Kryminał

Zbiegowie z więzienia mówią, jak udało im się uciec

„Pozostali więźniowie zaatakowali strażników. Ja jestem bardziej pokojowo usposobiony, więc tylko ukradłem loda z więziennego sklepu i wyszedłem na zewnątrz złapać trochę słońca”
Jan Bogdaniuk
tłumaczenie Jan Bogdaniuk
20 Marzec 2019, 12:00am
uk prison cell
Replika współczesnej celi więziennej w Zakładzie Karnym Invereray w Szkocji. Fot. Susie Kearley / Alamy Stock Photo 

Tylko w 2018 roku w Polsce doszło do dwóch ucieczek z terenu zakładu karnego i 263 ucieczek z miejsca zatrudnienia lub spod konwoju. Więzienia z reguły są pomyślane tak, żeby trudno było z nich uciec — więc jak to jest, że jednak komuś się to udaje?

O tym, jak osadzeni planują i organizują swoje ucieczki, opowiedziało mi trzech zbiegów: nawrócony przemytnik heroiny David McMillan, gangster z Glasgow John Steele i były diler zioła Scott White.

John Steele

John gra na gitarze w więzieniu. Fot. John Steele

Podczas odsiadki w Więzieniu Jej Królewskiej Mości w Barlinnie zaplanowałem ucieczkę z moim bratem Jimem i naszym kumplem Archiem. W suficie pokoju ostatnim piętrze była metalowa kratka, która pomagała regulować ogrzewanie wody. Postanowiliśmy ją przeciąć i wyjść przez dach. Problem polegał na tym, że byliśmy więźniami wysokiego ryzyka. To oznaczało, że nie mogliśmy przebywać na parterze, żebyśmy nie mogli wykopać tunelu, ani na ostatnim piętrze, żebyśmy nie uciekli przez sufit. Ja i Jim mieliśmy cele na drugim piętrze, a cela Archiego była na trzecim. I tak już byliśmy podejrzani, bo wcześniej braliśmy udział w próbie ucieczki w innym więzieniu. Wiedzieliśmy, że przyciągalibyśmy do siebie za dużo uwagi strażników, gdybyśmy razem weszli na najwyższe piętro.

Na szczęście pomiędzy pomieszczeniem na innym poziomie a pokojem z kratką przebiegał szeroki na 30 cm szyb z rurami, przez który mogłem się niepostrzeżenie prześlizgnąć na najwyższe piętro. Jim i Andy wciągnęli mnie z góry, a potem przedostaliśmy się przez dziurę w kratce. Inni więźniowie wycięli ją wcześniej piłką do metalu, którą wcześniej przemyciliśmy. Wylądowaliśmy w przestrzeni między sufitem a dachem. Na dach prowadziły drzwi, które udało mi się otworzyć.

Wcześniej ustaliliśmy z naszymi przyjaciółmi, że przy więzieniu będzie czekał na nas samochód. Mieli nam też rzucić linę wspinaczkową, żebyśmy mogli przejść przez mury. Nasi kumple weszli jak gdyby nigdy nic do ogrodu przy kwaterach klawiszy i przyczepili jeden koniec liny do słupa, od którego odchodził sznur do suszenia prania. Mieliśmy ze sobą szpulę taśmy ukradzionej z warsztatu tekstylnego. Rzuciłem im ją z dachu, trzymając jeden koniec, oni przywiązali do niej linę, a ja wciągnąłem ją na górę. Spuściliśmy się po linie, wskoczyliśmy do auta i się ulotniliśmy.

Strażniczki, które uprawiają seks z więźniami

Władze myślały, że przekupiliśmy funkcjonariuszy więzienia i rozpuściły wieści, że dostaniemy immunitet od zemsty klawiszy, jeśli powiemy, którzy nam pomogli. Fakt, że byli przekonani, że nie udałoby nam się zbiec bez pomocy sprzedajnego klawisza to dowód na to, jak dobrze zaplanowana i zorganizowana była nasza ucieczka.

David McMillan

Fot. dzięki uprzejmości Davida McMillana

Decyzję o ucieczce podjąłem nie dlatego, żeby odzyskać wolność, ale po to, by uniknąć niemal pewnej egzekucji. Przymknęli mnie w Bangkoku i po dwóch latach mój proces pomału dobiegał końca. Mój prawnik powiedział mi, że za dwa tygodnie dostanę karę śmierci. Musiałem działać, i to szybko.

Tuż po północy przepiłowałem kraty w celi. Przyjaciel przysłał mi pocztą cztery piłki do metalu ukryte w religijnym zwoju wewnątrz paczki z pomocą. Następnie użyłem taśmy z ramy mojego materaca jako liny i spuściłem się po niej na ziemię. Przekradłem się prosto do warsztatów, złapałem kilka narzędzi i zmontowałem dwie drabiny z drewnianych ram do obrazów, bambusowych tyczek i płóciennej taśmy klejącej.

Holowanie drabin przez sześć wewnętrznych murów aż do zewnętrznej ściany oznaczało, że musiałem przedostać się przez otwarty kanał ściekowy i przekradać się pomiędzy wieżami strażniczymi. Świtało, gdy przełaziłem przez drut pod napięciem. Wyczołgałem się z fosy, do której wpadłem, umyłem się i przebrałem w cywilne ciuchy. Potem złapałem taksówkę i pojechałem do pobliskiego mieszkania, w którym pewien przyjaciel schował dla mnie podrobiony paszport i kilka kart bankowych.

Na lotnisku jedna z kart zawiodła. Zostało mi tylko 500 dolarów, więc nie mogłem polecieć zbyt daleko. Drzwi samolotu właśnie się zamknęły, gdy na lotnisku pojawili się szukający mnie strażnicy. Dwie godziny później byłem już bezpieczny w Singapurze. Zmieniłem paszport, zameldowałem się w hotelu i od razu poszedłem na basen na dachu. Nigdy w życiu tak cudownie mi się nie pływało.

Scott White

Scott White (pośrodku) i jego koledzy w kuwejckim więzieniu. Fot. dzięki uprzejmości Scotta White’a

W 1988 roku zostałem skazany na cztery lata w więzieniu w Kuwejcie. Dobrze się złożyło, bo dwa lata później Irak zaatakował Kuwejt, w więzieniu doszło do bardzo ekscytującego buntu i wszyscy uciekliśmy. W dniu inwazji obudziła mnie cisza, co było raczej nietypowe. „Co się dzieje” — zapytałem Alego, z którym siedziałem w jednej celi. „Irakijczycy nas najechali” — odpowiedział. Włączyłem radio i usłyszałem spikera, który opisywał, jak 100 tys. irackich żołnierzy przekroczyło granicę.

Główna trasa inwazji przebiegała niecały kilometr od więzienia, więc trochę się martwiłem. Napięcie w pierdlu rosło i rosło, aż w końcu jeden więzień nie wytrzymał i wyważył z kopa drzwi naszego bloku. Niedługo potem więźniowie z naszego bloku poszli wyzwolić więźniów politycznych. W tamtej części przetrzymywano terrorystów z grupy „Kuwait 17”, którzy podobno odpowiadali za zamach bombowy w amerykańskiej ambasadzie w Kuwejcie. Praktycznie od razu po tym, jak ich uwolniono, ci goście zaczęli koordynować ataki na strażników. Ja jestem bardziej pokojowo usposobiony, więc tylko włamałem się do więziennego sklepu, ukradłem loda i wyszedłem na zewnątrz złapać trochę słońca, bo już od roku nie byłem na powietrzu.

Inni więźniowie zniszczyli wszystkie papiery, żeby nie zostały żadne dokumenty, które wskazywałyby, kogo tam przetrzymywano. Strażnicy próbowali opanować zamieszki, wszędzie zaczęły latać kule. Zastrzelili dwóch więźniów, ale w końcu uciekli. Wywaliliśmy dziurę w murze i wyrwaliśmy się na wolność. Ali znał kogoś, kto mieszkał w miarę blisko, więc poszedł do niego, a ja się przyłączyłem. Potem złapałem stopa do mojego przyjaciela. Byłem strasznie podekscytowany: w jednej chwili miałem przed sobą całe lata nudy, a w następnej uciekałem z więzienia prosto w strefę wojny.

By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”. Jesteśmy też na Twitterze i Instagramie.

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE UK


Więcej na VICE:

Więzienne pokoje do uprawiania seksu