
Źródło: Flickr/espensorvik
Jedni wolą zioło, inni wódę. Ja uważałem, że nie ma nic lepszego niż darmowy alkohol, aż do dnia w którym skończyłem na izbie wytrzeźwień. Zrozumiałem wtedy kilka istotnych spraw, które nie docierały do mojego mózgu nawet po najgorszej poniewierce. Popijanie wódy piwem nigdy nie jest dobrym pomysłem, zwłaszcza kiedy pijesz z obcymi osobami. Po dziurze w pamięci od godziny 2 w nocy, w międzyczasie wyszedłem z klubu, dopiero około 6 rano zacząłem pamiętać cokolwiek.
“Nie wiesz co to są problemy ty jebany kretynie, przestań płakać”
Videos by VICE
Przebłyski z “lodówki” Straży Miejskiej i poczekalni na izbie pamiętam jak przez mgłę. Dopiero ok. 7 rano, dotarło do mnie gdzie jestem. Kurwa, legendarna Kolska. Moją pierwszą reakcją na sytuację, w połączeniu z 2 promilami we krwi, była rozpacz. Jak ja mogłem tam trafić? Przecież to miejsce dla meneli i długoletnich alkoholików – myślałem sobie. Zacząłem przepraszać obsługę podczas wyjścia na kawę. Dostałem za to wpierdol od innego zatrzymanego rezydenta, bo jak usłyszałem: “Nie wiesz co to są problemy ty jebany kretynie, przestań płakać”. Natomiast facet z obsługi powiedział żebym go nie przepraszał, tylko nie ćpał. Nie wierzył mi, że w moim krwiobiegu z substancji “trujących” znajdował się tylko alkohol. No trudno. Wróciłem do salki z żelaznymi drzwiami na pseudo-skórzaną prycz z której sypała się sparciała gąbka. W powietrzu unosił się zapach przetrawionej wódy, którego nie dało się wywietrzeć, bo okna były zakręcone. Jak chciałeś się odlać, albo rzygać to w sali był kibel bez deski i papieru. Około 9 rano, po 2-godzinnym śnie wstałem z powrotem. Pogodziłem się z moją sytuacją i zacząłem rozmawiać z innymi gośćmi izby. Z naszej szóstki chyba tylko ja i 70-paro letni facet, nie byliśmy w więzieniu. Reszta typów miała prawilne życiorysy. Dwóch z nich spało, ale nie musiałem ich pytać o przeszłość, bo przecież nikt bez powodu nie tatuuje sobie kropek na rękach, grypsera pełną gębą. Inny chodził ciągle po “celi” po tym jak wytrzeźwiał i powiedzieli mu że zaraz wyjdzie. Z jego opowieści okazało się że 5 dni wcześniej wyszedł z więzienia i poszedł balować, ale go zwinęły “te kurwy”. Od niego też dostałem ksywę studencik. Co zabawne stwierdził, że w dzisiejszych czasach nie opłaca się kraść, tylko pójść na studia. Rychło w czas, pomyślałem. Po badaniu alkomatem miałem 1,4 promila we krwi, reszta była już czysta.
Po dmuchnięciu usłyszałem jeszcze trochę smutów tego dziadka, o tym że był za PRL-u wiceprezesem w poligrafii którą widać z okna, i że gdyby został czerwony, to dostałby lepszą posadę. Smuteczek. Zanim sobie poszedł, pomogłem mu jeszcze wypić kawę, bo zaczęło go tak kurewsko telepać, jakby dostał padaczki. Koleś, który mnie pobił nie odzywał się aż do wyjścia, wtedy powiedział obsłudze, że jestem studentem i żeby mnie wypuścili bo na wykłady się spóźnię. No normalnie prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie. Nic to jednak nie pomogło i przenieśli mnie do innej sali ze śpiącym kolesiem.

Źródło: Flickr/Dominic Lockyer
Zalewając gębę darmową lurą, bo kawa to nie była, jakkolwiek byśmy się starali jej bronić, czekałem sam na wyjście. Najgorsza była bezczynność. Pójść spać nie mogłem, bo fizelina nie grzeje, a do tego, co gorsza dochodził dyskomfort psychiczny. Przy sobie miałem tylko klucze. Buty, kurtkę i rzeczy osobiste mi zabrali ze względu na “bezpieczeństwo”. Zegarka nie miałem. Czas przez swój brak wymierności stał się nie do zniesienia. O godzinie przypominał tylko cogodzinny obchód.
Koło 16 znowu zmieniłem salę. Już nawet pseudo-kawy nie chciało mi się pić. Jedzenia żadnego też nie dostałem. Na dodatek zaczęło się już robić ciemno na dworze, a światło dało się zapalić tylko od zewnątrz. Ale przynajmniej nowy współtowarzysz niedoli okazał się kimś ciekawym. Spodziewałem się na izbie wielu ludzi… ale nie studenta Teologii. Jezus byłby z niego dumny, przecież nie po to zamieniał wodę w wino żebyśmy nie spożywali alkoholu. Nie zmienia to jednak faktu, że mimo swojego kierunku był wśród tych wszystkich dziwnych typów jedyną normalną osobą z którą dało się o czymś porozmawiać. I tak samo jak ja stwierdził, że ograniczy, albo w ogóle przestanie pić. Dziadunio od drgawek przed wyjściem planował kupno 200 ml cytrynówki, a więzień-gadatliwy zamierzał uderzyć do shot baru, więc była to miła odmiana wśród tych wszystkich deklaracji. I choć cała nasza rozmowa była o niczym, bo tylko analizowaliśmy obecne położenie, to przynajmniej czuliśmy to samo, a wspólne cierpienie, jest zdecydowanie lepsze niż samotny kac.
Gdy w końcu nastała godzina 21, dostałem z powrotem swoje buty i kurtkę. Dowiedziałem się ze świstka, że do zapłaty mam 300 zł, a telefonu mi nie zabrali, bo go przy sobie zwyczajnie nie miałem. No trudno, przynajmniej nie muszę wymieniać zamków, ani pieprzyć się po urzędach, bo portfel i klucze były na swoim miejscu. “Zataczał się na torach tramwajowych przy alejach Jerozolimskich”. Słabo.

Źródło: Flickr/Julien Belli
Doświadczenie na izbie spowodowało kilka zmian w moim dotychczasowym życiu. Na melanże zacząłem jeździć samochodem, co z perspektywy czasu wydaje się spoko, nie muszę już tłuc się nocnymi. Do barów przestałem chodzić z nudów jak wcześniej, bo zapijanie czasu piwem prowadziłoby z powrotem do mocnego chlania. Na prośbę mojej matki poszedłem nawet raz do psychologa, ale powiedział mi to co już wiem, więc terapii kontynuować nie zamierzałem. Niesamowite jest jednak to, że znowu potrafię bawić się bez wódy. Choć z początku nudziłem się na każdej imprezie nie mogąc zalać ryja, to z czasem mój chaotyczny charakter wziął górę i zachowuję się jak pijany, bez procentów. I doceniam wolność. Serio, jeżeli znaleźliście się kiedyś w pomieszczeniu z którego nie można wyjść, to zrozumiecie o czym mówię.
More
From VICE
-

Ignatiev/Getty Images -

Photo by Jeff Kravitz/FilmMagic, Inc -

Photo by Josh Brasted/FilmMagic -

Scott Dudelson/Getty Images