DC

Superman nie powinien być biały

Bądźmy szczerzy, przystojny niebieskooki brunet od początku nie miał większego sensu

tekst Noel Ransome; tłumaczenie Dominika Skórzewska
03 Październik 2018, 11:00pm

Źródło: Wikipedia Commons

Powiem wam coś. Jeśli bardzo chcecie, możecie się ze mną na ten temat sprzeczać. Jeśli chcecie coś z siebie wyrzucić – a naprawdę wolałbym, żeby tak nie było – nie sprawi to, że mój komunikat będzie mniej prawdziwy.

Superman nie powinien już być biały.

W końcu to powiedziałem. Już dawno minęliśmy punkt, w którym staliśmy się „świadomi” niesprawiedliwości społecznych i czas to w końcu przyznać. Wszyscy znamy historię Supermana wyrwaną prosto z lat trzydziestych minionego wieku – mówimy o tym samym okresie, w którym Jezusa, bliskowschodniego cieślę na pustyni przedstawiano z zatrważającym niedoborem melaniny. Ale już to przeszliśmy, prawda? Czy nie czas, abyśmy przestali robić wszystko, by zachować 80-letnią historię kanonu kontrolowanego przez DC? Nikt nie powinien być na tyle naiwny, by wierzyć, że cholerny przybysz z innej planety miałby najwięcej sensu jako biały gość o niebieskich oczach, prawda? Oczywiście, że nie.

Dlaczego więc teraz to piszę? Jak donoszą m.in. portale Variety i Deadline, Warner Bros. poważnie rozważa rezygnację z dalszej współpracy z Henrym Cavillem, który wcielał się w Człowieka ze stali. Wieść niesie że do napięć dochodzi na tle płac, a także braku spójnej reżyserskiej wizji. Z niebiesko-czerwonego szumu wyłania się jednak nazwisko gwiazdy, która ma przejąć rolę – Michael B. Jordan. Afroamerykanin. Cholera, to ma po prostu dużo więcej sensu.

Porozmawiajmy o tym, czego ucieleśnieniem jest obecnie facet w niebieskim trykocie: biały, silny, przystojny, męski i młody. Doskonały wizerunek amerykańskiego ideału. Nieprzekupny romantyczny bohater XX/XXIw. Wylądował na Ziemi w statku kosmicznym znajdującym się poza jego kontrolą. Został zmuszony do asymilacji, jednocześnie starając się z całych sił, by nie być postrzeganym jako ktoś niebezpieczny. I w kontekście tej historii zupełnie nie przypomina przeciętnego białego gościa.

Oryginalni twórcy Supermana, Joe Shuster i Jerry Siegel, dzieci żydowskich imigrantów, naszkicowali inny obraz. Celem zdecydowanie nie było stworzenie bladego, chrystianizowanego bohatera. Chodziło o wykreowanie postaci podobnej do hebrajskiego Mojżesza, który w swoich czasach w kontekście amerykańskim zostałby nazwany obcokrajowcem. Charakterystyka Supermana była ideałem opakowanym w możliwości – każdy mógł stać się kimś wielkim w Ameryce.

Superman, jakiego znamy, ma tę zaletę, że ukrywa swoją „inność” w sposób, który udaremnia cel bycia obcym.

Życie imigranta wiąże się z dysonansem: z jednej strony radość z bycia przyjętym, z drugiej zaś trwałe piętno odmienności. Nigdy nie przekonywał mnie kosmita, który ukrywał swoje pochodzenie za pomocą pary okularów. Typek był dziennikarzem, świetnie wyglądał w garniturze, ludzie go uwielbiali i nikt nie postrzegał go jako zagrożenia – przywilej wyrozumiałości dzięki jego białej skórze, błękitnym oczom i kwadratowej szczęce. Czarny Superman nigdy nie byłby tak mile widziany. Bardziej wpasowałby się w pierwotny zamysł Shustera i Siegala – wzniesienie się ponad status „obcego”, by stać się kimś wielkim – nadzieją, którą Ameryka propaguje od samego początku. Ta idea jest bardziej rzeczywista bez białego fundamentu.

Pretekst, kontekst i każdy inny tekst na tle rasowym dla tych, którzy są przeciwni czarnemu Supermanowi, powinien być w tym momencie cholernie oczywisty (rasowe uprzedzenia). Jasne, mam świadomość, że przerzucenie się z jednej rasy na inną może być problematyczne. Gdyby ktoś postanowił zmienić Czarną Panterę w mulata, ograbiłby postać z jej wyjątkowości wynikającej z kanonu. Jego królestwo zostało zbudowane na fundamencie „black excellence” – idei, która pluje w twarz kolonizacji. Właśnie o to chodziło. Rozumiem też, czemu publiczność wolałaby, aby czarny człowiek przejął na własność pierwotnie czarną postać, zamiast wykorzystywać sukces historii o białym gościu (tak naprawdę mieliśmy czarnego Supermana z innego wszechświata i byli tam czarni Kryptonianie).

Super „biały” man jest po prostu człowiekiem, który wraz z upływem czasu staje się coraz bardziej mesjanistyczny i wybielony. Nie ma absolutnie żadnego powiązania z pierwotnym zamysłem. Zamiast tego coraz częściej staje się wzorem zmęczenia i przedawnienia – fikcyjnej propagandy mającej na celu przedłużenie wiary w to, że biała skóra automatycznie wiąże się z wielkością, dobrem, niewinnością i powodzeniem.

By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”. Jesteśmy też na Twitterze i Instagramie.

Pomijając podstawową wiedzę na temat przyswajania promieni słonecznych przez melaninę – wszystko sprowadza się do tego, że chcę tylko tego, co jest prawdziwe w tej historii. Chcę widzieć sztukę, która odzwierciedla życie, obrazując ludzką naturę i strach przed ludźmi, których nie rozumiemy związany z tą naturą. Chcę, by Lex Luthor (główny złoczyńca) był najbardziej autentyczny, mówiąc czarnemu Supermanowi, że boi się dokładnie tego, czego nie rozumie.

Zupełnie nie obchodzi mnie, jakiej rasy będzie następny Superman. Po prostu mam dość udawania, że byłoby najlepiej, gdyby był biały.

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE Canada


Więcej na VICE:

Tagged:
Film
Features
VICE Canada
marvel
Superman
Michael B. Jordan
Komiks
superbohater
Imigranci
popkultura
tożsamość
Superbohaterowie
Kolor skóry