Dlaczego kobiety nie trzymają się razem i czy aplikacje jak Hey! VINA mogą to zmienić?

Nowa apka jest rodzajem Tindera dla dziewczyn, które szukają platonicznych znajomości z innymi kobietami. Kiedy dowiedziałam się, że działa też w Polsce, sprawdziłam, czy dzięki niej znajdę swojego matcha.

|
17 Styczeń 2017, 4:30am

Źródło zdjęcia: Flickr/Veronica - Ilaria

W 2016 roku hitem aplikacji na telefon w USA była m.in. apka hey! VINA – rodzaj Tindera dla dziewczyn, które szukają platonicznych znajomości z innymi kobietami. VINA została stworzona przez kobiety dla kobiet latem 2015 roku, a jej celem jest łączenie i integrowanie babek z tej samej okolicy i o podobnych zainteresowaniach. Kiedy dowiedziałam się, że VINA jest też dostępna w Polsce, szybko ją ściągnęłam, co również zaproponowałam swoim koleżankom. Chciałam się przekonać czy na przekór stereotypowi toksycznej, kobiecej rywalizacji można bez uprzedzeń zakolegować się z inną dziewczyną przez aplikację na telefon? I skąd w dziewczynach niechęć do wspierania się nawzajem, którą każda z nas zna z autopsji?

Jak tłumaczy Olivia June Poole – CEO i założycielka aplikacji – razem z przyjaciółkami wyznają zasadę, że aby twoje życie się zmieniło, czasem wystarczy tylko jeden przyjaciel (w tym przypadku przyjaciółka). Użytkowniczkom VINY dobierać pomaga się m.in. cały wachlarz grup o profilu zawodowym, hobby, czy stylu życia, albo wieku. Pomagają również quizy, które wypełnia się zaraz po zalogowaniu do aplikacji. Jeśli np. szukasz grupy wsparcia młodych przedsiębiorczyń albo świeżo upieczonej mamy, z którą chcesz się podzielić doświadczeniem, ta apka jest do tego idealna. Wychodzi przede wszystkim dalej niż jakiekolwiek forum internetowe i łączy kobiety w prawdziwym życiu. I tak możesz się skumplować m.in. z inną posiadaczką psa, pracującą mamą, czy fanką jogi – wszystko zależy od twoich preferencji. W ten sposób VINA błyskawicznie zyskała popularność w trzech miastach, w których ją zainicjowano – Los Angeles, San Francisco i Nowy Jork. Sukces był tak imponujący, że niedługo po tym Tinder postanowił w nią zainwestować. Dzięki temu VINA zyskała zasięg ogólnoświatowy i od jesieni 2016 jest dostępna również w Polsce. Istnieją również podobne aplikacje jak chociażby Monarq, ale nie są one dostępne jeszcze w naszej części Europy. 

Screen Hey! VINA

Jestem na VINIE już od mniej więcej dwóch tygodni, niestety okazuje się, że w przypadku takich aplikacji popularność zależy głównie od poczty pantoflowej. Odkryłam, że w okolicy ponad 100 km znajduje się zaledwie kilkanaście użytkowniczek, których profile w większości przesunęłam w prawo – niestety bez matchów. Moje dwie koleżanki, którym podsunęłam VINĘ do przetestowania, były zaciekawione apką i pomysłem. Doceniły szatę graficzną i potencjał aplikacji, ale szybko stwierdziły, że nie potrzebują takiego narzędzia, bo nie mają problemu ze znajdywaniem nowych koleżanek. Sama też miałam trochę oporów, ale wtedy uświadomiłam sobie, że to po prostu uprzedzenie. Automatyczna awersja, której nauczyło nas społeczeństwo – podejrzliwość i niechęć do obcych kobiet. VINA bierze to pod uwagę i wysyła tipy co jakiś czas, np. sugerując, że lepiej nie odkładać spotkania na nieokreśloną przyszłość z dobraną nową koleżanką i najlepiej po prostu spotkać się szybko na kawę. Mniej myślenia, więcej działania! W końcu nie masz nic do stracenia, to nie Tinder, więc nie musisz się obawiać złamanego serca albo odrzucenia na pierwszej randce. Zastanowiło mnie również to, że przecież do poznawania facetów przez internet i Tindera przekonałyśmy się zaledwie parę lat temu. Dlaczego więc z dystansem podchodzimy do poznawania nowych potencjalnych koleżanek w ten sam sposób? Może dlatego, że głównie konkurujemy z innymi kobietami m.in. o męską uwagę?

Społeczeństwo zakłada w końcu, że wredne dziewczyny i podcinanie skrzydeł innym kobietom przy każdej nadarzającej się okazji to stan naturalny i oczywisty. A medialne kłótnie pomiędzy znanymi kobietami to standard. Wystarczy wymienić zaledwie kilka z nich: Kim Kardashian kontra Taylor Swift, Doda kontra Agnieszka Woźniak-Starak, Renulka kontra Małgorzata Rozenek, a twórcy American Horror Story kręcą właśnie cały serial o historycznej rywalizacji hollywoodzkich aktorek Joan Crawford i Bette Davis.

To tak jakby wszystkie kobiety się nienawidziły – niektóre publicznie, ale większość sekretnie. Jak się jednak okazuje ta „nienawiść" to bardzo stary mit, w który kobiety poniekąd same dały się wplątać. W XIX wieku przyjaźnie kobiece szczególnie w literaturze przedstawiane były jako ulotne i błahe, a to właśnie męskie przyjaźnie były na całe życie – damskie, tylko do czasu zamążpójścia. Zrzucano to oczywiście na słaby charakter kobiet i przywiązanie do rzeczy trywialnych. Niektórzy naukowcy XIX-wieczni starali się nawet przypisywać taki stan rzeczy imperatywom biologicznym, co nie zostało jednak nigdy naukowo udowodnione. Z perspektywy można uznać, że był to w dużej mierze element patriarchalnej propagandy, która miała zatrzymać kobiety w domu i zachować „tradycyjny porządek społeczny". W końcu gdzie dwie się biją, tam trzeci korzysta. 

Mityczna niechęć i współzawodnictwo kobiet polegają głównie na wiecznym porównywaniu się do siebie oraz na niefizycznych atakach. „Subtelne i niebezpośrednie" jak to określili naukowcy. Manifestuje się to przede wszystkim w komentowaniu i krytykowaniu wyglądu, w tym ciała i ubioru; decyzji życiowych, np. relacji seksualnych, doboru partnerów oraz decyzji dot. macierzyństwa. Jakakolwiek z tych dziedzin by to nie była, inne kobiety są swoimi najsurowszymi krytyczkami. Większość z nas, jak pokazują badania, nie chciałaby mieć nawet kobiety szefa. Tak bardzo sobie nie ufamy. A badania sprawdzające bulling internetowy pokazały, że połowę mizoginistycznych treści otrzymujemy właśnie od innych kobiet. 

Screen Hey! VINA

Skąd się wzięła ta rywalizacja, jeśli nie z uwarunkowań biologicznych? Przecież zdaje się nam towarzyszyć od zawsze. Jest to w miarę świeży temat w nauce, ponieważ ta zmonopolizowana przez mężczyzn latami zajmowała się przede wszystkim męskimi przyjaźniami. Kobiece relacje platoniczne są tematem bardzo skąpo udokumentowanym i zbadanym. Dopiero od niedawna naukowcy go rozwijają. Część z tych badaczy podejrzewa, że zaciekła rywalizacja pomiędzy kobietami pochodzi z czasów, kiedy społeczeństwa zaczęły być monogamiczne. W związku z czym kobiety musiały rywalizować o najzasobniejszego partnera, a robiły to przede wszystkim umniejszając i oczerniając swoje rywalki. Rozwój cywilizacji, przekładanie małżeństwa na później oraz życie w dużych miastach sprawia, że konkurentek jest coraz więcej, co zaostrza tę rywalizację. 

VINA zdaje się łamać te stereotypy, przedstawiając m.in. historie przyjaźni i współpracy, które zaczęły się od matcha na ich apce. Możliwe, że wchodzimy w przełomowy moment, w którym technologia, może sprawić, że tego typu zachowania zanikną. VINA i podobne aplikacje mają ogromny potencjał łączenia kobiet czy to zawodowo, czy prywatnie, ale czy same kobiety będą umiały go wykorzystać? Czy aplikacja do szukania nowych koleżanek może odnieść taki sukces jak apka do szukania nowego chłopaka? W trzech miastach już się to udało, więc czemu nie.