Reklama
Wywiady

Zambon: Udało nam się spopularyzować dawną polską muzykę na Zachodzie

Współzałożyciel The Very Polish Cut-Outs opowiada nam o początku, rozwoju i końcu pewnej pięknej historii.

tekst Jacek Baliński
03 Czerwiec 2016, 11:55am

Foto mat. prom.

Koniec marca tego roku był również końcem pewnego etapu na polskiej scenie elektronicznej. Wtedy to, po niemal sześciu latach działalności, dobiegł końca żywot The Very Polish Cut-Outs - labelu, który dzięki wychodzącym spod rąk młodych producentów editom wskrzeszał magię polskich utworów z lat 70. i 80. Porozmawialiśmy ze współzałożycielem i głównodowodzącym wytwórni Zambonem, żeby przybliżyć nieco dorobek tego niezwykłego projektu.

Czytaj wywiad poniżej

Noisey: Jak dużo wiadomości od słuchaczy dostałeś po ogłoszeniu informacji, że The Very Polish Cut-Outs zakończyło działalność?
Zambon: Właściwie to wszystko się skoncentrowało pod ostatnim postem na Facebooku - pojawiło się tam ze sto komentarzy, sporo było też udostępnień… Kilka portali też coś napisało u siebie, natomiast jakiegoś wielkiego sprzężenia zwrotnego ta wiadomość nie wywołała.

Jaki był powód tego, że label przestał istnieć?
Po prostu nasza misja się zakończyła. TVPCO miało zostać zamknięte jeszcze wcześniej - początkowo planowałem tylko trzy samplery, a ostatecznie wyszło ich pięć. Później stwierdziłem jednak, że nie ma sensu tego ciągnąć. To była fajna rzecz, ale wydaje mi się, że dobiła ona do takiego momentu, że gdybym miał dalej ją prowadzić, to byłoby to mocno na siłę. W polskiej muzyce ze starych lat nie ma aż tylu ciekawych utworów, jeśli chodzi o użyteczność parkietową - a większość tego, co powstało pod szyldem labelu, było ścięte właśnie pod kulturę didżejską. Kończę z piętnastoma digitalnym EP i dziesięcioma winylami. Zostawiam materiał, który mi się podoba i który bez wstydu nadal gram na imprezach.

Co sprawiło, że zdecydowałeś się wydać dwa nadprogramowe samplery?
Najzwyczajniej w świecie miałem więcej fajnego materiału niż myślałem, że będę mieć. Starczyło spokojnie na dwa kolejne winyle, dzięki czemu też udało się dobić do okrągłej dziesiątki, bo oprócz pięciu samplerów, były jeszcze dwa off-spiny oraz trzy siódemki.

OK, to wiemy już, dlaczego The Very Polish Cut-Outs upadło. Dla porządku wyjaśnijmy jeszcze, w jakich okolicznościach powstało.
Gdy zacząłem bardziej interesować się disco i pokrewnymi gatunkami, przypadkowo odkryłem miks DJ-a Baris K, który robił edity tureckich piosenek i pomyślałem, że fajnie byłoby to samo zrobić, ale z polskimi kawałkami. Zrobiłem cztery pierwsze edity, udostępniając je na swoim blogu Kosmiczne Pyry i wysyłając do kilku zagranicznych diggerów, z których jeden postanowił je wydać. Później spotkałem Kacpra Kapsę i przy wódce w Częstochowie stwierdziliśmy, że na bazie tego można byłoby zrobić jakiś label. Na początku w ogóle nie myśleliśmy o płytach - pierwsze cztery Polish Edits ukazały się tylko w wersji digital i dopiero w 2012 roku wydaliśmy pierwszą siódemkę [Zambon / Kacper Kapsa "Powiedzmy To / Uczę Się Żyć" - przyp. red]. Mimo że zrobiliśmy ją trochę w ciemno, wszystkie kopie się rozeszły i to dało nam kopa, żeby zrobić tych płyt więcej.

Tylko ty z Kacprem działaliście w szeregach TVPCO?
Tak - razem wymyśliliśmy ten label i nikogo więcej w to nie angażowaliśmy. Po dwóch-trzech latach Kacper się wymiksował z tego projektu ze względu na to, że urodziło mu się dziecko, miał dużo pracy i uznał, że nie będzie w stanie aktywnie w tym uczestniczyć. Przez ostatnie trzy lata zatem właściwie sam prowadziłem i animowałem tę wytwórnię. Nie mogę jednak nie wspomnieć w tym miejscu o Bartku Szymkiewiczu, który stworzył nasze logo i był odpowiedzialny za całą oprawę graficzną serii.

To był jego pomysł, żeby poligrafia wyglądała tak a nie inaczej?
Pomysł na logo wyszedł od niego - projekt pierwszej okładki, co do wyglądu której długo nie mogliśmy dojść do porozumienia, również. Zależało mi na tym, żeby Polish Cut-Outs od strony wizualnej było spójne, ale nie byłem do końca przekonany do tego konceptu z dużym napisem u góry. Teraz, jak mam na półce pięć tych płyt jedna obok drugiej, widzę, że wygląda to więcej niż dobrze.

Wydaje się, że styl, w którym zostały utrzymane okładki, bezpośrednio odnosi się do lat 70. i 80., z których czerpaliście utwory do editów.
W pewnym stopniu tak, ale to nie miała być kopia jeden do jeden. Bartek bardzo lubi się inspirować, ale nienawidzi kopiować. Złożył więc hołd tamtym czasom, ale w nowoczesnej formie.

Jak wyglądał podział ról przy prowadzeniu labelu, jeszcze za czasów współpracy z Kacprem?
Wyglądał tak, że… go (podziału, nie Kacpra) nie było. Nigdy nie było sprecyzowane, kto co robi - wszystko się działo samoistnie. Każdy miał jakieś pomysły, które razem się omawiało, i każdy coś tam robił.

Już na samym starcie w 2010 roku ogłosiliście, że waszą ideą jest promowanie dawnej polskiej muzyki w nowej odsłonie.
Zgadza się. Od 2007-2008 roku edity znów powróciły do łask i razem z Kacprem - jako didżeje, którzy kupowali dużo płyt z zachodnimi editami i się nimi jarali doszliśmy do wniosku, że w Polsce też mamy fajne numery, które warto pokazać didżejskiemu światu. Dopiero po kilku latach jednak, czytając na Juno recenzję czwartego samplera, zorientowałem się, że The Very Polish Cut-Outs było pierwszą i bodaj jedyną wówczas wytwórnią, która była poświęcona editom z tylko jednego, a w dodatku dość egzotycznego muzycznie kraju.

Okazało się, że ta formuła się ludziom podobała - szczególnie w Polsce label wypłynął zdecydowanie poza wąskie grono DJ-ów. Nie byliśmy może tak mainstreamowi jak Tede czy Kasia Nosowska, ale w Polsce wyszło to zdecydowanie poza ten światek didżejski. Jak Ptaki grają teraz DJ sety, to podbija do chłopaków mnóstwo randomowych ludzi i męczy ich, żeby puścili "Krystynę" (śmiech).

Mówisz, że formuła wskrzeszania tylko polskiej muzyki chwyciła, ale dlaczego właściwie skupiliście się tylko na niej?
Chcieliśmy po prostu czerpać ze swojego zamiast zakładać kolejny label wydający edity z Ameryki. Choć nie było w tym nie wiadomo jak wielkiej filozofii, idea promowania wyłącznie polskich utworów dawała nam siłę i pozwalała wyróżniać się na tle innych. Zaczynaliśmy od wrzucania tych nowych wersji gdzieś na SoundClouda, ale już wtedy chciałem, żeby to miało ręce i nogi, spójną formę i choćby wspólną nazwę - stąd się wzięła idea Polish Edits. Swoją drogą, do momentu pojawienia się "Krystyny" ten label to była czysta zabawa, która po tym edicie przerodziła się w mikro-biznes - pojawiły się bookingi, wyjazdy za granicę, wywiady… Nadal jednak zajawkowy aspekt był w tym wszystkim najważniejszy.

To właśnie przerobione przez Ptaki "Specjalne okazje" Krystyny Prońko były punktem zwrotnym dla TVPCO?
Zdecydowanie! Mimo że ta pierwsza siódemka też sprzedała się w całym nakładzie i ludzie zaczynali kojarzyć naszą inicjatywę, to dopiero wraz z "Krystyną" notowania labelu poszły niesamowicie w górę. Ona ruszyła lawinę, która napędziła nam ostatecznie trzynaście tysięcy subskrybentów na SC, co jest super wynikiem. Dla nas ważne też było, że wyszła dopiero na ósmej digitalnej EP, a drugim winylu - gdyby był to nasz pierwszy release, mogłoby nas to trochę przestraszyć (śmiech). Co istotne, edit Ptaków sprawił ponadto, że ludzie zainteresowali się resztą naszego katalogu wydawnictw.


Wciągające wywiady z pasjonatami i muzycznymi freakami to jedna z naszych specjalności. Polub fanpage Noisey Polska i bądź z nami na bieżąco



W ostatnich miesiącach działalności wyszedłeś poza Polskę, wydając edity z nagraniami z Jugosławii i byłego Związku Radzieckiego. Dlaczego wybór padł akurat na te dwa państwa?
Przez ostatnie dwa lata dzięki Polish Cut-Outs bardzo dużo jeździłem - byłem między innymi kilka razy w Moskwie, Sankt Petersburgu i Belgradzie. Moi tamtejsi znajomi lub znajomi znajomych podrzucali mi jakieś nagrania do sprawdzenia lub puszczenia w mojej audycji "Balearic Bigos", którą prowadzę w Berlinie, aż zakiełkowała mi myśl, że można byłoby zrobić epki z off-spinami. Był jeszcze pomysł na węgierskie edity i drugi sowiecki winyl - być może ukaże się to w swoim czasie, w innej formie i w innym labelu.

Z jakiego powodu część katalogu TVPCO ukazało się na winylach, a część tylko w digitalu?
Stwierdziłem po prostu, że najlepszym rozwiązaniem będzie wypuszczanie digitalnych epek, z których później będę wybierał te utwory, które najbardziej mi się podobają i wydawał je fizycznie. To, co się ukazało na winylach, to łącznie gdzieś jedna trzecia wszystkiego, co wyszło z The Very Polish Cut-Outs, reszta jest na SoundCloudzie. Żałuję, że kilka rzeczy nie znalazło się na wosku, ale starałem się, żeby te samplery były możliwie jak najbardziej różnorodne.

Nie było zgrzytów ze strony producentów, że czyjeś kawałki idą na winyl, a czyjeś nie?
Nie. Jak ktoś mi wysyłał swój edit, od razu dawałem mu znać, czy jestem nim zainteresowany i czy potencjalnie jest szansa na winyl. W końcu to moja wytwórnia i to ja decydowałem, co i jak się w niej ukaże. Zawsze dany producent mógł powiedzieć: dobra, jak to wrzucasz tylko do neta, to nie daję ci tego editu - ale tak naprawdę każdemu to odpowiadało, bo w pewnym momencie wydanie edita na Polish Cut-Outs było wręcz nobilitacją, z którą wiązało się to, że ci ludzie później grali imprezy, zaczęto się nimi interesować… Prosty mechanizm.

Jak w takim razie wyglądała selekcja wykonawców i utworów, które mieli przerabiać?
To wszystko odbywało się bardzo naturalnie - ja nikogo nie prosiłem, żeby coś dla mnie zrobił; producenci, często znajomi, sami się zgłaszali. Nawet Carpentaria z Australii, którzy są na piątym samplerze, sami się do mnie odezwali. Wiadomo, że nie wszystkie kawałki, jakie otrzymałem, zostały opublikowane. Drum'n'bassowe czy trance'owe przeróbki mnie nie interesowały, ale to była najlepsza metoda na tworzenie katalogu: bez odgórnego wyznaczania, rozkazywania, dobierania… Każdy sam decydował, co chce zeditować. Wyjątkiem był Eddie C, któremu podesłałem "Słoneczną promenadę" [oryginalne wykonanie: Chorus and The Disco Company – przyp. red] - wiedziałem, że to będzie zajebisty numer dla niego. Po dwóch dniach miałem na mailu gotowy edit (śmiech).

Docierał do ciebie jakiś feedback od autorów oryginalnych utworów?
Ewa Bem raz wrzuciła któryś edit na swój fanpage; Zdzisława Sośnicka też była zadowolona z nowej wersji jednej ze swoich piosenek. O nikim więcej nie wiem. Nie wiem nawet, czy inni wiedzą o tym, że ktoś wziął ich utwory na warsztat.

Wspomniałeś, że twoja wytwórnia zatoczyła znacznie szersze kręgi niż zakładałeś. Do kogo zatem The Very Polish Cut-Outs docierało?
Żeby było jasne - pierwotnym założeniem było dotarcie do środowiska didżejskiego, ale nie znaczy to, że zakładaliśmy, że to w nim zostanie. Jeśli chodzi o DJ-ów, to plan udało się zrealizować w stu procentach - każdy z nich kojarzy ten label. Kacper grał niedawno z Andym Buttlerem z Hercules and Love Affair i nawet on znał Polish Cut-Outs. Wieść o wytwórni poszła jednak na tyle daleko, że moi znajomi z Kanady śmieją się, że ich znajomi Polacy, którzy w ogóle nie jarają się muzyką, słuchają rzeczy spod tego szyldu. Jedna z moich koleżanek napisała też do mnie niedawno, że uwielbia Polish Cut-Outs i że jej mama też bardzo nas lubi (śmiech). Na szczęście jednak nie trafiliśmy do jakichś programów śniadaniowych czy innych dziwnych, komercyjnych mediów.

Nie poszedłbyś do śniadaniówki po to, żeby o labelu dowiedziało się jeszcze więcej osób?
Na pewno musiałbym to dobrze przemyśleć. Lubię ambitną muzykę, lubię grać dobre imprezy i ten projekt jest też pewną zmorą sprawiającą, że ludzie kojarzą mnie jako "tego pana od editów". Oczywiście, gram też utwory z mojego katalogu, lubię je, ale nie jest tak, że jak ktoś mnie zabukuje na imprezę, z automatu ma pewność, że nic innego nie będę puszczał.

Masz jakąś jedną wydaną przez siebie płytę, która jest twoim faworytem?
Nie potrafię wskazać jednej… Każda z nich jest inna i każda ma w sobie coś, co mi się w niej podoba. Na pewno jedną z moich ulubionych jest ta premierowa siódemka, na której znalazło się po jednym edicie moim i Kacpra.

A ulubiona płyta słuchaczy to…?
Podejrzewam, że "Krystyna" - ona była najbardziej popularna z całej serii. "Krystyna"… Widzisz, mówię "Krystyna", bo już się obiegowo przyjęło, że pierwszy sampler tak się nazywa (śmiech). Mam znajomych, którzy prowadzą sklepy z płytami i mówili mi, że po ten winyl przychodzili do nich ludzie, których ani wcześniej, ani później u siebie nie widzieli. To były osoby, które po prostu lubiły ten jeden numer i chciały móc go "dotknąć". Część z nich pewnie nie miała nawet gramofonu …

Twój ulubiony edit to…?
Nie wiem, tyle fajnych udało się wydać… Wiadomo, "Krystyna" jest sztosem, bardzo lubię też wspomnianą "Słoneczną promenadę" Eddiego C, Eltron John zrobił fajne numery, "Dziewiąty" Kacpra [oryginał: Bóm Wakacje w Rzymie - przyp. red.] są super, niedawna Budka Suflera w interpretacji Carptentarii tak samo… Uwielbiam też edit "Unikaj zdjęć" Aya RL z drugiej EP-ki w wykonaniu Mentala.

Kontynuując wątek naj… - najmilsze wspomnienie związane z The Very Polish Cut-Outs…?
Wszystkie podróże, które odbyłem dzięki prowadzeniu tego labela: Mińsk, Moskwa, Wilno, Belgrad, Bukareszt oraz Londyn, Lyon czy Stambuł. Miło, że znalazło się parę osób, które były gotowe wysupłać na to jakieś pieniądze i nas zaprosić. Gdyby nie to, pewnie nie zagrałbym nigdzie poza krajem. Ponadto, poznałem przez to mnóstwo fajnych ludzi ze Wschodu i z tego też narodził się pomysł na audycję "Balearic Bigos". Poza tym jednak oczywiście ogromnie się cieszę z tego, że słuchacze docenili ten projekt i że znani didżeje grają numery z katalogu TVPCO.

A w drugą stronę, czy miałeś jakieś momenty zwątpienia w sens tego przedsięwzięcia?
Rzeczywiście był taki moment, gdy robiłem to, pchałem te edity, wiedziałem, że to dobre rzeczy, a tak naprawdę prawie nikt ich nie słuchał. Gdzieś w okolicach trzeciej-czwartej epki, gdy pojedyncze kawałki nie zbierały choćby pięciuset odsłuchów i nijak nie mogliśmy się przebić, chciałem to wszystko zostawić. To było jednak chwilowe. W końcu ta wytwórnia była dla mnie poboczną inicjatywą, więc nie musiałem nią zarabiać na swoje utrzymanie i jakoś specjalnie się spinać.

Zbierając do kupy - jesteś zadowolony z tego, jak to wszystko się potoczyło…?
Na maksa! Potoczyło się lepiej niż się spodziewałem i wydaje mi się, że Polish Cut-Outs w jakiś sposób, choćby w mikroskali, przyczyniło się do popularyzacji dawnych polskich nagrań - zwłaszcza na Zachodzie. Nie chcę pozować na wielkiego społecznika, który ma misję docierać z tą muzyką nie wiadomo gdzie, ale miło, że jakąś cegiełkę do tego dołożyłem.

Bierzesz pod uwagę możliwość, że jeszcze kiedyś coś się ukaże pod szyldem TVPCO?
Działalność wydawnicza na tę chwilę jest zakończona i nie planujemy nic nowego. Może kiedyś, jak uzbieram ciekawy materiał to uznam, że fajnie byłoby wydać jeszcze jakąś epkę bez szczególnej okazji, ale nie mam na to żadnego ciśnienia. Pełna reaktywacja na pewno nie nastąpi, natomiast jeszcze w tym roku mam zamiar zrobić repress wszystkich dotychczasowych samplerów - muszę się zorientować, jaki byłby popyt na to i wtedy podejmę decyzję. Obecnie skupiam się na swojej nowej wytwórni Transatlantyk i myślę powoli o założeniu kolejnego labelu.

Ale o tym to może kiedy indziej…


Katalog The Very Polish Cut-Outs poznacie bliżej tutaj.

Tagged:
Music
Noisey
Ptaki
wywiad
rozmowa
krystyna
zambon
The Very Polish Cut-Outs
tvpco
Artykuły