opinie

Pytamy młodych Żydów, co myślą o nowej ustawie IPN i czy boją się antysemityzmu w Polsce

„Ta ustawa ma rzekomo służyć wizerunkowi Polski w świecie. Już widać, że będzie zupełnie inaczej”

Relacje pomiędzy Polską a Izraelem są wyjątkowo napięte. Wszystko przez nowelizacje ustawy IPN, którą w piątek przyjął Sejm. Ma ona przewidywać karę do trzech lat więzienia lub grzywny za „przypisywanie narodowi polskiemu odpowiedzialności, lub współodpowiedzialności za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie […] lub w inny sposób rażące pomniejszanie odpowiedzialności rzeczywistych sprawców tych zbrodni". Władze Izraela potępiły nowe polskie prawo. Żydzi polscy napisali list otwarty parlamentarzystów RP z prośbą o zmianę treści ustawy o IPN.

Reklama

Wszystko wskazuję też, że Polska przegrała pierwszą bitwę o swoje dobre imię w social mediach: „27.01.2018 zasięg w sieci tematu #PolishDeathCamps wyniósł w zależności od narzędzia 23-28 milionów osób. Temat zaistniał na całym świecie i był publikowany przez wszystkie światowe agencje prasowe i małe media”, podaje serwis Polityka w sieci.

W środę o godz. 17 miała się odbyć pikieta pod izraelską ambasadą „w obronie prawdy pod ambasadą Izraela #StopAntypolonizmowi”, zorganizowana przez środowiska nacjonalistyczne – jednak w ostatniej chwili wydarzenie zostało odwołane. Postanowiłem zapytać młodych Żydów, co myślą o nowej ustawie IPN i czy boją się antysemityzmu w Polsce.

Dawid*

Ustawa IPN jest potencjalnie niebezpieczna jak każda ustawa napisana niejednoznacznie. Wizja IV RP gdzie posłanka Pawłowicz w nienawistnych postach nasyła prokuraturę na „lewackich” historyków i dziennikarzy, jest nośna politycznie dla celów opozycji, ale ja tego nie kupuję. Na ten moment jest to równie wiarygodne, co proroctwa Zbigniewa Hołdysa. Inna sprawa to umiejętność załatwiania spraw międzynarodowych z gracją. Tego PiS nigdy nie umiał, jako partia myśląca wyłącznie w kategoriach walki wewnątrz kraju. Timing tej ustawy IPN, nachodzący na dzień pamięci o ofiarach Holokaustu, jest fatalny.

Brakowało też konsultacji z kimkolwiek po stronie reprezentującej ofiary Holokaustu (czy to za pośrednictwem rządu Izraela, czy bezpośrednio któregoś ze stowarzyszeń/organizacji). Wydźwięk tak przeprowadzonej ustawy jest bardzo negatywny dla każdego, kto identyfikuje się z ofiarami tamtych wydarzeń. Więc jako polski Żyd, jestem nieco rozdarty między tym, że mamy tu próbę obrony Polski przed przekłamaniem o „polskich obozach” a tym, że mamy też zagrożenie dla prawdy o haniebnych wydarzeniach, w których Polacy też brali udział.

Reklama

Codzienne życie młodych kobiet-żołnierzy z Izraela

Czy boję się reakcji polskiego społeczeństwa, fali antysemityzmu? W życiu. Badania społeczne pokazują, że mamy w Polsce niemal wyłącznie antysemityzm miękki. Znany, swojski i obciachowy. To nie jest też pierwszy raz, kiedy w mediach publicznych grany jest temat przywołujący co poniektórym widmo złowrogich Żydów, którzy chcą czegoś od Polski. Był już Gross, była Agnes Trawny i nigdy społeczeństwo en masse nie wskoczyło na jakąś falę antysemityzmu.

*Prawdziwe dane znane redakcji

Andrzej

Fot. Witold Krassowski. Zdjęcie udostępnione za zgodą właściciela

Sprawa nowej ustawy o IPN jest dla mnie bolesna nie tylko z powodu jej zapisów, ale przede wszystkim przez atmosferę, jaka wokół niej powstała – jakie postawy prezentują poszczególni politycy, dziennikarze i autorzy postów w mediach społecznościowych. Jest mi trudniej, bo jednocześnie czuję się Polakiem i Żydem.

Ubolewam nad tym, że osią sporu stał się nieszczęsny termin „polskie obozy śmierci”. Przecierałem oczy ze zdumienia, czytając wpisy izraelskich polityków i dziennikarzy, którzy uważają takie zjawisko za fakt historyczny. Dla porządku dodam, że „kocioł” zaczął się od protestu Jaira Lapida, który powiedział, że jego babcia została zamordowana przez Polaków i Niemców i że żadne prawo nie zmieni tego, że istniały polskie obozy śmierci. Pytam jednak, jaki związek z tragedią rodzinną Pana Lapida mają rzekome „polskie obozy śmierci”?

Z moich rozmów z Izraelczykami i amerykańskimi Żydami wynika, że faktycznie pokutuje wśród nich stereotyp o instytucjonalnym zaangażowaniu Polaków w zabijanie Żydów i niezrozumienie tego, że Polska była krajem podbitym poddanym okrutnym represjom. Co ciekawe wielu ludzi, którym zależy na kreowaniu wizerunku dobrych Polaków, śpieszącym na pomoc Żydom, w miarę narastania temperatury sporu nawołuje posiadających odmienne zdanie do emigracji do Izraela. Wyzywają Żydów od parchów i przestają się ukrywać z antysemityzmem. I myślę sobie, że jeżeli w kogoś może to uderzyć to nie w Izrael, który jest daleko – tylko w nas, polskich Żydów. Mówię o ludziach, którzy nie będą czuli obciachu wypowiadać antysemickie brednie i nas opluwać.

Reklama

Ta ustawa ma rzekomo służyć wizerunkowi Polski w świecie. Już widać, że będzie zupełnie inaczej. Polska jako kraj nie zyska sympatii, strasząc historyczną policją. Jednak w miarę jak będą narastać sprzeciwy z zagranicy, w obliczu ataku z zewnątrz rząd będzie konsolidować wokół siebie obywateli. Albo popełniono katastrofalny błąd PR-owy, albo wywołano tę histerię celowo (ustawę przegłosowano na chwilę przed 27 stycznia). Ten rząd już wielokrotnie pokazał, że ma w dupie zagranicę i interesuje go wyłącznie polityka wewnętrzna. Do niedawna miałem poczucie, że mieszkam w kraju, gdzie jednak podejmuje się trud mierzenia się z własną trudną historią. Może się myliłem, może tym problemem zajmowały się tylko wąskie elity? W Polsce do niedawna widocznie reprezentowana była postawa refleksji nad tragicznymi wydarzeniami w polsko-żydowskich relacjach. Z niezadowoleniem przyjmowano ton wypowiedzi Jana T. Grossa, ale nie podważano faktów, ani nie starano się ich ukryć. Rząd chce jednak, żeby nie było publicznej swobody wypowiedzi w tych sprawach. Przy czym dominować ma mit żołnierzy niezłomnych, ofiarnych powstańców itd.

Ludzie w Polsce mają ogromny deficyt poczucia dumy – z siebie, z własnego życia, ze wspólnoty. Teraz mam poczucie jakbyśmy „strząsnęli” z siebie wszystkie przemyślenia i wnioski i przenieśli się ze swoim stanem świadomości do lat dziewięćdziesiątych. Pokolenie ludzi, którzy w latach transformacji ciężko harowali bez oczekiwanych rezultatów oraz ich dzieci nie chce słyszeć, że ma wyrażać skruchę za polskie zbrodnie jeszcze z czasów wojny. Oni chcą historii, która będzie źródłem otuchy, chcą czuć się synami wojowników i niezłomnych żołnierzy walczących w słusznej sprawie. Rząd świetnie gospodaruje emocjami tych ludzi i cynicznie to rozgrywa. W swoich kalkulacjach nie bierze pod uwagę uczuć garstki kilku tysięcy polskich Żydów – swoich obywateli. Nie jest to jednak grupa jakkolwiek demograficznie znacząca w wyborach. Jeśli ktoś teraz dopuści się agresji w stosunku do Żydów, rząd na pewno wyrazi swoje potępienie i surowo ukaże sprawców…

Reklama

Marta

Zdjęcie udostępnione za zgodą właścicielki

Odkąd zaczęła się afera wokół nowej ustawy o IPN, jest mi najzwyczajniej w świecie źle. Nawet na dalekim zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych gdzie tymczasowo pracuje, jest głośno na ten temat. Czytam komentarze z gazet i forów internetowych z Polski, Izraela i Ameryki i robi mi się niedobrze od ilości antysemickich treści z jednej strony konfliktu i antypolskich z drugiej. Zewsząd ataki, żale, pomówienia i komentarze pełne jadu, ignorancji i zarozumiałości. Wszyscy z dnia na dzień stali się ekspertami od II wojny światowej i skomplikowanej historii polsko-żydowskich relacji. I wszystko to dzieje się wokół rocznicy wyzwolenia obozu w Auschwitz i Międzynarodowego Dnia Pamięci o Holokauście. Zamiast zastanawiać się nad dramatem II wojny światowej i nad tym, jak mordercza może być nienawiść, zamiast upamiętniać ofiary prześladowań, nieodpowiedzialnie rozsiewa się i utrwala uprzedzenia. Nie sposób wyrazić, jak bardzo obserwowanie tego jest bolesne dla mnie – Polskiej Żydówki, która od wielu lat zajmuje się zgłębianiem własnej wiedzy i edukowaniem na temat historii polskich Żydów i Zagłady.

Walczę ze stereotypami i uproszczeniami po obu stronach: polskiej i żydowskiej. Nie istniały „polskie obozy zagłady”, nie istniało też państwo polskie, bo kraj był pod nazistowską okupacją. Takie są fakty i to na nich powinniśmy się koncentrować i z nimi się zapoznawać. Także z faktami na temat postaw Polaków wobec Żydów w czasie wojny, które nie były jednolite. Wiemy o tym chociażby dzięki pracy naukowej historyków zajmujących się tym tematem i ich publikacjom. Nie wierzę, że nowa ustawa pomoże bronić prawdy historycznej na temat Polski i obozów Zagłady. Afera wokół niej już pokazała, że dzieje się coś wręcz odwrotnego i że potrzebny jest dialog, dobra wola, ciekawość i chęć poznania perspektywy drugiej strony. Współpraca i rzetelna edukacja, a nie kary i zakazy. Nie potrzebujemy zastraszania, tylko zrozumienia, którego obu stronom konfliktu ewidentnie brakuje.

Reklama

Mateusz

Zdjęcie udostępnione za zgodą właściciela

Kiedy Sejm przyjął nowelizację ustawy o IPN – KŚZpNP moją pierwszą reakcją było zaskoczenie. Przede wszystkim wybrano najbardziej niestosowną z możliwych dat – 26 stycznia, czyli przeddzień rocznicy wyzwolenia Auschwitz, na kilka godzin przed obchodami Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holocaustu. Już to wywołało ostrą reakcję przede wszystkim w Izraelu i wśród amerykańskich środowisk żydowskich. Wkrótce potem nastąpił równie nieopanowany i miejscami grubiański odzew prawicowych polityków i dziennikarzy w Polsce. Niezdrową atmosferę wokół całej sprawy podgrzała w Izraelu niezrozumiała i agresywna wypowiedź Ja’ira Lapida, kiedyś popularnego dziennikarza, a obecnie szefa opozycyjnej centrowej partii Jesz Atid o tym, że były polskie obozy śmierci i żadne prawo nigdy tego nie zmieni.

Zawtórowała mu Lahav Harkov, dziennikarka Jerusalem Post powtarzająca bez końca w swoim prowokacyjnym tweecie sformułowanie Polish Death Camps (Polskie Obozy Śmierci). Spośród naszych rodzimych polimatów największe wrażenie wywarły na mnie wypowiedzi niezrównanych redaktorów Ziemkiewicza i Nisztora:

Duch Marca 68. zawsze żywy. A tak na poważnie, to uważam, że tego rodzaju wypowiedzi po obu stronach są wodą na młyn wyciszonego w ostatnich latach antysemityzmu, który niestety powoli odradza się w naszym kraju. O ileż łatwiej będzie teraz mówić o „złych intencjach żydowskiego lobby” i „agresywnej antypolskiej polityce oszczerstw…”.

Reklama

Izraelscy i polscy politycy i komentatorzy, wykazując się brakiem jakiegokolwiek wyczucia, odpowiedzialności i profesjonalizmu wywołali dyplomatyczną i prasową burzę i jedynie pogorszyli całą sytuację. W wypadku ustawy poruszającej tak wrażliwy temat powinny zostać wydane wyważone oświadczenia oraz wdrożona skuteczna dyplomacja, których zabrakło po obu stronach.

Myślę, że głównym problemem w całej sprawie jest brak zrozumienia. Władze Izraela, Żydzi na całym świecie i naukowcy, być może słusznie, obawiają się cenzury historycznych świadectw i niezdrowej, niesprzyjającej dalszym studiom atmosfery wokół Zagłady. Polacy nie rozumieją tego, czują się skrzywdzeni i na ślepo starają się przepchnąć swoją wizję rzeczywistości. Sam projekt ma już półtora roku i w momencie powstania spotkał się z krytycznymi opiniami.

Z jednej strony sądzę, że polskie władze podejmują słuszną decyzję, walcząc z określeniami typu „polskie obozy koncentracyjne” czy „polskie obozy zagłady". Rządzący mają prawo bronić swoich obywateli przed oszczerstwami, wynikającymi z braku elementarnej wiedzy czy złych intencji. Oczywiście lepiej by było, gdyby wykorzystywali w tym celu edukację albo pracowali nad dobrym PR-em i promocją naszego kraju, ale jak widać, zabrakło na to czasu, bądź wyobraźni.

Z drugiej strony, politycy, a wśród nich prezydent Andrzej Duda, mówiąc, że Polacy w żaden sposób systemowo nie uczestniczyli w Holokauście, dokonują swego rodzaju przekłamania. W czasie II Wojny Światowej nie istniało państwo polskie z wyjątkiem nieposiadającego faktycznej władzy administracyjnej na okupowanych terytoriach Rządu Rzeczypospolitej na uchodźstwie i jego tajnej Delegatury na Kraj, zatem rzeczywiście żaden system nie mógł, jak działo się to w przypadku rządu Vichy, Węgier czy Słowacji pomagać Niemcom w Ostatecznym Rozwiązaniu Kwestii Żydowskiej. Musimy jednak pamiętać, że zarówno pojedyncze, jak i masowe, zorganizowane mordy dokonywane przez Polaków na ludności żydowskiej miały miejsce. Kwestię tę dogłębnie zbadali w ostatnich latach tacy naukowcy jak profesorowie Jan Tomasz Gross, Tomasz Szarota, Jan Grabowski, Barbara Engelking, Andrzej Żbikowski czy doktor Mirosław Tryczyk, autor nieco wtórnej i nieudanej warsztatowo monografii Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów.

Reklama

Nie boimy się trudnych tematów. Polub nasz fanpage VICE Polska na Facebooku


Ponad 200 tysięcy polskich Żydów zostało zamordowanych bezpośrednio przez Polaków lub przez Niemców w wyniku polskich donosów czy działalności policji granatowej. Owszem, wielu bohaterskich obywateli naszego kraju pomagało Żydom. Tak, to prawda, że to w Polsce powstała Żegota, że ponad 6700 Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata to Polacy, a część historyków szacuje, że liczba osób, które pomagały Żydom wynosić może nawet od kilkuset tysięcy do ponad miliona. Jestem jednak przekonany, że polska nauka nie może wybielać historii i odwracać wzroku od tych Polaków, którzy w bestialski sposób zdradzali i mordowali swoich żydowskich sąsiadów, których motywowała chciwość, nienawiść i zwykła ludzka podłość. Nie ma miejsca i zgody na zastraszanie środowiska akademickiego i wywieranie na nie politycznej lub społecznej presji.

W ustawie o IPN chodzi niestety nie o „polskie obozy”, ale przede wszystkim o pewne manipulowanie faktami historycznymi i kreowanie jednorodnego martyrologicznego przekazu. W tym sensie jest ona groźna przede wszystkim dla stosunków polsko-żydowskich. Mam nadzieję, że Senat i Kancelaria Prezydenta dokonają zmian najbardziej kontrowersyjnych przepisów i że za miesiąc, 27 lutego Polska i Izrael będą mogły w pokojowej i przyjaznej atmosferze świętować dwudziestą ósmą rocznicę ponownego nawiązania stosunków dyplomatycznych.

Dokładne dane rozmówców są znane redakcji. Śledź autora tekstu na jego profilu na Facebooku