Michała Witkowskiego nikomu nie trzeba przedstawiać. Nie pokażemy wam jego zdjęcia w niczyich objęciach i nie przyozdobimy go wysokopłatną plotką w chmurce. Nie zapytamy o żadną ciotę z powieści ani o to, co autor miał na myśli. Pytamy spontanicznie. Trochę bez ładu i składu, z ciekawości. Wszystkie ploty z jego ust!
VICE: Jak zbierasz materiały do książek? Jesteś ciągle przygotowany? Masz notes?
Videos by VICE
MICHAŁ WITKOWSKI: Tak, jestem czujny i nie rozstaję się z notesem. Czasami całymi miesiącami nie mam nic do zapisania, a potem nagle wszystko wokół okazuje się atrakcyjne, z czego wynika, że to coś jest we mnie i w moim nastroju, a nie w rzeczywistości poza mną…
VICE: W autobusach, tramwajach, pociągu – jak wiele można dowiedzieć się o ludziach?
MICHAŁ WITKOWSKI: Bardzo niewiele, w sumie nic. Najczęściej niczego ciekawego nie dowiemy się od taksówkarzy ani od ludzi z pociągów. W ogóle tu trzeba trafić na osobę, która sama jest ciekawa i umie opowiadać, a nie na kogoś, kto ma coś nowego do powiedzenia. Osoba ciekawa doda wam do prozy dużo więcej nie mając nic do powiedzenia, niż więzień po przejściach, który nie umie opowiadać, choćby nawet miał przygody, itd.
VICE: Mimo to zdarza ci się prosić o historie?
MICHAŁ WITKOWSKI: Nie. Nikogo o nic nie proszę. W ogóle, przeceniasz rolę innych. Proszę tylko podczas badań specjalnie podjętych do pisania prozy, umawiam się wtedy na wywiad – tak było z górnikami, mafiozami, facetami z brygady antyterrorystycznej, z drobnymi przemysłowcami czy tirowcami. Ale tirowcom też wolałem nie mówić, że potrzebuję historii. Jak się o to nie prosi, to na pewno o wiele więcej i szybciej można coś usłyszeć.
VICE: Jak często kłamiesz na swój temat?
MICHAŁ WITKOWSKI: Wcale nie tak często. Czasami. Zwykle tylko przesadzam.
VICE: A co o sobie myślisz?
MICHAŁ WITKOWSKI: Myślę, że jestem przede wszystkim solidną firmą prozatorską, która nie zapodaje ściemy i ciężko pracuje na swój sukces. A co o sobie myślę, jak o człowieku, to już za szeroki chyba temat. I też zależy od nastroju. Obecnie myślę, że jest ze mną wcale nieźle.
VICE: Czego nie potrafisz robić?
MICHAŁ WITKOWSKI: Nie potrafię pisać prozy na zamówienie. Budzić się na budzik. Prowadzić auta. Ach, iluż ja rzeczy nie potrafię! I to wszystko ma zrównoważyć tylko ta proza! Za to w ciągu ostatnich lat udało mi się nauczyć pisać felietony.
VICE: Masz już dosyć gadania o gejach? Jakie rozmowy jeszcze Cię nudzą?
MICHAŁ WITKOWSKI: O gejach, o celebrytach i o sławie. I o mnie jako o geju, celebrycie i osobie sławnej. Reszta tematów może być.
VICE: Nudzi cię rozmowa o byciu sławnym. A przecież chciałeś tego tak samo jak masa innych osób, jak chyba każdy. Czemu to cię nudzi? Jakie to było na początku? Pierwszy o Tobie artykuł, pierwsze plotki…
MICHAŁ WITKOWSKI: Czułem się wtedy zdecydowanie jak Waldek Mandarynka i strasznie to wszystko przeżywałem. Ile można zawracać sobie głowę tym całym nawałem głupotek, które o nas piszą? To znajdę w sieci newsa, że mam nieślubne dziecko (ze zdjęciem moim i dziecka!), to znowu co innego, a tu należy się wyciszyć i skupić na życiu właściwym. Nie jestem zatrudniony w archiwum archiwizującym głupoty na temat Witkowskiego…
VICE: Można w Polsce przeżyć z pisania?
MICHAŁ WITKOWSKI: To zależy, jak się żyje. Ja żyję za drogo, zdecydowanie za drogo i mam zbyt luksusowe wymagania, aby żyć z pisania. Ale za to mam luksus psychiczny (nic nie muszę, poza napisaniem książki raz na kilka lat). Z biegiem lat coraz bardziej cenię luksus psychiczny i pewną higienę psychiczną od drogich butów czy nieruchomości. Czyli nic nie musieć, przebywać tam, gdzie się akurat chce, spać ile się chce, czuć się dobrze. A luksusy materialne zwykle okupione są kosztem tego luksusu psychicznego.
VICE: To prawda, że uciekłeś z domu i jeździłeś po świecie?
MICHAŁ WITKOWSKI: Tak.
VICE: Ile miałeś wtedy lat i jak udało ci się przeżyć?
MICHAŁ WITKOWSKI: Miałem lat 16-17 i byłem bardzo ładnym chłopcem. Czarne oczy, włosy, ważyłem 56 kg. Tacy zawsze przeżyją :-)
VICE: Wróciłeś. Później studiowałeś filologię polską. Bardzo dobry wybór.
MICHAŁ WITKOWSKI: Na pewno filologia polska bardzo mi się przydała do prozatorskiego warsztatu.
VICE: Miałeś z czymś problemy na studiach?
MICHAŁ WITKOWSKI: Z łaciną, z gramatyką, w sumie jak zawsze – ze wszystkimi ścisłymi przedmiotami. Nie doceniałem też roli wf-u w życiu. Dopiero potem to się stało.
VICE: Jakie sporty uprawiasz?
MICHAŁ Biegam i chodzę na siłownię :-)
VICE: Co lubisz czytać? Kogo w literaturze podziwiasz?
MICHAŁ WITKOWSKI: Nowości prawie przestałem śledzić. Potrafię wynajdywać w antykwariacie różne dziwaczne starocie i kupować bez względu na cenę. Poradniki z lat 30., podręczniki wychowania panien z lat 90. XIX wieku… Często wracam do klasyki. Jak wiadomo uwielbiam „Niebezpieczne związki”, Dostojewskiego, Jellinek, Masłowską, Gombrowicza, itd. Z ostatnich moich odkryć – Aśka Bator i jej „Piaskowa Góra”. Zupełnie nowa świetna pisarka, a tak mało wokół niej zamieszania.
VICE: Opowiedz jeszcze o Wrocławiu. Jakieś szalone historie z tego miasta? Ulubione miejsca?
MICHAŁ WITKOWSKI: Kocham Wrocław i to jest chyba jedyne miejsce na ziemi gdzie czuję się absolutnie u siebie. W lecie nienawidzę Rynku, ale w zimie takie np. Karłowice są magiczne. Co do historii, to jest ich całe mnóstwo i zachowam je dla swojej prozy.
VICE: Gdzie i jak bawiłeś się będąc studentem?
MICHAŁ WITKOWSKI: Chodziłem na Jatki, do Sceny… Ale głównie do Związków Twórczych.
VICE: A teraz kiedy jesteś we Wrocławiu, jakie miejsca odwiedzasz najczęściej? Jakie kluby?
MICHAŁ WITKOWSKI: Może Cię to zdziwi, ale nie chodzę już do klubów. Ten okres zdecydowanie mam już za sobą. Chodzę na próby do szkoły muzycznej, uczę się śpiewu, łażę po dalekich dzielnicach, oczywiście pieprzonych Galeriach, Sklepach, Empikach i tym podobnych, spotykam się z kumplami w mieszkaniach prywatnych.
VICE: Dlaczego zamieniłeś Wrocław na Warszawę?
MICHAŁ WITKOWSKI: Nie zamieniłem nigdy Wrocławia na Warszawę. Takich rzeczy się nie robi. Po prostu mam dwa mieszkania i gdy muszę być w Warszawie, np. ze względów promocyjnych, to tam siedzę, ale gdy tylko mam wolne, wracam do Wrocławia.
VICE: Jak zacząłeś pisać? Miałeś jakieś wątpliwości? Jak reagowano na Ciebie na początku?
MICHAŁ WITKOWSKI: Zaczynałem w 1994 roku wierszami i na nikim nie robiły one najmniejszego wrażenia, a na mnie – ku mojemu ówczesnemu przerażeniu – także nie. Po prostu nie umiałem w nich nic wyrazić. Byłem jak to się mówi „młodym, zapowiadającym się”. Czasami można przez pięć czy dziesięć lat pisać miałkie teksty, które nie podobają się nawet samemu autorowi, a potem nagle coś się przeskakuje i już się jest na dobrej drodze! U mnie to trwało od 1995 do 2004. W sumie 9 lat.
VICE: 9 lat starałeś się zaistnieć jako pisarz? Ile razy chciałeś się poddać?
MICHAŁ WITKOWSKI: Ani razu nie przyszło mi to do głowy.
VICE: Jak zarabiałeś na życie nie będąc jeszcze pisarzem?
MICHAŁ WITKOWSKI: Najpierw wiodłem studenckie życie, mieszkałem z rodzicami, a potem byłem na stypendium doktoranckim i dorabiałem recenzjami. To były naprawdę chude czasy!
VICE: Śmiejesz się pisząc swoje powieści? Ja skręcam się ze śmiechu, kiedy je czytam!
MICHAŁ WITKOWSKI: Kiedy uda mi się napisać coś dobrego, jakąś śmieszną metaforę czy świetne zdanie, to zacieram ręce i pokazuję sobie język do lustra i podskakuję. Nikt nie powinien mnie wtedy oglądać :-) Ale to są chyba najprzyjemniejsze momenty mojego życia.
VICE: Założyłeś zespół. Śpiewasz czy grasz? Jakiś fragment tekstu?
MICHAŁ WITKOWSKI: Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Teraz trwają intensywne próby. Ale zamknięte. Śpiewam, częściowo układam też teksty. Ale jeszcze nie będę wyskakiwał z fragmentami. Pierwsze nagrania mogą się pojawić najwcześniej w lecie.
VICE: Jaki to rodzaj muzyki? Marzy Ci się kariera sceniczna?
MICHAŁ WITKOWSKI: Rodzaj takich rockowych ballad, trochę à la Nick Cave. Śpiewam też kilka coverów z najdziwniejszych rejonów. Ale zobaczymy, co z tego nagramy.
VICE: Ludzie przywykli do etykietowania innych. Mówią coś w stylu: „jesteś pisarzem, nie muzykiem, więc siedź na dupie i pisz, nie wydurniaj się”. Jak to jest?
MICHAŁ WITKOWSKI: Przecież grałem już w teatrze i to z powodzeniem, więc i tak już jestem „pisarz i showman”…
Rozmawiała: Małgorzata Płociniczak
Zdjęcia: Karolina Zajączkowska