Reklama
This story is over 5 years old
muzyka

​12 przykazań disco polo, czyli jak się robi hity

Krok po kroku prowadzimy cię przez tajniki tworzenia hitów, które zdefiniują twoją wieczną chwałę wśród parkietowych szlagierów i potupajek

tekst Jacek Szczepanek, fot. Filip Klimaszewski
13 Sierpień 2012, 10:24am

Kiedy chcemy dziś pochylić się nad disco polo, musimy odgarnąć na chwilę na bok nasze codzienne mikstejpy, drony, sety dub-techno i epki nieznanych kapel avant-rockowych. Słuchając utworów disco polo i oglądając teledyski, orientujemy się, że jest coś, co odróżnia je od całej odgarniętej uprzednio sterty: zarówno stare, jak i nowe utwory tego nurtu są hitami. A nawet jeśli nie osiągają kosmicznej liczby wyświetleń, to są zrobione jak hity: trwają trzy i pół minuty, melodie wpadają w ucho, teksty ryją pamięć, a w teledyskach występują ikony kobiecości.

Cecha bycia hitem została w naszych muzycznych upodobaniach i poszukiwaniach przyćmiona. Łatwo to zauważyć przypominając sobie utwory „stadionowych" wykonawców jak Queen czy Lionel Richie – doskonale wyprodukowane i zaaranżowane, a w nagraniach koncertowych wyśpiewywane przez tysiące fanów. Oddziaływanie współczesnych globalnych hitów nie jest już tak mocne. Dużo łatwiej wcale ich nie znać, nawet jeśli ogólnie słuchamy dużo i aktywnie szukamy nowych rzeczy. W świecie małych wydawnictw internetowych, Soundclouda i torrentów metoda skondensowania swojej dźwiękowej wypowiedzi w trzech minutach zeszła na dużo dalszy plan.

Nie zniknęła jednak zupełnie, a w perspektywie tej zmiany robienie hitów stało się jedną z wielu możliwych metod ekspresji muzycznej. Paradoksalnie trafiło do niszy, w której możemy je obserwować (lub uprawiać) z bezpiecznej już odległości. Nie musimy się już bać, że forma hitu nas medialnie i komercyjnie zaleje i zje. Kilka lat temu dostrzegł to Ariel Pink i inni twórcy kalifornijskiego „pijanego popu", którzy potraktowali formę klasycznej amerykańskiej przebojowej piosenki jako tworzywo. Unieszkodliwili ją poprzez świadomie niedbałe odgrywanie kiczowatych smaczków aranżacyjnych i produkcyjnych oraz zmiękczenie brzmienia prowadzące do estetyki lo-fi. Zrobili to na tyle skutecznie, że dziś nie potrzebujemy już nawet lo-fi, by na nowo przyjrzeć się hitowi, ciekawie i bez obaw.


Najlepsze z VICE w twojej skrzynce. Zapisz się do naszego newslettera


Jak w każdej niszy, tak i w konwencji muzycznych hitów, podziw wzbudzają ci, którzy byli jej wierni od początku i nie przestali nawet wtedy, gdy zaczęła wychodzić z mody. A to kryterium dokładnie spełniają discopolowcy. Ich refreny nucone są już 25 lat, a produkująca je machina pracuje na niezmiennie pełnych obrotach. W dodatku są blisko, zwłaszcza raz w roku, kiedy zjeżdżają na Ogólnopolski Festiwal Muzyki Tanecznej w Ostródzie. Postanowiliśmy zaczerpnąć z ich doświadczeń i ujawnić receptę, według której w dzisiejszej Polsce produkowane są prawdziwe hity.

1. „Włóż serce w tę cyfrę", jak powiedział jeden z pionierów nurtu, Paweł Kucharski z Top One. Choć strukturą dźwięku disco polo są syntetyczne brzmienia wywodzące się z eurobeatu, jego harmonia i melodyka jest całkiem blisko wyniesionych przez nas ze szkoły piosenek dziecięcych i pieśni patriotycznych (będących z kolei powidokiem szczytowych osiągnięć kompozytorów romantyzmu). Wpływ na ukształtowanie klasycznej maniery wokalnej w tym gatunku miała muzyka cygańska i chłopska, również ta z pogranicza polskiej, białoruskiej i ukraińskiej strefy językowej. Hit disco polo musi posiadać i szanować te wpływy, które, na szczęście, autorzy piosenek mają przeważnie zakodowane bardzo głęboko w swojej muzycznej wrażliwości. Ale by porwać tłum, utwór musi też być trochę suchy, techniczny, zachodni, laicki, zimny — jak „cyfra", domena jego powstawania, i jak materialna rzeczywistość rozwiniętej Polski. Natomiast to „serce" jest jednym z głównych filarów niezałamywania się popularności disco polo pod naciskiem coraz to nowej tanecznej muzyki z zagranicy.

2. Postaw na jakość w ramach konwencji. Hit musi chwycić szybko i pokonać innych kandydatów z kolejki do popularności. W tym celu musi być rozpoznawalny jako potencjalny hit, to znaczy w jakimś stopniu przypominać utwory, które były hitami wcześniej. To żelazna zasada pracy w ramach konwencji. Nie dopuszcza ona dużego manewru na etapie ustalania podstawowych założeń i tworzenia szkieletu utworu, ale pozwala rozwinąć skrzydła w dopracowywaniu szczegółów, dążeniu do perfekcji aranżacyjnej. Autor utworu musi więc tę konwencję znać doskonale, mieć doświadczenie w stosowaniu jej i poruszać się po niej z profesjonalną zręcznością. Musi ją wypełnić tak sumiennie, że będzie ona pękać w szwach, które być może nawet w niektórych miejscach puszczą. Ale nie może dać jej się rozlecieć.

Środowisko disco polo zachęca do takiego trybu twórczości poprzez konkursową formułę festiwalu w Ostródzie. Co roku kilkanaście zespołów prezentuje swój nowy utwór w części „premiery". W szranki stają wszyscy, także ci z panteonu nurtu. Każdy występ zaczyna się od wyświetlenia na telebimie krótkiego materiału filmowego o wykonawcy, po czym konferansjer w paru uroczystych słowach wywołuje zespół na scenę. W głośnikach startuje podkład (lub playback) premierowego utworu i już za chwilę wokalista śpiewa (lub udaje, że śpiewa) pierwsze słowa tekstu. To bardzo podniosły moment: podsumowanie wielomiesięcznej pracy zespołu i miernik jego formy. Jeśli drugi, a najpóźniej trzeci refren jest już zapamiętany i śpiewany przez publiczność, to znaczy, że się udało. To triumf muzyki konwencjonalnej, której kod (muzyczny i tekstowy) jest powszechnie znany, której piękno jest wynikiem doskonalenia, szlifowania tego kodu, i które można skupić w tej krótkiej formie.

3. Śpiewaj o różnych rodzajach miłości. Tematem tekstu hitu discopolowego są najczęściej sprawy damsko-męskie. Ale odbiorcy składają się z osób w różnym wieku i stanie cywilnym, a więc nie myślą o miłości w sposób jednorodny. Dlatego warto, żeby wykonawca myślący o szerokiej popularności posiadał w swym repertuarze teksty skierowane zarówno do narowistych hedonistów („dla mnie dobry taniec to jedna strona medalu/a czasem wystarczą tylko felgi alu/bo dobra bajera to połowa sukcesu/więc trzeba odkurzyć trafne cytaty z notesu" – Drift), świeżo zakochanych („ja uwielbiam ją/ona tu jest/i tańczy dla mnie" – Weekend), wiernych i szczęśliwych („i powiem ci, że ślicznie wyglądasz/nie gorzej, niż gdy szliśmy przed ołtarz" – Marcin Miller), jak i miłośnie niespełnionych („tak tak tak spada jedna z gwiazd/cicho zsuwa się z wysoka/może dziś wreszcie powiem ci/powiem jak cię bardzo kocham" – Akcent). Z tak skonstruowanym portfolio hitów łatwiej jest ugruntować swoją popularność, również poprzez zamanifestowanie empatii w stosunku do odbiorców – bo przecież samemu jest się zazwyczaj w tylko jednej z tych sytuacji.

4. Pisz po polsku! Teksty piosenek disco polo są dzięki jedności języka elastycznie powiązane z naturalną komunikacją ich odbiorców. Daje im to kolosalną przewagę nad każdym innym rodzajem muzyki tanecznej. Gdy w Ostródzie zaanonsowano premierę utworu „Skok w bok", na widowni pewien 40-latek po trzech piwach natychmiast skomentował to wesoło swojej siedmioosobowej grupie rówieśników obu płci: „a, to dobry numer jest: skok w bok!". Oczywiste jest, że w przypadku, na przykład, nowej piosenki Rihanny tak szybkie skojarzenie tematu utworu z modelem życia towarzyskiego nie byłoby możliwe u tak dużej liczby polskich słuchaczy.

5. Lawiruj między weselem a gwiazdorstwem. Najważniejszym kanałem dystrybucji muzyki popularnej w Polsce były zawsze wesela. O sukcesie lub porażce piosenek przesądzał ich odbiór przez bawiących się gości. Prawie wszyscy muzycy disco polo zaczynali od grania wesel. Dopiero ogólnokrajowa popularność nurtu, osiągnięta dzięki fonografii i telewizji, spowodowała, że niektórzy z nich tego zaprzestali, a skupili się na koncertach, na których prezentują tylko własne piosenki. Młode zespoły, tak jak pnąca się szybko po szczeblach kariery Casandra, wciąż płynnie przechodzą od wesel do koncertów. Dwudziestokilkuletnia Elwira Matysiak, liderka Casandry, do działającego w okolicach Białej Podlaskiej zespołu weselnego trafiła po doświadczeniach śpiewania w kościelnej scholi. Zauważyła, że „na weselach tylko disco polo się sprzedaje. Kiedy gramy disco polo wszyscy wychodzą zza stołów, parkiet pełen". Casandra wysłała więc demo do największej wytwórni w branży i udało jej się wydać u nich płytę. Na razie nie gra jeszcze wielu koncertów i oba rodzaje imprez sprawiają jej wciąż jednakową frajdę, ale jej „fani już się zbierają na Facebooku". To wesela gruntownie nauczyły ją podstaw budowy hitów i zasad ich oddziaływania na ludzi.

Jednak nawet jeśli jest się skromnym i przyzwyczajonym do długich godzin ciężkiej pracy muzyka weselnego, nie można zapominać o gwiazdorstwie. Powinno ono przecież naturalnie cechować autora lub wykonawcę przeboju. Nie jest to takie trudne, gdyż z pomocą śpieszą napotykani dziennikarze. Część z nich jest związana z branżą disco polo, inni pracują dla lokalnych mediów w miejscach koncertów, ale prawie wszyscy zadają pytania w stylu „czym zaskoczysz dziś swoich fanów?", „kiedy kolejna płyta?" lub „co było inspiracją do napisania tej piosenki?". Już słysząc je można więc poczuć się gwiazdą, a już zupełnie, gdy udzieli się pasujących do nich odpowiedzi. Status gwiazdy jest oczywiście bardzo pomocny do firmowania hitów, które zamierza się zrobić.

6. Nie przejmuj się publicznością. Publiczność festiwalu w Ostródzie zachowuje się trochę, jakby oglądała telewizję, a trochę jakby była na weselu. Czyli w sumie tak jakby była u kogoś na imieninach. W porównaniu z koncertami innych gatunków muzycznych aktywność ludzi w pierwszych rzędach jest znikoma: bardzo mało krzyczenia, piszczenia, skakania i tańczenia. Owszem, tłum faluje, ale równomiernie i nieekstatycznie. Tak samo zachowują się ludzie aż do budki akustyka. Są ustawieni luźno, można swobodnie między nimi przechodzić. Sporo większa energia kipi ze strefy gastro-piwno-festyno-wesołomiasteczkowej, zawierającej m.in. karuzele, automat do mierzenia siły uderzenia pięścią oraz sprzedawców balonów, peruk, kapeluszy i króliczych uszu. Obie strefy dzieli ulica, na której można wygodnie tańczyć i odbywa się to w parach. Ale w tym miejscu proporcje brzmienia dźwięku ze sceny są już zniekształcone przez odległość.

Wydarzenia na scenie są więc widowiskiem, które dzieje się obok właściwej zabawy; trochę ją inspiruje, ale też w niej nie przeszkadza. Wykonawca disco polo pozostaje niejako na zewnątrz: nie ma co liczyć na to, że odbiorcy głęboko się z nim zidentyfikują ani że będą uważnie słuchać jego muzycznej propozycji. To kolejny powód, dla którego należy użyć formy hitu: jedynie bardzo dobrze skonstruowany „porywacz uwagi" jest w stanie wedrzeć się do zmysłów i umysłów ludzi cieszących się swoją zabawą.

7. Bądź marketingowo skromny. Nawet status gwiazdy disco polo nie zwalnia wykonawcy z obowiązku solidnej pracy wizerunkowej. Zespołów jest dużo, a wśród publiczności niewielu jest zagorzałych zwolenników jednego konkretnego. W Ostródzie spotkałem tylko dwie osoby, których strój zawierał informację o jakimkolwiek projekcie muzycznym (w obu przypadkach był to Akcent). Gwiazdorstwo disco polo jest więc stosunkowo płytkie i nie obejmuje przywileju rozkapryszenia, zaskakiwania fanów, zwalniania tempa aktywności, gdy ma się na to ochotę, czy choćby arogancji w wywiadach. Gdy chce się pewności stałego popytu na swoje hity, trzeba uważać, by nikogo nie zrazić.

8. Zamawiaj bity u najlepszych. Tak jak w hip-hopie, w disco polo dobry bit rzadko jest autorstwa tych samych osób, które występują na scenie. Na przykład zespół Milano (podobnie jak większość innych) składa się z wokalisty i tancerzy. Muzykę natomiast produkuje im Tomasz Sidoruk, weteran branży, do którego ciężko się dostać i są straszne kolejki. Etna sama pisze swoją muzykę, ale korzysta z fachowej pomocy aranżerów. Zenon Martyniuk, lider Akcentu, współpracuje z „najlepszymi muzykami i tekściarzami", a Ryszard Warot, klawiszowiec zespołu, dogrywa tylko niektóre partie na żywo. Dobra produkcja słono kosztuje, ale dla większych szans w ostródzkim konkursie i na liczniku odsłon teledysku warto zadbać o najwyższą jakość.

9. Bądź wizualny. Oprócz dźwięku i słowa oferta hitu disco polo musi obejmować również atrakcyjne widoki. Wykonawca musi się dobrze prezentować, dlatego częstym elementem stroju scenicznego są marynarki. Trzeba też zadbać o tło: w tym celu zatrudnia się kilka pięknych osób – tancerzy/tancerek na scenę i modelek/modeli do teledysku.

10. Żyj dobrze z Wytwórnią i Telewizją. Choć niekoniecznie. Stosunki ekonomiczne w środowisku disco polo są dużo ściślej niż w przypadku innych gatunków kontrolowane przez wytwórnie fonograficzne. Silnych graczy na tym rynku jest bardzo niewielu i nie kwestionuje się pozycji firmy Green Star jako ich lidera. Ta powstała u początków historii disco polo wytwórnia jest dziś korporacją, która posiada prawa do nazw większości starych zespołów i sprytnie z nich korzysta. Gdy Marcin Siegieńczuk z Toplesu postanowił zacząć występować pod własnym nazwiskiem, firma Green Star powołała nowy skład, który wypełnił starą markę. Podobnie stało się z zespołami Milano czy Buenos Ares. Zenon Martyniuk, którego Akcent również należy do Green Stara, postawił na inne rozwiązanie: od ponad dziesięciu lat nie wydał żadnej nowej płyty, dzięki czemu sam zarządza własnością intelektualną, którą tworzy.

Do Wytwórni dołączyła też Telewizja. Choć Polo TV istnieje niedługo, zdążyło już podporządkować sobie ostródzki konkurs, transmitując go i organizując SMS-owe głosowanie. Niestety, wynik plebiscytu, na którym byliśmy wywołał wśród odbiorców podejrzenia o manipulację, a na ogłoszenie zwycięzcy ze sceny publiczność zareagowała okrzykiem zdziwienia i buczeniem. Wygrała bowiem piosenka „Polski Ślub" Toplesu, która wyszła tak daleko poza konwencję disco polo, że złamała opisane powyżej reguły gry. Dochodzenie prawdy jest tu oczywiście bezcelowe, co pokazuje dysproporcję sił pomiędzy telewizją a wykonawcami.


Niech żyje wolność i swoboda. Polub nasz fanpage VICE Polska


Atutem Polo TV jest jej pełne poświęcenie disco polo, dające wrażenie „wreszcie naszego własnego kanału". Nie bez znaczenia jest też duża w życiu odbiorców rola telewizji w ogóle, która odciska się mocno na ich wyobrażeniach o aktywności artystycznej. Polo TV powiela schematy znane z innych stacji, organizując np. casting na nowe zespoły, na który można przyjść do luksusowego ostródzkiego hotelu dzień po festiwalu. Wśród jego uczestników nadzieja na zwycięstwo i występ w telewizji przyćmiewa wizję niezależności ekonomicznej, promocyjnej i własnej ścieżki rozwoju.

11. Bądź open source. Wykonawcom disco polo zależy na cementowaniu popularności ich hitów poprzez jak najczęstsze granie i odtwarzanie ich na weselach i imprezach. W tym celu udostępniają na swojej stronie tak zwane „aranże" - podkłady do karaoke (jak Casandra) lub nawet wielościeżkowe pliki MIDI (jak Akcent). Luźne potraktowanie prawa autorskiego będzie im wynagrodzone, gdy ich kawałki doczekają się trance'owych remiksów, dzięki którym ich zasięg jeszcze się zwiększy.

12. Olej duże miasta. Chyba że chcesz czekać na popularność 10 lat. W dużych miastach grają tylko najbardziej znani discopolowcy, którzy działają od początku istnienia nurtu. A ci z krótszym stażem, jeśli chcą podbić nowy teren, kierują się raczej do mniejszych miejscowości w innych województwach. Tak jak Justyna Mosiej z nowym składem Buenos Ares, która jakiś czas temu z powodzeniem podbiła Lubuskie.

Młody zespół w dużym mieście ma co prawda szansę pozyskać wierną publiczność, ale nie powinien liczyć na to, że szybciej niż za pięć lat przyjdzie na jego koncert więcej niż pięćdziesiąt osób. I że szybciej niż po kolejnych pięciu ktoś zaprosi go na dochodowe, wspierane przez samorządy i sponsorów Dni Chojnic lub Lidzbarka. Nie nauczy się szybko robienia hitów, nie sprawdzi ich na bieżąco w praktyce.

Zapamiętaliście?

Zanim sprawdzimy, co podczas lekcji robienia hitów stało się z naszymi ambientami, noise'ami, minimalami i M.I.A., możemy pooglądać jeszcze trochę nowych teledysków disco polo w 1080p. A jeśli przypadną nam do gustu albo chociaż wydadzą sympatyczne, to pomarzyć o tym, jak piosenki te sączą się zamiast Piasecznego Piaska, Sylwii Grzeszczak, Feel i Ich Trojga z radyjek w niesieciowych sklepach z ubraniami i w remontowanych mieszkaniach. A jeśli nie przypadną – to zobaczyć, kiedy znowu zatęsknimy za muzycznym hitem – perfekcją w konwencji.