W sekretnym świecie tajniaka od dragów

„W policji jesteś szeregowym żołnierzem, robisz, co ci każą i ufasz systemowi. Ufasz osądom innych ludzi. Ufasz też prawu, ale jeśli chodzi o narkotyki, prawo się myli" – mówi były agent ds. walki z narkotykami

|
wrz 17 2014, 3:00pm

Zdjęcie: Ian Lloyd

Zdjęcie powyżej: Neil Woods, były tajniak pracujący dla wydziału antynarkotykowego, w T-shircie z nadrukiem „Mili ludzie biorą narkotyki" przy swoim domu w Herefordshire. Zdjęcie wykonał Ian Lloyd

Latem 1994 roku Neil Woods, który nigdy w życiu nie spróbował amfetaminy, siedząc w pubie w sennej wiosce Whitwick (hrabstwo Leicestershire) stanął przed ciężkim wyborem. Mógł albo zażyć trochę czystego w 40 procentach speeda, albo dostać oklep od gangstera z Leicester, którego nałóg kokainowo-crackowy pochłaniał 1000 funtów tygodniowo.

Gangster – dowódca szajki kradnącej zamykane na klucz korki wlewu paliwa, która następnie kopiowała kluczyki i kradła samochody – nie wiedział jednego. Neil Woods był wtedy policjantem pod przykrywką. Próbował kupić jedno ze skradzionych aut od gangstera i dzięki barowym pogaduszkom zdążył zbudować coś na kształt więzi z przestępcą. Niestety, popełnił poważny błąd, przedstawiając się jako „ktoś w rodzaju konesera amfetaminy".

– Po mniej więcej czterech tygodniach naszej znajomości wyciągnął tę torebkę – opowiada mi Neil w swoim domu w Herefordshire. – Powiedział: „To prezent dla ciebie. Założę się, że nigdy nie brałeś takiego speeda". No, na pewno nie brałem, ponieważ tak naprawdę nigdy w życiu nie tknąłem amfetaminy. Ale tuż przed tym, jak wygrzebał z kieszeni tę torebeczkę, widziałem na własne oczy, tam w pubie, jak na jego rozkaz spuszczono ostry wpierdol gościowi, który miał u niego tylko dziesięć funtów długu. Więc pomyślałem: „Trzeba wziąć".

Neil położył odrobinę speedu na czubku swojego języka, ale to nie wystarczyło, by gangster poczuł się usatysfakcjonowany. – To, że się waham, było zbyt widoczne, więc powiedział: „Uwierz, chcesz tego więcej". Spodziewał się, że mam na to wyrobioną tolerancję, i dał mi następną, dużą porcję. Kiedy znalazła się w moich ustach, zaczęło mnie palić. Policzył mi jakąś kasę za działkę, po czym poszedłem do domu, ale nie spałem potem trzy noce. To było absolutnie przerażające. Zbadaliśmy później ten towar i okazało się, że zawiera 40 procent czystej amfetaminy. Feta, którą sprzedadzą ci na ulicy, ma zwykle pięć procent.

Dla Neila tego typu sytuacje nie odbiegały jednak od normy. Przesłużył 14 lat, od 1993 do 2007, jako tajny funkcjonariusz policji zajmujący się narkotykami. Podczas swojej działalności, jak sam oszacował, zdołał posłać narkotykowych kryminalistów łącznie na tysiąc lat odsiadki. Chociaż jest całkowicie pewny, że nie ma to żadnego wpływu na powstrzymanie napływu narkotyków takich jak heroina na brytyjskie ulice. – Wszystko, co zrobiłem jako tajniak, było marnowaniem czasu – mówi. – Jedyne, co udało mi się osiągnąć, to sprawienie, że życie tych najsłabszych stało się jeszcze bardziej nie do zniesienia.

Mimo że to domowe problemy z byłą żoną spowodowały, iż w 2012 roku odszedł z policji, w miarę upływu lat Neil powoli tracił wiarę w sens egzekwowania uregulowań prawnych dotyczących narkotyków i w taktykę działania pod przykrywką – w to, co sam robił i czego był świadkiem.

Neil, który dorastał w hrabstwie Derbyshire, zrezygnował ze studiów biznesowych na Uniwersytecie Salford i w wieku 19 lat dołączył do policji Derbyshire, by zmienić swoje życie w ‚większą przygodę". – Miałem się wybrać w podróż z plecakiem po Europie, ale zobaczyłem ogłoszenie w lokalnej gazecie, więc rzuciłem monetą – opowiada. – Wypadła reszka, więc dołączyłem do policji.

Przepracował cztery lata jako zwykły funkcjonariusz, nim przeszedł do wydziału antynarkotykowego (Drug Squad, DS).

We wczesnych latach 90. praca tajniaka od zwalczania przestępczości narkotykowej podlegała raczej luźnym regulacjom, a kiedy kilku kolegów zasugerowało mu, żeby spróbował, Neil postanowił zobaczyć, czy w tym się sprawdzi. – Szybko okazało się, że jestem w tym niezły – mówi. – Myślę, że to kwestia adrenaliny. Ludzie różnie reagują na nadmiar adrenaliny, a ja – nieważne, jak bardzo denerwowałem się przed jakąś akcją – kiedy przychodziło co do czego, potrafiłem w to wejść z czystym umysłem.

Wydziały antynarkotykowe z różnych regionów dzielą się informacjami, więc wkrótce Neil dostawał oferty pracy z całego kraju, otrzymując przydziały, które trwały po kilka miesięcy. Przez brak regulacji prawnych te pierwsze roboty były najczęściej ryzykowne. Udawał narkomana – najczęściej heroinistę albo uzależnionego od cracku – i torował sobie drogę do zinfiltrowania środowiska narkotykowego w okolicy, w której przyszło mu pracować.

Neil wspomina scenkę, która rozegrała się na osiedlu w Normanton, bliskich przedmieściach Derby: – Wysłano mnie, żeby tylko zapukał do drzwi i porozmawiał z jakimiś osobami, które handlowały crackiem. Zacząłem gadać z ludźmi i wylądowaliśmy u bukmachera. Co jest zabawne, bo chyba nigdy wcześniej nie miałem nic wspólnego z żadnymi zakładami. Przesiadywali tam wszyscy dilerzy cracku, zdołałem ich poznać i kupić od nich trochę towaru.

– Przez cały ten czas obserwowali mnie policjanci z wydziału, a ja opuściłem w ogóle rejon, w którym miałem przebywać. Kiedy wróciłem, żeby się z nimi spotkać, wyglądali na całkiem poważnie zestresowanych. Byli cali w pocie, zmartwieni. Okazało się, że człowiek, który sprzedawał mi towar, miał za sobą dwa wyroki za poważne uszkodzenie ciała. Za dźganie ludzi nożem.

Neil pod przykrywką kupuje crack od miejscowego dilera w Normanton w 1995 roku. Zdjęcie opublikowane za zgodą Neila Woodsa

W 1996 roku policja wprowadziła oficjalny program treningowy dla tajnych funkcjonariuszy, ale Neil miał już za sobą trzy lata doświadczenia, więc był zarówno instruktorem w części kursu, jak i uczęszczał na zajęcia. – Podczas kursów treningowych mówią, że działając pod przykrywką, tak naprawdę nie grasz nikogo – wyjaśnia. – Jesteś po prostu inną wersją siebie.

Jednak mimo przejścia rozbudowanego szkolenia, życie Neila pozostawało w ciągłym zagrożeniu z powodu chaotycznego zachowania dilerów, z którymi miał kontakt podczas pracy. W 1997 roku poznał dilera w Fenton w hrabstwie Staffordshire i kupił od niego niespełna gram heroiny. Później odwiedził go znowu, żeby kupić więcej. – Zapukałem znów do drzwi i zawołałem: „Hej, stary, miałbyś może jeszcze połówkę?". A on na to: „Nie mam nic koło tej wagi". Nagle wyciągnął miecz samurajski, przyłożył mi ostrze do gardła i powiedział: „Ty pewnie jesteś z jebanego wydziału narkotykowego!".

Po chwili dziewczyna dilera wystawiła głowę zza drzwi. „Do jasnej kurwy, przez chwilę myślałam, że powie, że jest!" – odezwała się. Koleś oderwał miecz od szyi Neila i razem z dziewczyną wybuchnęli śmiechem. Potem spytał Neila, czego chce, a ten poprosił o „cztery torby" (torba to w tym przypadku miara wagi, mniej więcej 0,1-0,2 grama – przyp. tłum.).

– Zajęło mu to trochę czasu, ale dał mi cztery torby, więc wyszedłem stamtąd, a idąc, chowałem małe zawiniątka z folii aluminiowej do paczki po papierosach. Wtedy spoglądam do góry i widzę ostrze wycelowane prosto w moją twarz. Jakiś gnojek próbuje mnie obrobić z heroiny, którą kupiłem. Pomyślałem: „To z pewnością nie jest mój dzień" – Neil śmieje się. – On powiedział: „Kolo, po prostu mi to oddaj i wszystko będzie spoko". A ja na to: „Nie, i tak mam już kiepski dzień". I pobiegłem przed siebie. Możesz wyglądać i mówić jak nałogowy heroinista, ale zawsze będziesz w stanie biec szybciej niż prawdziwy.

W trakcie swojej kariery Neil przenosił się z miasta do miasta, łącząc pracę pod przykrywką ze standardową policyjną robotą. Dnie spędzał zwykle wcielając się w rolę uzależnionego od cracku albo heroiny, a wieczorem meldował się w luksusowym hotelu lub mieszkaniu. Ten kontrast był dla niego dziwny i nie czuł się z tym dobrze.

– Spędzasz cały dzień, nie przejmując się tym, jak widzą cię inni. Poruszasz się coraz pewniej w roli kogoś, kogo degraduje się niemal do granic upokorzenia – wyjaśnia. – Potem przechodzisz do sytuacji, która jest w jakimś sensie przywilejem, i masz wrażenie, że tak nie powinno być, nagle czujesz na sobie spojrzenia wszystkich wokoło. Kiedy wcielasz się w uzależnionego od cracku, w centrum praktycznie nikt nie zwraca na ciebie uwagi. Dlatego większość ludzi nie ma nawet świadomości, że narkomani borykają się ze swoim życiem właśnie tu, w środku miasta.

„Wcześniej postrzegałem uzależnionych jako gorszych niż normalni ludzie. Uważałem, że wpakowali się w nałóg przez swoje własne błędy. Ale prawda jest taka, że potrzebowali tylko pomocy i byli zbyt chorzy, żeby samodzielnie się o nią postarać".

Te doświadczenia popchnęły Neila do obsesyjnego zdobywania wszelkiej dostępnej wiedzy na temat narkotyków. Uczestniczył w pierwszej ogólnoeuropejskiej konferencji Anonimowych Narkomanów (Narcotics Anonymous, NA), która odbyła się we wrześniu 1999 roku. Tam przysłuchiwał się debacie nad tym, czy nie lepiej byłoby wysyłać uzależnionych do NA, zamiast do więzienia. Gdy pozwolono widowni zadawać pytania, spytał – co teraz wydaje mu się naiwne – jaki jest sens w odsyłaniu kogokolwiek do NA, skoro ci ludzie wcale nie chcą, żeby im pomagano.

– W całym pomieszczeniu, a było ono naprawdę duże, zaległa całkowita cisza – opowiada. – Prawie dało się zobaczyć te krzaczki, które przetaczają się przed pojedynkiem w westernach. Jedna z osób uczestniczących w panelu powiedziała: „Naprawdę myślisz, że jesteśmy tu z powodu jakiegoś magicznego objawienia? Wszystkich nas sprowadzono siłą, wyrywających się i krzyczących".

Dla Neila to był właśnie punkt zwrotny. Wtedy uzmysłowił sobie, że środowiska nałogowców które infiltrował, nie składają się tak naprawdę z przestępców, ale z bezbronnych ludzi potrzebujących prawdziwej pomocy. – Później za każdym razem, kiedy wychodziłem na ulice, by wmieszać się między uzależnionych od heroiny i cracku, docierało do mnie, że wcześniej postrzegałem ich jako gorszych niż normalni ludzie. Uważałem, że wpakowali się w nałóg przez swoje własne błędy – przyznaje. – Ale prawda jest taka, że potrzebowali tylko pomocy i byli zbyt chorzy, żeby samodzielnie się o nią postarać.

Obecnie Neil uważa, że policyjna taktyka walki z narkotykami sprowadza jeszcze większe niebezpieczeństwa na tych już bardzo narażonych ludzi. – Największą bronią przestępczości zorganizowanej jest w istocie strach – dodaje. – Kiedy policja wywiera na nich większy nacisk poprzez swoje metody, używają wtedy tej broni, co jeszcze bardziej naraża postronnych.

W Mansfield w hrabstwie Nottinghamshire poznał żebraka, który zapoznawał go z różnymi ludźmi. W zamian bezdomny mógł zaspokoić swój nałóg, bo dostawał małą działkę z towaru, który kupował Neil. Mniej więcej po roku Neil dowiedział się, że jego pomocnika skazano na pięć lat więzienia za handel heroiną. – To mnie zwyczajnie przeraziło, ten gość tylko siedział w jednym punkcie miasta i żebrał, nie robił nic więcej. Kiedyś powiedział mi, że najlepszą chwilą w miesiącu był dla niego moment, kiedy żyła pomiędzy palcami stopy otworzyła mu się ponownie. Nie mógł w nią dawać od trzech lat. To właśnie podsumowanie całego życia tego człowieka. Ten koleś potrzebował pomocy, czegoś więcej niż bycia wykorzystywanym przez wszystkich dilerów naokoło. Czy przeze mnie, jeśli już przy tym jesteśmy.

Neil wyjaśnia, że uzależnieni od heroiny mają zwykle uzbierane długi – są pod kreską – u swoich dilerów. Rodziny tych, którzy nie są w stanie ich spłacić, mogą zostać wykorzystane dla pokrycia długu. W grę wchodzi między innymi prostytucja czy rozprowadzanie narkotyków dla dilera pod przymusem. A kiedy nałogowcy wychodzą z więzienia, zazwyczaj natychmiast popełniają nowe przestępstwa, bo muszą spłacić zobowiązania.


Według Neila spora część z blisko 300 tys. heroinistów żyjących w Wielkiej Brytanii ma tendencję do skupiania się w dużych nadmorskich miastach. – Zastanawiam się, czy ci ludzie nie chcą po prostu uciec, a zatrzymują się tam tylko dlatego, że zabrakło im już miejsc, do których można by uciec – mówi.

Neil został wysłany do Brighton pod koniec 2005 roku. Wtedy to miasto miało największy odsetek przedawkowań per capita ze wszystkich ośrodków miejskich w całym kraju. Kiedy przyjechał na miejsce, odkrył, że taktyka infiltracji pod przykrywką była tam stosowana tak długo, że gangsterzy zdążyli ją przejrzeć. – Członkowie gangów wyznaczali bezdomnych, żeby służyli im za punkty kontaktowe – mówi Neil. – Wszyscy byli do głębi przerażeni. To poczucie strachu, które przeżerało całą społeczność bezdomnych... Coś okropnego.

Poznał tam dwóch bezdomnych, którzy wyjawili mu, że inni włóczędzy, który nieświadomie zaaranżowali spotkania tajniaków z gangsterami, zostali zamordowani. – Każdy może pozbyć się ćpuna – objaśnia Neil. – Wystarczy zafundować mu przedawkowanie.


Bądź z nami na bieżąco. Polub nasz fanpage VICE Polska


W momencie, kiedy otrzymał tę informację, tamtego roku odnotowano już 58 przedawkowań. – To znacząco więcej niż w każdym innym mieście tego typu, ale moja ekipa tylko się z tego śmiała – dodaje. – Inni nałogowcy byli święcie przekonani, że część z tych przypadków była tak naprawdę morderstwami. Nie chciałbym spekulować bez przeprowadzenia prawdziwego dochodzenia, ale fakt, że mieli taką absolutną pewność, sam w sobie powinien wzbudzić czujność każdego funkcjonariusza policji.

Przekonanie, że ludzie, przeciwko którym działał – i których zwykle wysyłał do więzienia – desperacko potrzebowali pomocy, wzmocnił w Neilu pewien bezdomny z Brighton. Były biznesmen, który posługiwał się płynnie pięcioma językami, ale kiedy zatracił się w brytyjskiej modzie na narkotyki rekreacyjne w latach 90. i zaczął używać heroiny do schodzenia ze speeda, stał się nałogowcem.

– Miał w sobie to poczucie nadchodzącego końca – wspomina Neil. – Wiedział, że umrze, że nie przeżyje zimy. Złożono mu ofertę zakwaterowania w Worthing. Wsiąść do pociągu i pojechać na rozmowę o kwaterę z łóżkiem... To kosztowałoby go 5,40 funta. Ale nie mógł sobie pozwolić na wydanie 5,40 na bilet, bo potrzebował 20 funtów na działkę heroiny. Nawet wiedząc, że albo przedawkuje, albo zamarznie, nie był w stanie uzbierać tych pięciu funtów, żeby zapewnić sobie dach nad głową.

Już po sześciu tygodniach przydziału, który miał potrwać sześć miesięcy, Neil poczuł się zmęczony ganianiem za drobnymi dilerami zamiast za grubymi rybami. Opuścił Brighton i odmówił dalszego wykonywania tego rodzaju zadań.

Neil zrezygnował z pracy tajniaka w 2007 roku, ale w policji został do 2012 roku. Teraz cieszy się jednak, że odszedł. Skupia się na wykorzystaniu swoich doświadczeń dla ulepszenia systemu nadzoru nad narkotykami. Jest zwolennikiem pełnej legalizacji i uregulowania statusu prawnego wszystkich narkotyków, żeby „odebrać kontrolę kryminalistom".

– Robienie czegoś, co uznajesz za nieetyczne, nie jest dla ciebie dobre – mówi. – Odbija się to na tobie. To, co robiłem, nie było w całości moją winą. Jesteś szeregowym żołnierzem, robisz, co ci każą i ufasz systemowi. Policja to organizacja bazująca na dyscyplinie, ufasz osądom innych ludzi. Ufasz też prawu, ale jeśli chodzi o narkotyki, prawo się myli.

Więcej VICE
Kanały VICE