„Przeżyłam piekło”: relacja byłej niewolnicy seksualnej ISIS

Nadia Murad miała zaledwie 19 lat, gdy jej wioskę zaatakowały siły Państwa Islamskiego. Kobiety patrzyły na rzeź swoich mężów i synów

|
29 marca 2016, 7:10am

Moment, w którym w rodzinnej wiosce Nadii Murad pojawiły się oddziały bojowników ISIS naznaczył początek trwającego wiele miesięcy terroru, gwałtów, przemocy i porwań. Oswobodzona z rąk terrorystów jazydzka aktywistka zaciekle lobbuje dziś na rzecz swojego ludu.

Nadia Murad miała zaledwie 19 lat, gdy jej wioskę leżącą w prowincji Sindżar zaatakowały siły Państwa Islamskiego. „Przybyli rankiem 3 Sierpnia. Przywódca oddziału wyraził się krótko: przechodzicie na Islam – zostajecie przy życiu. Oczywiście nikt się na to nie zgodził" – rozpoczyna historię Nadia.

„15 Sierpnia o godzinie 11 wszystkich nas poproszono o udanie się do szkoły. To był piętrowy budynek. Kobietom z dziećmi kazali udać się na piętro, a mężczyzn spędzili do pomieszczeń na parterze. Próbowaliśmy zabrać ze sobą na górę naszych kuzynów. Kazano im podnieść ręce. Ci, którzy mieli owłosienie pod pachami, zostawali na dole z mężczyznami. Młodsi mogli iść na górę do kobiet".

Rodzina Murad wraz z setkami kobiet z jazydzkiej wioski Kocho patrzyła na rzeź swoich mężów i synów. „Wszystko działo się na naszych oczach za oknami szkoły. Rozstrzeliwali ich, obcinali im głowy, a część wywieźli gdzieś autobusem".

„Zginęło tam wówczas sześciu moich braci".

Przeprowadzając wywiad z Murad, ma się do czynienia z bezpośrednią relacją zbrodni wojennych. Takie świadectwa okrucieństwa odciskają swoje piętno również na tłumaczach. Często emocje uniemożliwiają im dalszą pracę. Ci z nich, którzy mówią w języku Kurmanji – ojczystym dialekcie Murad, pochodzą najczęściej z tej samej zdziesiątkowanej przez ISIS społeczności jazydzkiej.

3 Sierpnia 2014 kurdyjskie oddziały opuściły Sinjar, „zostawiając ludzi na pastwę losu" – jak mówi jazydzka księżna Oroub Bayazid Ismail. A los okazał się dość brutalny. W ciągu następnych dwóch lat wzięto do niewoli ogółem 6 tys. osób. W masowych egzekucjach zginęły kolejne tysiące ludzi. Rozkwitł handel żywym towarem oraz znacząco wzrosła ilość przestępstw na tle seksualnym. W świetle doniesień raportu ONZ na temat praw człowieka opublikowanym w Marcu 2015 roku rodzaj oraz liczba popełnionych tam czynów może mieć wymiar ludobójstwa.

Murad była jedną z tysięcy niewolnic seksualnych dżihadystów. Mieszkająca obecnie w Niemczech Murad zabierała głos podczas obrad Rady Bezpieczeństwa ONZ. Opowiadała, między innymi o wszystkich okrucieństwach, jakich doznała będąc więźniem ISIS. W styczniu 2016 r. została nominowana do Pokojowej Nagrody Nobla za swoje działania na rzecz poszerzania świadomości na temat gehenny społeczności jazydzkiej.


Historie z pierwszej ręki. Polub fanpage VICE Polska, żeby być z nami na bieżąco


Murad miała roczną przerwę w nauce pomiędzy szkołą podstawową a średnią. Matka nie pozwalała jej na samodzielne podróże do najbliższego miasta, w którym była szkoła. Kontynuowała naukę dopiero po otwarciu szkoły średniej w rodzinnej wiosce Kocho. Poprzestała zdawszy do trzeciej klasy w wieku 17 lat. „Najbardziej lubiłam historię. Z łatwością przychodziło mi zapamiętywanie tego, co czytałam. Dziś moja pamięć nie jest już tak dobra. Wszystko mi się miesza w głowie".

Nadia Murad w rodzinnej wiosce Koch, przed napadem ISIS. Zdjęcie dzięki uprzejmości właścicielki

Matkę pamięta ostatni raz jeszcze wewnątrz budynku szkolnego. „Po tym, jak zabili mężczyzn, zostałam rozdzielona z matką. Od tamtego czasu nie mieliśmy od niej żadnych wieści. Od żadnej z pozostałych osiemdziesięciu kobiet też nie". Na wygaszaczu w telefonie – zresztą na stałe przyklejonym do ręki – ma zdjęcie mamy ubranej w odświętny jazydzki strój.

„Po odbiciu Sinjaru z rąk islamistów, znaleziono masowy grób, w którym było około osiemdziesięciu ciał kobiet. Ciągle jeszcze nie przeprowadzono śledztwa, a grób nie został zbadany, więc nie wiemy, czy to w nim leży nasza mama". Jak dotąd grupa badawczo-śledcza składająca się z członków jazydzkiej diaspory przy wsparciu lokalnego stronnictwa odnalazła 19 z przewidywanych 35 grobów masowych. Według szacunków, zidentyfikowano i zabezpieczono szczątki należące do 1600 osób. Zaginionych było aż 6 tysięcy.

Pierwszy raz spotkałam Murad w lipcu zeszłego roku, zaledwie cztery miesiące po tym, jak zdołała wydostać się z rąk porywaczy w Mosul. Przybyła wówczas z wizytą do Wielkiej Brytanii wraz z dwoma byłymi zakładnikami oraz Ameeną Hasam Saeed – niegdyś parlamentarzystką iracką, która pomogła jej wydostać się z terytorium Państwa Islamskiego. Nie szczędząc detali, opisała mi wtedy (jeszcze anonimowo) trwającą 8 miesięcy gehennę, którą przeszła jako niewolnica ISIS. Murad była wykorzystywana i gwałcona przez kolejnych 13 właścicieli – oddziały bojowników często handlują zakładniczkami. Trzymano ją w zamknięciu, głodzono. Była zdezorientowana.

Pokazała mi wtedy blizny po przypaleniach papierosami. To od żołnierzy walczących dla pierwszego z jej właścicieli – dowódcy o imieniu Salman. Zgwałcili ją kiedyś zbiorowo na jego rozkaz. Tak skończyła się dla niej pierwsza nieudana próba ucieczki. „Wyśliznęłam się przez małe okienko na drugim piętrze, po czym spadłam na ziemię. Zauważył to jeden ze strażników i zaciągnął mnie do Salmana. Żałowałam, że nie zginęłam od upadku".

Udało jej się uciec dopiero ostatniemu właścicielowi – kierowcy autobusu – podczas gdy ten, chcąc wywieźć ją do swojego domu poza miastem, udał się, by kupić jej abaya (strój wyjściowy dla kobiet). Postanowiła skorzystać z okazji i zerwała się do ucieczki. Desperacko pukała do drzwi domostw, znajdując wreszcie schronienie u pewnej rodziny, u której spędziła ok. 2 tygodni, zanim, posługując się dokumentami swojej córki, udało jej się przejść przez początkowe punkty kontrolne, by wreszcie całkowicie przedostać się poza front ISIS. Ostatecznie spotkała się z bratem w Tel Afar w północno-zachodnim Iraku.

Stamtąd trafiła do jednego z wielu zatłoczonych obozów dla uchodźców na obrzeżach kurdyjskiego miasta Dahuk. We wrześniu ubiegłego roku w ramach specjalnego programu nadzorowanego przez rząd Badenii-Wirtembergii, przyznano Murad niemiecką rezydenturę. Obecnie wraz z siostrą mają zapewnione komfortowe warunki mieszkaniowe w okolicach Stuttgartu. W ramach programu uczestnicy mogą uczęszczać na terapię. Murad zrezygnowała z niej po dwóch spotkaniach.

„Terapia nie pomoże mojej rodzinie" – mówi kobieta. „A co z drugą siostrą i resztą moich braci – dalej są w obozach. Warunki dalej marne. Gnijące jedzenie, brak wody i elektryczności. Żony czterech moich braci wraz z dziećmi dalej pozostają w niewoli ISIS. Indywidualna rozmowa z terapeutą nie pomoże mojej rodzinie".

Murad niestrudzenie podróżuje po Bliskim Wschodzie, Stanach Zjednoczonych oraz Europie, opowiadając swoją historię wielu politycznym przywódcom. Stała się w ten sposób głosem sumienia w sprawie ludobójstwa na Jazydach oraz czołową postacią ruchu na rzecz uwolnienia z rąk ISIS 3,5 tysiąca kobiet i dzieci.

W zeszłym tygodniu towarzyszyłam jej podczas spotkania z grupą członków parlamentu brytyjskiego. Politycy byli w szoku. Nie kryli łez. „Postanowiłam mówić o tym publicznie, gdyż chcę, aby wszyscy dowiedzieli się, co przeżyłam oraz na co skazane są kobiety ciągle przebywające w niewoli Państwa Islamskiego" – podsumowała Murad. „Przeżyłam to piekło. Doświadczyłam tych okrucieństw. Dziś spotykam się ze współczuciem ze strony ludzi, którym to opowiadam. Jednak mimo to, nie widzę postępu w sprawie. Gdzie są kolejni oswobodzeni?".

„Naprawdę stała się bardzo sławna, otrzymuje wsparcie, gdziekolwiek się nie pojawi" – stwierdza Maher Nawaf, mieszkający na co dzień w Wielkiej Brytanii aktywista. „Przeszła w życiu ostatnio bardzo dużo. Wszyscy przeszliśmy dużo, jako Jazydzi. Nie wiem, jak sobie z tym poradziła, ale mamy ją w sercach i jesteśmy z niej dumni".

Murad stała się kimś w rodzaju ludowej bohaterki. Inspirację jej osobą widać wszędzie: od fan-artu do produkcji graffiti na murach irackich miast. Setki tysięcy ludzi oglądały filmy z jej wystąpienia przed Radą Bezpieczeństwa ONZ. Murad doświadczyła na raz wielu traum, z którymi spotyka się ze strony Państwa Islamskiego ta religijna mniejszość.

Fan-art z Murad na jej facebookowym profilu. Autorzy: Kamal Alharaki i Al Amin. Zdjęcia dzięki uprzejmości Nadii Murad

„Pokazała mi zdjęcie kuzyna. Ma osiem lat" – opowiada Nawaf. „ISIS tworzy specjalne obozy dla młodzieży. Piorą im tam mózgi. Kuzynowi też sprali. Odgrażał się, że zabije własnego ojca. Ona naprawdę przeszła naraz przez wszystko to, co spotykało innych. Matka i bracia zabici, szwagierki do tej pory w niewoli oraz dzieci przeciągnięte na stronę oprawcy, trenowani na zabójców".

Aktywiści jazydcy wielokrotnie dostarczali dokładnych informacji dotyczących miejsca przetrzymywania zakładników, którzy sporadycznie kontaktują się ze światem ze swoich telefonów komórkowych. Mimo to, jak dotąd nie podjęto żadnych działań w kierunku ich oswobodzenia.

W całej tej próżni najskuteczniejsza pozostaje sieć kontaktów, jakie aktywiści posiadają na terytorium opanowanym przez ISIS. Z pomocą im idą lokalni działacze, którzy ryzykując wszystko, pod przykrywką pracy na taksówce wywożą wyrwane z niewoli kobiety. Ich usługi nie należą do najtańszych. Murad twierdzi, że odbicie młodego kuzyna z rąk ekstremistów jest mało prawdopodobne. Nie znaczy to jednak, że nie dałoby się uwolnić pozostałych członków jej licznej rodziny czy też wielu innych więzionych.

Siłę do walki dają Murad zdjęcia dostarczane przez ISIS członkom rodzin jako dowód życia zakładników. „Wczoraj widziałam zdjęcie trzynastolatki" – opowiadała w parlamencie Murad. „Ubrali ją w sposób uwydatniający jej seksualność".

Dzień po wizycie w parlamencie, spotykamy się w centrum Londynu na kebaba. Przewijając na telefonie zdjęcia rodziny, Murad wzdycha: „Żyję z dnia na dzień". Relaksujemy się w gronie aktywistów. Murad przyznaje, że podoba jej się pisanie przemówień. Jedyny problem w tym, by odpowiednio dobrać słowa. Ciężko dokładnie opisać to, przez co przeszła. Od czasu do czasu chichoczemy, oglądając obrazy fanów przedstawiające jej postać.

„Czuję się bardzo stara. Tak, wiem – mam dopiero 21 lat. Czuję, jak gdyby każda część mnie zmieniła się po tym, czego doznałam z ich strony. Każdy kosmyk włosów, każda część mojego ciała bardzo się zestarzała. Czuję się zdarta i zużyta przez to, co mi zrobili. Jestem dziś kimś zupełnie innym. Nigdy nie przypuszczałam, że takie rzeczy mogą się człowiekowi przytrafić dlatego też ciężko mi je opisać tak, by ktokolwiek mógł je tak naprawdę zrozumieć".

Więcej VICE
Kanały VICE