Reklama
VICE Czyta

Jak nie odejść od zmysłów pracując w biurze

Przeczytałam książkę Claire Fay żeby sprawdzić, czy pomoże ci lepiej, niż fragmenty „Pamiętnika z wakacji"

tekst Małgorzata Halber
12 Czerwiec 2015, 10:30am

Fot. Jeffrey Beall / Flickr

W pięknym, idealnym świecie, kilkadziesiąt lat temu, profesor Kotarbiński pisał o „dobrej robocie", że porywa poprzez „wybitnie twórczy charakter spodziewanego osiągnięcia". W ogóle praca jako taka zajmuje sporo miejsca w historii filozofii, jednak ze względu na poważne zmiany w postaci wynalazku elektryczności i pary, a co za tym idzie powstanie nowego modelu pracy, to niesławny Karol Marks pozostaje w dalszym ciągu najbardziej adekwatnym komentátorem życia codziennego pracownika.

Odłóżmy na bok skojarzenia, popatrzmy na główną tezę dzieła o chwytliwym tytule „Kapitał". Większość pracuje nie bardzo wiedząc po co, bo owoce ich pracy idą gdzieś w daleki świat, oni sami zaś zajmują miejsce przy taśmociągu, mają do czynienia z fragmentem jakiegoś ogólnego czegoś, co jest produktem tej firmy (dawniej fabryki), w której są zatrudnieni. Trudno od nich wymagać specjalnej satysfakcji zawodowej. W czasach Marksa były to uszczelki, w naszych jest to prezentacja w power-poincie.

Czym właściwie jest to chodzenie do pracy? W przypadku sektora usług osoba pracująca nie ma w co rąk włożyć. Ale istnieje jeszcze magiczny, przerażający sektor biurowy. Taka sytuacja, w której chodzenie do pracy oznacza, że przez osiem godzin znajdujesz się w miejscu innym niż swój dom, w towarzystwie osób, które nie są twoją rodziną ani przyjaciółmi, tylko przypadkowo dobranym towarzystwem, gdzie starasz się rozciągać czas poprzez powolne picie herbaty i chodzenie do toalety. Albo na papierosa. Zazwyczaj na papierosie rozmawiasz z przypadkowymi osobami o pracy. Albo o innych osobach z pracy. Chętniej o tym drugim, to ma jakiś wymiar ludzki, że ta Bożena z marketingu jest taka rozlazła a w zeszłym tygodniu zapomniała o szkoleniu.

Najbardziej ekscytującym punktem dnia jest pojawienie się Pana Kanapki

Współczesna praca biurowa tak naprawdę wydaje mi się czymś straszniejszym niż ta opisywana przez Marksa. Uszczelka jest jakaś namacalna, a słowa „faktura", „brifing" i „executive" nie są nawet zakorzenione w naszym rodzimym języku. Mało tego, jest spora szansa, że kiedy już udało ci się w pocie czoła dostać niesatysfakcjonującą pracę po to, żeby uzyskać potrzebne do dorosłego życia pieniądze, i jest to praca we współczesnej firmie, to z kąta wyjdzie prawicowy publicista, żeby wyzywać was od lemingów.

Naprawdę, nie ma lekko. Można zacząć nienawidzić ludzi. Osiem godzin w przestrzeni dzielonej z kilkoma innymi osobami, które dla zabicia czasu pokazują sobie naprawdę niezabawne filmy na youtubie. Siedzenie na fejsbuku. Zagłuszanie. Przetrwanie. Najbardziej ekscytującym punktem dnia jest pojawienie się Pana Kanapki. A i tak boisz sie szefa. I czekasz aż to ciebie będą obmawiać w pokoju socjalnym. Wypijasz kolejne kawy, bo jest to po prostu bardziej ekscytujące niż wypisywanie formularzy oznaczonych nic nie mówiącymi ciągami liter.

Zeszyt do bazgrania dla tych, którzy nudzą się w pracy / Claire Fay / wyd. Znak

Jedynym sposobem, żeby nie zwariować w tym świecie jest zabawa. Pewnie formą zabawy mają być te filmy na youtubie, ale ich oglądanie ma pewien poważny defekt: nic z siebie nie dajesz. A o to chodziło wujkowi Marksowi i to właśnie jest w definicji profesora Kotarbińskiego. Łatwo jest być filozofem zamkniętym w atrakcyjnej sali akademickiej i tak sobie pisać. Gorzej kiedy jesteś tak wyzuty z sił, że nie masz siły na zastanawianie się co zrobić z pracą i nie w smak ci zakładanie własnej firmy. Chcesz po prostu jakoś przetrwać.

Zeszyt Claire Fay jest dla tych, ktorzy po prostu są chcą przetrwać. Pewnie kiedyś lubiłeś rysować i sprawiało ci to przyjemność. Może nawet miałeś jakąś wyobraźnię, kumulowaną inaczej niż zastanawianie się co stanie się z kredytem, kiedy cię zwolnią. Jednocześnie czujesz, że praca pochłania sto procent twoich myśli. Zestaw wesołych zadań, które znajdziesz w zeszycie pozwoli Ci najpierw zrzucić z siebie tynk firmy, w której spędzasz po osiem godzin dziennie. To zadania dla prawdziwych frustratów. Pozwolą Ci myśleć o nieprzyjaznej koleżance w kategoriach świni (dosłownie), pogodzić Ci się z odmową podwyżki oraz wskazać pozbyć zmarwtień przy pomocy artykułów biurowych.

Masz dosyć swojej pracy? Przeczytaj, jak ją rzucić.

To, co uwiera najbardziej w tych ośmiu godzinach pięć dni w tygodniu, to uczucie, że już w ogóle nie jesteś sobą i nie robisz niczego lekkiego, irracjonalnego. Być może nie wiesz już nawet co to jest, bo najbardziej zabawne wydaje ci się granie na plejaku do ósmej rano z kolegami z biura. Fay proponuje żebyś po otrzymaniu dobrej wiadomości rozsypał confetti podczas zebrania. Albo narysował nogę, rękę i mózg swojego szefa. Moda na takie interaktywne zeszyty w krajach zachodnich trwa od dobrych dziesięciu lat, do nas powoli zaczyna docierać i sukces przetłumaczonych z poważnym zapóźnieniem zeszytów Keri Smith pokazuje, że tego naprawdę potrzebujemy, „wesołych minut" dla dorosłych.

W końcu każdy kiedy już dostanie do ręki długopis i kartkę odruchowo zaczyna mazać, rysując czasem szefa w sposób niezbyt korzystny. Czasem jednak jesteś już tak wypruty ze wszystkiego, że nie wiesz czym tę kartkę wypełnić. „Zeszyt do bazgrania dla tych, którzy nudzą się w pracy" może w tym pomóc. To nie jest tak, że mogłeś pozwolić sobie na uwolnienie frustracji przy pomocy zeszytu i długopisu tylko w ogólniaku i na zajęciach z taksonometrii. Możesz to robić cały czas. Claire Fay Ci pozwala i w tym jest wielka siła tego skromnego wydawnictwa.

Owszem, zadania mogą wydać się głupkowate. Ale kiedy pomyślisz sobie na ile kreatywności stać Cię w momencie, kiedy koledzy opowiadają Ci nad głową jak najebali się w sobotę, trzy osoby natychmiast chcą żebyś podesłał coś asap, a Ty radzisz sobie ze słuchaniem o taskach, targecie i kontencie w momencie kiedy ktoś na facebooku wrzuca memy z Andrzejem Dudą, to zrozumiesz że propozycja doprawiania łusek narysowanym rybom za pomocą zszywacza jest w sam raz. I jest z pewnością bardziej atrakcyjna niż oglądanie fragmentów „Pamiętnika z wakacji".

Jeżeli nie chcesz pracować w korporacji, w serii „Zawody polskie" mamy dla ciebie wiele innych propozycji.