Okazuje się, że piractwo może być dobre dla twórców i rynku

Naukowcy ostrzegają, że niezdarne, agresywne próby walki z piratami przynoszą efekt przeciwny do zamierzonego

tekst Karl Bode; tłumaczenie Jan Bogdaniuk
|
29 Styczeń 2019, 12:08pm

Fot: Shutterstock 

Piractwo to nie zawsze ekonomiczna Baba Jaga, którą straszy nas branża rozrywkowa, jak wykazuje badanie przeprowadzone na Indiana University.

Przemysł rozrywkowy od dziesiątek lat demonizuje piractwo, często aż do granicy śmieszności. Grupy takie jak MPAA regularnie proponują coraz agresywniejsze i kosztowniejsze „rozwiązania” problemu (np. wątpliwe pozwy sądowe i wyrzucanie piratów z internetu), które z perspektywy czasu nie przyczyniają się do faktycznego zahamowania naruszania praw autorskich.

Jednak w nowym studium badacze Indiana University, tacy jak Antino Kim, twierdzą, że internetowe piractwo miewa pozytywny wpływ na rynek, a przesadna surowość w ściganiu i karaniu piratów może przynieść skutki odwrotne od zamierzonych.

„Gdy dobra informacyjne są sprzedawane konsumentom poprzez detalicznego pośrednika, umiarkowany poziom piractwa wydaje się mieć zaskakująco pozytywny wpływ na zyski wytwórcy i sprzedawcy, jednocześnie podnosząc dobrobyt konsumenta” — stwierdza Kim i jego współpracownicy.

Studium Kima pt. The „Invisible Hand” of Piracy: An Economic Analysis of the Information-Goods Supply Chain („Niewidzialna ręka” piractwa: Ekonomiczna analiza łańcucha dostaw dóbr informacyjnych) jako przykład podaje popularny serial HBO Gra o Tron, który regularnie bije rekordy nielegalnego pobierania dzięki masowemu udostępnianiu na BitTorrent.

Jak odkryli badacze, piractwo często działa jako forma niewidzialnej konkurencji, powstrzymującej zarówno wytwórcę (HBO), jak i dostawcę (np. Comcast) przed podnoszeniem cen do poziomów, do jakich w innym razie pewnie zostałyby podwyższone. (tzw. podwójna marża). W skrócie: jeśli za bardzo podbijesz ceny, użytkownicy po prostu przerzucą się na piractwo, przynosząc jeszcze większe straty.

Argument, że piractwo działa jako konkurencyjne zabezpieczenie rynku to nic nowego. Niezliczone firmy (jak Good Old Games) przekonały się, że najlepszą metodą na piratów jest oferować tańsze, lepsze produkty pozbawione DRM (digital rights management, zarządzanie prawami do zasobów cyfrowych), czyniąc piractwo mniej atrakcyjnym. To jednak lekcja, której wielu dyrektorów branży rozrywki najwyraźniej nie chce przyjąć do wiadomości.


Disney pozywa „akademie jedi” prowadzone przez fanów „Gwiezdnych Wojen”


Badacze wyraźnie zaznaczają, że ich odkrycia mają swoje ograniczenia oraz że nie zachęcają otwarcie firm do pełnej akceptacji piractwa. Jednak podkreślają też, że jeśli zrozumiesz korzyści płynące z piractwa jako formy niewidzialnej konkurencji, odkryjesz, że przesadnie agresywne działania antypirackie mogą w rzeczywistości zaszkodzić rynkowi.

„Nasze wyniki nie sugerują, że kanał prawny powinien nagle zacząć aktywnie zachęcać do piractwa” — zaznaczają badacze. „Badanie implikuje jedynie, że w kontekście prawdziwego świata nasi wytwórcy i dostawcy powinni przyjąć do wiadomości, że pewien poziom piractwa bądź zagrożenia nim może w rzeczy samej nieść ze sobą korzyści; powinni też zatem wykazać pewien umiar w swoich działaniach antypirackich”.

Zarząd HBO publicznie przyznaje, że piractwo może też nieść korzyści w postaci dodatkowej reklamy i podsycania zainteresowania konsumentów. Do pewnego stopnia podobnie jest z masowym dzieleniem się hasłami do Netflixa i HBO GO: kierownictwo tych firm widzi w tym raczej narzędzie promocji, a nie nikczemny proceder, który należy wytępić w pień (co często postulują starej szkoły dyrektorzy telewizji kablowych i dostawców internetu).

Nie znaczy to, że HBO nie ma na koncie różnych szemranych antypirackich przedsięwzięć — np. przez całe lata udostępniali „zatrute” pliki BitTorrent, by utrudnić wymianę materiałów. Jednak od kilku lat firma ogólnie rzecz biorąc, przyjęła przekonanie, że naruszenie praw autorskich to raczej obosieczny miecz, a nie koniec świata.

Z drugiej strony, jak zauważa Kim, HBO może być nieco bardziej zainteresowane dokręcaniem śruby piratom w świetle zakupu ich głównego kanału przez amerykańskiego giganta telekomunikacyjnego AT&T. Po fuzji będą zarówno wytwórcą, jak i dystrybutorem (poprzez AT&T i DirecTV należące do AT&T), co zniweluje niektóre z proponowanych przez studium korzyści.

„Niemniej jednak istnieją inne pozytywne skutki piractwa, takie jak efekt sieci pozytywnej (tzn. im więcej osób korzysta z produktu, tym bardziej zyskuje on na wartości) oraz rozprzestrzenianie informacji (piracący użytkownicy dowiadują się o produkcie i później kupują legalną wersję)” — dodaje Kim. „To starsze wnioski z innych badań. Nasze wyniki to dodatek do nich”.

By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”. Jesteśmy też na Twitterze i Instagramie.

Artykuł pierwotnie ukazał się na Motherboard


Więcej na VICE: