Typowy Mirek – handlarz przedsiębiorca

Dobry kupiec, no zdarza się, nie powiem. To taki klient, proszę ja was, który wie czego chce. Wie, że odjedzie dzisiaj z placyku nowym autem. Takiego klienta to tylko w rączkę pocałować na dzień dobry i bramę zasunąć do czasu, aż czegoś nie wylosuje. Podobie się, umowa, płacone pyk. Najważniejsze jest zadowolenie i uśmiech na twarzy klienta. Później tylko flaszeczka w Lidlu, telefon do Mietka blacharza i reszty chłopaków z warsztatu, i ogień.

Romscy bracia, cygany jak to mówią, po rączkach ich nie będę całował, ale należą do grupy klientów najmniej wymagających. Nie powiem, że nie marudzą, ale jak już przyjadą to coś z placyku zawsze zniknie. He he, i nie mówię tu wcale o samochodzie który kupują. Bo to nie raz puszkę plaka podpierdolili przy okazji. Ale chuj z tym plakiem, ważne że zawsze zostawią dobry kwit. U nich jak w kantorze, marki, dolary, złotówki, płatność zawsze gotówką. Słychać ich jak jadą już od wiaduktu. A że z górki mają do mnie, to korzystając z okazji wyciągają przy pustej drodze ‘pakę osiemdziesiąt’. Wjeżdżają na plac z taką pizdą, że młody później 3 dni grabiami gruz wyrównuje. No nie patrzą skurwysyny, że to delikatna nawierzchnia i że się kurzy na auta, a raz to mi tak burka wystraszyli, że tydzień z budy nie wychodził. Weteryniarze nie wiedzieli o co chodzi, łapali się za głowę.

Videos by VICE

Zanim ten cały kurz z powrotem opadnie to z 3 długości wicerojów zdążę przepalić. A w nosie później tyle towaru jakbym węgiel do kotłowni zwoził. Ale mniejsza o to, szkoda nerw.

Na plac przyjeżdżają całymi swymi cygańskimi rodzinami, taborami rzekłbym. Czasami sam się zastawiam, bo ja sam nie takie powroty z giełdy zaliczałem, jak to w jeden samochód można się upchnąć. Bo oprócz ich to jeszcze jakieś dywany, akordeon. Samo wysiadanie zajmuje im z dziesięć minut. No w kurwę ich tam siedzi. Poukładani w środku jak w tetrisie. Widać, że powietrza na marne nie lubią wozić. Wysiedli. Wszyscy odjebani we złoto jak Jacek Stachursky  w Opolu, zresztą mój dobry przyjaciel. Przyjechało ich ze sześciu. No nie licząc tych małych, bo to się rozpierzchło po placu w sekundę. A no i jeszcze jedno cycem karmione było. Muzykę to tak grali z radia, że ja nie wiem czy nawet ‘dzień dobry’ usłyszeli. No jakby z wesela wracali czy z festynu w Ciechocinku. Jak Boga kocham po takich kupcach jak odjadą, to od razu trzy proszki, bo łeb od gwaru napierdala równo. No, ale mniejsza o to. 

Dla tego targetu przygotowana jest osobna alejka samochodów. Nie ustawiam tam nawet jakiś francuzików, czy włoszczyzny, bo to szkoda sensu. W grę wchodzą tylko niemieckie wozy. Tylko limuzyny. Tylko skóra. Ustawiam takie obok siebie, bo po chuj mają mi slalomem chodzić po placyku, jeszcze któryś mi sygnetem zarysuje. Dzisiaj nie małym zainteresowaniem, nie powiem, cieszy się czarne BMW X5 (2005), VW Pejton (2006) oraz CLS (2006) kolor bordo wiśnia, skórka budyń. Wszystkie auta w full sztosie. Ceny naprawdę rozsądne, przebiegi również. Wiadomo, przecież u mnie nic nie kręcone. Przy Mercedesie zaczęli marudzić, że to kolor nie ten, że w internecie na zdjęciach inaczej wyglądał, że coś, że wytarte siedzenie i kierownica.  Mówię mu, że widocznie Niemiec chropowate miał dłonie, że nie inwestował w kremy tylko w wóz, ale nie łyknął. Długo zastanawiali się między X5 a Pejtonem. Na jazdę testową jak pojechali to ich godzinę nie było. Nie mieli dokumentów to kazali dzieciaki wziąć pod zastaw. A na chuj mnie te małe cygany. Przecież Karchera mam nowego, mam jak myć lampy.

Innego razu mój plac Miras Auto Handel odwiedziła lokalna piękność i to nie taka z banku, tylko normalnie kobita, Monika Brodka. Dziewczyna bardzo elegancka, złego słowa powiedzieć nie można. Włosy takie trochę kędzierzawe, jak spoconej kobity po wykopkach; ale ogólnie to zadbana. Mówi mnie, że szuka czegoś dla siebie, nie na handel. Strasznie szybko w ogóle mówiła nic nie zrozumiałem. W każdym razie tak sie składa, że na moim placu dla takiej warszawianki mamy naprawdę spory wybór. Idzie wybrać parę dobrych furmanek.

Pierwsze co to pcha się do śrebrnej korsy. To jej mówię, że auto bezwypadek wszystko 100 procent działa tylko z kabli trzeba odpalić, bo długo stała. Po jakiś 15 minutach jak pomogła mi auto przepchać na biegu wózek zapalił, a 75 koni (wersja sport line) zaryczało robiąc  wrażenie nawet na przechodniach zza płotu. Mówię do niej, pani wsiądzie i zobaczy jaka to przyjemność. 

Zrobiliśmy jazdę próbną. Trochę ściągało muszę przyznać, ale to opony niewyważone wiadomo. Niemiec tak miał, bo woził grubą kobitę, to słabo pompował w lewym kole dla wyważenia, a to wyrówna się i po sprawie.

Po chwili przypomniała sobie chyba o instrumentach jakie wozi po tych festynach i mówi, że za ciasne. To ja zażartowałem sobie tłumacząc zbyt dosadnie może, co może być za ciasne, ale chyba nie zrozumiała dowcipu. Nie wiem, może w tej Warszawie śmieją  się z czego innego.

W każdym razie mówię do niej przejdźmy się po placu, może coś Pani wpadnie w oko.

Generalnie miałem ciśnienie na pogonienie omegi w kombi, która od pół roku stoi w bocznej alejce. Pamiętałem, że przegląd kończy się jakoś za dwa tygodnie, a z tą pękniętą szybą ciężko będzie znaleźć żyda na to.

Więc się pytam.

– Duży masz Pani zespół na te festyny? Bo śwagier  tę omege wziął dla siebie. On też muzykant, woził te swoje elektroniczne fortepianino i tuzin dzieci, które narobił.

Nie szło wytłumaczyć, że wszystko prima sort. Może zmyliła ją ta dziura w progu, trzeba przyznać szczerbaty był jak skurwysyn.

Mówię: Pani se wsiądzie. To wykrzywiła twarz, jakbym widział moją jak mi browara ma otwierać.

Już wtedy pomyślałem, no i zmarnowana godzina, psu w dupę na damulkę.

 W tym momencie młody wjechał na plac swoim bolidem, opel tigra, 1.4, wersja indywidual. Damesce od razu pojawiły się wypieki na twarzy, bo tak to wcześniej blada jak futryna w sieni. To teraz  rumieńce jakby zakochana. Myślę, że może młodego do Warszawy wydam. Ale ona do tej tigry ładuje się, a na chłopaka nawet nie spojrzała.

Mówi:

– Panie Mirku, co to za wynalazek, u nas w Warszawie takich nie ma. Byłabym chyba pierwsza.  

Pomyślałem, jak chłopak naklejał sobie na tylną szybę naklejkę „piczomagnez„ to dobrze przeczuwał temat.

Proszem Paniom, idealne auto miejskie. Nie za duży, nie za mały, a i gitara nie jedna wejdzie, Niemiec płakał jak sprzedawał. Auto od lekarza, silnik suchy na lata, także spokojnie można maskę zaspawać. Młody już jak wracał z Rajchu to na CPN-ie pytali czy nie odsprzeda.

15 minut oglądania i pisaliśmy umowę.

Młody na pamiątkę po opelku wykonał zdjęcie z wokalistką :

Obiecała że przyjedzie z nową płytą grać na święto papryki do nas na festyn. Trzymamy za słowo.

Thank for your puchase!
You have successfully purchased.