Diabeł tak straszny jak go malują

Kiedy Tarek Algorhani opuszczał w 2011 roku syryjskie więzienie, nie miał bladego pojęcia, że kraj ogarnęła rewolucja.

|
07 listopada 2012, 12:00am


Anonimowy działacz ruchu graficiarzy

Kiedy Tarek Algorhani opuszczał w 2011 roku syryjskie więzienie, nie miał bladego pojęcia, że kraj ogarnęła rewolucja. Nie wiedział też, że rebelianci walczyli o to samo, za co on odsiedział blisko sześć lat: niezbywalne prawa człowieka. W listopadzie 2005 roku, Tarek wespół z ośmioma innymi blogerami założył Al Domary- zaangażowaną politycznie witrynę, na której zamieszczano komiksy i inne rysunki szkalujące dobre imię rządu syryjskiego. Autorzy domagali się obalenia reżimu Assada. Strona w krótkim czasie stała się jedną z najpopularniejszych antyreżimowych witryn w kraju. Załoga Al Domary z powodzeniem krzyżowała szyki tajniakom, używając zamaskowanych adresów IP i pseudonimów. Niestety, po upływie trzech miesięcy od startu witryny, aresztowano jednego z blogerów. Poddany torturom, wyjawił miejsca pobytu i prawdziwe nazwiska swoich towarzyszy. Władze zamknęły stronę, skonfiskowały komputery i zniszczyły wszystkie pliki operacyjne. W lutym 2006 roku, blogerów oskarżono o zdradę stanu i skazano na pięć lat więzienia. Wyjątek stanowił Tarek, który otrzymał wyrok dziewięciu lat, bo władze uznały go za spiritus movens całej inicjatywy. 

Tarka wysłano do zakładu Sednaya. To więzienie dla 'politycznych' znajduje się 14 mil na północ od Damaszku. W katowni oprawcy poddawali Tarka niekończącym się, wymyślnym torturom. Wciskali go do wielkiej opony, którą turlali godzinami. Bili tak mocno, że nie był w stanie chodzić. “Siedzieli z nami więźniowie przeniesieni do Sednaya z więzienia w Abu Ghraib. W nocy płakali i powtarzali, że chcą wracać do Abu Ghraib,’ wspomina Tarek.

Mroczne cele tonęły w brudzie. W rany wdawały się zakażenia i niektórym więźniom trzeba było amputować nogi. Ucieczka była niemożliwa; nawet gdyby komuś udało się jakimś cudem wymknąć z więzienia, otaczająca zakład pustynia naszpikowana była minami.

Po pięciu latach i sześciu miesiącach odsiadki, Tarek został ułaskawiony z powodów, których sam nadal nie rozumie. Wrócił do Damaszku, przez który właśnie przechodziła fala demonstracji antyrządowych. Groźba powrotu do więzienia nie powstrzymała go od dołączenia do rebeliantów. Agitator- weteran znów znalazł się w swoim żywiole, ucząc działaczy opozycji, w jaki sposób kręcić filmy video i wrzucać je na portal youtube. Skrupulatnie prowadził szczegółowy wykaz zaginionych i zabitych i przekazywał te dane organizacjom ochrony praw człowieka. Nawiązał odpowiednie kontakty, pozwalające zapewnić pierwszą pomoc rannym. Nie minęło więcej niż pół roku, a reżim znów zaczął domagać się jego głowy. Jest poszukiwany przez władze, a na dźwięk jego nazwiska strażnikom w punktach kontrolnych zapala się ostrzegawcza lampka w głowach. Został oficjalnie uznany za wroga państwa. W styczniu zbiegł do Tunezji, gdzie właśnie ruszył jego kolejny internetowy projekt. Tym razem chodzi o antyreżimowe tagowanie murów na ulicach Syrii. Zadzwoniłem do niego w połowie października, żeby uzyskać wieści z frontu.


papierowy szablon przyłożony do syryjskiego muru, napis brzmi: "Męczennik Ahmed Asham.”

VICE: Dlaczego Twój wybór padł na graffiti jako narzędzie do walki z reżimem? 

Tarek Algorhani: Rewolucja w Syrii zaczęła się od graffiti. Kilku chłopaków z Dary śledziło w telewizji przebieg egipskiej rebelii. Napisali sprejem na murze: "Precz z reżimem". Aresztowała ich Mukhabarat, czyli tajna policja. Poddano ich torturom, wyrywano paznokcie. Wtedy w kraju zaczęły się masowe protesty. Na początku rewolucji ludzie protestowali w niewielkich grupach. Funkcjonariusze policji i służby bezpieczeństwa bez trudu rozpędzali demonstrantów, a po ich proteście nie zostawał nawet ślad. Stąd właśnie wzięła się idea graffiti. Nawet jeśli policji udało się skutecznie rozpędzić manifestujących, to przechodzący później w tym miejscu ludzie widzieli ślad po obecności rewolucjonistów i ich proteście. To jak pieczęć, znak. Policja nie ma łatwo, muszą się nieźle narobić. Ledwie wyczyszczą jedną ścianę, a już na drugiej pojawia się kolejne graffiti. 

Jaką rolę odgrywasz w ruchu graffiti? 

Na samym początku, działacze ruchu mazali w pośpiechu ściany sprejem, wypisując na nich slogany w stylu: "wolność" albo "precz z reżimem", jak te dzieciaki z Dary. Chciałem wprowadzić do tych działań element sztuki. To pozwoliłby lepiej upamiętnić poległych w rewolucji męczenników. Dzięki sztuce odzyskujemy głos. W kwietniu zacząłem wrzucać na youtube filmiki instruktażowe o tym, jak malować sprejem na ścianach i udostępniłem na facebooku rysunkowe szablony do użytku artystów graffiti.


Działacze opozycji uwieczniają graffiti za pomocą telefonów komórkowych; rezygnując z komputerów, unikają wytropienia przez syryjską policję, która mogłaby namierzyć ich IP i ustalić ich tożsamość.

Co grozi graficiarzom przyłapanym przez funkcjonariuszy na gorącym uczynku? 

W najlepszym razie zabiją cię na miejscu. Areszt oznacza pobyt w więzieniu dla „politycznych”, czyli tortury i powolną, bolesną śmierć. W obu przypadkach czeka cię śmierć, ale lepiej umrzeć nagle, kiedy jesteś w trakcie tagowania, niż powoli tracić zmysły podczas tortur.

Ile osób zginęło przez graffiti? 

Zabili Noura Hatema Zahra, na którego wołano Al Ragel al Bakeheh, czyli Sprejman. Był jak Spiderman albo Batman. Zginął podczas tagowania. Ludzie dowiedzieli się o jego śmierci, ponieważ jego rodzina nagłośniła tę tragedię. Podczas pogrzebu jego rodzice podkreślili, że poległ dla sprawy. Nie zawsze tak się zdarza. W przypadku niektórych zabitych graficiarzy, ich rodziny nie chcą wyjawić nazwisk zamordowanych, a czasem nawet boją się zorganizować pogrzeb. Obawiają się, że może ich za to zgarnąć bezpieka. Szacujemy liczbę poległych artystów graffiti działających w naszym ruchu na 15. Jestem w posiadaniu listy tych nazwisk, ale nie będę ich ujawniać. Ta decyzja nie należy do mnie.  


Pod napisem "męczennicy", syryjscy graficiarze odmalowali z szablonów poległych rewolucjonistów. 

Czego dokładnie boją się te rodziny? 

Jeśli rodzina organizuje pogrzeb, to tym samym pokazuje światu, że jest dumna ze swojego krewnego. To sygnał ostrzegawczy dla bezpieki, że ci ludzie mogą też stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.

A co z Twoją rodziną? Co się z nią teraz dzieje? 

Moi rodzice brali udział w pierwszych demonstracjach; to było na samym początku rewolucji, kiedy jeszcze garowałem. Wciąż mieszkają w Syrii. Muszę się trzymać od nich z daleka. Staram się do nich dzwonić mniej więcej co 15 dni, ale nasze rozmowy siłą rzeczy muszą być krótkie. Boją się, że są pod obserwacją.

Czy wszyscy artyści graffiti używają wyłącznie spreju w puszkach? 

Działają też Al Ragal al Dahan, czyli Malarze. Posługują się prawdziwymi farbami i pędzlem. Tworzą murale wielkoformatowe, na przykład wielkie flagi Syrii, albo portrety poległych dla sprawy męczenników. Graficiarzy używających spreju jest więcej, bo prościej jest korzystać z szablonów. Przyłożenie szablonu do ściany i pokrycie wolnych miejsc sprejem trwa dosłownie chwilę. Łatwiej jest zwiać przed służbami bezpieczeństwa.

Czy kobiety też tworzą zaangażowane politycznie graffiti? 

Tak, na przykład Al Mar’a al Behkaha, czyli Sprejmenki. 


Tagujący graficiarze zwykle noszą rękawiczki, żeby chronić ubranie przed plamami farby, które mogłyby stanowić obciążający ich dowód. Farba i tak często przecieka.

Kobietom zajmującym się politycznym graffiti podczas rewolucji w Egipcie groziło spore niebezpieczeństwo. Niektóre padały ofiarą napaści seksualnych. Czy tak samo jest w przypadku Sprejmenek?  

Kiedy kobiety malują z nami ściany, zwykle podejmujemy dodatkowe środki ostrożności. Mamy na uwadze ich bezpieczeństwo. Z tego, co wiem, żadna z tagujących kobiet działających w naszym ruchu nie była molestowana seksualnie. Może dlatego, że troszczymy się o siebie nawzajem, bez względu na płeć.

Jakie było najlepsze graffiti, które widziałeś w życiu? 

To był zamek do drzwi, z uwięzionymi w środku funkcjonariuszami syryjskiej bezpieki. To graffiti pojawiało się na witrynach sklepowych i niektórych ulicach. 

Wielu przeciwników reżimu to głęboko religijni ludzie. Czy istnieją szablony albo rysunki o charakterze religijnym? 

My tworzymy świecką grupę, a religia to obecnie drażliwy temat. Wierzymy w pokojowy ruch i potępiamy używanie broni.

Jak wyglądało syryjskie graffiti przed rewolucją? 

To nie było graffiti. Wszędzie było pełno portretów Assada. Wszystkie rysunki na syryjskich murach służyły reklamie aktualnego rządu czy reżimu. Czasami można było natknąć się na gigantycznych rozmiarów graffiti przedstawiające flagę syryjską, opatrzone propagandowymi sloganami. 

Jaką rolę według Ciebie będzie pełnić graffiti w Syrii, gdy rewolucja dobiegnie końca?  

Uważam, że rewolucja nigdy się nie skończy, nawet jeśli Baszar ustąpi, a reżim upadnie. Ludzie nadal będą czegoś pragnąć, za czymś tęsknić. To oznacza, że graffiti nigdy nie umrze. Być może na murach nie będzie już antyrządowych haseł, ale zamiast nich pojawią się nowe, dotyczące praw człowieka albo nierówności społecznych. Ludzie nadal będą w ten sposób wyrażać swoje pragnienia. A graffiti przedstawiające męczenników poległych w rewolucji będzie nam zawsze przypominać o ich heroizmie.

Zobacz też koniecznie:

Przedownik VICE po Syrii

Gdzie byś wolał być - w Syrii czy w Gazie (sonda)

Więcej VICE
Kanały VICE