jedzenie

Jak obżeranie się śmieciowym jedzeniem wpływa na twoje biedne ciało

Żyjemy w czasach niespotykanego dobrobytu i oczywiście wykorzystujemy to, żeby sobie zaszkodzić
24.11.16
Równie dobrze mógłbyś połknąć odbezpieczony granat. Źródło Wikimedia Commons

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE US

Z punktu widzenia naszej biologii, jedzenie mniejszych i częstszych posiłków jest znacznie sensowniejsze od jednego, wielkiego posiłku dziennie. Spójrzmy chociażby na czasy neolitu – w przeciętnym domostwie nie było wystarczającej ilości pokarmu, żeby móc sobie pozwolić na jakiekolwiek obżarstwo. Pochłonięcie dziennego zapotrzebowania kalorycznego naraz było nie tylko nierozsądne, ale i niepotrzebnie wywierało presję na resztę rodziny. Ludzki organizm potrafi i powinien funkcjonować na nieprzesadnie dużych porcjach; to kwestia zarówno zdrowego rozsądku, jak i mechanizmu wykształconego podczas okresów głodu – nie należy się przyzwyczajać do spożywania czegokolwiek więcej, niż to jest niezbędne do przeżycia.

Reklama

Oczywiście, w XXI wieku nasza sytuacja uległa diametralnej zmianie. Jeden telefon i w ciągu 30 minut w twoim progu stanie dostawca z ilością jedzenia, która mogłaby wykarmić małą wioskę. W Polsce sieciówki przeważnie jeszcze nie oferują dowozu do domu (nie licząc oczywiście pizzerii); nie zmienia to faktu, że dostęp do fast foodów jest łatwiejszy niż kiedykolwiek. Wyobraź sobie, że późnym wieczorem naszła cię ochota na jakąś szamkę – idziesz do Burger Kinga i zamawiasz zestaw Double Whopper. Za 19,95zł dostajesz burgera (930 kcal), dużą porcję frytek (430 kcal) i napój gazowany (ok. 200 kcal). Twoja nocna przekąska ma prawie 1600 kcal.

W dawnych, mniej zamożnych czasach, prawie nikt nie miał możliwości pochłonięcia trzykrotności dziennego zapotrzebowania kalorycznego w ciągu jednej doby, więc skutki takiego obżarstwa pozostawały nieznane. Dzisiaj sprawy mają się inaczej – żyjemy w czasach absolutnie niespotykanego dobrobytu i czasem pozwalamy, żeby łakomstwo zwyciężyło nad rozsądkiem (i zdrowiem).

Jak pewnie wiesz, zjedzenie dużej ilości przekąsek bogatych w węglowodany (czyli cukry, skrobię itp.) dostarcza twojemu organizmowi sporo kalorii, których nadmiar jest magazynowany w postaci tkanki tłuszczowej. Okazuje się jednak, że konsekwencje ciągłego objadania się wysokowęglowodanowymi posiłkami są znacznie poważniejsze niż tylko kilka kilogramów nadwagi.

„Twój organizm na podwyższony poziom glukozy w krwi reaguje wyrzutem insuliny" – mówi Leah Caruso, dyplomowana dietetyczka i wykładowczyni na Uniwersytecie w Buffalo w stanie Nowy Jork, która od ponad 20 lat zajmuje się prawidłowym żywieniem. „Jej produkcja szczególnie zwiększa się po spożyciu cukrów prostych; wtedy ma najwięcej glukozy do dostarczenia do wnętrza komórek".

Reklama

Każdy człowiek ma inną tolerancję na węglowodany i inaczej je metabolizuje. Caruso mówi, że jedni zauważą szczególny wzrostu poziomu cukru we krwi po zjedzeniu pieczywa, podczas gdy na innych taki wpływ będą miały lody czy słodzony napój. Efekt jest jednak zawsze ten sam: trzustka uwalnia insulinę, która transportuje glukozę z krwi do komórek, a wątroba przekształca nadmiar cukru w komórki tłuszczowe. Dla nas oznacza to kolejne problemy.

„Jeżeli podczas jednego posiłku spożyjesz dużą ilość cukrów i tłuszczy, twoje ciało zacznie produkować trójglicerydy" – mówi. „Ich obecność można zauważyć po tym, że krew staje się mętna i wytrąca się z niej biały, tłustawy osad. Im dłużej przez twoje żyły płynie taka krew, tym większe prawdopodobieństwo, że w tętnicach pojawi się stan zapalny; to zaś może spowodować wiele przewlekłych chorób".

Wahida Karmally, kierownik zakładu Dietetyki w Naukowym Ośrodku Medycznym im. Herberta i Florence Irvingów na Uniwersytecie Columbia, uważa, że objadanie się potrawami o wysokiej zawartości tłuszczu i cukrów może doprowadzić do tzw. lipemii poposiłkowej, czyli znacznego podwyższenia się poziomu lipidów we krwi, przede wszystkim cholesterolu i trójglicerydów. Hiperlipidemia jest ogólnym określeniem na zaburzenia lipidowe, które objawiają się nadmierną ilością komórek tłuszczowych we krwi, ale określenie „poposiłkowa" ma podkreślać, że w tym wypadku wynika z tendencji do przejadania się, a nie z pewnych uwarunkowań genetycznych. Karmally zwraca uwagę, że „schorzenie to może doprowadzić do miażdżycy".

Reklama

Nie tylko nasze zdrowie fizyczne cierpi z powodu niezdrowych nawyków żywieniowych. Caruso zauważa, że opychanie się śmieciowym jedzeniem ma również negatywny wpływ na samopoczucie. Czy kiedykolwiek czułeś się zmęczony albo smutny po wielkim posiłku? Otóż nie była to (tylko) kwestia poczucia winy – w ten sposób wpłynęło na ciebie nagłe uderzenie cukru i wyrzut insuliny do krwiobiegu.

Jeżeli dodatkowo weźmie się pod uwagę fakt, że pokarmy o wysokiej zawartości tłuszczu i cukru silnie uzależniają, nic dziwnego, że niełatwo zerwać z nawykiem przejadania się. Może to doprowadzić do zespołu gwałtownego objadania się (ang. binge eating disorder, w skrócie BED), który polega na „powtarzających się epizodach utraty kontroli nad wielkością przyjmowanych pokarmów". Według poleconego przez Karmally badania, obecnie „jest to najczęściej występujące zaburzenie odżywiania". Regularne zajadanie stresu czy niepokoju może doprowadzić do powstania bardzo szkodliwych nawyków, dlatego też leczenie w pierwszej kolejności polega na zidentyfikowaniu źródła problemów, które powodują epizody obżarstwa. Niestety zaburzenie to często pozostaje niezauważone.

„Lekarze pierwszego kontaktu często nie wykrywają i nie leczą BED, ponieważ nie mają wystarczającej wiedzy na temat diagnostyki i możliwych programów terapii" – czytamy w pracy poleconej przez Karmally. „Wielu pacjentów nie dopuszcza też do siebie myśli, że powinni poszukać specjalistycznej pomocy. W dużej mierze wynika to z poczucia społecznego niezrozumienia i towarzyszącemu temu zażenowaniu; zdarza się również, że sami nie zdają sobie sprawy z powagi swojej sytuacji".

Reklama

Fast foody często wykorzystują ludzką skłonność do nieumiarkowanego jedzenia. W niektórych krajach McDonald's ma w ofercie burgera Hot 'n Spicy McChicken, który zawiera zatrważającą ilość cukru – całe 22 gramy – co czyni go znacznie bardziej szkodliwym i uzależniającym niż to konieczne.

Oczywiście trzeba pamiętać, że jest to problem wyłącznie naszych czasów. Przez stulecia ludzie chodzili niedożywieni, a ich jadłospis całkowicie zależał od urodzaju i warunków atmosferycznych. Mamy szczęście, że urodziliśmy się w epoce dobrobytu, ale nie zapominajmy, że obżarstwo szkodzi prawie tak samo, jak długotrwały głód. Niestety, niewiele osób zdaje się o tym wiedzieć.


Polub nasz fanpage i trzymaj formę razem z VICE Polska


Jen Sacheck, profesor nadzwyczajna dietetyki pracuje obecnie w Centrum Badań nad Zdrowiem Fizycznym im. Johna Hancocka. W 2013 roku wydała książkę Thinner This Year (W tym roku chudziej), która szybko stała się bestsellerem. Podała w niej między innymi, że dieta przeciętnego Amerykanina w połowie składa się z niezdrowego jedzenia – w jej skład wchodzą tłuste czerwone mięsa, smażone potrawy, przetworzone produkty zbożowe (takie jak białe pieczywo czy makaron), fast foody, lody i słodycze. „Astronomiczne 35 proc. spożytych przez Amerykanów kalorii pochodzi z cukru dodawanego do gotowych produktów oraz z twardych tłuszczy (masła, smalcu itp.)".

Dieta Polaków nie wydaje się w porównaniu taka zła, ale nie oznacza to, że nie wymaga poprawy. Według badania CBOS-u „większość ankietowanych (72 proc.) przegryza między posiłkami słodycze, chrupki, chipsy: niemal co piąty (17 proc.) robi to codziennie, mniej więcej co trzeci (29 proc.) – kilka razy w tygodniu". 92 proc. dorosłych sięga po słodkie przekąski, z czego jedna piąta robi to codziennie, a jedna trzecia kilka razy w tygodniu. Także i młodzież nie może pochwalić się dobrymi nawykami żywieniowymi. Jedynie co dziesiąty nastolatek nie je fast foodów, podczas gdy ponad połowa robi to kilka razy w miesiącu, a co trzeci kilkukrotnie w ciągu tygodnia. 70 proc. z nich wypija codziennie ponad litr napojów gazowanych.

Trzeba także uważać na pozornie pozytywne zmiany – z raportu firmy GFK można się dowiedzieć, że „Od końca lat 90. nastąpił znaczny (o 39 proc.) spadek spożycia cukru w [polskich] gospodarstwach domowych do 14,3 kg na osobę rocznie". Dalej możemy jednak przeczytać, że równocześnie w latach 2005-2014 wzrosła „sprzedaż słodyczy oraz napojów z dodatkiem cukru. Spożycie czekolady i wyrobów cukierniczych zwiększyło się o 36 proc".

Sacheck w swojej książce dokładnie opisuje, jak nasz organizm reaguje na taką dietę. Jednoczesne spożycie dużej ilości cukru i tłuszczu „bardzo źle wpływa na zdrowie. Twoje ciało zaczyna wariować, bo nie ma gdzie ich zmagazynować" i „wyrządza mu to sporą krzywdę". „Po pewnym czasie zauważasz, że zaczyna je odkładać na twoim brzuchu", co jest o tyle niebezpieczne, że „znajduje się on bardzo blisko organów, których otłuszczenie może mieć katastrofalne konsekwencje".

Na pewno nie są ci obce niektóre z fizycznych i psychicznych następstw potężnego obżarstwa: biegunka, masakryczny ból żołądka czy generalne otępienie. Niektórzy porównują stan po spożyciu dużej ilości cukru do bezalkoholowego kaca.

Z powodu wykształcenia się u ludzi nowych nawyków żywieniowych, współczesna medycyna musi poruszać się po dotąd niezbadanych obszarach. Ilość dostępnego pożywienia to prawdziwe błogosławieństwo, ale należy pamiętać o odpowiedzialności spoczywającej na naszych barkach. Niekoniecznie już teraz trzeba się zastanawiać nad tym, jak nasz sposób odżywiania wpływa na środowisko, ale na pewno warto przyjrzeć się temu, co robi z ludzkim ciałem.