Reklama
Varials

Litwa czeka na Rosję, a w międzyczasie bawi się w wojnę

Dawna rzeźnia – wciąż czuć zapach. Szary budynek, pękające tynki – faceci w czarnych kombinezonach zdejmują maski na czas papierosa. Na piętrze wybite okna zasłonięto starą pościelą

tekst Katie Engelhart, tłumaczenie Kasia Dolato
08 Czerwiec 2015, 1:49am

Artykuł pierwotnie pojawił się w VICE NEWS

Dawna rzeźnia – wciąż czuć zapach. Szary budynek, pękające tynki – faceci w czarnych kombinezonach zdejmują maski na czas papierosa. Na piętrze wybite okna zasłonięto starą pościelą.

Helikopter przelatuje nam nad głowami. Fioletowo-czerwono-żółta flaga wetknięta przez buntownicze siły w gnijący stos drewna kręci się wokół własnej osi. Przypomina nieco tricolor hiszpańskich republikanów.

W drodze na miejsce dowiaduję się, że na potrzeby dzisiejszego dnia powinienem wyobrazić sobie ten rozpadający budynek jako działającą stację radiową. Umawiamy się, że stacja radiowa została przejęta przez separatystów oraz wsparta i uzbrojona przez fikcyjnego wroga Litwy – kraj o nazwie Udija. Przywódca buntowników jest w środku, to stamtąd dowodzi powstańczymi atakami w centralnej oraz wschodniej Litwie.

Za parę godzin, w okolicach lunchu, gdy buntowniczy duch osłabnie, a co poniektórzy z powstańców zaczną sprawdzać swoje komórki, pojawią się uzbrojone pojazdy pełne żołnierzy w kamuflażu. Ci z kolei przemkną w kierunku stacji radiowej i wrzucą granaty gazowe przez okna – zamaskowani mężczyźni wewnątrz budynku zaczną kasłać i nie będą w stanie ustać na nogach. Walka potrwa ponad godzinę. Dźwięk ślepaków z pewnością ucieszy grupkę chłopców, którzy zebrali się już wzdłuż drogi, by obserwować zwycięstwo litewskich żołnierzy nad udijskimi separatystami.

Zdjęcie: Henry Langston/VICE News

Na koniec parędziesięciu buntowników będzie udawało martwych, dookoła nich zostaną rozrzucone sztuczne kończyny, a oni sami będą obklejeni licznymi plastikowymi ranami pomazanymi czerwonym płynem imitującym krew.

Tak minął jeden z poranków operacji „Piorun". Ta czterodniowa symulacja została przeprowadzona niedawno na Litwie w związku z obawami rządu przed atakiem Rosji (jak to miało miejsce na Ukrainie). Podczas ćwiczeń dowodzący nie wymawiali głośno nazwy wrogiego kraju. Posługiwali się jedynie fikcyjną nazwą Udija lub wymiennie mówili o „wschodzie".

Ekipa Vice News spędziła cztery dni, obserwując pierwszy narodowy test 2,5-tysięcznych litewskich sił szybkiego reagowania. Po wydarzeniach, do których doszło na Ukrainie, Litwa chciała sprawdzić, jak poradziłaby sobie z różnymi typami konfliktów w regionie – od protestów zbrojnych, przez ataki na składy broni i lądowiska wojskowe, po nagłe pojawienie się „zielonych ludzików", które najpewniej kierowane są z daleka. „Jedno wiadomo, musimy być gotowi, mamy z Ukrainą wspólnych sąsiadów" – zauważył brygadier Vilmantas Tamošaitis w wywiadzie dla „The New York Timesa" tuż po ogłoszeniu planu stworzenia sił szybkiego reagowania. W marcu prezydent Litwy Dalia Grybauskaitė powiedziała BBC, że jej kraj już został zaatakowany. Według niej Rosja ma cechy terrorysty.

W całym kraju mobilizowane są siły, by prewencyjnie zdusić działania wojsk rosyjskich. W ramach 13-tysięcznej operacji „Steadfast Javelin"amerykańskie czołgi przetoczyły się przez estońskie pola zaledwie 104 km od granicy z Rosją. Z kolei na Morzu Północnym przeprowadzono operację „Dynamic Mongoose".

Jednak to Litwa, członek Unii oraz NATO, prezentuje niezwykle drapieżną postawę w stosunku do swojego wschodniego sąsiada. Siły szybkiego reagowania stworzone z dwóch grup o wielkości batalionu, z odpowiednimi założeniami logistycznymi, specjalnymi oddziałami operacyjnymi oraz wsparciem powietrznym to pierwsza formacja tego typu w okolicach wschodnich granic strefy NATO.

Wieczorem w dniu rozpoczęcia ćwiczeń odwiedziłem Centrum Szkolenia Wojskowego im. gen. Adolfasa Ramanauskasa w Niemenczynie, miejscowości nieopodal Wilna, otoczonej lasami oraz typowymi podmiejskimi domkami. Spotkałem się tam z majorem Asrnasem Mikailą, który zaprowadził mnie do centrum dowodzenia – był to wyłożony boazerią pokój, a całą jego podłogę zakrywała mapa Litwy. W migającej żółci świateł mężczyzna w wojskowym kombinezonie przesuwał po mapie kolorowe tekturowe piramidki reprezentujące różne jednostki militarne oraz cywilne.

Według Mikaili założenie operacji „Piorun" jest z wojskowego punktu widzenia dość nietypowe. Ćwiczenia nie zakładały wtargnięcia obcych sił na terytorium Litwy, do którego można by zastosować art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego mówiący, iż każdy atak na któregoś z członków NATO powinien być interpretowany przez pozostałe państwa członkowskie jako atak na nie same. Ćwiczenia te przeprowadzono według scenariusza przewidzianego na czas pokoju: podejrzane siły buntowników są tu pierwszymi antagonistami, którzy – gdyby nie wsparcie obcych wrogich sił – spokojnie mogliby zostać zneutralizowani przez policję.

Ćwiczenia właśnie się zaczynały, a major opowiadał dalej. Litewskie jednostki opuszczały koszary, policja blokowała miasta, granice zostały zamknięte...

Przygotowania do ćwiczeń zaczęły się już w grudniu, kiedy to przyjęto statut o użyciu sił zbrojnych w czasie pokoju. W marcowym wywiadzie udzielonym lokalnym dziennikarzom gen. Vytautas Žukas stwierdził, że podstawowa nauka, jaką wyciągnął z sytuacji na Ukrainie, to konieczność natychmiastowego stłamszenia agresji, zanim nawet zostanie wprowadzony stan wojenny.

Stojąc u szczytu mapy, Mikaila długim srebrnym wskaźnikiem wyznacza strategiczne lokalizacje. Pokazuje Udiję leżącą na miejscu Obwodu Kaliningradzkiego, w którym stacjonuje rosyjska flota oraz do którego w ciągu ostatniego roku napłynęło mnóstwo broni oraz Rosjan.

Pod koniec zeszłego roku Rosja przeprowadziła ćwiczenia militarne w Kaliningradzie z użyciem 9 tysięcy żołnierzy, 642 pojazdów wojskowych, 100 jednostek artylerii oraz 55 okrętów. Litewski minister spraw zagranicznych Linas Linkevičius stwierdził w kwietniu, że Moskwa zalewa region wszelkimi rodzajami broni, włącznie z lądowymi pociskami balistycznymi krótkiego zasięgu Iskander.

Czego więc chcą udijscy separatyści?

– Według wywiadu – mówi Mikaila – grupy kryminalne stworzyły ruch oporu w walce o niezależność wschodniej Litwy.

Pytam stojących na zewnątrz żołnierzy, a raczej separatystów, o przywódcę Udii. Czy ma jakieś imię? Oczywiście. To prezydent Anton LaPat. Czemu go popierają? Ludzie mówią, że zaprowadzi porządek i przywróci stare wartości.A czy LaPat lubi pozować bez koszulki [tak jak Putin – red.]? Mężczyźni zaczynają się podśmiewywać.

Zdjęcie: Henry Langston/VICE News

Nic dziwnego, że Litwa przygotowuje się na ewentualność rosyjskiego ataku – nie tylko ze względu na sytuację na Ukrainie. Rosyjscy przywódcy twierdzą, że społeczność rosyjska jest regularnie dyskryminowana przez rządy krajów bałtyckich. We wrześniu zeszłego roku minister spraw zagranicznych Rosji ostrzegał, że dalsza dyskryminacja może mieć „daleko idące nieciekawe konsekwencje".

Podczas spotkania za zamkniętymi drzwiami z amerykańskimi urzędnikami, które odbyło się w Niemczech, delegacja z Kremla miała stwierdzić, że okoliczności obecne na Ukrainie, które przyczyniły się do działań Rosji, mają również miejsce na Litwie, Łotwie oraz w Estonii.

Na początku maja przewodniczący obrony narodowej na Litwie ogłosił, iż rosyjscy szpiedzy usiłowali nawiązać kontakt ze swymi dawnymi towarzyszami – żyjącymi obecnie na Litwie agentami KGB. Mniej więcej w tym samym czasie litewskie władze aresztowały Rosjanina, który ponoć miał spenetrować organy ochrony porządku publicznego oraz wywiad.

Litwa ogłosiła plan zwiększenia wydatków na wojsko o 50 proc. (aż do 456 mln dolarów) oraz zakupu wyposażenia wojskowego od niemieckich sił zbrojnych, m.in. 12 czołgów. Rząd potwierdził również wsparcie militarne dla Ukrainy.

W lutym rząd ponownie zapowiedział powszechną mobilizację wojskową w całym kraju. Jednocześnie Ministerstwo Obrony opublikowało 98-stronicowy przewodnik Jak zachować się w ekstremalnych sytuacjach lub w czasie wojny, który objaśnia zasady postępowania w przypadku blokad, kampanii dezinformacyjnej, cyberataków lub nagłego pojawienia się nieoznakowanych żołnierzy, którzy twierdzą, że nie są związani z żadnym rządem. „Należy unikać paniki oraz zachować jasność myślenia – informuje nas podręcznik. – Strzały za oknem to jeszcze nie koniec świata".

Niektórzy litewscy urzędnicy uważają, że wszystko może zacząć się od telewizji. W kwietniu medialna rada nadzorcza Litwy usunęła rosyjskojęzyczną RTR Planetę z anteny rzekomo za szerzenie kremlowskiej propagandy. Stacja miała podsycać niezgodę, podżegać do wojny, rozpowszechniać stronnicze informacje. Ponoć wojsko litewskie również domagało się zdjęcia kanału telewizyjnego. To oraz ponowna mobilizacja powszechna tłumaczą, dlaczego litewskie siły zbrojne stają na głowie, by zjednać sobie Litwinów. Nie bez powodu operacja „Piorun" zakłada wiele atrakcji dla cywilów – w Koszedarach po zakończeniu ćwiczeń zorganizowano wojskowe miasteczko, gdzie mieszkańcy mogli zasmakować wojskowych specjałów (m.in. tłustej owsianki z mieloną wołowiną) oraz bliżej zapoznać się ze sprzętem wojskowym. Kobiety na niebotycznych obcasach pozowały do zdjęć obok wyrzutni rakietowych, a dzieci właziły do czyściutkich transporterów opancerzonych.

A jednak na pytanie, czy Rosja naprawdę by to zrobiła, większość żołnierzy zaprzeczyła. Co by mieli z inwazji na Litwę? Żyje tu tylko 6 proc. Rosjan, podczas gdy na Łotwie i w Estonii liczba ta jest o wiele pokaźniejsza (ponad 25 proc. populacji), dlatego nie do końca łapiemy się w tej pansłowiańskiej wizji Putina.

Analityk wojskowy Aleksandras Matonis powiedział, że z sytuacji na Ukrainie można wyciągnąć następujące wnioski: albo karmisz swoją armię, albo obce siły. Pilnuj swojego terytorium:

– Wierzysz w NATO lub nie wierzysz. Ja wierzę. Jednak w Afganistanie przekonaliśmy się, że nie wszyscy sojusznicy NATO spełnili swoje zadanie należycie... Ciężko polegać jedynie na sojusznikach.

Zdjęcie: Henry Langston/VICE News

Wystarczy cofnąć się w czasie – do lat spędzonych w cieniu Rosji. Litwa została włączona do Związku Radzieckiego w 1940 roku, po czym zaledwie rok później wkroczyli Niemcy, pokonali Sowietów i rozpoczęli rzeź blisko 200 tysięcy litewskich Żydów. W 1944 roku wojska niemieckie wycofały się, po czym Armia Czerwona ponownie zajęła terytorium. Zaczęły się deportacje setek tysięcy ludzi oraz wieloletnia walka z opresją, ukoronowana tysiącami zabitych oraz zesłanych na Sybir. Dopiero w 1990 roku Litwie, jako pierwszemu z krajów ZSRR, udało się wywalczyć niepodległość.

Historia podwójnej okupacji Litwy przez Sowietów jest teraz często przywoływana jako okrzyk bojowy.

Pośrodku lasu nieopodal Koszedar, podczas jednego z ćwiczeń w ramach operacji „Piorun", dowiedziałem się od majora Linasa Pakutki, że właśnie dzięki historii Litwini są mniej podatni na rosyjską propagandę:

– Chyba dlatego jesteśmy bardziej lojalni niż ukraińskie siły – stwierdził nad talerzem duszonych buraczków i krwistej wieprzowej kiełbasy.

Jednak pozostali żołnierze przy stole wyrazili swe obawy, że LaPat oraz sprzyjająca mu piąta kolumna mogą w nieco inny sposób postrzegać historię.

– Mówią, że zaprowadzą porządek i przywrócą stare wartości – podsumował jeden z oficerów. – Oni tęsknią za dawnymi czasami.