Technologia

Czy Open’er rozumie nowe technologie?

Niezłym dodatkiem do festiwalowej aplikacji byłaby np. mapa błota, pokazująca obszary pola namiotowego, które mają szansę nie zmienić się w bagno

tekst Dominika Komender; zdjęcia: Karolina Zajączkowska
04 Lipiec 2017, 4:00am

Open'er należy do pierwszej ligi festiwali muzycznych w Europie, co zresztą potwierdzają nominacje do branżowych nagród (i, raz na jakiś czas, nagrody). Niby wszystko się zgadza, są wielkie gwiazdy, oszołamiający wybór świetnych food-trucków, sprawna organizacja. Ale w roku 2017, kiedy już w zasadzie wszyscy przenieśliśmy się do internetu, dość wyraźnie widać obszar, w którym sponsorowany przez gigantyczny telekom festiwal odstaje od największej konkurencji.

Nie jest tak, że Open'er kompletnie nie rozumie nowych technologii. Aplikacja festiwalowa jest bardzo przydatna, przypomina o koncertach, uprzedza o załamaniach pogody, korkach (choć tu pozostawia trochę do życzenia). Połączenie ze Spotify jest całkiem miłym dodatkiem, zwłaszcza jak chcesz na szybko ocenić, czy warto iść na koncert artysty, którego nie znasz. Zbliżeniowe opaski płatnicze pozwalające zostawić portfel w bezpieczeństwie hotelu są bardzo spoko, to prawda. Sporo koncertów było streamowanych na żywo, ale nie oszukujmy się, to standard, i to w dodatku standard, który rozczarowuje w porównaniu ze streamingiem 360 stopni koncertu Gorillaz sprzed niespełna paru tygodni.

Jeśli już o streamingu 360 stopni mowa, to warto wspomnieć o Glastonbury, gdzie już w zeszłym roku „oficjalny partner technologiczny i komunikacyjny festiwalu", telekom EE, zorganizował atrakcje VR zarówno dla uczestników jak i dla tych, którzy nie mogli dojechać na wyprzedający się w parę godzin festiwal. Przez dwa dni odwiedzający flagowy salon marki w Londynie mogli zakładając okulary VR obejrzeć „od środka" nakręcone kamerami 360 stopni unikalne dla Glasto widoki, takie jak występy z Circus Field, obszary Avalon i The Park czy moment wejścia na farmę. To samo można było zrobić podczas ładowania telefonu na terenie festiwalu w namiocie EE.

Dzięki specjalnej aplikacji VR już od paru lat stanowi też integralną część Coachelli. W tym roku dodano do niej jeszcze augmented reality, wzbogacającą teren festiwalu o latające rekiny i dinozaury. Nawet takie wirtualne upiększenie terenu Open'era zdecydowanie by mu nie zaszkodziło.


Inne podejście do tematu miał festiwal w Roskilde. W tak zwanej Maker Space goście festiwalu mogli zobaczyć japońskie zapasy robotów, pobawić się takimi urządzeniami jak drukarka 3D czy wycinarka laserowa czy posłuchać wykładów technologicznych specjalistów. Biorąc pod uwagę pogodę, która panowała w tym roku na Open'erze, niezłym dodatkiem do festiwalowej aplikacji byłaby mapa błota, taka jak ta, którą sporządzono dla Roskilde, pokazująca obszary pola namiotowego, które mają szansę nie zmienić się w bagno.

Szału nie ma też w kwestii wykorzystania nowych technologii na scenie. Trudno mieć do organizatorów festiwalu pretensje o to, jak swoje występy przygotowują gwiazdy, ale warto przypomnieć, że minęło już 5 lat odkąd hologram Tupaca wystąpił na Coachelli. Dwa lata wcześniej, podczas London Electronic Festival, Aphex Twin używałface mappingu by na ekranach upiększać swoją twarzą oglądających koncert. W tym roku bardziej zaawansowaną wersję tej technologii pokazała podczas rozdania Grammy Lady Gaga, na której twarzy na żywo wyświetlano inspirowany Davidem Bowie „makijaż".

Tak zwane „nowe technologie", z których większość, nie oszukujmy się, nie jest wcale taka nowa, to jak widać nie tylko domena festiwali stricte elektronicznych. Warto, żeby organizatorzy jednego z największych festiwali w Europie też się nimi zainteresowali, jak już uda im się zrobić tak, żeby internet nie padał podczas największych koncertów.

Bądź z nami na bieżąco. Polub nasz fanpage VICE Polska na Facebooku