LGBTQ

Czego dowiedziałem się o tolerancji po przeprowadzce do Warszawy

„Warszawo, kocham cię” – mówi przybysz z USA, który spędził w Polsce dwa miesiące

tekst Tony Cochran; tłumaczenie Daniel Stępień
30 Czerwiec 2017, 10:04am

Fot: Mikołaj Maluchnik. Parada Równości w Warszawie 2017

Podobnie jak bohater książki Christophera Isherwooda Pożegnanie z Berlinem, która była inspiracją dla filmu Cabaret, jestem we współczesnym epicentrum kultury w Europie: w Warszawie. Może brzmi to na przesadę, ale jest prawdą. Jako Amerykanin jestem chyba mniej wyczulony na linie wytyczające twarze i miejsca w Europie Wschodniej. Jestem kamerą, łapię ostrość, obraz staje się wyraźniejszy.

Warszawa będąc w początkowej fazie gentryfikacji (procesu zmiany charakteru w bardziej skomercjalizowany, zdominowany przez osoby o wyższym statusie materialnym), gdzie mieszka unikalna mieszanka hipsterów z różnych klas i grup społecznych, stworzyła dynamiczny kulturowy krajobraz. W czasie moich dwóch pierwszych miesięcy tutaj, mieszkając na Woli, skupiłem się na szukaniu ludzi takich jak ja: osób LGBTQ. Jestem na wygnaniu i bardzo pragnę poznawać ludzi stąd. Wchodziłem w tę społeczność pełen obaw, pamiętając o moich doświadczeniach z Londynu, Los Angeles i Nowego Jorku, gdzie przeważają ludzie ukrywający swoje prawdziwe ja i trzymający innych na dystans. Tu jest inaczej. W Warszawie spotkałem kilka osób LGBTQ, które są bardzo radykalne, inspirujące i odważne.

Bez podziałów. Polub fanpage VICE Polska i bądź na bieżąco

Warszawa jest największym miastem w Polsce i również najdroższym; taka kombinacja wielkości i kosztów życia oznacza – podobnie jak w innych częściach zachodniego świata – że jest też dużym skupiskiem społeczności LGBTQ z całego kraju… ale nie tylko: spotkałem tu gejów z Ukrainy, Białorusi, Rumunii i Bułgarii. Warszawę, nie bez powodu, można nazwać queerową mekką Centralnej i Wschodniej Europy. Szybki rzut oka na Grindra, za pomocą którego geje wirtualnie szukają okazji, pokazuje mnogość twarzy w zasięgu kilku kilometrów.

Takie zagęszczenie osób LGBTQ wcale nie oznacza, że jest bajkowo – wręcz przeciwnie. Prawicowa partia rządząca Prawo i Sprawiedliwość jest otwarcie homofobiczna. Skrajnie prawicowi politycy oraz niektórzy katoliccy działacze głoszą homofobiczne hasła. Heteronormatywność jest silnie obecna, wręcz namacalna. Niedawno podczas spotkania z facetem, z którym flirtowałem, trzymałem go za rękę i pocałowaliśmy się, przyszła mi wtedy do głowy myśl jak wielkie ma to znaczenie i jak dużo mówi o jego odwadze, w świetle faktu, że kiedyś, pobito go w centrum Warszawy, tylko dla tego, że stał pod klubem gejowskim.

Każdego dnia ludzie z tej społeczności budzą się, idą do pracy, jedzą, śpią, kochają. Kupują paczkę Lucky Srike'ów w kiosku, spacerują brzegiem Wisły. Niektórzy, jak Bartosz Staszewski, filmowiec i aktywista walczący o równość małżeńską dla wszystkich, są zagorzałymi patriotami o konserwatywnych poglądach. Jego film o 18. artykule polskiej Konstytucji (na ten fragment Konstytucji powołują się przeciwnicy wprowadzenia równości małżeńskiej, choć obiektywnie patrząc, nie blokuje on takich zmian), pokazuje, z jakimi problemami muszą zmagać się osoby LGBTQ żyjąc w heteronormatywnym społeczeństwie.

Warto zaznaczyć, że niektórzy homoseksualiści są bardziej homofobiczni od zdeklarowanych homofobów

Gąsiu, queerowy performer burleski, który czasem występuje jako tancerz go-go, zwraca mi uwagę, że część problemów płynie z wewnątrz, nie od zewnątrz: „Jeżeli zakładasz szpilki, ubierasz się inaczej i do tego jesteś rozpoznawalny, choćby trochę, to faceci nie chcą się z tobą umawiać!". Mimo tego, że jest zabójczo przystojny, Gąsiu powiedział mi, że trudno mu nawet myśleć o randkowaniu, a bardzo chciałby z kimś być. Jego pierwsze pytanie: „Czy znajdziesz mi męża?"

W nawiązaniu do tych słów, pytałem Staszewskiego, czy popierając instytucję małżeństwa geje nie dostosowują się przypadkiem do heteronormy: „W pewnym sensie tak, bazuję na tym, co jest najbardziej praktyczne dla społeczności LGBTQ w Polsce, tu i teraz. Warto zaznaczyć, że niektórzy homoseksualiści są bardziej homofobiczni od zdeklarowanych homofobów".

„Jest taka część społeczności, mam na myśli gejów, którzy chcą być bardziej hetero od heteryków" – mówi mi Aldona Relaks, kiedy siedzimy w interesującym pubie-klubie Plan B na placu Zbawiciela (zwanym czasem „placem Hipsterów). Bardzo niewielu wie, kim Aldona jest na co dzień; pytam, czy poszłaby na imprezę bez dragu: „Nie! To jestem ja, jako super-bohaterka, mogę się całować z przystojnymi facetami i uwielbiam to robić będąc w dragu".

Przeczytaj też: Ksiądz-gej opowiada o hipokryzji polskiego Kościoła

Jej współlokatorka, Charlotte Drag Queer (wybrała Queer zamiast Queen, żeby zaznaczyć, że identyfikuje siebie jako osobę trans, która w dragu jest ponad definicjami), stoi na bramce w nowo otwartym klubie TOUCH – być może najbardziej interesującym ogniwie wszystkiego, co gejowskie w Europie Wschodniej. Klub ten wypełnia pustkę, która powstała, po tym jak, w ciągu ostatnich kilku miesięcy zamknęło się kilka barów gejowskich (powody były prozaiczne: wysokie czynsze czy „rewitalizacja" budynków). TOUCH ma wyjątkową siłę i energię. Managerka klubu, Jej Perfekcyjność, będąc socjolożką z wykształcenia, wnikliwie analizuje rzeczywistość. Chciałaby, żeby klub „przełamał dominujące w Polsce podejście do ciała, ciała, które trzeba ukrywać, którego nie można odsłaniać ani dotykać. „Naprawdę chcę żeby wszystko tu było cielesne" – mówi.

Społeczność LGBTQ w Warszawie jest bardzo różnorodna i wymieszana. Jednak spora jej część nie chce by ją kojarzono z czymkolwiek „gejowskim" lub, o zgrozo, „queerowym". Mariusz Kurc, redaktor naczelny czasopisma Replika, jedynego w Polsce drukowanego pisma poświęconego społecznej tematyce LGBT (założył je Robert Biedroń – wyoutowany prezydenta Słupska, wcześniej posła na Sejm), zaskakuje mnie słowami: „Faceci korzystający z Grindra lub innych aplikacji randkowych piszą głównie: Jestem męski, spoza środowiska, biseksualny i tylko aktywny".

Wydaje się, że rozdział między gejami i lesbijkami w Polsce jest silniejszy niż w Londynie, Los Angeles czy w Nowym Jorku. W ciągu dwóch miesięcy w Warszawie, odwiedzając wiele klubów i mimo najszczerszych chęci, udało mi się porozmawiać zaledwie z trzema lesbijkami. „To straszne, ale nie ma barów, ani klubów typowo dla lesbijek; niektórzy mówią, że geje i lesbijki nie powinni bawić się razem; są tylko undergroundowe imprezy lesbijskie nazywane Twin Heart. Dla większości Polaków lesbijka to osoba bez twarzy, niewidoczna. Podwójnie prześladowana za bycie kobietą i za bycie lesbijką, dla większości Polaków jest raczej pojęciem niż kimś z krwi i kości" – mówi Kurc.

Dla większości Polaków lesbijka to osoba bez twarzy, niewidoczna

Jestem queerem. Przyjechałem do Polski z różnych powodów. Ostatnio deportowano mnie z Wielkiej Brytanii, po odsiedzeniu 10 miesięcy w więzieniu, za przestępstwo, którego nie popełniłem. Dochodzę do siebie i otrzymuję tu wsparcie emocjonalne. Od kilku lat Warszawa przyciągała moją uwagę i cieszę się, że podoba mi się to, co tu zastałem. Po raz pierwszy w życiu czuję się jak w domu. Obserwując sytuację społeczną i polityczną, zauważam istnienie represyjnych ideologii, które działają wewnątrz i na zewnątrz społeczności LGBTQ. Michel Foucault, francuski filozof, który też był w Warszawie, powiedział: „Naszym strategicznym przeciwnikiem jest faszyzm… faszyzm w nas wszystkich, w naszych głowach i w codziennym zachowaniu, faszyzm, który sprawia, że kochamy władzę, że pragniemy dokładnie tego, co nas dominuje i wykorzystuje".

Warszawo, queerowa Warszawo: kocham cię. Od graffiti widocznego na ulicach i budynkach, przez świeże kwiaty, sprzedawane codziennie, niesamowity wybór wegańskich dań, aż po kulturę polityczną, podobną do tej w USA w latach 70., podobną do filmów Johna Watersa, gdyby nagrywano je w Polsce. Divine – drag queen grająca w jego filmach i duch queerowości przed erą komercjalizacji – w swoim filmowym wcieleniu była uosobieniem biednej i zmagającej się z codziennością queerującej osoby LGBTQ, a nie błyszczącą drag queen z West Hollywood. Ona żyje nadal, odrodzona w Charlotte i Aldonie...

Dużo się tutaj dzieje. Nie będę uciekał od sprzeczności, chcę się im przyjrzeć, być kamerą, opowiadać o tym, co widzę, aby zrozumieć. Zostaję tutaj.