FYI.

This story is over 5 years old.

gry

Wszyscy dziwacy, których spotkasz na zawodach e-sportu

Turnieje w gry wideo jeszcze parę lat temu były dość hermetyczne. Harmonogram można było poznać wysyłając e-maila z pytaniem do organizatorów, co miało o tyle niewielkie znaczenie, że turnieje startowały „mniej więcej przed południem" (co w praktyce...

Figura jednego z bohaterów „League of Legends" przygotowana na Mistrzostwa Świata przez twórców gry. Wszystkie zdjęcia autor wykonał chodząc w ciągu ostatnich 5 lat na imprezy e-sportowe

Turnieje w gry komputerowe jeszcze parę lat temu były imprezami dosyć hermetycznymi. Informacje o lokalizacji zamieszczano na nieznanych albo zamkniętych forach, podawano pocztą pantoflową, względnie w akcie desperacji drukowano w szkolnej gazetce. Dokładny harmonogram można było poznać wysyłając e-maila z pytaniem do organizatorów, co miało o tyle niewielkie znaczenie, że turnieje startowały „mniej więcej przed południem" (co w praktyce oznaczało „jak w końcu sieć zacznie działać").

Reklama

Jednak wraz ze wzrostem popularności wirtualnych zmagań, sytuacja uległa diametralnej zmianie. E-sport uległ szybkiej profesjonalizacji. Dziś w Polsce organizowanych jest przynajmniej kilka większych imprez e-sportowych rocznie i wzrasta szansa, że kogoś z was nogi zaprowadzą na rozgrywki. A skoro już idziecie, przygotujcie się na to, co możecie zastać na miejscu. Albo raczej – kogo.

Organizatorzy

Jeżeli zobaczysz osobę, która energicznym slalomem przedziera się przez tłum, ze wzrokiem utkwionym w odległym punkcie, to najprawdopodobniej jest to organizator. Możliwe, że będzie to student ze wzrokiem z gatunku „nic mnie nie zdziwi, nic mnie nie złamie". Trzeba pamiętać, że w tej branży jest się starym jeszcze przed trzydziestką, a większość osób, które pracują zawodowo przy e-sporcie ma za sobą wiele lat doświadczenia w pracy pro publico bono.


Graliśmy jeszcze na joystickach, gramy i dziś. Polub nasz fanpage VICE Polska, żeby być na bieżąco


Przeciętny Organizator w wieku 14 lat po powrocie ze szkoły skręcał kable RJ-45 i próbował pożyczyć router od wujka informatyka, żeby móc zorganizować powiatowe zawody Quake'a. Podejrzewam, że w tym czasie kiedy twój kontakt z grami ograniczał się do topienia kolejnych złotówek w salonach gier podczas kolonii w Kołobrzegu. To najzupełniej normalne, nie czuj się gorszy. Po prostu nie jesteś lepszy. Typowy tekst po, którym go poznasz: „A pamiętasz tę akcję na Lębork LAN Ultimate Arena w 1999?".

Reklama

Wolontariusze

Wolontariusze to dobre duszki, które wykonują tak zwaną „robotę głupiego" z dobroci serca, miłości do e-sportu, a także w nadziei, że ktoś dostrzeże ich tytaniczny wysiłek włożony w sprawdzanie wejściówek i po zakończeniu imprezy przedstawiciel jakiekolwiek firmy zaproponuje im stałą współpracę. Część prawdopodobnie zwabiła też możliwość wejścia na imprezę za darmo i mityczna „możliwość zdobycia doświadczenia". Doświadczenia w noszeniu kartonów i sprawdzaniu wejściówek. Nie no, żartuję, Wolontariusze są super. Raz nawet mi się zdarzyło.

E-sportowcy

Część zawodowych wirtualnych atletów w ostatnich latach podłapała modę na bycie w „fit" formie, ale mówimy tutaj o drobnym ułamku. Nie ma co zaklinać rzeczywistości: decydowana większość profesjonalnych graczy dalej wpisuje się w jeden z dwóch schematów: chorobliwie gruby albo chorobliwie chudy. Łatwo jest połączyć kropki i dość do tego, że swoją figurę zawdzięczają oczywiście całodniowym sesjom przed kompem. Z niezdrowym wyglądem ciężko jest walczyć, nawet jeśli twoja praca nie polega na byciu nołlajfem przez dwanaście godzin dziennie, także nie oceniajcie ich zbyt surowo, bo oni akurat mają dobrą wymówkę. Pamiętajcie też, że to oni tutaj zarabiają setki tysięcy dolarów rocznie, prawdopodobnie więc najbrzydszy z nerdów i tak ma większe powodzenie niż ty.

Ciemna masa

Jest ich tym więcej, im większe jest wydarzenie. Przychodzą oglądać turniej z nudów, bardziej po to, żeby zobaczyć co się dzieje, niż z jakiejś szczególnej motywacji. Czasami mają upatrzony mecz drużyny, której kibicują – po którym wynoszą się, nie przejmując się faktem, że później grają drużyny o wiele lepsze, ale np. z Korei Południowej. Wyobraźcie sobie, że kibice piłki nożnej opuszczają stadion po meczu reprezentacji Polski i Rosji, bo nie chce im się zostać na mecz Niemcy kontra Hiszpania.

Ciemna masa często kręci się po terenie imprezy i odwiedza wszystkie możliwe stoiska, o ile takie na danej imprezie są. Nie potrzebują wiele. Jeżeli mają być konkursy, to zrobią z siebie idiotów nawet za smyczki i naklejki z logo firmy. Trzeba skakać? Będziemy skakać. Trzeba krzyczeć? Będziemy krzyczeć. Stanowisko komputerowe, które pozwoli im zagrać na stojąco w dowolną grę będą okupować przynajmniej pół godziny. Jasne, chętnie. Przecież granie w domu jest takie passe.

Reklama

Ultrasi

E-sport to stosunkowo świeża sprawa, nic więc dziwnego, że zapalonych, zorganizowanych kibiców jest relatywnie mało. Ustępują liczebnie wspomnianej wyżej masie, ale to oni stanowią sól widowni wszystkich imprez e-sportowych. Oni odpowiadają za wszystkie fajne akcje, które dzieją się na trybunach. Rozkręcają fale, rozwijają bannery, a czasami nawet sektorówki. Wstają z krzeseł i krzyczą ile sił w gardłach podczas dopingu. Pierwsi zaczynają skandować, ostatni przestają klaskać. Ich marzeniem jest zagrać sparing ze swoim ulubionym zawodnikiem. Większość z nich zna się nawzajem, ale trzymają się w grupkach w zależności od forum czy grupy dyskusyjnej z której „pochodzą".

Prawie zawsze ultrasi są też całkiem nieźli w grę, której są kibicami. Stąd ich kibicowanie nie ma charakteru tak służalczego, jak w przypadku psychofanów (patrz dalej). Porozumiewają się niezrozumiałym dla kogoś z zewnątrz bełkotem: „Widziałeś jak Neo się skampił z tym AWP na długiej na duście? Zaraz po tej akcji z flashem który poszedł z campsite A".

Psychofani

Nie należy ich mylić z Ultrasami – to zupełnie inna grupa. Fani mają absolutną szajbę na punkcie jednego zawodnika, ewentualnie jednej drużyny, ale zupełnie nie znają się na grze. Śledzą swojego ulubionego gracza we wszystkich jego kanałach social media, drukują sobie z nim plakaty, śledzą jego statystyki, udostępniają posty, oglądają jego wielogodzinne streamy na Twitchu. Trochę się znają na grze, ale to wiedza wybiórcza, ograniczona do jednego właśnie zawodnika, jednej drużyny.

To oni stoją w tych idiotycznie długich kolejkach po zrobienie sobie selfie. Myślcie o nich jak o gamingowych odpowiednikach Belieberek. Psychofani spełniają dwie role na imprezach e-sportowych. Po pierwsze robią za wodę na młyn dla fotografów i operatorów kamer, a po drugie przełamują parówkowość całego wydarzenia, bo stosunkowo często występują też w wersji żeńskiej.

Reklama

Cosplayerzy

Słowo „cosplay" pochodzi od imienia rzymskiego boga Kosplajerusa, który był patronem rozczarowania swoich rodziców. Tak, to prawda, słowo daję. Przebierańcy stanowią swoisty folklor każdej imprezy, która chociażby w odległy sposób kojarzy się ze słowem „nerd". Zloty fantastyki, festiwale komiksu, targi gier, a teraz zawody e-sportowe. Cosplayerów jest coraz więcej, a niektóre ich stroje naprawdę robią wrażenie. Jak mówi stare przysłowie – skoro nie można z przeciwnikiem walczyć, należy się z nim zaprzyjaźnić.

Dziennikarze

To zróżnicowana wewnętrznie grupa. Dziennikarzom e-sportowym blisko jest do organizatorów, często gadają sobie z nimi o wspomnianym już LAN-ie w Lęborku. Większość z nich to jednak osoby z e-sportem powiązane bardziej luźno, traktujące wydarzenie raczej w kategorii ciekawostki lajfstajlowej. Dziennikarze growi, technologiczni, blogerzy – oto największa spójna podgrupa w tej grupie.

Biegają z miejsca na miejsce, wszystkiego chcą dotknąć, wszystko zobaczyć, strasznie są podnieceni widokiem pełnych trybun i zachwytów widowni nad co lepszymi zagraniami. Prawie wszyscy po dwóch godzinach na terenie imprezy już układa teksty ze śródtytułami w stylu: „Wirtualne zmagania, prawdziwe emocje". Są jeszcze Dziennikarze ze starych mediów – reporterzy telewizyjni i prasowi. Oni zazwyczaj nic nie kumają, nie rozumieją jak można oglądać jak ktoś inny gra i ograniczają się do robienia wywiadów. Dinozaury.

Ludzie od PR-u i marketingu

Jak za każdym wielkim mężczyzną stoi jeszcze większa kobieta, tak za każdymi tłumami na zawodach e-sportowych stoją jeszcze większe premie dla działu marketingu w jakiejś agencji. E-sport to w tej chwili temat bardzo na czasie, a co za tym idzie, każda większa marka z branży technologicznej w jakiś sposób się w niego angażuje. Oddelegowują do tego korpo-majstrów ze swojej wykwalifikowanej kadry, której główną kompetencją jest nienaganne dobieranie smart-casualowych kompozycji na wyjście do modnej knajpy. Nic więc dziwnego, że – podobnie jak starej daty Dziennikarze – zajmują się głównie rozdziawianiem ust i wyszukiwaniem znajomych z innych agencji.

Już przed południem pierwszego dnia imprezy są w stanie dogadać harmonogram wyjść na miasto na cały następny tydzień. E-sportu szczególnie nie lubią oglądać, ale lubią patrzeć na tabelki w Excelu podsumowujące akcje promocyjne związane z nim związane. Czasami przejdą się po terenie imprezy z miną w stylu „ale mi to fajnie wyszło" – ale tak naprawdę myślami są już na afterku.