Photoshopowa wyobrażenie „Dziecka Indygo”. Zdjęcia via oraz via
Sankar pokazał mi czarną skrzynkę wielkości pudełka na buty. W środku umieszczony był maleńki obiektyw, który wyzierał na mnie swoim pojedynczym okiem oraz kłębowisko kabli, które odprowadzało obraz do komputera. Z drugiej strony czarnej skrzynki wychodził długi kabel, który podłączony był do podkładki w kształcie dłoni, która pokryta była czujnikami. „Nie stresuj się” – powiedział Sankar, bo zobaczył moją minę. I kazał mi położyć rękę na czujniku.
Videos by VICE
Udałem się do studia Sankara, aby sfotografować swoją aurę. To nie jest pomysł, który normalnie znalazłby się w moim grafiku. Byłem jednak w trakcie zgłębiania zjawiska „Dzieci Indygo” – są to rzekomo dzieci, które urodziły się posiadając wyższy poziom świadomości, wykazują się niezwykłymi umiejętnościami, a czasem nawet posiadają nadprzyrodzone zdolności. Słyszałem, że takie jednostki można rozpoznać robiąc zdjęcie ich aury, która ma kolor błękitu indygo i otacza całe ich ciała. Oczywiście jest niewidoczna dla ludzkiego oka. Chciałem się przekonać czy jestem jedną z tych błogosławionych dusz zamieszkujących oświecone ludzkie ciało.
Po wykonaniu zdjęcia Sankar – przyjazny, wąsaty facet siedzący w studio wypełnionym kryształami – skinął na mnie, abym podszedł do komputera obejrzeć wyniki. Było to słabej jakości zdjęcia mojej twarzy, otoczonej czerwoną chmurą, która wyglądała, jakby ktoś dorysował ją używając funkcji spray w Windowsowskim Paincie.
Zdjęcie aury autora.
„Jesteś bardzo aktywnym człowiekiem” – stwierdził Sankar studiując mój portret. Tak. Wydaje mi się, że jestem aktywny. Pracuję znacznie więcej niż śpię, a zasypiam zawsze na kanapie, co oznacza, że w zasadzie nigdy nie leżę w łóżku. Sankar opowiadał, że ludzka aura dzieli się na poszczególne części. Na podstawie tych podziałów możemy dowiedzieć się wiele o różnych sferach życia człowieka. Moja aura ma kolor intensywnie czerwony.
– Cała – spytałem.
– Tak – odpowiedział.
– Czy to normalne?
– Nie ma czegoś takiego jak „norma” w świecie aur.
Pogadałem z nim przez chwilę o jego branży, po czym zdecydowałem się wyjawić prawdziwy powód moich odwiedzin. Spytałem czy wie coś na temat Dzieci Indygo. Powiedział, że słyszał trochę o tym zjawisku w swojej „uduchowionej społeczności” oraz, że zdarzyło mu się spotkać dorosłego Indygo, ale nigdy dziecko. Zanim wyszedłem powiedział coś co wydało mi się odrobinę osobliwe. Poczułem się jakbym wpadł do nigdy niedokończonego scenariusza Stephena Kinga. – A więc nadeszły czasy, w których rodzą się Dzieci Indygo, czyż nie?
Na początku określałem Dzieci Indygo mianem jakiegoś społecznego „ruchu”, ale bardzo szybko zostałem skarcony przez Indygów, których poznałem – nie jest to żaden ruch, bo do ruchu można wstąpić by walczyć o jakąś sprawę, a oni tacy się rodzą i nie szerzą żadnej ideologii. Postanowiłem więc określać Dzieci Indygo mianem „zjawiska”. Tak samo byłoby z X-menami, gdyby nie wstąpili do szkoły tego łysego typa.
Fenomen Dzieci Indygo zaczął się w latach 70. Termin wymyśliła Nancy Ann Tappe będąca samozwańczym medium i synestetką. Ponieważ w latach 60. zaobserwowała znaczący przyrost dzieci rodzących się z aurą w kolorze indygo, opublikowała książkę o tym zjawisku, pt. „Rozumienie życia poprzez kolor”.

Nancy Ann Tappe. Zdjęcie via
Tak jak to zazwyczaj bywa z nadprzyrodzonymi zjawiskami, nie ma żadnej zwięzłej klasyfikacji, żadnych dogmatów, które można by w tej sprawie odnaleźć, ani proroków, za których naukami można by podążać. Ludzie interpretują to zjawisko w sposób dowolny. Większość jednak twierdzi, że Dzieci Indygo są reprezentantami następnego etapu ewolucji ludzkiej. Mówi się, że posiadają przyziemne cechy (są bardzo kreatywni i niezwykle empatyczni) oraz cechy nadprzyrodzone (zdarza się, że potrafią czytać w cudzych myślach).
Jest jednak kilka cech, które powszechnie uznawane są za charakterystyczne dla dzieci indygo. Wymieniono je na stronie internetowej o jakże rzetelnie brzmiącej nazwie – „Przepowiednie Duchowego Rozwoju”. „Rodzą się ze świadomością swojej wyjątkowości więc oczekują, że inni będą oddawać im cześć. Takie dzieci są pewne siebie i posiadają bardzo wysokie poczucie własnej wartości. Wiedzą, że są niezbędni na świecie w takiej formie, w jakiej się narodzili i oczekują, że inni ludzie też przyjmą to do wiadomości. Zaspakajanie osobistych potrzeb jest dla nich niezwykle ważne, więc mówią o tym głośno”.
Moim zdaniem brzmi to jak opis tych samolubnych, narcystycznych, wkurwiających dzieciaków, od których trzeba uciekać jak najdalej. Jednak kiedy przeczytałem dalszą charakterystykę, uznałem, że ta arogancja ma swoje uzasadnienie. „Kreatywni, z duszą artysty. Muzycy, poeci, malarze. Posiadający bardzo mocną intuicję lub nawet będący medium. Bardzo możliwe, że widują anioły lub zmarłych. Posiadają głęboką potrzebę pomagania światu na dużą skalę. Poszukują głębokich i długotrwałych przyjaźni”.
Na drugim biegunie interpretacji zjawiska nazywanego Dzieci Indygo są akademiccy profesorowie David Cohen i Robert Todd Carroll. Uważają, że rodzice używają określenia „Indygo”, bo uciekają od próby właściwego zdiagnozowania nietypowego zachowania swoich pociech. W książce „Słownik sceptyka” Carroll mówi: „Jedną z tez odnośnie Dzieci Indygo [jest to podręcznik dla rodziców, którzy wierzą, że ich dzieci są Indygo] zdaje się być fakt, że wiele dzieci, u których zdiagnozowano ADHD, reprezentuje następny krok w ludzkiej ewolucji. Niechęć rodziców do określania swoich dzieci mianem cierpiących na ADHD jest całkowicie zrozumiała. Oznacza to bowiem wadliwość.”
Zamiast skonfrontować się z faktem, że ich dzieci mają ADHD, rodzice wolą nazywać je „Indygo” i opowiadać znajomym, że ich dziecko ma dar, zamiast przyznać, że cierpi na zaburzenia koncentracji. Dr. Ovais Badat, specjalista od ADHD, powiedział mi: „Jeśli dziecko posiadające objawy ADHD nie zostanie poddane terapii w dzieciństwie to prawdopodobnie – wiemy to z prowadzonych badań – będzie miało duże problemy na studiach, będzie niezdolne do socjalizacji oraz będzie cierpieć na zaburzenia emocjonalne. W życiu dorosłym takie niepoddawane terapii dzieci łatwo się alienują, występuje u nich wyższe ryzyko występowania chorób psychicznych, wypadków, utraty pracy czy udziału w przestępstwach”. Innymi słowy definiowanie dziecka jako „posiadającego dar” zamiast zdiagnozowania jego zaburzeń może w negatywny sposób zdeterminować jego przyszłe życie.
Część filmu o dzieciach indygo pod tytułem „Indigo”
Swoje poszukiwanie zrozumienia zjawiska Indygo zacząłem oczywiście od przeszperania wszystkich związanych z tematem forów internetowych. Szybko zauważyłem, że do kręgu Indygo wejść mogą ludzie w każdym wieku. To określenie nie jest zarezerwowane jedynie dla natchnionych mamusiek, które tylko czekają, aby udowodnić światu, że ich dzieci mają nadnaturalne moce. Daje także autoryzację każdemu dorosłemu, który nie czuł się nigdy do końca dobrze w swojej skórze. Jeśli zawsze czułeś, że odstajesz od reszty lub jeśli posiadasz dziecko, którego zachowanie wydaje ci się odrobinę nietypowe – to z pewnością przydadzą ci się rzetelne quizy internetowe, które określą czy twoje dziecko jest Indygo czy nie.
Poniżej kilka przykładowych pytań:
Czy twoje dziecko zachowywało się jak gwiazda od chwili narodzin?
Czy twoje dziecko odmawia wykonywania poleceń?
Czy twoje dziecko nienawidzi stać w kolejce?
Oczywiście żadne z powyższych określeń nie pasuje do zachowania „normalnego” dziecka – przecież większość dzieciaków kocha pierdolone kolejki! Jak widać, quiz jest wybitnie miarodajny (mimo, że moja aura wcale nie jest Indygo to wyniki quizu mówią, że jestem Człowiekiem Indygo – wiedziałem o tym od zawsze, czekałem tylko aż wreszcie ktoś to potwierdzi).
Z jakiegoś powodu wszyscy zawsze powtarzają, żeby nie ufać takim szczątkowym, internetowym testom. Chcąc przekonać się, czy Ludzie Indygo naprawdę istnieją postanowiłem, że najlepiej będzie odszukać osób określających siebie tym mianem i zadać im kilka pytań.
Stworzyłem kilka grup na Facebooku, a wkrótce potem facet z dopiskiem „indygo” przy swoim imieniu dodał mnie do znajomych. Wysłał mi wiadomość z zapytaniem czy jestem Indygo. Okazało się, że jest odpowiedzialny za prowadzenie Grupy Brytyjskich Indygo na Facebooku. Zdawał się być onieśmielony, kazał mi przysiąc, że nie wykorzystam żadnego z jego zdjęć i zapewniał, że nie zażywa narkotyków. Rozesłał list, który napisałem do kilku grup zrzeszających Indygów. Dostałem dwie wiadomości zwrotne. Jedna zawierała odpowiedzi na kilka z moich pytań. Druga zawierała propozycję spotkania.
Krótki film dokumentalny o Dzieciach Indygo.
Na pierwszy ogień poszedł ten, co odpowiedział pisemnie. Moje pytania dotyczące ADHD zostały przez niego wymownie zignorowane, a na te dotyczące nadprzyrodzonych mocy uzyskałem jedynie mgliste, niejasne odpowiedzi. Ponoć wszelkie moce są mocami umysłu i nie da się ich w jakikolwiek sposób przebadać. Spytałem też czy Ludzie Indygo występują na świecie od pokoleń czy jest to zjawisko ostatnich kilkudziesięciu lat. Mój rozmówca powiedział, że jego zdaniem pierwsza generacja Indygów zaczęła „materializować się” w ludzkiej formie na początku lat 60. Stwierdził, że jego rolą jest łagodzenie szoku związanego z faktem, że na świat przychodzi coraz więcej Ludzi Indygo. Ponoć stara się robić co w jego mocy.
Mimo że mój rozmówca twierdził, że Dzieci Indygo rodziły się na potęgę zaledwie dwa lub trzy pokolenia temu, to nie byłem w stanie namierzyć ani jednego żyjącego obecnie dziecka obdarzonego darem aury indygo. Czytałem o nich, słyszałem o grupach rozwścieczonych rodziców, którzy mówili nauczycielom, że nie potrafią w odpowiedni sposób nauczać ich Dzieci Indygo, prześledziłem wszystkie możliwe fora i pytałem każdego Indyga, z którym udało mi się skontaktować czy nie zna przypadkiem jakiegoś Indygo Dzieciaka. Dr Badat powiedział mi, że zdarzyło mu się raz spotkać taki przypadek podczas swojej wieloletniej pracy profesorskiej. Jednak moim zdaniem społeczność Indygo jest całkowitą fikcją, wymyśloną przez ludzi w średnim wieku, dla których wiara w zjawisko ma znaczenie niemalże terapeutyczne.
Jedną z takich osób jest Caroline, którą niedawno poznałem. Była bardzo przyjazna i chętna do rozmowy, otworzyła się bardzo szybko i mówiła przez 45 minut, mimo że nie zadałem ani jednego pytania. Miała ciężkie życie, rodzice ją maltretowali, przeszła ciężką kliniczną depresję, miała myśli samobójcze. Jednym słowem doświadczyła całego spektrum nieszczęścia.
– Zawsze czułam się inna niż wszyscy. Nigdy nie miałam poczucia, że pasuję do rówieśników – powiedziała. Czuła się tak jedynie do czasu, kiedy odkryła w sieci artykuły o Indygach i zaobserwowała, że wszystkie jej objawy można wytłumaczyć faktem, że ona – być może – również jest Indygo.
– Poszłam na randkę w ciemno z facetem, który jest właścicielem dużej firmy w biznesowej części Londynu. Już po 15 minutach rozmowy okazało się, że jest on bardzo uduchowiony. Spytał czy wiem, że jestem Indygo. A ja mu odpowiedziałam, że oczywiście wiem.”
Postanowiłem spytać Caroline o jej zdanie dotyczące tezy o ADHD. Powiedziała:
„Nie wiem zbyt wiele o ADHD. To ciekawe, że wszyscy ludzie indygo, których znam kochają zwierzęta, naturę, wszyscy są bardzo natchnieni. Czy ludzie z ADHD też tak mają? Zapewne było kilka dzieci z ADHD, kiedy chodziłam do szkoły. Bawiły się głośno i utrudniały uczenie się reszcie klasy. Nie było w nich nic spirytualnego, nie kochały zwierząt ani natury”.
Akiane, 10 latka rzekomo będąca Indygo.
Caroline twierdzi, że reprezentuje „podejście holistyczne”, ale rozumie też, że czasami farmakologia jest przydatna. Zdaje się też być bardziej światła niż bym przypuszczał, jej sposób myślenia jest bardzo racjonalny jak na osobę, która opowiada o aurach.
Dopiero po jakimś czasie, Caroline powiedziała coś, co dla mnie było bardzo odkrywcze. Mówiła o swoich dołkach i górkach, o tym jak świadomość, że jest Indygo pomogła jej uporać się z problemami. W końcu powiedziała: „Na naszych spotkaniach [spotkaniach ludzi indygo] zdarza się, że ktoś przychodzi i mówi, że czuje się akurat bardzo źle, że właściwie to ma ochotę odebrać sobie życie. Gdybym powiedziała coś takiego osobie normalnej, nie zrozumiałaby. Spytałaby czemu? Co się stało? Ale to nie jest coś co możesz wytłumaczyć. Jeśli jesteś w grupie innych Indygów, to oni to zrozumieją. Dlatego możemy się wspierać.”
Być może radzenie sobie z emocjami za pomocą odhaczania kolejnych okienek w jakimś internetowym teście pomaga ludziom usprawiedliwić swoją odmienność. Jeśli aury i odrobinę nieuzasadnione przekonanie, że reprezentują kolejny krok w ewolucji, pozwala im radzić sobie z problemami, to dlaczego mielibyśmy zabraniać im w to wierzyć?
Jednak, jak to bywa w przypadku wszelkich Istotnych Kwestii (wojen, głodu, pokazów mody), tak i tutaj sprawa staje się dużo bardziej problematyczna, gdy w grę wchodzi los dzieci. Dr Badat powiedział mi, że ignorowanie symptomów, że dziecko choruje na ADHD nie może przynieść mu żadnych korzyści w przyszłym życiu. Najbardziej frustrujący jest fakt, że ADHD jest relatywnie łatwym do leczenia zaburzeniem.
Dr Badat powiedział: „Każdego sceptycznie nastawionego człowieka zaprosiłbym do dyskusji z moimi byłymi pacjentami, których objawy całkowicie ustąpiły po terapii. Pacjenci często sami byli zaskoczeni efektem. Dostają pracę, chodzą na studia. Stają się przydatni dla swoich środowisk i rodzin, nie muszą uciekać się do nielegalnych metod zarobku. W niektórych przypadkach wystarczy skromna i niedroga terapia farmakologiczna połączona ze szkoleniami o ADHD”.
Nie jest trudno zrozumieć rodzica, który nie chce zaakceptować faktu, że jego dziecko ma zaburzenia. Zwłaszcza, jeśli chodzi o ADHD, którego objawy są mało widoczne. Sprawia to, że rodzice znacznie chętniej tłumaczą nietypowe zachowanie dziecka brakiem zrozumienia czy też specjalnym „darem”, które otrzymało. Odrzucają myśl o konkretnej chorobie.
Brak realnego działania minimalizującego objawy ADHD u dziecka, a zamiast tego poleganie na nienamacalnym, spirytualnym wytłumaczeniu sprawia, że rodzice skazani będą na patrzenie jak ich pociechy z czasem stają coraz mniej „wyjątkowe”. Takie dzieci staną się dorosłymi usiłującymi nie tylko z trudem odnaleźć się w duchowym świecie, który został im kiedyś narzucony, ale też w realnym. Pozbawieni najskromniejszego wytłumaczenia, dlaczego wciąż czują się jakby nigdzie nie pasowali.
*Dzieci Indygo – według pseudonaukowców teorii związanych z ruchem New Age, ludzie, którzy od wczesnego dzieciństwa charakteryzują się specyficznymi zdolnościami paranormalnymi. Termin pochodzi od publikacji Lee Carroll i Jany Tober „The Indigo Children: The New Kids Have Arrived” (1999), a kolor indygo ma być kolorem aury takich osób.
More
From VICE
-

(Photo by Nicolò Campo/LightRocket via Getty Images) -

Gie Knaeps/Getty Images -

