polityka

Najsłynniejszy nastoletni fan Trumpa jest nim rozczarowany

17-letni Edward Bourke uważa, że prezydent USA „za bardzo skręca w lewo“

tekst Julian Morgans; tłumaczenie Jan Bogdaniuk
08 Luty 2018, 1:16pm

Wszystkie zdjęcia: Julian Morgans

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE Australia

Przez chwilę Edward Burke był najsłynniejszym minizwolennikiem Trumpa w całej Australii. Gdy spotkałem go po raz pierwszy na początku 2016 roku, prowadził dość chałupniczą kampanię mającą na celu umieszczenie Trumpa w Białym Domu za pomocą Twittera i strony internetowej thetrumcampaign.com. Cóż, mamy rok 2018, a Trump jest prezydentem, więc chyba się udało.

Jednak choć w życiu Trumpa zaszły spore zmiany, u Edwarda wszystko wygląda raczej po staremu. Ma teraz 17 lat, niedługo zaczyna klasę maturalną i uczy się angielskiego, matematyki, religii oraz rzecz jasna ekonomii. Oprócz tego, jak mówi, rozkręcił też kilka biznesów, w tym studio projektujące zegarki Stilvoll Sein (co po niemiecku znaczy „mieć styl”) oraz konserwatywnego bloga The Daily Rile (Dziennik Irytujący), na którym pojawiają się takie nagłówki, jak „Edward Bourke wpłaca zuchwałą darowiznę na rzecz galerii sztuki”.

A zatem u Edwarda raczej po staremu ‒ co oznacza: tak samo dziwnie i bombastycznie, co dawniej. Bo który 17-latek zakłada firmę produkującą zegarki? Albo dokonuje „zuchwałej” darowizny?

Byłem ciekaw, co Ed myśli o swoim idolu, teraz gdy Trump został już szefem wszystkich szefów, więc zaprosiłem go do redakcji na pogawędkę.

Edward przyszedł w swoim zwyczajowym garniturze z poszetką, ale tym razem dorzucił do zestawu parę kowbojskich butów. „Przejdź się po Melbourne, a zobaczysz, że wszyscy ubierają się tak samo” ‒ wyjaśnia, gdy robię mu zdjęcia. „Czasem lubię przełamać rutynę i dorzucić trochę skóry z węża”.

Idziemy w kierunku foteli, a mama Edwarda, która podwiozła go tu z ich domu w Mt Macedon, siada na uboczu i zagłębia się w swoim telefonie. Ed się przeciąga, kładzie obute w kowbojki nogi na stoliku do kawy, po czym przechodzimy do rzeczy. Na pierwszy ogień idzie prezydentura Trumpa.

„Cóż wydaje mi się, że mamy powody do niepokoju… Wygląda na to, że Trump politycznie skręca coraz bardziej na lewo” ‒ mówi Ed. „Moim zdaniem to szczególnie niepokojące, bo w ten sposób zniechęca do siebie swoich konserwatywnych wyborców”.

Ledwo zaczęliśmy, a już muszę mu przerwać, żeby coś wyjaśnić: „Chwileczkę, uważasz, że Trump jest za bardzo lewicowy?”.

„Absolutnie” ‒ odpowiada Ed. Wyjaśnia, że ze zdumieniem obserwował, jak administracja Trumpa nałożyła 300-procentowe cło na budowane w Kanadzie odrzutowce Bombardier, co, jak zaznacza, stanowiło koszmarny cios dla amerykańskich linii lotniczych, takich jak Delta. „Czyli próbuje kontrolować wolny rynek, co po prostu karze przedsiębiorstwa”.

Wtrącam, że taka polityka całkowicie zgadza się izolacjonistyczną, stawiającą Amerykę na pierwszym miejscu ideologią handlową Trumpa, ale Ed się nie zgadza. Prawdę mówiąc, jedyne, w czym jesteśmy zgodni, to że Trump utworzył bardzo standardową plutokrację, choć obiecywał, że pozbędzie się układów.

„Myślę, że większość polityków w końcu po prostu kłamie” ‒ mówi Ed, kręcąc ze smutkiem głową. „Moim zdaniem to niefortunne, że Trump coraz bardziej przypomina polityków, przeciw którym startował”.


Kilka lat temu spędziliśmy cały dzień z Edwardem. Poniżej możesz zobaczyć, jak poszło:


Przechodzimy do innych kwestii, takich jak przygoda Eda z zegarkami, które, jak mówi, projektuje z kolegą ze szkoły, a produkcję zleca w Chinach. „Poznaliśmy producenta i rozmawialiśmy z nim osobiście. Mamy wszystko bardzo gruntownie przemyślane”.

Gdy rozmowa schodzi na biznes, okazuje się, że Edward prowadzi jeszcze dwa. Pierwszy to Ardent Stallion Capital Management, czyli fundusz hedgingowy z siedzibą w Londynie, a drugi Kapitel Kapital Aktiengesellschaft, niemiecka grupa inwestycyjna skupiająca się na aktywach.

„Ale jak zarządzasz dwoma zagranicznymi firmami z Mt Macedon” ‒ pytam.

„Cóż, dużo Skype’a i tego typu rzeczy”.

Uprzejmie kiwam głową i nie zadaję więcej pytań. Jeśli Edward faktycznie prowadzi dwie zagraniczne przedsiębiorstwa finansowe przez Skype’a, jednocześnie przygotowując się do matury, to jest po prostu niewiarygodny. A jeśli nie, cóż, obie firmy mają strony internetowe, więc wciąż jest niewiarygodny. Dla szybkiego porównania: gdy ja miałem 17 lat jedyne, co mnie obchodziło, to filmowanie moich kolegów, jak wskakują w krzaki i udają, że są w programie Jackass. Z porównania wynika, że Ed jest geniuszem.

„Cóż, nauczyłem się, jak ważne jest czasem zmieniać swoje poglądy” ‒ mówi z uśmiechem. „Kiedyś byłem bardziej uparty. Wciąż jestem i nie lubię przyznawać, że nie miałem racji. Ale uczę się zmieniać swoje poglądy, co moim zdaniem jest bardzo ważne”.

Drugim ważnym punktem dla Edwarda w 2017 roku było fakt, że poświęcał więcej czasu i wysiłku na przyjaźń, choć nie chce wyjaśnić, o co dokładnie mu chodzi. „Myślę, że spędzałem więcej czasu pośród przyjaciół niż wcześniej. Nie jestem pewien dlaczego”.


Patrzymy z bliska. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


Pytam go, czy ma najlepszego przyjaciela, ale odpowiada, że nie bawi się w takie rzeczy. „Chociaż mam kogoś, z kim założyłem biznes” ‒ mówi. „Chodzimy do tej samej szkoły i mamy zbliżone poglądy i zainteresowania. Razem rozkręcamy naszą firmę z minimalistycznymi zegarkami”.

Zaczynamy się żegnać. Odprowadzam Edwarda i jego mamę do drzwi. Rozmawiamy o pomaturalnych wakacjach i jego planach na przyszłość. „Pewnie pojadę gdzieś do Europy albo na Bliski Wschód” ‒ mówi już na progu. „Żywię ogromny szacunek dla bliskowschodniej kultury i myślę, że fantastycznie byłoby tam spędzić trochę więcej czasu”.

A potem wychodzą. Edward Bourke i jego prywatny szofer w postaci mamy wracają do Mt Macedon, skąd pewnie już wkrótce zacznie rządzić wszechświatem.


Więcej artykułów Juliana Morgansa na VICE: