Reklama
Zobacz 1 część dokumentu VICE: Młodzi i geje w Rosji Putina
W nas wzbiera strach i panika. Panowie są agresywni, wrzeszczą, że teraz „PiS zrobi z nami porządek". Moja przyjaciółka wpada w panikę, stara się uciec. Panowie łapią ją, wykręcają ręce, szarpią płaszcz, ciągną za włosy. Gdy chcę podbiec i jej pomóc łapią także mnie. Podejmujemy ostatnią próbę ucieczki i wtedy dostajemy gazem pieprzowym po oczach.
Reklama
W emocjach opisuję sytuację na swoim blogu. Post momentalnie rozprzestrzenia się w sieci. Piszą do mnie ludzie i opowiadają swoje historie. Okazuje się, że nie jestem niechlubnym wyjątkiem. W 2009 roku taksówkarze pobili chłopaka za to, że pomylił kartę kredytową z płatniczą. Na innej dziewczynie wymusili zapłacenie stu złotych za rzekomo uszkodzoną tablicę rejestracyjną. Miała to zrobić w trakcie kursu – ciekawe jak, prawda?Nie mogło oczywiście zabraknąć komentarzy pełnych nienawiści. „Proponuję eutanazję", „Coś wam się popierdoliło od tego jebania w dupę", „Jak się zesrałeś, zeszczałeś lub coś rozlałeś w taksówce to trzeba za to zapłacić i tyle", „Wylało ci się z rozepchanej dupy" oraz wiele innych. Dzięki statystykom bloga wiem, że co najmniej kilkaset przekierowań pochodzi z forum Sawa Taxi, gdzie najwyraźniej panowie postanowili, że mnie zlinczują. Gdy firmie PR-owej przekazałem informacje, że wiem skąd ten atak nienawiści, komentarze ustały. Czyżby ktoś im to zwyczajnie nakazał?Nie mogło oczywiście zabraknąć komentarzy pełnych nienawiści. „Proponuję eutanazję"
Reklama
Zdjęcie Paweł Mączewski
Reklama
Pismo, jakie otrzymał autor od Członka Zarządu Sawa Taxi Sp. zo.o.
Spotkanie odbyło się w poniedziałek. Pojechałem taksówką (ale oczywiście inną korporacją) do siedziby głównej Sawa Taxi. Tam oczywiście na wejściu wszyscy byli dla mnie mili i sympatyczni. A może wody, a może czegoś. W spotkaniu uczestniczyłem ja, mój prawnik, taksówkarz, przedstawiciel zarządu Sawy, pani zajmująca się ich PR-em oraz ich prawnik. Wszyscy wysłuchaliśmy wersji pana taksówkarza, później wysłuchano mojej. Wniosek był, jak możecie się domyślać, zadziwiający — wersje nie pokrywają się. Batalia o to, kto ma rację, została oczywiście nieuzgodniona, bo państwo choć przyznali, że atak gazem pieprzowym i przepychanki nie powinny mieć miejsca, to wciąż nie byli przekonani co do innych przedstawionych przeze mnie szczegółów tej historii. W skrócie: było dochodzenie, kto pierwszy powiedział „spierdalaj". To było dobijające, bo czy gdybym powiedział (a nie zrobiłem tego) pierwszy ja, to użycie gazu byłoby już usprawiedliwione?W skrócie: było dochodzenie, kto pierwszy powiedział „spierdalaj". To było dobijające, bo czy gdybym powiedział (a nie zrobiłem tego) pierwszy ja, to użycie gazu byłoby już usprawiedliwione?
Reklama
Zobacz nasz nowy dokument z Ellen Page!
Powiedziałem na tym spotkaniu szczerze, że nie chcę żadnej gratyfikacji czy bonu na darmowe przejazdy. Chcę sprawiedliwości i planu naprawczego. Nie mogę winić całej korporacji za to, że pracuje w niej kilka osób, które nie radzą sobie z przemocą. Przypomniałem tam, że Sawa dostała pewną propozycję od LGBT Business Forum. Dowiedziałem się, że jeśli ich wewnętrzne śledztwo wykaże, że sprawa miała rzeczywiście podtekst homofobiczny, to ROZWAŻĄ PROPOZYCJĘ. I na tym właściwie skończyło się. Zero konkretów, zero jakichkolwiek deklaracji. Ruch należy teraz do nich. Co ciekawe, prawnik Sawy oznajmił mi, że taksówkarze w jakimś wewnętrznym kodeksie są zobowiązani do traktowania z szacunkiem osób o odmiennym kolorze skóry, orientacji czy wyznaniu. Szkoda, że tylko w teorii. Swoją drogą zabawne, że nie wykazali się gestem i przynajmniej jako korporacja taksówkowa nie odwieźli mnie do domu. Taksówkę zamówiłem ja. Oczywiście konkurencji.
Po konsultacji z prawnikiem poszedłem w końcu na policję. Wylądowałem w komisariacie na Ludnej w Warszawie, gdzie zbył mnie policjant. Ponoć żaden z jego kolegów krzątających się po posterunku nie miał uprawnień, by przyjąć moje zgłoszenie o napaści. Odesłano mnie na Wilczą. Tam zrozumiałem, że państwo polskie ma mnie w dupie, i to bez wazeliny. Policjant odmówił przyjęcia mojego zgłoszenia, gdyż – jak mi to powiedział wprost – nie kwalifikuje się. Powód? Nie mam obrażeń, które zostały na moim ciele powyżej siedmiu dni. Jeśli chcę jednak założyć sprawę, to oczywiście mogę, ale z powództwa cywilnego. Dowiedziałem się, że szanse na wygraną mam niską, proces pewnie będzie się ciągnął, aż w końcu najprawdopodobniej zostanie umorzony. A więc wydam kilka tysięcy złotych, będę ciągany do sądu przez być może kilka lat, by ostatecznie dowiedzieć się, że dla Polski jestem nic nieznaczącym śmieciem. Jaki jest z tego wniosek? Można bić i upokarzać wszystkich, byle nie zostawiać śladów.Dowiedziałem się, że szanse na wygraną mam niską, proces pewnie będzie się ciągnął, aż w końcu najprawdopodobniej zostanie umorzony