Studenci ze Szczecina protestują w obronie sprzątaczek i portierów

Fot. Wikipedia

Wyobraźmy sobie hipotetyczne ogłoszenie o pracę: stała pensja 900 złotych za minimum 200 godzin w miesiącu; brak określenia wymiaru godzinowego pracy; nadgodziny niepłatne; zatrudnienie na umowie-zleceniu na czas nieokreślony. Czy ktoś chciałby pracować na takich warunkach? A właśnie tak – według protestujących studentów Akademii Sztuki w Szczecinie – wygląda codzienność sprzątaczek i portierów na ich uczelni.

„Pragniemy pomóc pracownikom, by mogli wykonywać swoje obowiązki w godnych warunkach. Zwłaszcza jeśli dotyczy to ludzi, których sami lubimy, szanujemy i z których pracy korzystamy wszyscy” – mówi Olga Baszuro, przedstawicielka studentów.

Videos by VICE

Protesty zaczęły się po tym, jak w kłopoty wpadło małżeństwo Piernikowskich, którzy pracowali przez kilka lat na Akademii Sztuki i byli bardzo zżyci ze studentami. W grudniu pani Krystyna Piernikowska trafiła do szpitala. Po tym, jak nie pojawiała się w pracy, do szpitala przyjechał przedstawiciel zewnętrznej firmy Ekotrade, zatrudniającej panią Krystynę, który kazał jej podpisać dokument zawieszający umowę na czas jej pobytu w szpitalu.


Dla prekariuszy, freelancerów, korpoludów i tych, co założyli firmę. Polub fanpage VICE Polska, żeby być z nami na bieżąco


Ustalenia umowy głosiły rzekomo, że jeśli pracownik nie stawi się w pracy przez 7 dni, to umowa jest automatycznie zawieszana. Według zatrudnionych, nigdy nie otrzymali oni kopii umów. Pan Ryszard miał ujrzeć tylko„gest Kozakiewicza” ze strony przełożonego, gdy prosił o tekst umowy i upomniał się o przejście na umowę o pracę (o wszystkim opowiedział w nagraniu udostępnionym przez studentów). W czasie pobytu pani Krystyny w szpitalu, pan Ryszard również nie mógł pracować, musiał bowiem zająć się chorą żoną i niepełnosprawną córką. Rodzina została praktycznie bez środków do życia.

Studenci zaczęli drążyć temat i dowiedzieli się od pana Ryszarda, na jakich warunkach zatrudnionych jest 26 pracowników technicznych ich uczelni: ok. 900 złotych na miesiąc, brak zabezpieczeń socjalnych i emerytalnych, w części przypadków brak umowy o pracę lub dwie umowy (jedna na wykonanie faktycznej pracy, a druga za roznoszenie ulotek na kwotę 50 złotych, od której odprowadzane są składki na ubezpieczenie), nieznany nikomu faktyczny wymiar czasu pracy, „kary” za wypowiedzenie umowy (np. opłata 150 zł za identyfikator). Studenci wystosowali do rektora list otwarty w tej sprawie – w imieniu wszystkich studentów i prawie wszystkich pracowników naukowych. Podobny list został wysłany wcześniej przez Związek Nauczycieli Akademickich, pozostał on jednak bez echa.

Mieliśmy wrażenie, że władze Akademii chcą po prostu przeczekać problem, aż się znudzimy lub zmęczymy. Kolejne spotkania i rozmowy w zasadzie do niczego nie prowadziły

Studenci rozwiesili plakaty i stworzyli ogłoszenie w sprawie poszukiwania osoby na stanowisko rektora-stażysty. Plakaty i ogłoszenie szybko zniknęły, jednak przyniosły efekt w postaci nagłośnienia problemu i przyśpieszenia rozmów z władzami uczelni na temat rozwiązania problemu.

„Długo nie wychodziliśmy z tym do mediów, ponieważ mieliśmy nadzieję, że uda się tę sprawę załatwić wewnętrznie. Mieliśmy wrażenie, że władze Akademii chcą po prostu przeczekać problem, aż się znudzimy lub zmęczymy. Kolejne spotkania i rozmowy w zasadzie do niczego nie prowadziły” – wspomina Katarzyna Sokół, jedna z inicjatorek akcji.

Protesty studentów przyniosły już pierwsze (choć nieznaczne) zmiany: dwie z pracownic mają umowę o pracę. Pod wpływem nacisków studentów władze uczelni powołały dwa zespoły, które zbadają sprawę obecnych warunków pracy, oszacują możliwość wprowadzenia do umów postulowanych przez studentów klauzuli społecznych oraz zatrudniania w spółdzielniach socjalnych. Władze uczelni przestały zamiatać problem pod dywan: „Chciałabym za parę miesięcy móc powiedzieć, że dzięki akcji studenckiej i wsparciu pracowników, Akademia Sztuki jest pierwszą uczelnią, która wprowadza takie zmiany i jesteśmy wzorem dla Polski” – mówiła w Radiu Szczecin Agnieszka Lisowska, rzecznika prasowa Akademii Sztuki.

Uczelnie są niedofinansowane przez ministerstwo, a cięcia kosztów dotyczą zawsze najsłabszych, a nie osób na najwyższych szczeblach

Z jednej strony władze uczelni mają związane ręce z powodu niewielkich środków, które otrzymują na administrację, a z drugiej je umywają, przerzucając zatrudnienie na firmy outsourcingowe, nad którymi nie mają prawie żadnej kontroli. „Problem nie leży wyłącznie po stronie złej woli władz uczelni, lecz jest systemowy” – mówi Baszuro. „Ustawa przetargowa wręcz wymusza istnienie tego typu patologii. Jeśli wygrywa najniższa cena, to siłą rzeczy musi się to odbywać kosztem najbiedniejszych, którzy najmniej mogą”. Sokół dodaje: „Uczelnie są niedofinansowane przez ministerstwo, a cięcia kosztów dotyczą zawsze najsłabszych, a nie osób na najwyższych szczeblach”.

Akademia Sztuki w Szczecinie jest nową i stosunkowo małą uczelnią – powstała w 2010 roku i studiuje na niej około 400 studentów. Ma to znaczenie, ponieważ wysokość dotacji uzależniona jest między innymi od liczby studentów. Młodej akademii trudno jest też konkurować z wielowiekowymi markami Uniwersytetu Jagiellońskiego czy Warszawskiego. Dlatego jest pierwsza w kolejności do cięć finansowych, a z racji małego budżetu, oszczędności są dla tej uczelni najbardziej dotkliwe.

Inne uczelnie w Polsce również zmagają się z problemem łamania praw pracowniczych. Podobne sytuacje miały miejsce na uniwersytetach w Łodzi, Poznaniu i Warszawie. Udało się tam wprowadzić godziwe warunki pracy, dzięki naciskom ze strony związków zawodowych i organizacji społecznych.

Outsourcing może dotyczyć również pracowników naukowych. Już tak się dzieje w przypadku lektorów

„Jeżeli poważnie traktujemy etos akademicki i ideę wspólnoty uniwersyteckiej, nie możemy przerzucać problemów finansowych na najsłabszych, których głos jest najsłabiej słyszalny. Solidarność z pracownikami technicznymi leży także w najbardziej żywotnym interesie doktorantów, adiunktów i profesorów, bowiem może ich spotkać ten sam los. Outsourcing może dotyczyć również pracowników naukowych. Już tak się dzieje w przypadku lektorów” – mówi Aleksander Temkin z Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej.

Na dobrą sprawę na zatrudnianiu na umowach śmieciowych tracą wszyscy: na papierze wygląda to korzystnie, ponieważ przetarg wygrywa firma, która złoży ofertę z najniższą ceną. Lecz prawdziwe koszty takiej procedury już niedługo mogą nas uderzyć z ogromną siłą. Istnieje ogromna rzesza ludzi, którzy funkcjonują poza systemem świadczeń społecznych: dzieci pozbawione są opieki medycznej, ponieważ ich rodzicie nie mają ubezpieczenia zdrowotnego, do budżetu państwa nie wpływają składki na wypłaty obecnych i przyszłych emerytur.

„Niedofinansowanie w żaden sposób nie usprawiedliwia takiego traktowania pracowników technicznych. Uniwersytety i akademie są instytucjami publicznymi, instytucjami szczególnego zaufania i szczególnej misji. Jeżeli praktykowany jest tam wyzysk, jest to fatalny społecznie przykład, który obniża standardy obowiązujące na rynku pracy. Uniwersytety mają wiele na sumieniu, a skala takich praktyk jest nagminna” – stwierdza Temkin.

Nadzieją na zmiany jest uchwalona w styczniu nowelizacja ustawy o zamówieniach publicznych, która zakłada odejście od kryterium najniższej ceny i uwzględnianie przy wyborze oferty klauzul społecznych i umów o pracę (czeka na podpis prezydenta). Istnieją także zapowiedzi zwiększenia uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy oraz wprowadzenia minimalnej stawki godzinowej. Jednak już pojawiają się „kreatywne” pomysły na obejście zapowiadanych zmian, np. zatrudnianie pracowników technicznych na kontraktach. Nieoficjalnie mówi się również, że przedstawiciele władz akademickich lobbują, by zapisy ustawy o szkolnictwie wyższym były nadrzędne w stosunku do prawa pracy – w myśl błędnie rozumianej autonomii uniwersytetów.

„W przetargach jest wymóg, że papier toaletowy musi być biały i miękki, ale już kto go rozkłada i w jakich warunkach, to nikogo nie obchodzi. Osobiście wolałabym szary, by pani, która go rozkłada mogła iść do lekarza, gdy zachoruje” – podsumowuje Baszuro.

Telefonicznie i mailowo prosiliśmy firmę Ekotrade o komentarz, jednak do momentu publikacji nie otrzymaliśmy informacji zwrotnej

Thank for your puchase!
You have successfully purchased.