Tramwaj, który uczy, że nie wszyscy muszą być biali i mówić po polsku
vice mówi co teraz

Tramwaj, który uczy, że nie wszyscy muszą być biali i mówić po polsku

Interwencja Pasażerska ma nam uświadomić, dlaczego powinniśmy reagować w przypadku rasistowskich ataków

Poziom niechęci wobec każdego, kto nie mówi po polsku albo ma inny kolor skóry, jest obecnie tak wysoki, że musimy uczyć się podstawowych zachować nieksenofobicznych. Z takim smutnym przekonaniem wyszedłem z tramwaju Interwencji Pasażerskiej, który przejechał przez Warszawę w ten weekend. Od piątku do niedzieli ludzie mogli posłuchać wolontariuszy, którzy opowiadali historie osób zaatakowanych w przestrzeni publicznej z powodu rasizmu oraz dowiedzieć się, jak w takich sytuacjach reagować.

Reklama

Niestety, kiedy jechałem tramwajem w piątek, natrafiłem na faceta w garniturze, który wskoczył, żeby za darmo przejechać się kilka przystanków. Gdy jedna z wolontariuszek zaczęła z nim rozmawiać, bez żadnego zażenowanie powiedział, że „ciapaty jednak zawsze będzie ciapaty i to jest moje zdanie”. Na nic zdały się przekonywania i wątpię, żeby to był odosobniony przypadek.

Takie sytuacje pokazują, jak ważne są inicjatywy w rodzaju Interwencji Pasażerskiej. Może mimo wszystko po krótkiej rozmowie z ludźmi w tramwaju facet w garniturze pomyślał, że coś jest nie tak z jego zachowaniem. Wątpię, ale mam nadzieję. Tłem dla powstania tej inicjatywy były głosy od zagranicznych studentów UW, które napływały do inicjatorów akcji, czyli Miłosza Lindnera i jego przyjaciół. Opisy podobnych wydarzeń są regularnie publikowane na fanpejdżu Interwencji.


By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”


Nie trzeba jednak długo szukać, żeby przypomnieć sobie podobne, bardziej nagłośnione w mediach sytuacje. Pamiętacie pewnie, jak profesor UW został pobity w tramwaju za to, że mówił ze znajomym po niemiecku, a Anglik z hinduskimi korzeniami oberwał w centrum Wrocławia. To tylko kropla w morzu agresywnych, ksenofobicznych zachowań.

Miłosz z ekipą postanowili więc działać, edukując ludzi, w jaki sposób można reagować. Same sposoby reakcji są jednak ostatnim etapem tej edukacji. Rozpoczyna ją ankieta, w której należy wpisać swój kolor skóry, orientację, stan fizyczny, poglądy religijne czy polityczne. Ma ona uświadomić ludziom, w jak bardzo uprzywilejowanej pozycji większość z nich się znajduje - nie dotyczy ich większość rzeczy, przez które mogliby doświadczyć dyskryminacji. Sam wypełniłem taką ankietę i oprócz tego, że jestem gejem - przez co też kilka razy spotkałem się z przemocą, od szturchania po oplucie i wyzwiska - okazuje się, że moje życie jest całkiem łatwe w porównaniu do tych, którzy mają inny kolor skóry, wyznanie czy nie znają języka.

Reklama

Gdy ankiety były już wypełnione, wolontariusze Interwencji informowali, w jaki sposób można działać w sytuacjach przemocowych na podstawie metody „Bystander Intervention”. W wielkim skrócie, zakłada ona kilka rozwiązań - od odwrócenia uwagi osoby doświadczającej przemocy, przez zwrócenie się do napastnika, aż po okazanie wsparcia atakowanemu. Wystarczy odrobina odwagi. Miejmy nadzieję, że dzięki takim akcjom, będziemy umieli częściej ją okazywać. Kolejne edycje Interwencji Pasażerskiej mają dotyczyć dyskryminacji z innych przyczyn - wieku, płci czy orientacji seksualnej. Szkoda, że uczymy się tego dopiero teraz, ale to na pewno krok w dobrym kierunku.