​Jak powstaje film porno do oglądania w wirtualnej rzeczywistości?

Todd Glider, szef firmy Badoink i studia kręcącego filmy porno do oglądania w wirtualnej rzeczywistości, zaprosił mnie, żebym wpadł na plan pornosa VR

|
06 Listopad 2015, 3:54am

Gdy Todd Glider, szef firmy Badoink i studia filmów porno do oglądania w wirtualnej rzeczywistości (VR), zaprosił mnie, żebym wpadł na plan pornosa VR, do głowy od razu przyszła mi pewna scena z filmu Big Lebowski. Konkretnie ta, w której Jeffrey Lebowski poznaje Jackiego Treehorna w jego posiadłości w Malibu. Jackie, potentat branży porno, próbuje mu opowiedzieć o przyszłości pornografii.

„Standardy w rozrywce dla dorosłych bardzo się obniżyły. Teraz konkurujemy z tymi amatorami i nie możemy inwestować w takie drobiazgi jak fabuła, wartość produkcji czy uczucia – mówi Jackie. – Nowa technologia pozwala nam robić bardzo ekscytujące rzeczy z erotycznym oprogramowaniem. To przyszłość, Koleś. W 100 proc. elektroniczna".

Tak jak Koleś pomyślałem sobie: „Cóż, ja wciąż walę konia ręcznie". Ale jednak poszedłem do wypasionego domu na wzgórzach Hollywood, aby zobaczyć plan filmu porno do oglądania w wirtualnej rzeczywistości.

Plan zdjęciowy mieścił się na ostatnim piętrze rezydencji. Miejsce akcji jest ograniczone do drzwi wejściowych i salonu. Oba miejsca są przestronne i nowoczesne. Są tu białe ściany i stylowe meble. Nic pretensjonalnego. To niezwykłe, jak typowe jest to mieszkanie – wygląda jak wszystkie inne rezydencje w Hollywood.

Glider szybko rzucił okiem na statywy z kamerami w jadalni, a potem przedstawił mnie reżyserowi, Nickowi Melillo, który stał przy biurku w małym biurze zorganizowanym w salonie. Szybko uścisnął mi dłoń i powiedział asystentowi, żeby „zdjął ze ściany to zdjęcie Billa Clintona". Potem zaczął chodzić po pokoju i robić zdjęcia. Reszta producentów i asystentów zachowywała się jak każda inna ekipa filmowa.

Glider, paląc swojego nieodłącznego e-papierosa, mówi że Melillo to „Burt Reynolds pornografii VR" – nawiązując do postaci z filmu Boogie Nights Jacka Hornera.

Ekipa ustawia światła w salonie. Zdjęcie: Nick Melillo/Badoink.

Glider i Melillo nie wyglądają na typowych oblechów z branży porno. Glider wygląda jak biznesmen i mówi niczym prawdziwy znawca sprzętu. Melillo ma siwe włosy, ciemne okulary, szorty i koszulę z krótkim rękawem. Przypomina typowego wuja. Ale jego głos pasuje do Hollywood, brzmi jak spokojniejsza wersja Jacka Lipnicka, szefa wytwórni Capitol Pictures w filmie Barton Fink.

Glider powiedział mi, że Melillo lata temu stworzył klimat, który stał się znakiem rozpoznawczym wytwórni Brazzers: „Duże cycki, duże tyłki, jasne, nasycone kolory i dobre oświetlenie". Czyli mam rozumieć, że Melillo wniesie te właśnie atrybuty do pornografii w rzeczywistości wirtualnej.

Plan zdjęciowy wygląda profesjonalnie – to salon, z którego rozpościera się widok na basen, duży marmurowy taras i Los Angeles. Są lampy Kino Flo, monitory i kable. Nad basenem ekipa i aktorzy udzielają krótkich wywiadów.

Jak na taką niezwykłą produkcję, scenariusz jest dość typowy. Aktorka Christie Stevens gra hollywoodzką młodą żonkę, do której drzwi dzwoni sprzedawca odkurzaczy (w tej roli Isiah Maxwell). Od wejścia przenoszą się do salonu, gdzie Stevens mówi Maxwellowi, że nie ma pieniędzy i mąż by ją zabił, gdyby zobaczył go w domu. Zastanawia się, czy może mogłaby mu zapłacić w naturze. Gdy Stevens się rozbiera i wyciąga fiuta Maxwella, mówi: „Musisz sprzedawać dużo odkurzaczy".

Nie mogę się powstrzymać, staram się stłumić śmiech. To, że taki tandetny dialog z pornosa padł jakieś trzy metry ode mnie, było już dość surrealistyczne. Ale sprawę pogorszyło to, że wyobraziłem sobie ludzi oglądających ten film w domu, w swoich goglach VR.

Sprzęt, na którym nagrywa firma Euclid Virtual Reality Systems: statyw z kamerami Sony a7RII w specjalnej osłonie, która powstała dzięki drukarce 3D. Zdjęcie: Nick Melillo/Badoink.

Euclid Virtual Reality Systems, firma założona przez Samuela Burtona i Roberta Sledda, zajmuje się statywami do kamer VR. Sądząc po tym odniesieniu do wielkiego matematyka (Euclid, czyli po polsku Euklides – red.), Burton i Sledd uważają się za prawdziwych geeków. I faktycznie nimi są. Ich firma zaczęła działalność jako laboratorium zajmujące się badaniami nad VR i rozwojem tej technologii, ale teraz zajmuje się wieloma rzeczami, m.in. kręceniem filmów porno, aby sprawdzić opracowane przez firmę metody.

Euclid oferuje m.in. statyw, dzięki któremu można nagrywać jednocześnie pod kątem 360 stopni, na którym jest zamontowanych 12 kamer GoPro Hero, w obudowie stworzonej dzięki drukarce 3D. Ale przy tej produkcji ekipa wybrała system nagrywający pod kątem 180 stopni, z dwoma kamerami Sony a7RII wyposażonymi w obiektywy Rokinon 8mm z efektem rybiego oka. Do tego dwa speed boostery Metabones, które jeszcze bardziej poszerzały kąt widzenia. Sprzęt był umieszczony w zaprojektowanej przez Euclid obudowie.

Patrzyłam w obiektyw tak, jakbym patrzyła komuś w oczy.


Postanowili użyć kamery nagrywającej 180 stopni, bo Melillo chciał mieć kontrolę nad oświetleniem i móc zaprosić mnie i innych dziennikarzy na plan. Glider, Melillo i Burton mówią, że byłoby mniej ciekawie, gdyby użyli kamer nagrywających pod kątem 360 stopni, bo musielibyśmy siedzieć w innym pokoju.

Euclid zapewnia podgląd wideo na żywo dzięki programowi Video Stitch. Obraz jest przekazywany prosto do gogli Oculus Rift. Burton mówi, że ten system pozwolił im na miejscu stworzyć tymczasowy podgląd łączący obraz z dwóch kamer, aby można było na bieżąco wprowadzać poprawki. Wszystko po to, by upewnić się, że kamery tworzą właściwy łuk 180 stopni. Jak wyjaśnia Burton, bardziej skomplikowane łączenie wykorzystywane jest tylko przy ujęciach obejmujących kąt 360 stopni, bo w nich obraz z co najmniej dziesięciu kamer musi być idealnie połączony.

– Przeważnie wideo w 360 stopniach musi zostać porządnie obrobione, zanim będzie wyglądać dobrze – mówi Burton. – Ten proces staje się coraz lepszy w miarę rozwoju technologii. Mamy nadzieję, że Adobe kiedyś doda do After Effects albo Premiere opcję łączenia takich obrazów, czyli stitching.

Aby sprawdzić, czy twórcy wiele stracili, aby zaspokoić ciekawość dziennikarzy, założyłem gogle Oculus Rift na chwilę przed pierwszym klapsem. Stwierdziłem, że 180 stopni zupełnie tu wystarczy i pozwala się zanurzyć w obrazie. W końcu najważniejsza jest tu scena seksu rozgrywająca się przed użytkownikiem, a nie ściana za jego plecami.

Samuel Burton z Euclid opowiada o statywach z kamerami VR. Zdjęcie: Nick Melillo/Badoink.

Rozpoczynamy zdjęcia. Ciągle patrzę to na monitory Euclid (na każdym wyświetla się obraz z jednej kamery), to na gwiazdy porno w pracy. Niektórzy członkowie ekipy siedzą w jadalni i holu – nie są zainteresowani tym, co dzieje się w salonie. Inni, jak Sledd, patrzą po prostu w monitor, sprawdzając, czy system się nie zacina (co zdarzyło się ze dwa razy, chociaż to nie było nic poważnego). Burton zapewnia mnie, że usunięcie tych usterek w postprodukcji nie powinno być zbyt trudne.

Gdy Stevens i Maxwell przechodzą od robienia loda do bzykania się, Melillo udziela im wskazówek. Prosi, żeby przyspieszyli tempo, „teraz, gdy jest już miło i wilgotno". Kontrola tempa przypomina mi o czymś, co Melillo powiedział mi przed rozpoczęciem zdjęć.

– W pornografii VR najważniejszą rzeczą jest narzucenie sobie pewnego tempa, hamowanie się – powiedział. – Gwiazdy porno są trochę jak konie wyścigowe: otwierają się drzwi i chcą wszystko zrobić jak najszybciej. Nie są przyzwyczajone do zwalniania tempa, by zbudować napięcie.

Po jakichś 15 minutach doszło do pierwszego zawieszenia się systemu, bo zasilenie zewnętrznej nagrywarki się wyczerpywało. Po opanowaniu sytuacji Stevens dosiadła Maxwella. Melillo i jego kamery przysunęli się blisko akcji, reżyser chce, żeby aktorka była bliżej obiektywów. Jeżeli będzie za daleko, rybie oko ją pomniejszy i widzowi trudniej będzie się wczuć w wirtualny seks.

Jak mówi Melillo, Stevens może być od około 70 cm do 6 m od kamery i wciąż być dość wyraźną postacią. – W pewnym momencie rozdzielczość gogli staje się ograniczeniem i trudno rozpoznać obiekty, które są dalej – dodaje.

– Twoje cycki z bliska są ogromne – Melillo mówi Stevens. – Byłoby super, jeżeli mogłabyś się tak ruszać, żeby podskakiwały.

Melillo mówi, że największym wyzwaniem w nagrywaniu porno VR jest to, że ekipa może nagrywać tylko z jednego lub dwóch miejsc. Stevens musi odwalić większość roboty, patrząc w obiektywy kamer, aby widz miał wrażenie, że patrzy na niego. Więc to ona, a nie Maxwell, musi grać do kamer. W czasie nagrywania Maxwell jest w zasadzie unieruchomiony, bo kamera jest tuż nad jego głową. A ona musi się rozbierać, obciągać, inicjować penetrację i wszystkie inne akcje.

Maxwell, który po raz pierwszy występował w scenie nagrywanej w technologii VR, powiedział, że pozostawanie w statycznej pozycji podczas seksu było wielkim wyzwaniem.

– Ciężko mi było się nie ruszać – mówi. – Gdy trzymam kobietę, mam ochotę robić dużo rzeczy. Trzeba się bardzo skupić, by powstrzymać żądze. I żeby się nie spuścić, gdy ładna kobieta właśnie cię ujeżdża.

Ta branża jest teraz związana z technologią. Żadne studio nie przetrwa, jeśli nie jest obecne w internecie i nie zna się na technologii


Stevens mówi też, że statyczna pozycja kamery była największą różnicą pomiędzy tą produkcją a zwykłym filmem porno, w którym aktorzy nie patrzą w obiektyw.

– Teraz musiałam ciągle się mieć oczy wlepione w kamerę, a aktor nie mógł ze mną nawiązywać kontaktu, poza kilkoma ruchami rąk. Więc dla mnie to było trochę jak seksualny monolog – mówi. – Dobry kontakt wzrokowy z kamerą jest chyba najważniejszy, aby widz mógł się bardziej wczuć w film. Patrzyłam w obiektyw tak, jakbym patrzyła komuś w oczy.

– Było ciężko, bo musiałam odwalić większość roboty sama. Szczególnie że byliśmy ograniczeni tylko do dwóch pozycji: na jeźdźca i na jeźdźca od tyłu. Aż mnie uda bolały – dodaje. – Ale dałam radę. Przepletliśmy to striptizem i obciąganiem, więc było mi łatwiej.

Po zaledwie 30 minutach Melillo mówi aktorom, że pora na orgazm. Maxwell spełnia jego życzenie. I zanim zdążyłem się zorientować, to był koniec. Stevens i Maxwell zniknęli, a ekipa zaczęła pakować sprzęt.

Christie Stevens w ujęciu z kamery VR. Zdjęcie: Nick Melillo/Badoink.

Zastanawiam się, czy pornografia w wirtualnej rzeczywistości to przyszłość tej branży. Ludzie najpierw muszą sobie kupić gogle lub hełmy do oglądania, a na razie ten sprzęt nie jest zbyt popularny. Glider, jak na producenta porno VR przystało, nie ma wątpliwości.

– Ta branża jest teraz związana z technologią – mówi. – Żadne studio nie przetrwa, jeśli nie jest obecne w internecie i nie zna się na technologii.

Glider wierzy, że w końcu porno w wirtualnej rzeczywistości połączy się z akcesoriami reagującymi na dotyk i nacisk. I nie on jeden tak sądzi. Technologia wykorzystująca dotyk się rozwija, powstają urządzenia takie jak Kiiroo, czyli wibratory i przyrządy do masturbacji, które pozwolą użytkownikom odczuwać zaciskanie się pochwy czy ruchy penisa widzianego w filmie porno VR. Gilder chce, aby firma Badoink wkroczyła na to terytorium.

– Nie chodzi tylko o oglądanie, ale też o odczuwanie – mówi Glider. – Biosensory i te wszystkie sprzęty połączą się, aby widz mógł odczuć wirtualną rzeczywistość pięcioma zmysłami, tak jak w prawdziwym życiu. Trochę to potrwa, zanim to się stanie powszechne: najpierw ludzie muszą się zainteresować VR, a potem stwierdzić, że chcą czegoś więcej.

Stevens lubi kręcić porno VR, bo lubi być na czasie z technologią, i zgadza się w tej kwestii z Gliderem.

– Myślę, że wirtualna rzeczywistość na pewno będzie wielkim hitem w branży i w miarę rozwoju technologii będzie stawać się coraz popularniejsza – mówi. – Zawsze będzie miejsce na zwykłe porno w 2D, ale będzie też dużo więcej produkcji VR. Może nastąpi to już za kilka lat.

Zdaniem Maxwella na razie jest za wcześnie, żeby przewidzieć, czy VR to przyszłość pornografii.

– Ważny jest odpowiedni moment. Fani mogą to polubić od razu albo za 10 lat, gdy technologia będzie lepsza – mówi. – VR oddziałuje na nasze zmysły bardziej niż ekrany telewizorów czy komputerów, co inspiruje do zakupu innych produktów wzmacniających te doznania. Rękawiczki do VR byłyby świetnym dodatkiem, dzięki któremu można by poczuć, jakby naprawdę się dotykało piersi. Albo urządzenie uwalniające zapachy, które pasują do twoich ulubionych dziewczyn.

Producenci mają nadzieję, że klienci już teraz zapłacą subskrypcję premium (29,95 dol.), aby móc oglądać i ściągać porno VR, zanim to doświadczenie stanie się jeszcze bardziej interaktywne. Przynajmniej dopóki PornHub i inne strony tego typu nie nadrobią zaległości.

– Nie wynajdziemy na nowo seksu, nie wymyślimy nowych pozycji – mówi Melillo. – Możemy tylko pokazać go w nowy sposób, jako nowe doświadczenie. Są jeszcze dwie czy trzy inne firmy, które się tym zajmują, ale widzieliśmy ich filmy i nie są one najlepszej jakości.

– Klienci się pojawią, jeżeli zapewnisz im produkt wysokiej jakości – dodaje.