Tańcząca z fallusami / szpilkami po jajach

„Kiedyś facet oferował mi 20.000 złotych za seks. Nie zgodziłam się. Seks to prostytucja, a ja jestem tancerką Go Go”, mówi Dorota*, która wieczorami rzuca stanikiem w napalonych klientów jednego z największych klubów Go Go w Polsce. Za dnia, gdy nie odsypia, biegnie na uczelnię. Bo przecież jest przykładną studentką teologii.

Vice: Ile razy byłaś w tym tygodniu na uczelni?
Dorota: Dwa razy. Zajęcia mam tak porozkładane, że trzy dni w tygodniu mam wolne, a w dwóch pozostałych mam zajęcia od rana do wieczora.

Videos by VICE

Vice: W takim razie ile razy byłaś w tym tygodniu w pracy?
Dorota: Z reguły jestem 4-6 dni w pracy. To zależy czy mam ciężki tydzień na uczelni.

Vice: Jaką jesteś studentką?
Dorota: Chodzę na zajęcia, raczej się staram – z reguły zdaję wszystko w pierwszym terminie. Jestem przeciętną studentką. Nie osiągam jakichś wspaniałych wyników i nigdy nie ubiegam się o stypendium.

Vice: Dlaczego wybrałaś teologię?
Dorota: Właściwie to był impuls. Zawsze w jakiś tam sposób interesowałam się religią. Może też dlatego, że moi rodzice są bardzo religijni. Natomiast ja sama zupełnie od tego odeszłam i jakoś tak… Z jednej strony odpycha mnie ten kierunek, a z drugiej przyciąga. To jest takie tremendum et fascinosum jednocześnie. Uwielbiam filozofię. Ona kręci mnie najbardziej.

Vice: A co z życiem studenckim? Imprezy, grille, chlanie w akademiku? Uczestniczysz w tych studenckich rytuałach?
Dorota: Życie studenckie i towarzyskie dla mnie nie istnieje. Wszystkie weekendy spędzam w pracy. Jeśli idę na imprezę, to z laskami z klubu na tzw. after party. Często po pracy wyskakujemy razem.

Vice: Co teologia ma wspólnego z twoją pracą?
Dorota: Nic, kompletnie nic. To są dwa różne światy. Można powiedzieć, że prowadzę podwójne życie. Z jednej strony jestem przeciętną, ale przykładną studentką teologii. Z drugiej strony jestem tancerką Go Go i co wieczór pokazuję ludziom gołe cycki.

Vice: Kiedy zaczęło się to pokazywanie gołych cycków?
Dorota: W tamtym roku na wiosnę potrzebowałam trochę pieniędzy. Ktoś powiedział mi, że to jest bardzo łatwy sposób na zdobycie kasy w krótkim czasie. Pomyślałam: dobra, na jeden miesiąc mogę spróbować. Przyszłam do pracy i tak jakoś… po pierwszej wypłacie stwierdziłam, że jednak tak szybko nie zrezygnuję.

Vice: Czyli głównie kasa cię zmotywowała?
Dorota: Tak, pieniądze na pewno były tym katalizatorem. Poza tym, zawsze byłam taką przeciętną dziewczyną. Nagle okazało się, że jestem seksbombą i wszyscy mężczyźni ślinią się na mój widok i mają ochotę zaciągnąć mnie ze sobą do hotelu. Ale i tak nigdy nie będą mnie mieć. Są gotowi płacić mi za to, żeby siedzieć przy mnie, pić ze mną drinka i zabierają mnie na striptiz, który jednak sporo kosztuje.

Vice: Ile?
Dorota: Jeden striptiz to 120 złotych, wypicie drinka z dziewczyną, co trwa mniej więcej 15-20 minut, kosztuje od 100-160 złotych. Zależy od klubu.

Vice: Ile jesteś w stanie średnio wyciągnąć miesięcznie?
Dorota: To zależy od miesiąca, od pory roku, a w ostatnich czasach także od tego, że mamy kryzys ekonomiczny. Nie wszyscy mają pieniądze na gołe dupy. W najgorszych miesiącach zarabia się 4 tysiące, w najlepszych 16 tysięcy. Najlepsza pora roku to lato.

Vice: Znajomi na studiach zapewne widzą, że masz dużo kasy. Nie domyślają się skąd możesz ją mieć?
Dorota: Nie widzą. Właściwie nie zmieniłam stylu życia, ubieram się zwyczajnie, jak każda studentka. Myślę, że nie mają pojęcia o mojej pracy.

Vice: Zarabiasz łatwe pieniądze?
Dorota: Tak. I to jest problem. Nie będę mogła robić tego całe życie, a łatwe pieniądze uzależniają. Gdzie w Polsce jesteś w stanie zarobić 8 tysięcy pracując 4 dni w tygodniu?

Vice: Po co ci tyle pieniędzy?
Dorota: Mam swoje plany na przyszłość.

Vice: Widzę, że tańczysz swobodnie, bez zahamowań. Ale na początku na pewno miałaś opory…
Dorota: Największym problemem było dla mnie to, że muszę wyjść na scenę i pokazać się. Nawet nie chodzi o zdejmowanie ubrania. Nie uczyłam się tańczyć i to mnie bardzo ograniczało. Wprawdzie śpiewałam kiedyś w chórze, ale to co innego. Tam stoisz w grupie i jesteś anonimowa. Tutaj jesteś konkretną osobą, która stoi na scenie i do tego musi machać gołym tyłkiem przed oczami obcych facetów.

Vice: To był chór kościelny?
Dorota: Tak. Jako dziecko byłam bardzo religijna. Śpiewałam na mszy świętej. Potem dotarło do mnie, że poza starymi babami, nikt nie słucha naszych modłów.

Vice: Tancerki Go Go to odważne kobiety. Wszystko, co się wydarzy w klubie zależy praktycznie tylko od nich…
Dorota: Kiedyś mnie to bardzo blokowało. Byłam przyzwyczajona, że to mężczyźni mnie podrywają. Do tego dochodziła kwestia własnej godności, bo… faktycznie musisz faceta zagaić, naciągnąć na drinka, prezentować siebie i sprzedawać własne ciało. Czasami, owszem, zdarzają się klienci, z którymi prowadzę rozbudowane konwersacje. Ostatnio na przykład całą noc rozmawiałam o Heideggerze. Rozmowa z kimś takim jest czystą przyjemnością. Niestety, zdarzają się też totalne buraki, z którymi nie masz o czym rozmawiać, a musisz ciągnąć tę rozmowę, bo wiesz, że trzeba zarobić.

Vice: Przełożyło się to na twoje życie prywatne?
Dorota: Po kilku miesiącach pracy czułam obrzydzenie i pogardę do wszystkich mężczyzn. To nie jest nawet seks, tylko samo patrzenie, a oni są tak zdesperowani, że muszą za to płacić. Dla mnie to byli looserzy. Byli niczym, brud spod paznokcia.

Vice: Płytkie zachowanie facetów cię obrzydzało, ale pewnie tobie też zdarza się obejrzeć porno. A może poszłabyś też do klubu Go Go?
Dorota: Poszłabym do takiego klubu, ale nie z tańczącymi facetami. Takie rzeczy mnie nie kręcą. Lubię popatrzeć na piękno kobiecego ciała. Z resztą każda tancerka jest biseksualna. Pornosy też czasem oglądam. To chyba normalne.
Vice: Lubisz porno?
Dorota: Nie kolekcjonuję filmów tego typu. Wolę Felliniego. Czasem zaglądam jednak na redtube.

Vice: Masz teraz chłopaka?
Dorota: Nie mam. Nie szukam miłości. I nie jest to związane z pracą w klubie. Po prostu zbyt wiele razy cierpiałam przez mężczyzn. Teraz oni niech cierpią przez mnie. Miewam jednak kochanków. Seks służy zdrowiu.

Vice: Faceci wchodząc do klubu zdejmują obrączki?
Dorota: Nie, zupełnie się z tym nie kryją. Często opowiadają nam wprost – mam żonę i dzieci.
Vice: O czym to według ciebie świadczy?
Dorota: Nie chcę w to wnikać. Kiedyś interesowałam się ich życiowymi historiami, ale teraz w ogóle mnie to nie interesuje. To są ich problemy, niech zostawiają je w domu. Przychodzą do klubu, żeby się bawić.

Vice: Gdy tańczysz, wkładają ci pieniądze do majtek?
Dorota: Bardzo rzadko. Robią to Amerykanie, ale u nas się to nie zdarza.
Vice: A chciałabyś?
Dorota: Oczywiście! Przecież to kasa dla mnie.

Vice: Kobiety też przychodzą?
Dorota: Miałam kiedyś taką sytuację: przyszła para. Zaprosili mnie na striptiz. Kiedy się rozebrałam, usiadłam na kobiecie, ona złapała mnie za piersi i powtarzała: „jesteś piękna, jesteś boska”.

Vice: A takie laski, po których od razu widać, że są homoseksualne?
Dorota: Przychodzą, ale z reguły grupami. Siadają pod sceną i obgadują tancerki. Nie wiem dlaczego to robią. Może chcą się lepiej poczuć.

Vice: I jak na to reagujesz?
Dorota: Mam to w dupie.

Vice: Przeistaczasz się w pracy w dziką kocicę?
Dorota: Nie, na pewno nie w dziką kocicę. Zawsze staram się być uprzejma dla klientów. Nawet trochę wyrafinowana. Na pewno nie jestem typem ostrej suki.

Vice: Zdarza się, że klient życzy sobie byś przyjęła jakąś rolę?
Dorota: Raz miałam klienta, który chciał, bym go wychłostała. Zrobiłam to, oczywiście w prywatnym pokoju. Kiedyś jeden poprosił, żebym się na niego wysikała. Z chłostaniem nie ma problemu, gorzej z tym drugim. Za dużo potem do sprzątania. Są klienci, którzy chcą, żeby chodzić im szpilkami po jajach. Każdy ma inne upodobania. Niektórzy chcą, żebym była słodka i udawała dziewicę, a inni chcą, żebym była sadomaso kurwą. Z reguły klienci nie mają jakichś specjalnych zachcianek. Chcą zobaczyć twoją cipkę – to wszystko.

Vice: Jest wieczór, wychodzisz na scenę. Przed tobą pełna sala klientów, którzy patrzą na ciebie z wywieszonymi jęzorami. Jaki obraz maluje się w twojej głowie?
Dorota: Nie zastanawiam się nad tym. Próbuję złapać kontakt wzrokowy z jakimś klientem, uśmiechać się miło. Wodzę wzrokiem po tych wszystkich facetach i zastanawiam się na kim można by zarobić. Upatruję ofiarę, którą później ustrzelę.
Vice: W jaki sposób poznajesz ten cel?
Dorota: Czasami wystarczy spojrzenie. Jeśli facet jest tobą zainteresowany, to przecież widać.

Vice: Obserwujesz klientów i na pewno widzisz, że im stają.
Dorota: Ogólnie nie patrzę im na kutasy, ale gdy tańczę i siadam na nich, to wiadomo, że czuję. Jest to dla mnie też znak, że im się podoba.

Vice: Podbudowuje albo dowartościowuje cię to?
Dorota: Nie zwracam na to uwagi. W tym momencie jest to dla mnie rutyna.

Vice: A jeśli czujesz, że nie stanął, to robisz wszytko by osiągnąć ten cel?
Dorota: Nie, tak naprawdę mnie to nie obchodzi. Jeśli mu się podoba, to bierze następny taniec. Jeśli nie, to nie. Jeśli nie na tym facecie, to na następnym zarobię.

Vice: A kolesie strzepują sobie przy tobie?
Dorota: Boże, nigdy. Oni nawet nie mogą się rozebrać.

Vice: Czyli potem idą do toalety i dokonują dzieła…
Dorota: Nie wiem, nie myślę o tym. Mam nadzieję, że tego nie robią.

Vice: Czyli nie wiesz tak naprawdę, jakie są ich motywy przyjścia do klubu? Czy chcą popatrzeć na piękne kobiety, czy może spuścić ciśnienie…
Dorota: Różnie to bywa. Kiedyś miałam klienta, który wziął mnie na pięć tańców, czyli jakieś pół godziny siedzenia w striptizerce i nie chciał, żebym tańczyła, ani żebym się rozbierała. Po prostu chciał ze mną posiedzieć sam na sam i patrzeć mi w oczy.

Vice: I co wtedy czułaś?
Dorota: Byłam dla niego miła, chociaż to było dziwne. No wiesz, dostałam trochę pieniędzy za to, że siedziałam na kanapie z jakimś gościem.

Vice: Gdy siedzisz na wykładach myślisz o pracy?
Dorota: Tak, chociaż oczywiście staram się skupić na tym, o czym jest mowa na uczelni.

Vice: Nie owijaj w bawełnę, przecież wiemy jak jest.
Dorota: No, tak. Znajomi z uczelni rozmawiają o różnych rzeczach. Czasami gadają o nocnych klubach i ja mam ochotę powiedzieć im: tak, robię to! Jestem tancerką. Ale wiem, że nie mogę, bo zostałabym od razu skazana przez sąd skorupkowy.

Vice: Myślisz, że wykluczyliby cię ze społeczności studenckiej?
Dorota: Może nie wykluczyli, ale na pewno w jakiś sposób potępili. To specyficzne środowisko. Moi najbliżsi przyjaciele wiedzą co robię i oni to akceptują.

Vice: A rodzice wiedzą?
Dorota: Oczywiście, że nie. Wszystkie tancerki w oczach swoich rodziców są barmankami, kelnerkami, prowadzą normalny żywot dziewczyny, która pracuje w zwykłym klubie.

Vice: Czujesz czasami, że ta profesja ci uwłacza?
Dorota: Czasem tak. Szczególnie, gdy ludzie pytają czym się zajmuję. W pewnym towarzystwie jeśli powiesz, że tańczysz, jesteś kimś. Ale z reguły ludzie nie akceptują tancerek. To przez stereotypy.

Vice: Jakie to stereotypy?
Dorota: Przede wszystkim stereotyp tancerki-prostytutki i tancerki-bezczelnej zdziry z kasą. A to nieprawda. Wiele tancerek to zwykłe dziewczyny, jak zresztą mogłaś się przekonać u nas w klubie.

Vice: Fakt, nie mogłam oderwać od ciebie wzroku… Wypiłyśmy wcześniej drinka. Po alkoholu łatwiej się pracuje? Szef pozwala?
Dorota: Różnie z tym bywa. Oczywiście łatwiej się wtedy pracuje, jesteś bardziej rozluźniona. Szef czasem pozwala, czasem nie. Na szczęście możemy się napić z klientem, więc nie ma z tym problemu.

Vice: Jakie są złote zasady tancerki Go Go? Macie jakąś wewnętrzną hierarchię?
Dorota: To zależy od klubu. W każdym panują inne zasady. Z reguły nie lubi się nowych tancerek. Ta z najdłuższym stażem ma często najwięcej do powiedzenia. Poza tym, istnieje hierarchia najlepiej i najgorzej zarabiających. Każdy klub ma swoją „gwiazdę”, która zarabia najlepiej.

Vice: Wprawdzie w twoim klubie nie oferuje się usług seksualnych, ale gdyby była taka możliwość i facet dawał ci 10 tysięcy zł, zgodziłabyś się?
Dorota: Kiedyś facet oferował mi 20 tysięcy zł i się nie zgodziłam. Seks to prostytucja, a ja jestem tancerką. Gdyby klub wprowadził seks, odeszłabym. Poza tym wiem, że w przeciętnym burdelu dziewczyna dostaje za seks 50 zł (z całości ceny, czyli najczęściej z 450zł). To mniej, niż ja dostaję za jeden taniec.

Vice: Rura to wasz atrybut. Z czym ci się to kojarzy?
Dorota: Hahaha. Z fiutem oczywiście. Tancerki często podczas tańca pocierają ją rękami, wiją się wokół niej, tak żeby klienci wiedzieli, że wszystko kręci się wokół ich penisów… i portfeli oczywiście też.

Typy klientów klubów Go Go według Doroty:
– nieśmiały desperat: trzeba do niego podejść i pomału, pomału rozluźniać. Wtedy ewentualnie on się otwiera przed tobą i wszystko mu schodzi.
– napalony zboczuch: gość, który podchodzi, próbuje klepnąć w tyłek i pyta od razu ile kosztuje seks.
– gentleman z kasą: gość, który prowadzi z tobą miłą konwersację i zgadza się na wszytko co mu zaproponujesz. Kupi ci każdego szampana, w każdej cenie. Jest uprzejmy, „ą, ę”. Takich klientów najbardziej się lubi.
– typowy burak: wulgarny, chamski. Masakra trafić na takiego.

Tekst i foto: Ewelina Potocka

Thank for your puchase!
You have successfully purchased.