Reklama
zdrowie

Seks oralny powoduje rozpowszechnianie się na świecie nieuleczalnej rzeżączki

Nieuleczalne szczepy rzeżączki wykryto już w 50 krajach świata. Powtarzamy: NIEULECZALNE

tekst Ed Cara; tłumaczenie Zuzanna Krasowska
12 Lipiec 2017, 9:41am

Ananaline / Getty Images

Wychowaliśmy się w świecie, gdzie większość zakażeń bakteryjnych – w szczególności te, które dostają się do naszych organizmów poprzez otwarte rany oraz osłabiony układ odpornościowy – można w miarę skuteczne wyleczyć. Wszystko jednak wskazuje na to, że właśnie zaczął spełniać się scenariusz, przed którym ostrzegali nas lekarze przez ostatnie dziesięciolecia: coraz więcej bakterii uodparnia się na antybiotyki używane do ich zwalczania.

Różne bakterie wykształcają odporność w innym tempie, ale część z nich (te najgorsze) powoli stają się tyle niezniszczalne, że niedługo żadna ilość obecnie znanych nam antybiotyków – ani ich mieszanka – nie będzie w stanie ich zwalczyć. Na krótkiej liście tych koszmarnych bakterii jest mikroorganizm wywołujący jedną z najpowszechniejszych chorób wenerycznych, czyli rzeżączkę. Według nowych raportów Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) nasza przyszłość maluje się w jeszcze ciemniejszych barwach, niż mogliśmy podejrzewać. Eksperci zgodnie potwierdzają, że seks oralny dodatkowo pogarsza sytuację.

W 2015 roku w Ameryce odnotowano prawie 400 tys. nowych przypadków rzeżączki; lekarze za rosnącą liczbę zachorowań zgodnie obwiniają wykształcenie się szczepów odpornych na antybiotyki. Szacuje się, że na całym świecie rzeżączką zaraża się około 78 milionów osób rocznie. Jeśli jednak spróbujesz się czegoś dowiedzieć o zachorowalności w Polsce, pierwsze wyniki w Google zaskoczą cię niezwykle optymistycznymi informacjami – w wielu źródłach przeczytasz, że „w Polsce chorych na rzeżączkę nie ma dziś wielu (w 2015 roku było to zaledwie 195 osób […])". Niestety ta sympatyczna liczba 195 nie jest prawdziwa – stanowi konsekwencję dziennikarstwa „kopiuj/wklej" oraz pobieżnego czytania źródeł.

W przeprowadzanym co cztery lata raporcie Państwowego Zakładu Higieny poświęconym sytuacji zdrowotnej ludności w Polsce, liczba zachorowań jest podawana na 100 tys. przypadków, a nie na cały kraj. Oznacza to, że owe 195 przypadków w rzeczywistości oznacza 75 tys. chorych, a liczby te i tak są zaniżone – w 2016 roku w całej Polsce odnotowano aż 190 tys. przypadków rzeżączki.

Do tego w każdym z raportów pojawia się przypis, że chociaż zapadalność na rzeżączkę rzeczywiście jest w Polsce znacznie niższa niż w Unii Europejskiej (0,79/100 tys. kontra 7,01/100 tys.), „wskazana byłaby jednak weryfikacja przytoczonych danych przez ocenę czułości nadzoru epidemiologicznego". Pokrywa się to z tezą raportu „Rzeżączka w XXI wieku – sytuacja na świecie i w Polsce" napisanego przez m.in. pracowników Kliniki Dermatologii i Wenerologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, w którym wielokrotnie podkreślono konieczność znowelizowania metod leczenia rzeżączki w Polsce (obecnie korzysta się zaleceń terapeutycznych pochodzących z 1974 roku!).

Wracając do sytuacji na świecie: naukowcy z WHO zbadali dane zebrane w latach 2009-2014 w 77 różnych krajach i w prawie każdym z państw zauważyli przypadki, w których leczenie antybiotykami okazało się bezskuteczne. W 97 procentach przebadanych państw wykryto szczepy rzeżączki odporne na działanie cyprofloksacyny [antybiotyku używanego przy leczeniu rzeżączki – przyp. red.].

Dla lekarzy nie stanowiło to dużego zaskoczenia, ponieważ już od dawna wiedzieli, że najczęściej używane leki (w tym penicylina) stają się bezsilne wobec dwoinki rzeżączki ( Neisseria gonorrhoeae), czyli bakterii wywołującą tę chorobę weneryczną. Właśnie to sprawiło, że amerykańskie Centers for Disease Control and Prevention (CDC; Centra Kontroli i Prewencji Chorób) zaleciło stosowanie w przypadku rzeżączki terapii skojarzonej, która łączy leczenie antybiotykiem (najczęściej azytromycyną) z używanymi w ostateczności cefalosporynami o szerokim spektrum działania (ESC; ang. extended-spectrum cephalosporins).

Bądź z nami na bieżąco. Polub nasz fanpage VICE Polska

Jednak badacze WHO zauważyli, że w 81 proc. krajów u pacjentów zwiększyła się oporność na azytromycynę, a w 66 proc. (czyli w ponad 50 państwach) wykryto szczepy, które zaczynały się uodparniać na antybiotyki typu ESC. Co gorsza, istnieją dowody na to, że w trzech przypadkach (w Japonii, Francji oraz Hiszpanii) pojawiły się bakterie wykazujące odporność na każdy ze znanych leków. „Niestety liczby te są najprawdopodobniej bardzo zaniżone, ponieważ w biedniejszych państwach brakuje środków koniecznych do prawidłowego zdiagnozowania oraz leczenia tej infekcji. A to właśnie takich krajach mamy do czynienia z największą zachorowalnością na rzeżączkę" – napisała w oficjalnym oświadczeniu Teodora Wi, lekarka wojskowa z oddziału WHO ds. ludzkiej reprodukcji.

Potencjalnie konsekwencje rozpowszechnienia się tej „superrzeżączki" są co najmniej przerażające. Choroba ta zazwyczaj nie kończy się śmiercią, a wiele z zarażonych osób, szczególnie kobiet, nie wykazuje żadnych objawów zakażenia. Jeśli jednak rzeżączka nie będzie leczona, może spowodować bliznowacenie narządów płciowych oraz różnego rodzaju stany zapalne, które czasem kończą się niepłodnością (zarówno u kobiet, jak i mężczyzn). Zwiększa to również prawdopodobieństwa zarażenia się takimi wirusami jak HIV, a także przechodzi przez łożysko matki na dziecko. Oznacza to, że jeśli matka ma rzeżączkę, ciąża może skończyć się poronieniem albo ślepotą u dziecka.

Oporność na antybiotyki nie jest jedynym powodem, dlaczego rzeżączka wróciła ze zdwojoną siłą – autorzy WHO zauważyli, że ludzie coraz rzadziej używają prezerwatyw, częściej podróżują i rzadko się badają. Jeśli nie pojawią się nowe metody leczenia tej bakterii, pytanie nie będzie brzmiało, czy czeka nas plaga „superrzeżączki", tylko kiedy ona nadejdzie.

Problem nie wynika jedynie z tego, że leki stają się coraz mniej skuteczne. W wywiadzie dla BBC Wi zauważyła, że nadużywanie przez społeczeństwo antybiotyków do leczenia stosunkowo lekkich chorób, mogło się przyczynić do powstania zmutowanego szczepu dwoinki rzeżączki. Warto pamiętać, dwoinka oraz jej nieszkodliwi kuzyni mogą również gromadzić się gardle, aczkolwiek takie kolonie powstają jedynie w wyniku robienia loda, a nie minety. „Kiedy używamy antybiotyków do leczenia takich infekcji jak zwykłe zapalenie gardła, wchodzą one w kontakt z dwoinkami żyjącymi w gardle. Dzięki temu bakterie mogą się spokojnie uodpornić na te leki" – wyjaśniła. To właśnie takie uodpornione szczepy przenoszą się podczas seksu oralnego bez zabezpieczenia.

Naukowcy z WHO podkreśli, że obecnie są przeprowadzone próby kliniczne na trzech nowych lekach, ale tylko jeden z nich wszedł w ostatnią fazę zakrojonych na szeroką skalę badań. Inni naukowcy również nie próżnują: niektórzy starają się znaleźć kombinację starych leków, która mogłaby służyć za pewnego rodzaju zaporę, inni badają, czy płyn do płukania ust może zapobiegać przenoszeniu się rzeżączki podczas kontaktów oralnych. Jednak wszystkie te wysiłki spełzają na niczym, ponieważ temat ten nieszczególnie interesuje firmy farmaceutyczne, które odmawiają finansowania takich badań. Na nowych antybiotykach, w przeciwieństwie do najnowszego leku na serce, nie tak łatwo zarobić, ponieważ nie są stosowane przy leczeniu przewlekłych chorób.

W każdym razie jedno jest pewne – zanim doczekamy się jakiegoś rozwiązania, z pewnością czeka nas wielka katastrofa.

Tagged:
Features
Seks
choroba
bezpieczeństwo
seks oralny
stosunek
rzeżączka