicą warowną na całym świecie, co...

|
wrz 26 2011, 6:22am

Większość ludzi już kojarzy, że Korea jest podzielona na dwie części i jedna z nich jest zła, a druga produkuje świetne plazmy. Niektórzy wiedzą nawet, że te dwa kraje są oddzielone od siebie najbardziej uzbrojoną granicą warowną na całym świecie, co trochę utrudnia weekendowe wypady do  Pjongjang. Niewielu jednak wie, że na zachód od tych dwóch jest jeszcze jedna Korea. Tam  północ i południe spotykają się w dziwnej kapitalistyczno-komunistycznej mieszance nadzorowanej przez Chińczyków. Jeżeli chciałeś kiedyś odwiedzić miejsce narodzin Kim Jonga II, słuchając K-Popu, nie rezygnując z kawy w Starbucksie i nie zarobić przy tym kulki w łeb, Korea Zachodnia to miejsce dla ciebie.

Mało znany region północno-wschodnich Chin zwany Yanbian (Autonomiczna Koreańska Prefektura Yanbian) ma wszystko czego tylko politycznie dwubiegunowy okręg mógłby zapragnąć: modne południowokoreańskie kawiarnie, ogromne domy handlowe i kluby pełne najlepszych koreańskich DJów prosto z Seulu. Te cuda dzielą teren prefektury z nieciekawymi komunistycznymi widokami, kiczowatymi, uzbrojonymi parkami rozrywki, socjalistycznymi rzeźbami, mundurami pracowniczymi i silnym powiewem gospodarczej stagnacji. Żeby tam dotrzeć z Pekinu musiałem przeżyć 24-godzinną jazdę pociągiem, oparty o twarde drewniane siedzenie w ciągle oświetlonym przedziale, pełnym ludzi rzucających nadjedzone skóry od kiełbasy na podłogę, która robiła się coraz bardziej obrzydliwa.

Dobijająca do dwóch milionów populacja Yanbian to największa mniejszość koreańska poza półwyspem. To miejsce gdzie biznesmeni, urzędnicy rządowi, szaleni chrześcijańscy misjonarze z północy i południa spotykają się, rozmawiają i handlują, używając terenu rządzonego przez Chińczyków jako neutralnej bazy.

Niestety kumplowanie się z Koreą Północną nie jest proste. Kiedy zła Korea przeprowadza któryś ze swoich nikczemnych podziemnych testów atomowych, często powoduje niechciane trzęsienia ziemi w stolicy Yanbian - Yanji. Od czasu do czasu, dla rozrywki, porywają też ze wschodu paru południowokoreańskich pastorów.

Centrum Yanji to neony i niesamowicie dobre koreańskie jedzenie. Można się tam naprawdę dobrze bawić, a pod osłoną nocy nie widać niektórych niedoskonałości stolicy tak bardzo widocznych w dzień.

Jednak kiedy świeci słońce, na horyzoncie widać tylko komunistyczne bloki wepchnięte w rzędy rozpadających się wiejskich domków i socjalistyczne pomniki tańczących kobiet.

Żeby sprostać rozwojowi i koniunkturze Korei Południowej, północ zainwestowała w straszny, prawie opuszczony park rozrywki prezentujący ich specjalny rodzaj halucynogennej traumy, którą tylko naród więźniów mógłby wziąć za zabawę.

Tutaj są tradycyjni bohaterowie reżimu: Mammary Pig (Sutkowa Świnka) i Queer Deer (Pedał Jeleń).

Jest i kolejka, która przeniesie cię do świata płaczących misiów powieszonych za szyję.

Mężczyzna bez oczu wita cię zanim wejdziesz na wielką kolejkę...

...huśtawkę z pociskami nuklearnymi...

...i obejrzysz show z gołą laską owiniętą wężem.

Wydaje mi się, że ten czołg jest używany do trenowania dziecięcych żołnierzy na ten słuszny dzień, kiedy nagle wyskoczą zza rogu i wysadzą wszystkie południowokoreańskie kawiarnie.

Tutaj milutki pomnik czarnoksiężnika satanisty próbującego wsadzić gada w gołą dziewuchę.

Biorąc pod uwagę generalną atmosferę monotonnej rozpaczy, nic dziwnego, że Morrisey wybrał to miejsce na swoją śmierć.

Ale pomimo tych dziwacznych rozrywek Yanji i jego sąsiedztwo ciągle odcinają kupony od największego turystycznego sukcesu - fikcyjnego miejsca narodzin Kim Jonga II.

Jezioro Tianchi (Niebiański Staw) wzniesione jest 2000 metrów n.p.m. na szczytach szerokiego pasa Gór Wschodniomandżurskich, który rozciąga się wzdłuż granicy Chin i Korei Północnej, niedaleko od Yanji. Jedna strona jest zupełnie pusta, jest tam tylko kilka ledwo zauważalnych wojskowych punktów obserwacyjnych. Druga strona roi się od chińskich turystów rzucających swoje pieprzone kiełbasiane skóry na ziemię.

Ze względu na wyjątkowe, niby-Biblijne krajobrazy terenu, północnokoreańska propaganda zadecydowała, że to właśnie tu urodził się ich lider. To oczywiście kompletna bzdura, ale brzmi znacznie lepiej niż nieciekawy obóz militarny na Syberii, gdzie ten wredny bachor naprawdę zaczął życie. Nie bacząc na prawdę, zapłaciłem 30 funtów za przejażdżkę pickupem, który zawiózł mnie i moją koleżankę Emily na sam szczyt.

Zanim Półwysep Koreański został podzielony na dwie części był wylęgarnią Chrześcijaństwa, a  Pjongjang - azjatycką stolicą Jezusa. Jednak od kiedy północnokoreański komunistyczny rząd przejął kontrolę, zdeptał wszystko swoją nową mitologią pokazującą Kimów jako TOP 5 Biblii, tylko że z głowicami atomowymi. Żeby pomóc ludziom zapomnieć o przeszłości, zostawili w nowej rzeczywistości tak dużo elementów Chrześcijańskich jak to było możliwe. Dlatego na przykład narodowe święto czczące urodziny matki Kim Jonga II dogodnie przypada wtedy, kiedy reszta z nas świętuje Boże Narodzenie. Dlatego też lubią udawać, że ich przywódca urodził się w biedzie, w górskim odpowiedniku stajenki.

Zanim wdrapaliśmy się na ostatni szczyt znaleźliśmy po drodze świętą replikę tejże urodzinowej komnaty. Wygląda dosyć przytulnie.

Była częścią opuszczonego kompleksu wypoczynkowego dla Koreańczyków, teraz mieszkają tu tylko kozy górskie.

Na szczycie góry jest bardzo, bardzo zimno. Bardzo zimno.

Zawsze miło zobaczyć dzieci radośnie bawiące się na ufortyfikowanej granicy totalitarnego państwa. Te dzieci przeskoczyły ze swoją mamą przez ogrodzenie do Korei Północnej. Spoglądają w stronę Chin i żartobliwego napisu "Nie podchodzić!" próbującego odwieść zdrajców w ostatniej chwili. To dowód, że dzisiejsze dzieci nie mają szacunku dla osi zła.

Kiedy zeszliśmy z powrotem, zdaliśmy sobie sprawę, że zrobiliśmy wszystko co jest do zrobienia w fikcyjnej Trzeciej Korei. Było miło, ale na następne wakacje jadę na Antiguę.

Co jeszcze musisz wiedzieć? 

jak wyglądają wesołe miasteczka w Korei Północnej

Jak wyglądają obozy pracy 

Więcej VICE
Kanały VICE