FYI.

This story is over 5 years old.

Newsy

Jaram się trzęsieniem ziemi w Nepalu dla beki

Rzesze smutnych frajerów oznaczają się na Facebooku jako "bezpieczni", kiedy w Nepalu tysiące ludzi walczą o przetrwanie. No, świetny żart, koledzy. Boki zrywać
27.4.15

Skutki powodzi we Wrocławiu, 2010 – w Polsce, więc tragedia. Fot. Olgierd Rudak.

Dobrze wiemy, że każda tragedia jest tragiczna tylko wtedy, kiedy dotyka Polaków. Polska to w końcu centrum wszechświata wybrana przez Boga, a jedno polskie życie jest warte tysiąca jakichś tam dzikich zamszaków, conie? Do niedawna ten rodzaj hipokryzji ograniczał się głównie do mainstreamowych mediów i obwieszczeń naszego MSZ, ale przy okazji nepalskiego trzęsienia ziemi, sprawa rozlała się na media społecznościowe. Każdy z nas ma kilku znajomych, którzy postanowili okazać swoją europejską wyższość nad ludźmi dotkniętymi tragedią, pokazując swoim znajomkom z Fejsa, że oto też są bezpieczni i nic im nie grozi.

Dla tych, co nie wiedzą – nasz ulubiony portal lansiarsko-antyprywatnościowy wprowadził jakiś czas temu możliwość, by podczas dużych katastrof móc szybko poinformować swoich bliskich i dalekich, że nic nam się w nich nie stało. Wiadomo – kiedy w miejscu, gdzie twoja dziewczyna wyjechała na wakacje wybucha wulkan, to trochę chcesz wiedzieć, czy wszystko jest okej (a prawdopodobieństwo złapania połączenia telefonicznego jest tak samo duże, jak na Open'erze czy innym wielkim spędzie). W sumie spoko inicjatywa, jakaś odmiana od wszystkich gier freemium i zabawnych kotów.

Pokolenie wszystkiego dla beki zrobiło jednak z tej funkcji własny użytek: wczoraj mój newsfeed zapełnił się informacjami, że kul warszawscy znajomi – którzy właśnie sączyli piwko w jakiejś modnej miejscówce z zasięgiem 4G – bezpieczni są również. Pewnie myśleli, że to zabawne, ironiczne takie, hyhy. Szczerze, kiedy widzę takie rzeczy, dopada mnie to samo uczucie, jak podczas zetknięcia się z uwagami Korwin-Mikkego o niepełnosprawnych, albo kościelnych hierarchów o gwałtach. W terminologii medycznej nazywa się to (z greki) emesis.

Ilustracja z XIV-wiecznego manuskryptu „Tacuinum Sanitatis", via Wikimedia Commons.

Nie chodzi o to, że jestem jakimś szczególnym obrońcą uciśnionych – w życiu nie zrobiłem nic dla żadnego Nepalczyka, a moja działalność charytatywna ogranicza się do tego, że czasem wspomogę pana Władka spod mojej klatki, który nie może chodzić i dwusetka Parkowej to jego jedyna życiowa pociecha. Ale okazywanie protekcjonalnego lekceważenia ludziom, którzy w życiu mają trochę bardziej przejebane niż my, nie jest ani śmieszne, ani fajne. Rozumiem, że wychowują nas 4chan do spółki ze śmiesznymi filmikami z Maćkiem z „Klanu" – ale pamiętajmy, że cywilizacja nie polega wyłącznie na posiadaniu MacBooka i znajomości najnowszejszych trendów. To, jak reagujemy na krzywdę innych, mówi o nas samych. Jeżeli tego nie rozumiesz, to mam nadzieję, że ktoś kiedyś będzie miał bekę z twojego raka.