Przychodnia chorób tropikalnychWarszawareporter: Piotr Kućma26.06.2013Malaria, żółta febra, żółtaczka, meningokoki. Bo wie pan, każdy che żyć - usłyszałem w przychodni chorób tropikalnych w Warszawie. I nie chodziło tym razem o egzotyczne pamiątki po dalekich wyprawach.Mali? A po co tam jechać - pyta ze zdziwieniem lekarz. Kiedy słyszy, że wojna i terroryści puka się w czoło…w myślach. Nie musi mówić wprost. I tak słyszę sygnał ostrzegawczy - nie pchaj się tam, po co ci to.Zna pan takiego dziennikarza, nazywał się Milewicz? dopytuje doktor.Jasne, poznałem go tuż przed tym jak zginął. Nie zdążyłem jednak wytłumaczyć doktorowi, że Waldemar Milewicz był moim guru, że śledziłem go na korytarzach budynku przy Placu Powstańców. Tuż przed jego ostatnim wyjazdem do Iraku odważyłem się mu nawet powiedzieć "Jest Pan moim ulubionym reporterem."Nikomu nie przeszkadzał, jak pan myśli dlaczego zginął - ciągnie doktor patrząc się prosto w oczy.Yyy no polowali na niego?Tak, ale wie Pan dlaczego? Nasi kilka dni wcześniej zabili kilku. To była zemsta. I po co mu to było.Szczepionki ochronią mnie przed żółtą febrą, żółtaczką i menigokokami. Można jechać. Potrzebuje jeszcze tylko zgody szefa szefów. Dostaje sms-a: Proszę na siebie uważać.
Niecały miesiąc później. Pierwsze wrażenia Piotra z MaliMali, Bamakoreporter: Piotr Kućmazdjęcia: Kamil Ciechan23.07.2012 r.- Przestałem organizować wycieczki po tym jak w ubiegłym roku zabili jedną osobę z mojej grupy. Po trzech nie ma śladu. Przeżyła jedna kobieta. Tylko dlatego,że ukryła się pod stołem.Matt jest szefem hostelu Sleeping Camel w Bamako. Pokoje ma czyste, jedzenie bezpieczne, piwo zimne a historie, które opowiada wbijają w wygodne kanapy.- Jeździłem z plecakiem po całej Afryce: Ghana, Mauretania, Burkina Faso, Sierra Leone.Szybko próbuje zwizualizować sobie gdzie leżą kraje, które traveller z Australii wymienia z prędkością karabinu maszynowego. Zatrzymał się na dłużej w Mali, bo jak mówi nie ma tu problemu z prowadzeniem biznesu. Sielankę zakłócają tylko jedynie urzędnicy, którzy wyciągają od niego łapówy. No i wojna, na północy. Jeszcze nie dawno, nawet on nie mógł mieć pewności, czy „śpiącego wielbłąda” nie obudzi walenie kolbami do drzwi. Na szczęście może spokojne dokończyć kolejnego browara i historie, która nie daje mi spokoju.Zorganizował im wycieczkę z Bamako do Timbuktu. Miejsca, które znajduje się na liście top 5 must see w każdym przewodniku po Mali. To starożytne miasto niczym wrota otwiera drogę na Saharę. Przed wiekami to właśnie tam krzyżowały się drogi kupców handlujących solą, złotem i niewolnikami. Turystów ściągają też historie o muzułmańskich bibliotekach i tajemniczych manuskryptach. Choćby dla samej legendy „złotego miasta” ukrytego przed niewiernymi na piaskach pustyni warto było tam pojechać.Pojechali w grupie niemiecko-holenderskiej. Jeden samochód i trzy motocykle. Gdzieś na pustyni nawalił jeden motocykl. Drugi zatrzymał się by pomóc. Pozostali postanowili dojechać do hotelu w Timbuktu. Zmęczeni po kilkunastogodzinnej podróży w olbrzymim upale musieli marzyć o spokojnym śnie. Obudził ich horror. Do hotelu wdarli się porywacze. Kiedy Holenderka usłyszała walenie do drzwi schowała się pod stołem. Słyszała kiedy padły strzały. Na miejscu zginął Niemiec, który bał się pójść z porywaczami. Pozostali może wciąż są przetrzymywani gdzieś na pustyni. Dwa dni później wybuchła wojna.O AUTORACH
Reklama
