FYI.

This story is over 5 years old.

Wywiady

Muzyka to nieustanne podejmowanie decyzji

Georgia, utalentowana multiinstrumentalistka z kontraktem z Domino, w rozmowie z Noisey.

Zdjęcia Laura Coulson

Mało kto wie, że niewiele brakowało, a Georgia wcale nie podróżowałaby pomiędzy scenami kolejnych festiwali, lecz… stadionami. Sympatyczna 23-latka z powodzeniem trenowała w młodzieżowych żeńskich drużynach Queens Park Rangers oraz Arsenalu. Piłka nożna nie miała jednak większych szans w starciu z muzyką. Angielska kadra narodowa może żałować, a my cieszymy się, że ostatecznie w tym przypadku zwyciężyły geny. Jej nazwisko znaczy bowiem w muzycznym światku bardzo wiele. Neil Barnes, założyciel Leftfield - prekursorów IDM - żywej legendy muzyki elektronicznej to dla Georgii po prostu tata.

Reklama

Nie każdy artysta dostaje kontrakt od Domino jeszcze przed wydaniem pierwszego longplaya. Przypadek Georgii utwierdza nas jednak w przekonaniu, że w muzyce da się zrobić wiele i to bez sztabu producentów i menadżerów. Jak mówi sama artystka, wystarczy w siebie uwierzyć, a potem ciężko pracować. Brytyjka zdecydowanie unika wypływania na fali znanego rodzica i z niespotykaną energią i świeżością uderza debiutanckim krążkiem. To jednak niezupełnie jej debiut na muzycznej scenie. Georgia zanim zajęła się solowym, autorskim projektem, występowała, grając na perkusji z kwes., Micą Levi i Kate Tempest. Zauroczeni jej młodzieńczą ekspresją postanowiliśmy spotkać się i uciąć z nią krótką pogawędkę. Świetną okazją ku temu okazał się Kraków Live Festival, na którym Brytyjka wystąpiła w zeszły weekend.

Czytaj wywiad poniżej

Noisey: Zacznę od gratulacji - twój album jest naprawdę świetny. Jesteś zadowolona z tego, jak przyjęli go słuchacze?
Georgia: Dziękuję bardzo. Od premiery upłynęło w zasadzie dopiero półtora tygodnia i jestem bardzo mile zaskoczona odbiorem. Wiesz - od malutkich początków, kiedy nagrywałam to sama w studio do momentu, w którym tyle ludzi słucha mojej muzyki nastąpił ogromny przeskok - to trochę przytłaczające uczucie. Chcę tylko, by ludzie słuchali mojej muzyki. I to wszystko wydaje mi się trochę surrealistyczne. Jestem bardzo podekscytowana tym, że ludzie słuchają tego, co sama nagrałam.

Reklama

Jakie to uczucie, kiedy Domino wydaje twój pierwszy album?
Czuję się wspaniale z tym, że to właśnie Domino. Od zawsze imponowało mi to, że ten label, przynajmniej dla mnie, był autentycznie niezależny. Takich jest niewiele, a Domino zawsze było na mojej prywatnej liście wytwórni marzeń, które kiedyś, w przyszłości, może wydadzą moją muzykę. Więc mogę powiedzieć, że to spełnienie moich marzeń. A historia, kryjąca się za kontraktem z Domino wiąże się ściśle z epką, która wydałam w zeszłym roku. Prezentowałam ją na kilku koncertach w Londynie. Na ostatnim z występów pojawił się Laurence z Domino i usłyszał materiał. Potem, parę tygodni później, odwiedził mnie w studio, żeby posłuchać, co właśnie robię, a następnego dnia zaproponował, że wyda to, co nagram. Więc wszystko potoczyło się bardzo szybko. Sam kontrakt podpisałam chwilę przed Bożym Narodzeniem, a teraz, w sierpniu, ukazał się mój debiut. Więc to była w zasadzie bardzo krótka i intensywna historia. Czułam, że trudno było mi cieszyć się każdym jej etapem, wyłapywać poszczególne momenty, bo miałam na głowie tak dużo różnych rzeczy. Ale teraz staram się to nadrobić i cieszyć się wszystkim, co przyniósł mi los.

Wspomniałaś, że nagrywasz i komponujesz muzykę samodzielnie.
Tak. Nie sprawia mi to wielkich trudności. Robię to już od dość dawna, od kiedy miałam 17 lat. Czasem może się to wydawać skomplikowane, bo nie masz zespołu, producenta, który powie ci co i jak masz zrobić. Wszystko sprowadza się do podejmowania decyzji - czasem mogę podjąć dobrą decyzję, a czasem złą. Ale traktuję to jako ucieczkę, przyjemność. Zamknięcie się w studio, by tworzyć muzykę daje mi mnóstwo radości. Nie wiem, jak potoczy się to w przypadku drugiego albumu, ale proces nagrywania debiutanckiego materiału zdecydowanie mi się podobał.

Reklama

Co jest teraz najważniejsze, by osiągnąć sukces jako muzyk? Wystarczy dobra muzyka? A może potrzebne są kontakty, dobry management, puszczanie twoich kawałków przez BBC Radio 1?
Uważam, że naprawdę najważniejszą rzeczą jest uwierzyć w siebie, nie spieszyć się, nie tworzyć od samego początku niepotrzebnej presji, doskonalić swój warsztat, a potem po prostu pokazać to ludziom. Ale najpierw sam musisz czuć się dobrze z tym, co napisałeś. Najważniejsza jest praca - ciężka praca i samodyscyplina.

Co uważasz za najbardziej charakterystyczne dla twojej muzyki?
Bardzo podoba mi się, że moja muzyka niespodziewanie okazuje się dość popowa. Lubię w niej też to, że składa się z wielu struktur, otwiera cię na nowe brzmienia…

Myślisz, że w muzyce jest jeszcze coś do odkrycia? Czy obecnie powiela się i przetwarza tylko stare, utarte wzorce?
To naprawdę trudne pytanie. Myślę, że nie można udzielić na nie jednoznacznej odpowiedzi. Współcześnie w muzyce jest pewien element powtarzalności, ale przybiera to raczej formę "wezmę trochę z tego, trochę z tamtego, a z tego wyciągnę to, co naprawdę mnie rusza". Czerpiesz więc z wielu źródeł to, co podoba ci się najbardziej i na tej podstawie kreujesz coś zupełnie nowego, coś przyszłościowego. Obecnie wszystko się ze sobą miesza…

W takim razie skąd ty czerpiesz inspiracje?
Jest ich naprawdę dużo. Ale myślę, że główną inspiracją jest dla mnie Missy Elliott - naprawdę ją lubię. Lubię też słuchać Joni Mitchell, czasem też elektroniki i soulu. Nie jestem muzycznym snobem, chociaż mam swoją kolekcję płyt. Wierzę mocno w zbieranie albumów. Nie potrafię chyba wskazać mojego ulubionego artysty… Chociaż właściwie może będzie to właśnie Missy Elliott.

Reklama

Co czułaś, kiedy po raz pierwszy usłyszałaś twój utwór w radiu. Pamiętasz, jaki to był kawałek?
Tak! To było "Be Ache". W zeszłym roku w swojej audycji zagrał go Zane Lowe. Byłam tym bardzo podekscytowana. To był naprawdę wspaniały moment.

Ile czasu zajęło ci zebranie wszystkich utworów na twój debiutancki album?
Zgromadzenie materiału na ten album to była długa droga. Zgaduję, że zajęło mi to około dwóch i pół roku. Niektóre kawałki przychodziły mi nagle do głowy w środku nocy, niektóre powstawały trochę dłużej. Sam proces nagrywania to około 2 lata.

Jak więc wyglądało nagrywanie materiału?
Gram też na perkusji dla innych artystów, więc kiedy wracałam do studia, by nagrywać samodzielnie, starałam się komponować, pisać, słuchać nowych dźwięków, ile tylko zdołałam. Próbowałam stworzyć coś co będzie brzmiało jak ja.

Czy za zdjęciem, które pojawiło się na okładce płyty kryje się jakaś historia?
Nad wizualnym aspektem mojego albumu czuwał zespół M/M z Paryża, który ma w tym zakresie kilkunastoletnie doświadczenie i niezliczoną ilość okładek na koncie. I kiedy zdecydowaliśmy się na współpracę, poznali mnie z fotografem, Jamiem Hawkesworthem. Następnie Jamie odwiedził mnie w domu i zorganizowaliśmy sobie bardzo nieformalną sesję fotograficzną - tylko ja i mój ogród. Szukaliśmy odpowiedniego ujęcia na okładkę. Album składa się z wielu zróżnicowanych dźwięków. Potrzebowaliśmy więc jednego prostego zdjęcia, które wszystko ze sobą połączy.

Spotykamy się przy okazji krakowskiego festiwalu. Wiele osób twierdzi, że złota era wielkich festiwali właśnie się kończy. Myślisz, że festiwale muzyczne mają jeszcze rację bytu? Czy można zrobić coś jeszcze, by zainteresować nimi ludzi?
W swojej złotej erze festiwale znaczyły bardzo wiele, były dobre. Teraz natomiast festiwale muzyczne odbywają się wszędzie i o każdej porze. Wszystko to mocno eksplodowało i rozprzestrzeniło się. Każdy kraj ma teraz przynajmniej jedną swoją imprezę. Nie ma czasu, by skupić się na konkretnych zespołach, na muzyce. W tym przesycie trudno też wybrać najlepszy festiwal dla siebie. Najważniejsze jednak, że festiwale muzyczne nadal istnieją, umożliwiając dzieciakom kontakt z muzyką graną na żywo. W każdym razie dla mnie złota era festiwali miała miejsce wtedy, kiedy spośród kilku różnych mogłeś wybrać jeden, który był dla ciebie idealny. Ale nie wydaje mi się, żeby festiwale muzyczne gdzieś się wybierały. Myślę, że zostaną z nami jeszcze na bardzo długo.