Przekonałem setki niedoszłych samobójców, by nie skakali z mostu Golden Gate
Fot. Marko Knezevic/Wilson Hui na Flickr
Varials

Przekonałem setki niedoszłych samobójców, by nie skakali z mostu Golden Gate

„Gdy dowiedziałem się, że mam patrolować akurat ten rewir, byłem wściekły. Nikt mnie na coś takiego nie przygotował"
18.11.16

Kevin Briggs pracował w Kalifornijskim Patrolu Drogowym od roku 1990 do 2013. Jego rewir obejmował m.in. most Golden Gate, który pod pięknymi widokami skrywa swoje drugie, mroczne oblicze. To najpopularniejsze miejsce na samobójstwo w całych Stanach Zjednoczonych. Poniżej Briggs opisuje swoje doświadczenia.

Do San Francisco przyjechałem 5 grudnia 1983 roku, od razu po odbyciu służby wojskowej. Pamiętam dobrze, bo to były moje urodziny. W 1987 roku zacząłem pracę w departamencie więziennictwa, a w 1990 roku dołączyłem do Kalifornijskiego Patrolu Drogowego.

Reklama

Patrolowałem teren Marin ‒ to spory rewir obejmujący zatokę i San Francisco, włącznie z mostem Golden Gate. Bardzo spodobała mi się praca w tym rejonie, ale nie wiedziałem o tajemnicach, jakie skrywa. Ludzie za dużo o nich nie mówili. Miesięcznie zgłaszano pięć do sześciu prób samobójczych, do których dochodziło na moście. Joseph Strauss, główny inżynier odpowiedzialny za budowę Golden Gate, zapewniał, że konstrukcja mostu uniemożliwia samobójstwo.

„Samobójczy skok z mostu ‒ tłumaczył Strauss ‒ nie jest praktyczny ani prawdopodobny". Według danych fundacji Bridge Rail zajmującej się zapobieganiem samobójczym skokom, od czasu oddania Golden Gate do użytku w 1937 roku rzuciło się z niego prawie 1600 osób.

Kiedy dowiedziałem się, że incydenty tego typu mają miejsce w moim rewirze, byłem wściekły. Nie miałem odpowiedniego przeszkolenia. To nie było w porządku ani wobec osób, które chciały się rzucić z mostu, ani wobec mnie. Jednak wiele się zmieniło. Teraz takimi przypadkami zajmują się doświadczeni funkcjonariusze i psychologowie.

Moje pierwsze zgłoszenie dotyczyło załamanej kobiety, która prawdopodobnie była bezdomna. Miała ciężkie życie jak większość decydujących się na skok. Tacy ludzie zazwyczaj zmagają się z problemami od lat. Większość cierpi na zaburzenia psychiczne, przeważnie na depresję. Nie wiedziałem, jak się zachować w takiej sytuacji ‒ brakowało mi słów. Było ciężko, ale w końcu zeszła z barierki. Szczerze mówiąc, myślę, że widząc moje przerażenie, zaczęła mi współczuć. Miałem wtedy zupełny mętlik w głowie.

Reklama

Policjantów uczy się przejmować kontrolę nad sytuacją. Przyjeżdżasz, interweniujesz i jedziesz dalej. Jednak w przypadku osób chorych umysłowo i negocjacji musisz się wykazać spokojem. Pośpiech nie służy nawiązywaniu rozmowy. Do osób, które wspięły się na barierki mostu, podchodziłem, zachowując pewną odległość i pytałem, czy mogę się do nich zbliżyć. „Czy możemy chwilę porozmawiać?". To pytanie, padające z ust funkcjonariusza, zawsze ich zaskakiwało i naprowadzało sytuację na właściwą ścieżkę. Większość interakcji policjantów z ludźmi ogranicza się do rozkazów. Po uzyskaniu pozwolenia, podchodziłem, starając się znaleźć pod nimi. Chciałem, żeby patrzyli na mnie z góry, dlatego klękałem. Wtedy rozmawiali ze mną przez barierki.

Zdarzało się, że kierowcy krzyczeli: „No skacz! Na co czekasz?! Będzie fajne zdjęcie!"

W tej pracy musisz umieć słuchać i korzystać z mowy ciała. Nie powinieneś krzyżować ramion, zamykać się na rozmówcę. Nie zaczynasz zdań od pytania „dlaczego", bo sugeruje ono winę. Powinieneś wysłuchać ich historii i nie osądzać. Niech mówią tak długo, jak chcą. Daj im znać, że uważnie słuchasz, ale nie wtrącaj się. Musisz być uważny. Pracy jest sporo ‒ pod koniec dnia jesteś wyczerpany.

Przeważnie nie używaliśmy siły, aby przechwycić potencjalne ofiary. Zdarzały się przepychanki z osobami, które próbowały przejść przez barierki. Jak już znajdą się po drugiej stronie, trzeba zachować odległość. Jeżeli spróbujesz taką osobę wyciągnąć, odruchowo się przesunie. Nie chciałbym nikogo stracić w ten sposób. Chyba jednak najważniejsze w sytuacji, gdy decydują się zejść sami, jest to, jak bardzo podbudowuje to ich samoocenę. Samodzielność wymaga odwagi.

Reklama

Zdarzało się, że kierowcy z samochodów krzyczeli: „No skacz! Na co czekasz?! Będzie fajne zdjęcie!". W wypadku próby samobójczej ruch na moście był spowalniany. Ludzie się gapili. Ich powrót do domu został opóźniony o kilka minut, więc z frustracji otwierali okna i wykrzykiwali różne głupoty. „Widzisz? Nikogo nie obchodzę" ‒ mówiła wtedy do osoba na barierce. Musiałem wtedy odbudowywać więź i zaufanie od zera.

W trakcie bezpośredniej interwencji straciłem dwie osoby. Z jedną z nich nie rozmawiałem długo. To był całkiem miły gość. Nie chciał powiedzieć, jak ma na imię, ani opowiedzieć swojej historii, ale w jego życiu ewidentnie działo się coś złego. W pewnym momencie odwrócił się do mnie, uścisnął moją dłoń i powiedział: „Kevin, muszę iść. Na dole czeka na mnie babcia". Jego babcia niedawno zmarła. Podziękował mi i skoczył. Nic nie mogłem zrobić.

Ludzie zastanawiają się, dlaczego akurat tam? Dlaczego most Golden Gate? Wydaje mi się, że chodzi o sam most, o jego romantyczną aurę. Wielu uważa, że w połowie mostu znajdują się wrota, które prowadzą w nieznane. Dlatego stamtąd skaczą. Inni myślą, że woda ich oczyści. Niektórzy chcą zobaczyć krajobraz przed odejściem. Wielu powtarzało, że upadku nie da się przeżyć.

Mają rację. Po skoku samobójca spada swobodnie przez cztery do pięciu sekund. Ciało uderza w wodę z prędkością 120 km na godzinę. Siła zderzenia łamie kości i miażdży organy. Większość umiera od razu. Ci, którzy przeżyją upadek, bezradnie szamoczą się w wodzie i po chwili toną.

Reklama

Śmierć osoby, której próbowałeś pomóc, odciska na tobie piętno. Kiedyś radziliśmy sobie z tym po staremu ‒ pijąc w milczeniu. Następnego dnia po prostu wracaliśmy do pracy. Teraz jest lepiej ‒ możemy umówić się na darmowe i poufne spotkanie z terapeutą. Jeżeli osoba, z którą rozmawiałeś, skoczy, śledztwo przejmuje inny funkcjonariusz. Zostajesz od sprawy oddalony. Kto inny pójdzie do straży przybrzeżnej, obejrzy ciało, porozmawia ze świadkami i spisze raport. Taki tryb pracy jest moim zdaniem lepszy. Nie chcę oglądać skutków mojej porażki.


Jeśli ty lub ktoś w twoim otoczeniu potrzebuje pomocy, zadzwoń:

116 123 Bezpłatny telefon kryzysowy dla dorosłych

116 111 Bezpłatny telefon kryzysowy dla dzieci i młodzieży

Więcej informacji znajdziesz na stronie: www.samobojstwo.pl