Reklama
podróże

Zobacz opuszczoną osadę górniczą w Południowej Afryce

Gdy pobliskie złoże diamentów zaczęło się wyczerpywać, rozpoczęły się zwolnienia, a w końcu pełne kurortów miasto niemal całkowicie opustoszało

tekst Kimon de Greef, zdjęcia Kent Andreasen
23 Maj 2016, 1:39am

Opuszczony basen w Kleinzee

Dla innych miasto widmo, dla mnie szansa na biznes – pomyślał 54-letni Koos van der Merwe, gdy w 2014 roku postanowił sprzedać swój dom pod Johannesburgiem i kupić kompleks sportowy w Kleinzee – opuszczonej osadzie górniczej na północy zachodniego wybrzeża RPA. Wraz z żoną Michelle przerobił nieczynne obiekty sportowe na ośrodek wczasowy. Goście mogą tu m.in. grać w tenisa, a posiłki serwowane są w byłym barze klubowym. Na jednym z boisk do squasha Koos zamontował projektor, na którym wyświetla filmy dla dzieci i mecze rugby. Czerwone linie na ścianach zamaskował białą taśmą. Z kolei emerytowana psycholożka Michelle przerobiła jedno z zewnętrznych pomieszczeń magazynowych na salon kosmetyczny, gdzie oferuje klientkom masaże, oczyszczanie czakr i zabiegi reiki.

– Trzeba sobie jakoś radzić. Postanowiliśmy spróbować czegoś nowego – powiedział mi Koos, emerytowany kierownik warsztatu o żylastym ciele i wojskowym wąsiku.

Przez ponad pół wieku Kleinzee było tętniącą życiem, urokliwą nadmorską miejscowością otoczoną ze wszystkich niemal stron pustynią. Zbudował ją dla swych pracowników koncern De Beers. Diamentowy gigant nie żałował pieniędzy na ich dobrostan, stawiając baseny, kościoły i bary, by wynagrodzić im odcięcie od świata i poczucie samotności. W szczytowym okresie w Kleinzee mieszkało nawet 4 tysiące ludzi, głównie reprezentujących klasę średnią górników i menedżerów wraz z rodzinami. Do dyspozycji mieli ponad 25 obiektów rekreacyjnych, gdzie mogli grać w bilard, golfa, piłkę nożną, wędkować, a także zajmować się fotografią. Gdy jednak pobliskie złoże diamentów zaczęło się wyczerpywać, rozpoczęły się zwolnienia, a pod koniec ubiegłego dziesięciolecia Kleinzee niemal całkowicie opustoszało.

Autor zażywający kąpieli w zbiorniku wodnym przynależącym do dawnego jachtklubu Kleinzee. Woda zawdzięcza swój różowy kolor wysokiemu zasoleniu i obecności lubiących takie środowisko bakterii

Dziś ulice miasteczka są opuszczone. W pozbawionych szyb oknach pamiętających lata 70. domów trzepoczą zasłony, a od dawna nieprzycinane pióropusze palm skrzypią, kołysząc się na wietrze.
– Gdy tu przyjechaliśmy, mieliśmy wrażenie, że znaleźliśmy się na planie filmu o zombie. Teraz jednak osada ponownie budzi się do życia. Za pięć lat będzie mekką wczasowiczów – twierdzi Koos.

Koos i Michelle uważają się za pionierów, dzięki którym Kleinzee znów ożyje. Pomóc ma w tym oczekiwany boom turystyczny. W 2012 roku De Beers oficjalnie wycofał się z miasteczka, przekazując je miejscowej gminie. Ta jednak jest w praktyce bankrutem i nie stać jej na zarządzanie kolejną osadą, dlatego też na jej utrzymanie wciąż łoży były właściciel. W 2013 roku większość miejscowych obiektów – terenów sportowych, klubów i setki domów – została wystawione na aukcję. – Jesteśmy niczym amerykańscy osadnicy zasiedlający Dziki Zachód. Potrzebujemy więcej inwestorów, by ożywić lokalną gospodarkę – mówi Koos.

Jednak grupka starszych mieszkańców, którzy wykupili swoje domy i zostali w Kleinzee po tym, jak zamknięto pobliską kopalnię, ma mieszane uczucia wobec zmian zachodzących w miasteczku.

– Żyjemy tu na swoją własny sposób. Inni muszą uszanować fakt, że jesteśmy tu od dawna. Nie mogą tak po prostu zjawiać się i oczekiwać zmian – tłumaczy Charles Weyers, barczysty mężczyzna, który przez ponad 20 lat pracował dla De Beers jako elektryk.


VICE Polska jest na Facebooku. Polub nasz fanpage, żeby być na bieżąco


Obecnie Weyers wynajmuje się do pracy na platformach wiertniczych i prowadzi restaurację o nazwie Crazy Crayfish Diner ze swoją żoną Natalie, która równolegle zarządza miejscowym kempingiem. Restauracja zajmuje niski, słabo oświetlony budynek, w którym kiedyś znajdował się klub płetwonurków. Jego ściany zdobią żeglarskie motywy, a toalety damska i męska opisane są odpowiednio jako „zawietrzna" i „nawietrzna". Jest też drewniany kontuar, choć sprzedaż alkoholu jest zabroniona. To dziś powszechny problem w Kleinzee: przepisy, które nie obowiązywały, gdy miasteczko należało do De Beers, zakazują handlu alkoholem w odległości mniejszej niż 500 metrów od szkół, osiedli mieszkalnych, obiektów sakralnych i budynków użyteczności publicznej. Oznacza to, że większość lokalnych klubów może serwować tylko soft drinki. W Crazy Crayfish Diner jest za to osobna sala, gdzie można zagrać w bilard i w rzutki. Jej ścianę ozdabia flaga RPA z czasów apartheidu, co można porównać do wywieszenia flagi konfederatów w Stanach. Gdy zapytałem o to Weyersa, odparł:
– Jak ktoś ma z tym problem, to niech spierdala.

Sklep monopolowy w Kleinzee jest trzy razy większy niż największego spożywczaka w miasteczku. O 9 rano do środka wparował mężczyzna ubrany w kombinezon i wyjął duże piwo z lodówki. – Wypije je przed pracą, żeby przegnać kaca. W porze obiadowej wróci po trzy czwarte, a wieczorem przerzuci się na wino. Mam rację? – powiedział do mnie sprzedawca i długoletni mieszkaniec osady Bee Swart, zerkając jednocześnie na klienta.

Mężczyzna wyszedł, uśmiechając się kącikiem ust i kiwając głową. – Picie stanowi tu poważny problem, zwłaszcza wśród tych, którym się nie wiedzie. Pracy nie ma za wiele. Dobrze, że zaczęli pojawiać się turyści i wydawać tu pieniądze. Chyba po prostu nie lubię zmian, bo wolałbym, żeby było tak jak kiedyś – podsumował Swart.

Koos nie ma czasu na nostalgię. Co prawda kiedy byłem w Kleinzee, jego ośrodek akurat stał pusty, ale podobno w grudniu „pękał w szwach".
– Wielu ludzi przyzwyczaiło się do tego, że ich sprawy załatwiali za nich inni. Kleinzee potrzebuje innowacji i świeżych pomysłów. Chcemy im pomóc, chcemy, żeby to miasteczko się rozwijało. Nie chcemy im niczego zabierać – mówi.

Ośrodek rekreacyjny w Kleinzee to olbrzymi budynek o trzech oddzielnych barach. Ze względu na obostrzenia prawne w żadnym z nich nie serwuje się alkoholu

Niegdyś jaskrawe kolory kortu tenisowego wyblakły od słońca i soli. Trwają jednak prace renowacyjne

W 2014 roku Koos i Michelle van der Merwe kupili kompleks sportowy w Kleinzee z zamiarem przerobienia go na ośrodek wczasowy

Dziadek Rudiego Nelsona miał ziemię uprawną niedaleko Kleinzee. Łącznie rodzina Nelsonów przepracowała w firmie De Beers ponad 100 lat

Przejechany otocjon wielkouchy na drodze wyjazdowej z Kleinzee

Wielki kryształ soli oraz ptasie gniazdo znalezione przy grobli dawnego jachtklubu Kleinzee

Ta szkoła jazdy to jedno z niewielu nowych przedsięwzięć biznesowych w Kleinzee korzystających z zastanej infrastruktury

Za rogatkami Kleinzee na terenie kopalni natrafiłem na opuszczone zabudowania, gdzie swego czasu mieszkali czarni górnicy

Koos van der Merwe znalazł pudło z kasetami wideo z monitoringu basenu; obecnie wyświetla je na ścianie boiska do squasha.

Rudi Nelson pozujący do zdjęcia ze swoim psem

Bramka na głównym boisku do rugby w Kleinzee

29-letnia Eloise Goliath urodziła się w Kleinzee i spędziła tu większość życia. – To mój dom. To miejsce stało się częścią mnie – mówi

Charles Weyers przepracował wiele lat w De Beers; obecnie wynajmuje się do pracy na platformach wiertniczych i prowadzi z żoną restaurację

Tagged:
RPA
zdjęcia
biznes
Vice Blog
Kleinzee
Afryka
kurorty
miasto widmo