​Nigdy nie dostanę emerytury, więc postanowiłem żyć jak emeryt przez jeden dzień
pieniądze

​Nigdy nie dostanę emerytury, więc postanowiłem żyć jak emeryt przez jeden dzień

Nigdy w życiu nie miałem umowy o pracę, a mój majątek wynosi okrągłe zero. Postanowiłem więc oszukać system i przeżyć jeden dzień jak stereotypowy emeryt, aby mieć co wspominać na starość
12.8.16

Wszyscy znamy te historie: emerytura wynosząca 37 groszy, Zbigniew Wodecki, który narzekał, że za kwotę wyliczoną mu przez ZUS by nie przeżył i tak dalej. Mnie nie czeka nawet to. Mam 27 lat i nigdy w życiu nie pracowałem w oparciu o umowę o pracę, a mój majątek – poza płytami z muzyką, której nikt nie słucha, kilkoma naprawdę fajnymi książkami i debetem na koncie – wynosi okrągłe zero, tyle też pewnie wyniesie moja emerytura. Postanowiłem więc oszukać system i przeżyć jeden dzień z mojego życia jak stereotypowy emeryt, aby mieć co wspominać na starość, kiedy zostanie mi tylko praca ochroniarza w supermarkecie.

6:00

Wszyscy emeryci, których znam, wstają ultrawcześnie rano. Wizyty u babci kojarzą mi się z tym, że kiedy ja leżałem w barłogu, ona zdążyła już pójść do kościoła, poplotkować z koleżankami i zaplanować obiad. Dlatego podniosłem się z łóżka o godzinie, którą uważam za nieludzką (możliwość późnego wstawania były jednym z kilku powodów, które pchnęły mnie ku dziennikarstwu) i zacząłem planować dzień: wizyta na bazarku w celu kupienia warzywek, potem długo odwlekane zapisanie się do lekarza, Pytanie na śniadanie

Jebać to. Emerytura jest po to, żeby się relaksować – to nie tylko moje zdanie, podziela je 33% ankietowanych w wieku 25-45 lat według badania TNS. Wróciłem do łóżka, żeby porządnie się wyspać.


Dla młodych, starych i całej reszty. Polub fanpage VICE Polska, żeby być z nami na bieżąco


11:00

To jest życie. Leżałem do 11 z błogą świadomością, że absolutnie nic nie muszę zrobić. Ze współlokatorami, z którymi zwykle zamieniam zdawkowe 4 zdania w pośpiechu, odbyłem dłuższą i wartościową rozmowę (we wspomnianym badaniu „spędzanie czasu z rodziną, wnukami i przyjaciółmi" odpowiada wyobrażeniu o emeryturze 48% młodych Polaków), co pewnie uznali za trochę dziwne. Posprzątałem też trochę w pokoju – bo u emerytów zawsze jest czysto – słuchając sobie muzyki z czasów młodości: Run the Jewels i Jaya Reatarda.

Ale emerytura to nie sama sielanka. Musiałem określić swój budżet, mając w pamięci słowa Wodeckiego o umieraniu. Okazało się, że patriarchat jest po mojej stronie: w 2016 r. średnia emerytura kobiet wynosiła 1698 zł, ale mężczyzn już 2481 zł miesięcznie. Po odjęciu 900 zł, które zazwyczaj wydaję na czynsz za pokój i opłaty oraz podzieleniu tego przez 30, okazało się mój dzienny budżet wynosi 52 złote 70 grosze. Całkiem niewąsko, biorąc pod uwagę, że nie zamierzałem kupować ubrań, nowej pralki, leków ani niczego podobnego. Emerytura w wieku 27 brzmi jak palenie hajsu.

12:00

Pierwszym przystankiem palenia hajsu okazał się przystanek tramwajowy – nie zamierzałem przecież chodzić ani jeździć na rowerze, tylko jak tru emeryt poruszać się komunikacją miejską. Kupiłem bilet dobowy w cenie 15 zł (łot?), co sprawiło, że mój budżet spadł nagle o jakieś 25%. Plus był taki, że przez następne 24 godzin mógłbym nie wychodzić z tramwaju, gdybym miał taki plan. Jednak na jednym z placów Warszawy odbywała się patriotyczna uroczystość, na której występował Prezydent RP Andrzej Duda. Nigdy nie widziałem Andrzeja Dudy poza telewizją i memami, więc postanowiłem, że właśnie takie rzeczy robiłbym na starość. Bóg, honor, ojczyzna, nie jakieś heheszki. W tramwaju oczywiście usiadłem na miejscu dla uprzywilejowanych i zamierzałem się wykłócać w razie problemów.

13:15

Na miejscu – a było to Święto Policji – moją uwagę zwrócił pan sprzedający książki z teoriami spiskowymi dla osób, które nie posiadają internetu: rzeczy o Żydach kontrolujących Okrągły Stół i takie tam. Kupiłem „Mity Holocaustu" za 10 zł, wydane w latach 90. przez naszego ulubionego barda patriotycznego disco polo, Leszka Bubla (budżet spadł do 27,70 zł ale przynajmniej wyrobiłem połowę miesięcznych wydatków na książki przeciętnego Polaka). Emeryci wokół mnie zdawali się nie zwracać uwagi na stoisko.

14:00

Postanowiłem udać się do pobliskiego parku, aby trochę się wyciszyć i pokarmić kaczki. Wcześniej zaopatrzyłem się w kajzerkę – choć ponoć nie można karmić kaczek bułką, to jednak wielu pokoleniom starszych ludzi nie udało się nadal przetrzebić kaczego rodu. Postawiłem na tradycję. Kątem oka zobaczyłem prawdziwych prosów dokarmiania ptactwa, którzy przychodzą do parku z całą siatą suchego chleba, ale nie dałem się zbić z tropu. Każdy przecież kiedyś zaczynał.

15:00

Łał, bycie emerytem okazało się bardziej męczące, niż planowałem. Z tym problemem postanowiłem poradzić sobie tak, jak radzę sobie z wieloma innymi problemami i poszedłem na piwo.

15:30

Mmm, obskurne bary. Coraz mniej ich na miejskiej mapie. Znikają zastępowane są przez sieciowe kawiarnie i miejscówki z modnym liternictwem w szyldzie, gdzie koktajl z paru zielonych warzyw kosztuje piętnastaka. Nie miałem jednak ani ochoty na zielony koktajl ani wolnego piętnastaka, więc ze spotkanym po drodze kumplem Stanisławem udaliśmy we trójkę do Baru Kawowego, enklawy emeryckości w centrum Warszawy. W Barze Kawowym kufel Królewskiego kosztuje 6 zł, a zatem nie widuje się tam raczej osób, które piją kawę.

17:45

Trochę się zasiedzieliśmy, ale zajebista rzecz w byciu emerytem jest taka, że nie musisz się (już) nigdzie śpieszyć – choć podejrzewam, że ta zajebista rzecz może się w pewnym momencie zamienić w przekleństwo. Jednak od śniadania minęło już trochę czasu, a mój budżet stopniał o kolejne 18 zł do smutnego poziomu 9,70. To oznaczało, że obiad trzeba będzie zjeść w barze mlecznym – ta myśl nikogo nie zasmuciła, ponieważ barów mlecznych nie lubią tylko osoby, które boją się bakterii niczym plebejska wersja Donalda Trumpa.

18:15

Okazało się, że pobliski bar Rusałka zamyka swe podwoje o godzinie 17:45. Jednak trzeba było nie spać do 11.

18:45

Od mojego kumpla, który pracuje punkcie z sushi rolkami, dostałem trochę żarcia (czy za 40 lat emeryci będą jedli sushi rolki, ramen i burgery?) – za darmo, więc w budżecie zostało mi jeszcze trochę monet na upieczenie najbardziej emeryckiej potrawy na świecie: ciasta. Nie przepadam za tymi z cukierni, ale wizyta u starszych osób zawsze wiąże się z pysznym ciastem na deser. Postanowiłem wykorzystać najbardziej tru emerycką stronę z przepisami, czyli Przyślij Przepis, a że miałem jeszcze trochę niepijalnego rumu z Aldiego, więc zdecydowałem się na rumową babę po włosku. Miała hasztag #szkoła_babci, więc wiedziałem, że jestem na dobrej drodze.

22:45

Jeżeli nie macie w domu tych wszystkich wspaniałych przyrządów, które posiadają starsi ludzie, a jedynie nóż, wyciskarkę do czosnku i blender (jak ja), to nawet nie próbujcie się brać za ciasto. Polegniecie albo w kuchni spędzicie 4 godziny, które planowaliście wykorzystać zupełnie inaczej, na przykład oglądając telewizję lub majsterkując.

Wnioski

Nie udało mi się zrobić nawet połowy z rzeczy, które sobie zaplanowałem. Ale z drugiej strony wszystko co zrobić się udało, mogłem celebrować na absolutnym czilu – wiedząc, że następnego dnia również nie muszę nic robić, a i tak będę miał swoje 52,70 zł do wydania. To nie jest duży hajs: starczyło na bilet na zbiorkom, antysemicką książkę, trzy browarki i (niezrealizowany) posiłek w barze mlecznym. Jednak dzięki emeryturom żyjemy w jednych z najbardziej komfortowych psychicznie czasach w historii ludzkości. System wymaga oczywiście zmian i większego wykorzystania potencjału staruszków – ponieważ został stworzony w czasach, kiedy 65-latkowie mieli w perspektywie raczej kilka lat niedołężnej egzystencji, niż dwie dekady czilu w Ciechocinku. Mówiąc już zupełnie serio, dzisiejsi 65-latkowie są często nie mniej energiczni, niż nie jeden 25-latek. Mam nadzieję, że będę jednym z nich, kiedy przejdę na emeryturę.

A nie, zapomniałem, przecież nigdy nie dostanę emerytury.

Śledź autora na Twitterze