muzyka

Nastolatki nie wiedzą, jak działają płyty CD — ale czy to źle?

„Może to tylko kwestia tego, że jestem z pokolenia Z, ale jak kiedyś nagrywało się płyty CD?” — pyta pewna 17-latka. „W sensie, jak ludzie umieszczali piosenki na czystym krążku?”

tekst Ryan Bassil; tłumaczenie Dominika Skórzewska
31 Październik 2018, 10:01am

Fot. via

Wiecie czym są płyty CD, prawda? Duże, okrągłe, błyszczące kawałki poliwęglanu z otworem pośrodku, cienkie jak naleśnik? Prawdopodobnie uważane za równie futurystyczne co UFO, gdy ukazały się w 1982 roku? Rzecz rozpoznawalna w mgnieniu oka, zwłaszcza dla pokolenia, które dorastało, słuchając na nich muzyki. I jeśli urodziłeś się w latach 80. lub 90. na pewno: zasuwałeś do sklepów muzycznych w poszukiwaniu okazji 2 za 1, przeglądałeś papierowe wkładki i/lub brałeś nogi za pas, gdy nieuważny znajomy zadrapał jeden z krążków.

Być może – podobnie jak pierwsze piwo, pierwszy seks lub pierwszego prawdziwego przyjaciela – pamiętasz swoje pierwsze CD. Fajni ludzie mogą ci opowiedzieć, jak topili swoje oszczędności w muzycznych legendach z okładek Rolling Stone’a, ale bardziej prawdopodobne, że wydali wszystko na mainstreamowy pop – ten, z którego szydziłby wredny sprzedawca z filmu Przeboje i podboje. Ja sam jestem pewien, że moje pieniądze poszły na poczet Spice Girls – choćby dlatego, że to jedyny singiel CD, który wciąż posiadam. I bardzo się z tego cieszę – są legendami i sprawiły, że hotel St Pancras jest sławny.

Ale niespodziewanie nadeszła przyszłość. Wiele się zmieniło. Telefony mogą zrobić wszystko, drogie buty wyglądają, jakby można w nich było polecieć na Księżyc, a roboty zabierają pracę księżom. Aha, i płyty CD odeszły do lamusa. W sumie do tego samego wniosku doszliśmy w 2014 roku w naszym ŚLEDZTWIE DZIENNIKARSKIMIs There Anything, at all, in the World, We Can Use CDs For?” (Czy jest coś, cokolwiek na świecie, do czego mogą nam się przydać płyty CD?). Kilka miesięcy po publikacji Apple zaprzestało produkcji iPoda Classic i wyznaczyło koniec epoki CD (i ich zgrywania).

By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”. Jesteśmy też na Twitterze i Instagramie.

Pogodziłem się z końcem tej ery już parę lat temu. Tak naprawdę: do czego potrzebna mi płyta CD? To radość dnia poprzedniego, która jutro trafi na wysypisko (a Bóg widzi, że naszej Ziemi nie potrzeba więcej śmieci). W tym tygodniu dwa tweety autorstwa nastolatków przykuły sporo uwagi w Internecie. Obydwa statusy dotyczą płyt CD. Podobno ich autorzy nie wiedzą, jak działają płyty ani do czego służą. Skłoniło mnie to do egzystencjalnych rozmyślań, podobnie jak pokolenia przede mną, gdy ludzie byli zdezorientowani winylem. Czuję się cholernie staro.

Patrz: rycina a)

Czy ktokolwiek wie, jak sprzedawano muzykę zanim powstał iTunes i usługi streamingowe? Jeśli artysta miał zajebistą piosenkę w radiu, czy trzeba było kupić cały album, by posłuchać tego jednego kawałka?

Oraz rycina b)

Może to tylko kwestia tego, że jestem z pokolenia Z, ale jak kiedyś nagrywało się płyty CD? W sensie, jak ludzie umieszczali piosenki na czystym krążku?

Oto dwójka młodych ludzi zastanawia się, jak to wszystko wyglądało, zanim pojawiły się wszystkie serwisy muzyczne; zastanawiają się, w jaki sposób utwory były nagrywane na płyty CD i jak sprzedawano single. I choć zwykle niechętnie sięgam do treści z mediów społecznościowych, ponieważ niszczą nasze mózgi, ich oszołomienie tym, jaka muzyka była kiedyś, świadczy o tym, jak wiele zmieniło się w ciągu ostatniej dekady.

Zacznijmy od początku: ludzie nie wypalają już płyt CD. Zamiast tego tworzą playlisty lub pozwalają innym robić składanki za nich. To a) stare dzieje b) dobra rzecz. Tak myślę. Jasne, nie ma już tego sentymentu przy tworzeniu playlisty dla kogoś innego – nie ma rozmazanych plam z zielonego markera – ale to jest w porządku. Możesz wybierać z szerokiej biblioteki muzycznej — to nieopisany komfort w porównaniu do pozyskiwania nieprawidłowo nazwanych utworów z eMule. Już nigdy więcej nie zawirusujesz domowego komputera, bo chciałeś się dorwać do kilku kawałków Panic! At The Disco. Dodatkową korzyścią jest to, że możesz dzielić się swoimi wyborami muzycznymi z jeszcze większą ilością osób za pomocą publicznej playlisty i poczuć się spełniony, gdy kolejna osoba jej posłucha (jeśli kręcą cię takie rzeczy).

Nie wypowiadam się tu jednak jako lobbysta usług streamingowych – za to płacą Drake’owi. Streaming z pewnością odegrał rolę w morderstwie singli i LP w ich najbardziej klasycznym znaczeniu: jako strona A i strona B, kupowane najpierw na winylu 45, a później na płytach CD. Ale nawet to stopniowe wygaszenie zostało zainicjowane przez pobieranie. A dzisiaj zdaje się, że wracamy do wydawania B-side’ów (niedawno Beach House wypuścił jeden, Arctic Monkeys ma jeden w drodze). A więc, nerd alert: w pewnym stopniu strona B nadal istnieje.

To, co się zmieniło, to sposób, w jaki sprzedawane są single. Jeśli artysta ma zajebistą piosenkę w radiu, nie musisz już kupować całej płyty, by posłuchać tylko tego jednego kawałka. Ponownie, to dobre rozwiązanie dla wysypisk śmieci na całym świecie. Ciesz się! Być może ma to jakiś wpływ na przemysł muzyczny; wraz ze wzrostem ilości nowych utworów wypuszczanych codziennie, z pewnością trudno stworzyć coś długowiecznego. Ta sama piosenka, którą dziesięć lat temu leciała w radiu miesiącami, teraz może zostać usunięta z playlisty w ciągu tygodnia.

Z drugiej strony przemysł muzyczny ostatnimi czasy daje radę. Według doniesień muzyka zarabia miliardy, co od dawna nie miało miejsca. W związku z czym wydaje mi się, że nie ma nic złego w tym, że nastolatki naprawdę nie wiedzą, jak działają płyty CD. Albo w jaki sposób sprzedawane były płyty. Wszystko to jest symptomatyczne dla życia w nowej erze. Przyszłość jest dziś.

Artykuł pierwotnie ukazał się na Noisey


Więcej na VICE: