Varials

​Głosy w mojej głowie każą mi się kąpać w gównie

W zeszłym tygodniu zjawiła się na ostrym dyżurze 30-latka, cała w swoim gównie. Była niezaprzeczalnie chora psychicznie. Aby ją umyć, musieliśmy podać jej środek uspokajający, gdyż każda próba kończyła się atakiem szału
12 Luty 2016, 1:23am

Rev Stan

Hej, wy gwałtownie rozkładające się protoplazmatyczne worki wapna i gówna, jestem dr Mona Moore. Oczywiście to nie moje prawdziwie imię, ale naprawdę jestem doktorem. Nie ma co się jednak nade mną użalać, bo oznacza to, że zawsze znajdę pracę, mam mieszkanie dziesięć razy większe niż wasze nędzne klitki, a także licencję na nieomylność, bo jako lekarz mam rację i basta. Miłej lektury!

Wczoraj w metrze przeżyłam chwilę nienawiści do samej siebie, gdy przypomniałam sobie pewną sytuację, do której doszło kiedyś po pijaku. Próbując odegnać wspomnienia, wydałam z siebie jęk i parę razy uderzyłam się w głowę książką, mówiąc „idiotka, idiotka, idiotka". Każdy w przedziale odwrócił się i utkwił we mnie wzrok. Zdałam sobie sprawę, że tak musi wyglądać bycie czubkiem. Głosy w twojej głowie stają się tak przytłaczające, że musisz im odpowiedzieć.

Myślałam o obłąkaniu po tym, jak w zeszłym tygodniu zjawiła się na ostrym dyżurze 30-latka, cała w swoim gównie. Była niezaprzeczalnie chora psychicznie. Aby ją umyć, musieliśmy podać jej środek uspokajający, gdyż każda próba kończyła się atakiem szału. Była bardzo przywiązana do swojej kupy. Podczas oględzin trochę jeszcze śmierdziała i wciąż była niepocieszona faktem, że nie jest pokryta własnymi fekaliami.

Głosy w jej głowie mówiły, że jej mąż nie umarł, lecz jest w środku jej ciała. W desperacji nie srała jakiś czas, w wyniku czego doszło do toksycznego zaparcia. W końcu jej jelita wybuchły

Dowiedzieliśmy się w końcu, co się wydarzyło. Po śmierci jej męża, sześć tygodni wcześniej, pojawił się u niej epizod psychotyczny. Głosy w jej głowie mówiły, że małżonek nie umarł, lecz jest w środku jej ciała. W desperacji nie srała jakiś czas, w wyniku czego doszło do toksycznego zaparcia. W końcu jej jelita wybuchły w proteście, więc zgarnęła kał i zaczęła wsmarowywać go w siebie, próbując zachować każdy kawałek, jaki pozostał z jej męża. Było to niezmiernie tragiczne i cząstka mnie myślała, że fajnie byłoby wręczyć jej zeskrobane gówno w słoiku.

Jedna na sto osób przeżyje kiedyś epizod schizofreniczny. Nauszniki noszone mimo lata albo niepodpięte słuchawki – to jedne z wielu metod dawania sobie z tym rady. Omamy słuchowe są bardzo natarczywe – to jak z małymi dziećmi, uciszanie ich i groźby nic nie dają. To taki wewnętrzny monolog z rodzaju tych pretensjonalnych, który utwierdza cię w przekonaniu, że jesteś zjebem. Po jakimś czasie staje się samowystarczalny i – jak upierdliwa gaduła na koksie – nigdy nie przestaje mówić. Tylko że ty odbierasz to jako stały głos z zewnątrz.

Byłam kiedyś na zajęciach z ludźmi słyszącymi głosy. Mieli opowiadać o nich i starać się z nimi negocjować. Ładna, dwudziestokilkuletnia dziewczyna myślała, że jej osiedlowy sklep zmusza ją do kupowania bezużytecznych rzeczy oraz że nie może przebywać w odległości mniejszej niż 100 metrów od wejścia. Głosy pewnego Nigeryjczyka przyjmowały postać niemal dwumetrowego blond transseksualisty i wściekłego karła, którzy nieustannie kłócili się w jego głowie. Jakaś starsza pani myślała, że jej mąż pracuje dla służb specjalnych, które ją porwały i umieściły w jej mózgu chipa zmuszającego ją do mówienia tego, co chcieli. Wszyscy jednogłośnie zdecydowali, że najlepszą metodą jest telefon – przykładali go sobie do ucha, gdy mieli potrzebę porozmawiania ze swoim głosem, dzięki czemu ludzie nie brali ich za czubków. Większość z nich poradziła sobie z wewnętrznym monologiem – zgodnie z celem zajęć. Ładna dwudziestokilkulatka wspomniała nawet, że ma nowy głos, który brzmi jak ona sama sprzed kilku lat, jednak o wiele bardziej błyskotliwy, i że bardzo lubi te rozmowy.

Zabawne jest to, że wszyscy psychiatrzy mają w sobie coś z chorych psychicznie. Uwielbiają prowokować pacjentów i sprawiać, że ich wewnętrzne głosy się uruchamiają, aby pokazać im, że nie są realne. Obserwowałam kiedyś konsultację psychiatryczną 45-letniej kobiety, która chorowała od czterech lat.

Doktor spytał się jej: „Gdzie jest teraz pani głos?".

Z całkowitym przekonaniem pacjentka, wskazując na bardzo puste krzesło, odparła „Siedzi na tym krześle".

Psychiatra wstał, podszedł do krzesła i usiadł na nim. Zadowolony z siebie, zwrócił się do niej „No, a gdzie teraz jest pani głos?".

Kobieta spojrzała na niego, odpowiadając: „Stoi w kącie i mówi mi, że jest pan jebaną pizdą". Dało mi to do myślenia. Przydałby mi się taki głos, na który mogłabym zwalać wyzywanie ludzi od jebanych pizd.