PRZYPADEK 2: narodziny tożsamości

Skierowanie i wstępna obserwacja 

Christopher [nazwisko nieznane]

Videos by VICE

Data urodzenia: 02.22.2004

Podczas pierwszej wizyty Christopher nie zachowywał się jak zwykły ośmiolatek. Miał w sobie jakąś dzikość; włosy w nieładzie, zepsute zęby i brązowe zmiany grzybicze na twarzy. Tkwił w emocjonalnym otępieniu, przerywanym nagłymi przypływami energii. Kręcił się wtedy niespokojnie po pokoju, co i rusz biorąc do ręki nowy przedmiot i badając go z niemal naukową wnikliwością. Szczególnie przypadła mu do gustu kolekcja amonitów i eksponatów geologicznych, którą trzymałam na półce. Zachowywał się niestosownie do swojego wieku. Nie miał świadomości podstawowych ograniczeń i konwencji społecznych. Kiedyś zrobiło mu się niewygodnie w butach; zdjął je i zaczął obgryzać sobie piętę. Jego komunikacja werbalna przyjęła niespotykaną postać: nie używał zaimków osobowych, a pierwszą liczbę osoby pojedynczej zastępował liczbą mnogą. – Chcemy wrócić do Lea – mówił. Po pobycie w szpitalu Christophera skierowano na dalsze leczenie z powodu skrajnego niedożywienia. W tamtym okresie mieszkał z rodziną zastępczą, po tym jak zabrano go z górskiej komuny Brant Lea (odosobnionej osady w górach na północy Anglii), niedaleko miasta K. 

Informacje ogólne 

Christophera znalazł na wrzosowiskach spacerowicz. Chłopiec robił wrażenie zdezorientowanego, a jego organizm był lekko wyziębiony. Przyjęto go na oddział pediatryczny miejscowego szpitala. Ważył 18 kilo (80 procent właściwej w jego wieku wagi ciała) i sprawiał wrażenie krańcowo wyniszczonego. Zdaniem personelu szpitala wyglądem przypominał więźnia obozu koncentracyjnego. Miał wszy i grzybicę paznokci. Był na drakońskiej diecie. Z rozmowy z nim wynikało, że jadł głównie to, co udało się mu się zerwać albo złapać: warzywa, sałatę, ślimaki, króliki i raki. Nie można było znaleźć żadnych dokumentów potwierdzających, że kiedykolwiek go szczepiono, ani danych o uzębieniu. Komuna koczowała 11 mil od miasta K. Zajmowała stare, na poły rozpadające się gospodarstwo na terenie publicznym. Członkowie wspólnoty przejęli farmę przez zasiedzenie. Całe dotychczasowe życie Christophera upłynęło w tym miejscu. W trakcie hospitalizacji Christopher został objęty programem odbudowy wagi (konieczne było stosowanie środków uspokajających i sondy nosowo- żołądkowej). Po jego zakończeniu zaczął jeść niewielkie porcje żywności. Wypisano go ze szpitala i umieszczono w rodzinie zastępczej. Opieka społeczna badała w tym czasie jego przypadek. Po upływie czterech tygodni jego opiekunka w rodzinie zastępczej zabrała chłopca do lekarza rodzinnego. Christopher znowu chudł. Podejrzewała, że chłopiec uciekał się do sztuczek znanych niejadkom, jak ukrywanie niezjedzonych kawałków mięsa w kieszeniach albo pod łóżkiem. Poza tym Christopher nie miał wyczucia granic strefy intymnej; notorycznie wchodził do łazienki, kiedy jego opiekunka się załatwiała, mimo że wielokrotnie zwracała mu na to uwagę. Nie szanował cudzej własności. 

Ocena 

Podczas piewszej sesji Christopher dał się bez problemu zważyć, ale nie potrafił skupić się podczas badania. Z trudem przychodziło mu udzielanie odpowiedzi na pytania dotyczące jego osoby. Pierwszą rzeczą, którą powiedział sam z siebiem było: „Chcemy zobaczyć hodowlę ślimaków”. O matce nie mówił „mama”, ale reagował na jej imię – Amber. Christopher był w stanie rozpoznać znajome i ważne dla niego osoby, ale jego własna tożsamość była niespójna i rozproszona. 

Zlewała się z tożsamością innych osób, w szczególności pozostałych członków wspólnoty. Dało się zauważyć pewne opóźnienie wzrostu, a jego umiejętność czytania była poniżej średniej. Należy jednak podkreślić, że nie wykazywał żadnych objawów sugerujących zniekształcone postrzeganie obrazu własnego ciała czy skłonności samobójczych. W teście na wzory żywienia otrzymał małą liczbę punktów w części dotyczącej perfekcjonizmu i lęku przed dorosłością. Jednocześnie bardzo ważne było dla niego kontrolowanie ilości przyjmowanego pokarmu, jego rola w komunie i przypodobanie się „Pierwszym” (czyli założycielom wspólnoty). Zapytałam, czy kiedy ogranicza jedzenie, to Pierwsi są z niego zadowoleni. Odparł: – Mamy odleciane sny. Pascal i Jan mówią, że dzięki tym snom jesteśmy wyjątkowi. Potrafią nas przejrzeć. – (Pascal był jednym z Pierwszych i kimś na kształt szamana, który sprawował władzę nad wspólnotą). – Czy dorośli nie powinni dopilnować, żeby dzieci miały co jeść i rosły duże i zdrowe? – zapytałam. To pytanie wywołało u niego konsternację. Wyglądało, jakby nigdy wcześniej nie zetknął się z pojęciami hierarchii i odpowiedzialności. – Zawsze jemy ślimaki – odparł. A potem z wyraźnym ożywieniem opisał system do odtruwania ślimaków, który sam opracował: trzy dni w pudełku z niewielką ilością płatków owsianych, a potem dwa dni głodówki. – Robimy dziury w wieczku – wyjaśnił mi Christopher. – Inaczej by zdechły. Jeśli mimo to są w środku brudne, boli nas brzuszek i wymiotujemy. – Ile zwykle jesz ślimaków? – zapytałam. – Dwa – odpowiedział. – Dwa dziennie? Dlaczego nie więcej? Założę się, że w okolicy nie brakuje ślimaków? – Christopher potrząsnął głową i zdenerwował się. – Nie wolno nam, nie wolno, możemy tylko dwa – powtarzał. Kiedy się trochę uspokoił, rozmawialiśmy o tym, jakie porcje powinno się jeść podczas posiłków. Pokazałam mu piramidę zdrowego żywienia, która go nawet zaciekawiła. Potem znów zrobił się niespokojny. Wstał z krzesła i zdjął z półki amonit z gatunku Hoploscaphites z Południowej Dakoty, który przywiozłam z ostatniej ekspedycji z Roc Soc w Ameryce. Zdawał się nie rozumieć, że ten przedmiot jest moją własnością i że pytając się, czy może go sobie wziąć na zawsze, zachowuje się niestosownie. W trosce o wzmocnienie więzi między terapeutą a pacjentem pozwoliłam mu pożyczyć skamielinę pod warunkiem, że zwróci mi ją na kolejnej sesji (bałam się, że nie uszanuje umowy). Christopher wyraził zgodę, ale nie było wątpliwości, że pojęcie własności było mu całkiem obce. 

Przebieg zaburzeń i historia rodzinna 

Podczas kolejnej sesji wrócił do mniej mój Hoploscaphite. Christophera ciekawiło, jaka skała otacza amonit.

– To Pierre Shale – wyjaśniłam. – Czy w górach, gdzie mieszkałeś, było dużo skał? –Christopher zastanawiał się przez chwilę. – Był wapień, granit, nie było piaskowca. – Byłam pod wrażeniem jego znajomości terenów wokół miasta K. Dodał: – Hamish wie, jak rozpoznać złą ziemię. – Kim jest Hamish? – spytałam. – Hamish uprawia z nami seks. – Użycie liczby mnogiej w tym wypadku było szczególnie niepokojące. – Co masz na myśli mówiąc „my”? – dopytywałam się.

Christopher tylko skinął głową. – Ale nie lubimy go bardziej niż Sama i Pascala – powiedział. Po zważeniu poprosiłam Christophera, żeby narysował członków wspólnoty i podał ich imiona. Ponownie zapytałam o partnerów seksualnych Hamisha, a chłopiec wskazał na Amber. Przy odrobinie zachęty dostrzegał w poszczególnych członkach komuny odrębne jednostki, jednak w pierwszym odruchu zawsze infantylnie utożsamiał się z resztą grupy. Stąd brały wypowiedzi w stylu: „uprawialiśmy seks” i „boli nas brzuszek”. 

Kluczem do zrozumienia tego niezwykłego przypadku było poznanie środowiska, w którym dorastał chłopiec, i świadomość panującego w nim chaosu. Według dostępnych danych i na podstawie przeprowadzonego wywiadu ustalono, że w komunie żyło około dziewięciu– dziesięciu osób. Od ponad dekady gnieździli się w stodołach z prefabrykatów i namiotach przypominających jurty. Jeśli nie liczyć przerywanego zasilania z generatora dieslowego, osada pozbawiona była elektryczności. Członkami-założycielami, czyli Pierwszymi, byli: matka Christophera Amber; brat Amber Noel; jej były chłopak Sam; Pascal (patrz: wykres 1.1, zawierający genogram relacji między członkami komuny). Christopher miał starszą siostrę Lianę (w wieku około piętnastu lat), która opuściła wspólnotę na rok przed tym, jak Christopher trafił do szpitala, a później do rodziny zastępczej. We wspólnocie nie obowiązywała żadna formalna struktura, która wyznaczałaby jej członkom określone role wynikające z więzów krwi. Christopher nie musiał spać czy jeść w jurcie należącej do Amber i Sama, nikt nie monitorował jego podstawowych czynności życiowych. Był postrzegany jako „dziecko wspólnoty”. Domowa edukacja miała chaotyczny przebieg, ale praktyczne umiejętności chłopca robiły wrażenie: umiał zakładać przynętę na wędkę i uruchamiać generator. Prawdopodobnie nauczył się tych czynności, obserwując innych członków komuny. Większość czasu spędzał sam, a nie z Amber. Nie mógł polegać na matce, której reakcje bywały nieobliczalne. Christopher opowiadał, jak kiedyś spadł z dachu stodoły i poważnie skaleczył się w rękę. Kiedy zapłakany podszedł do matki, ta nawet nie przerwała gry na gitarze i zignorowała jego obecność. Często opuszczała wspólnotę na dłuższy okres, kiedy wraz z bratem Noelem wyjeżdżała handlować na bazarach. Kiedy zapytałam się Christophera, u kogo zwykle szukał pocieszenia albo pomocy, odparł: – Idziemy spać i rano jest już lepiej. Czasami Pascal przesyła głaszczący sen. 

We wspólnocie obowiązywała brutalna szczerość i swoboda wypowiedzi; każdy mógł zabrać głos na zebraniach komuny, wyżalić się i dać upust swoim emocjom, zarówno tym dobrym, jak i złym, które żywił do innych członków.

Tajemnice uważano za szkodliwe, tak samo jak hierarchiczność i szufladkowanie. Christopher zdradził mi, że Pascal zobaczył ich przyszłą osadę w swoim „śnie o lataniu” (być może pod wpływem narkotyków?), a pozostali członkowie wspólnoty powierzyli mu misję odszukania tego miejsca. Jedno z wydarzeń wywoływało u Christophera szczególnie silne emocje. Dwie ze stodół we wspólnocie zostały postawione przez Pierwszych. Pojawiły się skargi (prawdopodobnie nowatorskie rozwiązania architektoniczne stały się dogodnym pretekstem dla okolicznej ludności, żeby spróbować wykurzyć koczowników). Do zbadania sprawy oddelegowano urzędników z biura planowania przestrzennego. Najpewniej ze względu na brak pozwolenia na budowę nakazano rozbiórkę obu budynków. Pierwsi przykuli się łańcuchami do framug drzwiowych. – Powstrzymaliśmy buldożery przed rozwaleniem naszych stodół – z dumą obwieścił Christopher. – Ale to wszystko zdarzyło się jeszcze przed twoim urodzeniem? – zasugerowałam. – Może Liana to widziała i potem ci o tym opowiedziała? – Starałam się nakłonić go do odróżnienia siebie od innych postaci, ale nie reagował. Często kończył sesję przed czasem. Miał wtedy szklany wzrok, zachowywał się beznamiętnie. W tym konkretnym przypadku podszedł do półki ze skamielinami i wziął do ręki fulguryt. Po chwili stwierdził: – Jest za lekki. – Wytłumaczyłam mu, że fulguryt powstaje wskutek stopienia piasku po uderzeniu pioruna. Zapytałam, czy chciałby wziąć go ze sobą do domu i przynieść z powrotem na kolejną sesję. Ucieszył się.

Podczas kolejnych spotkań uzyskiwałam coraz głębszy wgląd w skomplikowane i nie do końca sprecyzowane związki między członkami wspólnoty. Rodzice nie roztaczali nad dziećmi opieki, a ich wzajemne relacje cechowała niestałość i brak przewidywalności. Zanim Christophera zabrano do szpitala, jego dotychczasowy tryb życia uległ znacznym zakłóceniom. Najpierw jego siostra postanowiła odejść ze wspólnoty (po jej wyjeździe ich kontakt się urwał). Potem do komuny dołączyli nowi członkowie: niedawno owdowiały Hamish i jego dziesięcioletnia córka Kiki. Strata jednej z osób i przybycie dwóch nowych wstrząsnęły Christopherem. Byt, którego czuł się integralną częścią, stopniowo tracił swoją dawną, znaną mu formę. Niedługo po dołączeniu do wspólnoty Hamish nawiązał relacje seksualne z Amber. Christopher kilkakrotnie był świadkiem ich współżycia: – Jeśli nam się nie chciało, wcale nie musieliśmy wychodzić na dwór, kiedy zaczynały się hałasy.

Kiedy spytałam się Christophera, czy Kiki podobało się życie we wspólnocie i czy się przyjaźnili, odparł: – Nie. – Dlaczego? – Kiki nie dzieli się książkami i ubraniami. Nie kąpie się z nami. – Christopher potem opisał wspólną kąpiel w łaźni, z której korzystało kilka osób naraz. Pod prymitywną konstrukcją rozpalano ognisko, żeby zagrzać wodę. Nagość innych członków wspólnoty powodowała u Kiki poczucie dyskomfortu. Nigdy nie zdejmowała ubrania w obecności Christophera. Kiedyś wszedł do sławojki, kiedy się załatwiała (w latrynach nie było normalnych drzwi). Sypnęła mu wtedy trocinami w oczy. – Szczypało nas w twarz – powiedział. 

Przybycie nowych członków, których zachowania odbiegały od znanych mu norm, sprawiło, że chłopiec stracił i tak już niepewny grunt pod nogami. Wtedy właśnie zaczął ograniczać spożycie pokarmu. Opisywał, jak jadł ściśle wyznaczoną liczbę ślimaków dziennie, a posiłków unikał, zaszywając się na wrzosowisku albo udając, że już go ktoś nakarmił. Pozostawiono go samemu sobie, co w praktyce oznaczało, że nikt nie zauważył jego stanu albo świadomie lekceważył to, co działo się z chłopcem. Raport Urzędu Ochrony Praw Dziecka opisuje reakcję matki chłopca na wieść o tym, że jej syn trafił do szpitala: „Dzieciak jest po prostu kościsty. Nie potrafi usiedzieć na tyłku. Poza tym doskonale wie, gdzie szukać jajek, gdyby był głodny”. 

Z uwagi na złożoność tego przypadku uznałam, że przydałaby mi się rozmowa z matką Christophera. Mogłabym wtedy porównać ich sposoby postrzegania życia w komunie. Być może udałoby mi się nawet namówić ją na wzięcie udziału w naszych sesjach. Jednak nigdy nie odbierała, kiedy do niej dzwoniłam (może miała wyłączony telefon komórkowy albo w górach nieopodal miasta K. nie było zasięgu). W końcu udało mi się dodzwonić do Pascala. Przedstawiłam się i poprosiłam Amber do telefonu. Początkowo Pascal był wrogo nastawiony i niechętny do współpracy. Zareagował defensywnie: – Jakim prawem miesza się pani w nasze sprawy? Krytykuje pani nasz styl życia, a sama jak pani żyje? Nigdy go pani nie zrozumie tak, jak my. Co pani wie o dzieciach? – Ustąpił, kiedy go zapewniłam, że chodzi mi tylko o dobro Christophera, a rozmowa z jego matką może mu pomóc. Dodałam, że obecny stan chłopca grozi trwałym uszkodzeniem zdrowia. Po kilku minutach usłyszałam po drugiej stronie Amber. – Nie chcę rozmawiać o Christopherze – zastrzegła. – Dokonał wyboru, który muszę uszanować. Teraz jest już gdzie indziej.

Próbowałam jej uświadomić, że w chwili odejścia z komuny jej syn był skrajnie niedożywiony, chory i zdezorientowany. W tym stanie nie mógł przecież podjąć żadnej racjonalnej decyzji. Powiedziałam, że Opieka Społeczna zawsze interweniuje w takich wypadkach. – Inteligencja nie ma nic wspólnego z wiekiem, to wymysł społeczeństwa – odparła. – Christopher wie wszystko o środowisku i miłości. Chciałaby pani, żeby stał się samolubną maszyną skoncentrowaną wyłącznie na zaspokajaniu własnych potrzeb. Żeby był taki, jak pani. Ale to się nigdy nie stanie. – Rozmowa prowadziła donikąd. Kiedy rzuciłam ostrym tonem: – Nie interesuje pani los własnego dziecka? – odparła:  – Ale ono nie jest tylko moje – jest nasze. – Spytałam, czy ojciec Christophera nie chciałby wziąć udziału w terapii. Rozłączyła się. 

Na tym etapie przypadek Christophera stał się dla mnie wyjątkowo trudny i stresujący. Poprosiłam przełożoną o opinię. Byłam wówczas świeżo po rozstaniu z partnerem. Rozeszliśmy się, ponieważ mieliśmy odmienne poglądy na kwestię założenia rodziny. Niektóre tematy poruszane podczas sesji z chłopcem były dla mnie jak sól na świeże rany. Po dwutygodniowym urlopie wróciłam do pracy z Christopherem.

Wstępne rozpoznanie

Od samego początku miałam niepochlebne zdanie o wspólnocie, a to, co usłyszałam od Christophera i jego matki, tylko utwierdziło mnie w tej opinii. Nie szanowano w niej prywatności, struktura społeczna była niespójna. Christopher miał nikłe szanse na normalne dzieciństwo w komunie, w której „wszyscy byli jednomyślni i cieszyli się absolutną wolnością”. Wspólnota odrzuciła odpowiedzialność rodzicielską, w zamian hołdując swobodzie seksualnej i znosząc pojęcie własności. Naznaczone niekonswekwencją zachowanie matki chłopca (i wszystkich innych opiekunów we wspólnocie) oraz jej niechęć do wyrażania emocji sprawiły, że u Christophera wykształcił się lękowo-ambiwalentny styl przywiązania. Było to widoczne w relacjach z jego opiekunką w rodzinie zastępczej i ze mną podczas sesji. Nigdy nie wiedział, czego może się spodziewać po Amber. Utrata obiektów znaczących w fazie rozwojowej i brak empatii spowodowały, że zabrakło mu wzorców emocjonalnych. Nie był w stanie określić swoich emocji, pragnień i potrzeb ani sprawić, by inni uznali je za zasadne. 

Wykres 1.1: Genogram Wspólnoty

NB: Ze względu na brak niektórych danych genogram jest po części złożony z domysłów. Imiona Pierwszych wytłuszczono. 

W Christopherze musiało zrodzić się poczucie, że ma bardzo ograniczoną kontrolę nad światem zewnętrznym, zapełnionym ludźmi impulsywnie zaspokajającymi swoje własne zachcianki i potrzeby. Dorastanie w tak chaotycznym środowisku wywarło zgubny wpływ na chłopca. W rezultacie rozwinęły się w nim nieadaptacyjne schematy. Nie wykształciło się w nim poczucie własnego „ja”. Przyjęłam hipotezę, że kontrola ilości spożywanego pokarmu miała w jego mniemaniu przywrócić porządek w pozbawionym wszelkich granic świecie zewnętrznym. Chłopiec był wówczas w stanie całkowitego rozchwiania emocjonalnego. Podczas sesji terapeutycznych starałam się przede wszystkim pomóc mu wyodrębnić własne „ja” ze zbiorowości, respektować osobiste i społeczne granice oraz odrzucić restrykcje w przyjmowaniu pokarmu. Krótko mówiąc, chłopiec potrzebował opieki rodzicielskiej, żeby nauczyć się rozpoznawać i rozumieć własne emocje oraz wykształcić bardziej funkcjonalny styl przywiązania. Celem było przywrócenie go społeczeństwu. 

Początki terapii

Podczas pierwszych sesji Christopher okazywał emocjonalną pustkę. Miał w zwyczaju ignorować mnie lub przerywać naszą rozmowę, jeśli nagle odechciało mu się brać w niej udział. Kilkakrotnie próbował się rozebrać, ciągle otwierał i zamykał okno albo podejmował inne próby zakłócenia sesji. Wyrażał pragnienie powrotu do wspólnoty. Wraz z upływem czasu coraz mocniej aangażował się w nasze spotkania. Wtedy zaczęły mu się zdarzać wybuchy złości. Kiedyś nie mógł doczekać się zakończenia wizyty, teraz wpadał w gniew, kiedy sesja dobiegała końca. Zdarzało się, że jego opiekunka musiała siłą zabierać go do domu. 

Dobrze odnalazł się w środowisku rodziny zastępczej, z jego przewidywalnością i jasno wyznaczonymi granicami. Jego waga ustabilizowała się po upływie pięciu miesięcy. Christopher coraz mniej przypominał małego dzikusa z naszych pierwszych spotkań. Nauczył się przestrzegać prostych zasad, jak pukanie w drzwi przed wejściem do cudzego pokoju. Umiał powstrzymać się od chęci wskoczenia do wanny, w której już ktoś się kąpał. Mój eksperyment z pożyczeniem skamieliny, choć dość niekonwencjonalny, przyniósł niespodziewanie dobry rezultat. Narodziło się między nami zaufanie, a poza tym chłopiec poznał pojęcie cudzej własności. Opowiedziałam mu, skąd pochodzą poszczególne eksponaty – z Syrii, Argentyny i Walii Północnej – i dlaczego każdy coś dla mnie znaczy. Pod koniec leczenia opiekunka chłopca zauważyła, że sam zaczął zwracać pożyczone przedmioty. Podczas mojego dwutygodniowego urlopu poleciałam do Maroka. Przywiozłam stamtąd pięknie zachowany okaz trylobita z ery środkowego ordowiku. Postanowiłam podarować go Christopherowi. Zwrócił mi go na kolejnym spotkaniu. Musiałam mu przypomnieć, że to prezent i od teraz należy do niego. 

Trudniej było zachęcić Christophera do używania zaimka osobowego; chciałam, żeby w końcu zadał sobie pytanie: „Kim jestem?” i odpowiedział: „Jestem sobą”. Postępy w tej dziedzinie były zatrważająco powolne.

Christopher żył w przekonaniu, że jest nierozerwalnie związany z komuną, przez co nie był w stanie świadomie uznać własnej odrębności. Kiedy zachęcałam go, żeby zamiast „my” powiedział „ja”, wpadał w panikę; często wtedy krzyczał: „Nie, nie jesteśmy sami” i drapał się po ramionach lub bił po głowie. Bał się dopuścić do siebie myśl, że jest autonomiczną jednostką. Wydawało mu się chyba, że próbuję z niego zrobić zupełnie nową i obcą mu osobę. Rozpaczliwie bronił się przed świadomością własnej osobności.

Na etapie przejściowym namawiałam go, żeby mówiąc o sobie, używał własnego imienia. W ten sposób podkreślałam jego odrębność.

– Jak się dzisiaj miewa Christopher? – pytałam. – Christopher wczoraj oglądał telewizję – odpowiadał. Przełom nastąpił w trakcie naszego wspólnego projektu, którego celem było założenie hodowli ślimaków. Zależało mi, żeby Christopher pokazał mi, jak przebiega proces odtruwania i tym samym zademonstrował swoje wyjątkowe zdolności. Kiedy chłopiec robił dziury w wieczku od pudełka margaryny, zapytałam: – A skąd weźmiemy ślimaki? –Zawsze znajduję je pod liśćmi – odparł. Nawet nie zauważył, że użył zaimka osobowego, ale wydarzenie to przyniosło długo oczekiwane skutki. Podczas kolejnej sesji nie miał już takich wahań nastroju, wydawał się bardziej zrównoważony emocjonalnie i z większą swobodą stosował zaimki osobowe.

Następstwa i nowe rozpoznanie 

Christopher wydawał się fizycznie zdrowy i dobrze reagował na terapię. Mimo to 25 stycznia 2013 roku jego opiekunka znalazła go nieprzytomnego w jego pokoju. Po dwóch godzinach bezowocnej reanimacji swierdzono zgon chłopca. Wyniki sekcji zwłok nie przyniosły jednoznacznej odpowiedzi co do przyczyn śmierci. Nie było śladów choroby czy urazów, wykluczono też samobójstwo. Trudno uznać wstępne rozpoznanie za całkiem błędne, ale z pewnością nie uwzględniło w wystarczającym stopniu siły przywiązania Christophera do zbiorowości, której czuł się częścią. Mając na uwadze wyjątkowość tego przypadku, do dawna nosiłam się z zamiarem opisania go w artykule dla pisma „Journal of Contemporary Child Psychotherapy”. Uważałam, że tragiczny finał całej sprawy nie powinien odciągnąć mnie od realizacji tego celu. 

Analizując terapię z perspektywy czasu, doszłam do wniosku, że być może leczenie przebiegało zbyt gwałtownie i nie udało się określić wszystkich czynników ryzyka. Zgon chłopca został uznany za Ciężkie Zdarzenie Niepożądane i jest obecnie przedmiotem śledztwa.

Jeśli chodzi o osobisty wymiar tej historii, praca z Christopherem była niewątpliwie pasjonująca, ale jednocześnie bardzo trudna i przygnębiająca. Bywały momenty, kiedy odczuwałam szczególną złość wobec jego matki, mojej przełożonej, a nawet samej siebie za to, że nie jestem w stanie mu wystarczająco pomóc. Zastanawiam się, czy te emocje nie były spowodowane moją bezdzietnością; choć wcześniej zdawało mi się, że jestem z nią pogodzona. Nie bez znaczenia było też moje przywiązanie do Christophera. Jego nagła, niewyjaśniona śmierć była dla mnie ogromnym wstrząsem. Od tego czasu znów zaczęłam chodzić na terapię.

Przypadek Christophera był ostatnim w mojej karierze. Przyznano mi sześciomiesięczny urlop, a po jego upływie postanowiłam wycofać się z zawodu. 

Zbiór opowiadań autorstwa Sary Hall The Beautiful Indifference ukazał się w styczniu nakładem wydawnictwa Harper Perennial. 

OSOBLIWE, STATYCZNE ŻYCIE WEDŁUG KRISTIE MULLER

EKSKLUZYWNA PREMIERA TELEDYSKU AUTORSTWA CANADA DO UTWORU PHOENIX “TRYING TO BE COOL”

NATURALNE PIĘKNO W PORNOGRAFII TO TYLKO CHWYT MARKETINGOWY

Thank for your puchase!
You have successfully purchased.