Ludzi potrzebujących organów do przeszczepu jest zawsze więcej, niż chętnych dawców. Stąd wziął się międzynarodowy czarny rynek narządów. Podobno darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda, a jednak biorcy organów bywają wybredni.Pamiętacie eliksir wielosokowy z książek o Harrym Potterze? Spożywając magiczny napój, którego jednym ze składników był fragment ciała innej osoby- być może DNA, choć J.K. Rowling nigdy nie wspomniała wyraźnie o kwasach nukleinowych- stawałeś się jej lustrzanym odbiciem. Taki eliksir z domieszką DNA innego człowieka to urzeczywistnienie koncepcji esencjalizmu. Według tego poglądu filozoficznego, "pewna wewnętrzna, niewidoczna gołym okiem esencja lub siła kształtuje powierzchowność i zachowania" danego bytu. Opublikowane niedawno w piśmie Cognitive Science badanie, z którego pochodzi powyższy cytat, przeanalizowało stosunek respondentów do przeszczepu organów lub transfuzji krwi. Analizę przeprowadzono z perspektywy esencjalistycznej. Co ważne, badani uzyskali informacje na temat cech osobowości hipotetycznych dawców. Jak to wyglądało w praktyce? Badacze z Uniwersytetu w Michigan przedstawili potencjalnym biorcom narządów listę ewentualnych dawców, zawierającą informacje o ich wieku, płci, orientacji seksualnej i pochodzeniu. W wykazie znalazły się też informacje o "dobrych" lub "złych" cechach charakteru dawcy, nieistotnych z punktu widzenia przeszczepu. Na przykład: niektórzy dawcy obdarzeni byli wysoką inteligencją, utalentowani artystycznie lub mieli skłonności filantropijne: innych natomiast opisano jako tępych, bezdomnych, złodziei lub nawet morderców. To właśnie określone cechy charakteru dawcy miały zasadniczy wpływ na decyzję badanego o przyjęciu od niego narządów do przeszczepu. Co ciekawe, większą "moc" miały negatywne cechy osobowości, często skłaniając potencjalnych biorców do rezygnacji z przeszczepu, niż budzące zaufanie przymioty "dobrych" dawców. Uczestnicy badania wyrażali obawę, że przeszczep narządów od niepożądanego dawcy może ich "zbrukać". Bali się, że mogą jakimś cudem przejąć po dawcy jego wady, co mogłoby negatywnie wpłynąć na ich własną osobowość i zachowanie. Podobno jeden z pacjentów żywił autentyczną obawę, że może "zarazić się morderczymi skłonnościami od dawcy". Czynnikiem decydującym okazywało się jednak w większości przypadków wrażenie podobieństwa między dawcą, a odbiorcą. Uczestnicy badania przychylniej patrzyli na tych dawców, którzy według nich przypominali ich samych. Na rynku organów Matka Teresa mogłaby mieć równe szanse z Charlesem Mansonem. Jedna z głównych autorek badania Meredith Meyer tak wyjaśnia tę prawidłowość: "Ludzie niechętnie reagują na perspektywę zmiany ich esencji, nieważne, czy to na lepsze, czy na gorsze," pisze w artykule. "Dlatego każda wyraźna różnica charakterów między dawcą, a biorcą zwiększa opór biorcy wobec przeszczepu."Od dawna wiadomo, że każdy człowiek pragnie postrzegać własną osobowość jako spójną i niezmienną. Tymczasem dowiedzione zjawisko "iluzji końca historii" zmusza nas do pogodzenia się z faktem, że nieustannie się zmieniamy. Stałość cech osobowościowych i poglądów jest fikcją. Stawienie czoła rzeczywistości to jedno; osobną sprawą jest wiara w to, że "esencja" innych osób może nas zmienić.
Chimera. Źródło: Wikimedia Commons.Warto w tym miejscu przyjrzeć się bliżej chimeryzmowi. W mitologii starożytnej Grecji chimerą nazywano bestię posklejaną na chybił trafił z kawałków różnych zwierząt. Według Wikipedii, chimerę najczęściej przedstawia się jako "lwa z łbem kozła wystającym z grzbietu i ogonem zakończonym pyskiem węża."W terminologii, którą posługuje się współczesna biologia, pojęcie chimery stosuje się w odniesieniu do organizmów zbudowanych z komórek różniących się genetycznie. Na przykład, część komórek krwi u chimery może należeć do grupy A, a część- do B. Obecność niewielkiej liczby komórek, genetycznie różniących się od gospodarza i występujących w wyodrębnionych obszarach ciała nazywamy mikrochimeryzmem. Mikrochimeryzm często obserwuje się u matek. DNA dziecka może jeszcze długo po porodzie pozostawać w ciele matki. W badaniu PLoS One z 2012 roku przeprowadzono pośmiertną analizę genetyczną tkanki mózgowej kobiet, które urodziły chłopców. W 60 % badanych mózgów znaleziono chromosomy Y. Jądra komórek mózgowych kobiety zawierają dwa chromosomy X i żadnego chromosomu Y. Wniosek był prosty: znalezione DNA bez wątpienia należało do osobnika płci męskiej. Stwierdzono, że u większości badanych kobiet występował mikrochimeryzm płodowo-matczyny. Zdaniem badaczy, męskie DNA pochodzące od płodu płci męskiej trafiło do ich ciał przez łożysko, ostatecznie znajdując sobie wygodne lokum w mózgu.Zjawisko mikrochimeryzmu nie jest do końca wyjaśnione. Nie wiadomo, czy jest w jakikolwiek sposób powiązane z patologiami. Autorzy badania PLoS One odkryli jednak, że w mózgach tych badanych kobiet, które zapadły na chorobę Alzheimera, stwierdzono mniejszą liczbę komórek pochodzących od płodu. Odkrycie to może oznaczać, że częściowa kolonizacja mózgu gospodarza przez komórki płodu może bezpośrednio lub pośrednio chronić ośrodkowy układ nerwowy przed degeneracją. Z badania płynie wniosek, że nasze ciało faktycznie ulega zmianom pod wpływem obecności różniących się genetycznie komórek. A co z charakterem? Odkrycia badaczy rzucają zupełnie nowe światło na "esencjalistyczne" stanowisko uczestników badania na Uniwersytecie w Michigan.Druga twarz Isabelle Dinoire .W większości przypadków opowieści biorców organów brzmią całkiem niewiarygodnie. Ciężko jest uwierzyć w czyjąś radykalną transformację pod wpływem cudzej wątroby czy nerki. Zdarzają się jednak wyjątki. Niejaka Claire Sylvia, matka dwojga dzieci, utrzymywała, że po przeszczepie serca cały czas miała ochotę na kurczaka i piwo. Serce dostała od młodego faceta, którego ulubiony posiłek składał się z… bingo! Kurczaka i piwa. Sylvia opisała swoje doświadczenia w książce. Wydaje się, że temat bardziej pasuje do kategorii psychoanalizy, niż biologii. Z drugiej jednak strony, wyjaśniałoby to, dlaczego Isabelle Dinoire puścił się zarost na policzkach po tym, jak przeszła pierwszy w historii częściowy przeszczep twarzy.Nie możemy wykluczyć istnienia pewnych procesów biologicznych, które towarzyszą przeszczepom narządów, jak i innych form przenikania obcych genetycznie komórek do organizmu gospodarza. Być może jedyną miarodajną metodą wykrywania takich zjawisk jest analiza podobna do tej, jaką przeprowadzono w badaniu tkanki mózgowej. Udowodnienie istnienia tych zjawisk mogłoby dać naukowe podstawy intuicyjnemu podejściu uczestników wspomnianego badania do kwestii transplantacji. Esencjalizm znalazłby wreszcie potwierdzenie w nauce. Chimeryzm i powiązane z nim zjawiska nadal spowija aura tajemniczości. Dla wielu, chimera wciąż pozostaje jedynie budzącą grozę postacią z mitologii. Jakże przyjemnie jest zagłębiać się w lekturę starożytnych wierzeń, sącząc eliksir wielosokowy! To jednak zdecydowanie za mało, żeby popchnąć naukę do przodu. Konieczne są dalsze badania. Inaczej nigdy nie będziemy mieć całkowitej pewności, czy Dick Cheney po przeszczepie serca pozostanie takim samym fiutem, jak był wcześniej.KANADYJSCY HODOWCY MARIHUANY IDĄ NA WOJNĘ Z RZĄDEMPRZYPADEK 2: NARODZINY TOŻSAMOŚCIJAK ZOSTAĆ POLICYJNĄ WTYKĄ
Reklama

Reklama
