Wywiady

Kuba Knap: Se żyjemy mimo wszystko

Premiera "Najlepszego Wyjścia" już za nami, postanowiliśmy więc chwilę porozmawiać z Kubą Knapem. Raperem, który przeszedł być może największą metamorfozę ostatnich miesięcy na rodzimym podwórku.

tekst Dawid Bartkowski
09 Listopad 2017, 7:00am

mat. prasowe

Kolejny tegoroczny album Kuby Knapa jest wyjątkowy nie tylko dlatego, że są to... dwie płyty. Ten oddzielony grubą kreską zapis codzienności jest być może największym dziełem w jego karierze. Jeśli teraz może wydawać się to kontrowersyjne, to za kilka miesięcy nie powinno już być problemu z taką tezą. O nowej wytwórni, walce z alkoholizmem i "zwiększonej" ilości rapu rozmawiamy z okazji premiery "Najlepszego Wyjścia".

Noisey Polska: Czemu Diil i Hemp Rec.?
Kuba Knap: Bo nie było mnie jeszcze stać na pełną niezależność, poza tym dobrze jest mieć sojusznika. Przyszedłem do nich z gotową płytą. Trochę się przeciągnęło, bo to jednak życie, poza tym jest to dwupłytówka. Przerosło mnie to trochę od strony organizacyjnej, widać nawet kilka błędów w okładce.

Kilka? Jak nie więcej…
To też była zamotka, myślę sobie, że "no już trudno" (śmiech). Wiesz, zamieszanie na każdym kroku. Pilnowanie muzyki zajęło mi strasznie dużo czasu, no bo dwie płyty to jest około pięćdziesięciu zaangażowanych w produkcję osób, które trzeba zgrać.

Dobra, to która jest w takim razie ważniejsza?
Płyta ze Szczurem powstawała od połowy 2016 roku i nagrywałem ją jeszcze pijąc. Ja na niej słyszę, że jest determinacja, walka itd. Układa się w taki fajny tryptyk. Do "Bezbłędnie" jest jeszcze mocno pijacko, potem jest już cios, "muszę coś z tym zrobić", a na koniec jest o wiele spokojniej. Jest jeszcze pierdolnięcie, ale jednak jest to nowa część drogi. Ta druga płyta to moja pierwsza w życiu konkretna rzecz zrobiona w całości na trzeźwo.

W otwierającym numerze jest mocna fraza o alkoholizmie.
Tak, alkoholizm jebać w dupę. To też słychać na tej płycie, że to gdzieś wyłaziło ze mnie, dlatego tak mi się podoba ten tytuł - "Najlepsze Wyjście". Masz ten ostatni krok przed drzwiami i pierwszy w nowe. To były pierwsze miesiące mojej trzeźwości.

To miało duży wpływ na całokształt?
Miało, bo mi się całe życie przewartościowało. I tak uważam, że u mnie stało się to całkiem płynnie i zdrowo, ale słyszę tego sporo na tych płytach. Ta druga mi się podoba, nie tylko dlatego, że wszystko się tam zgadza, ale też dlatego, że jest tam też dużo chaosu. Wypadł ten numer z Łajzolem, słychać jak tempo się szarpie w tę czy inną stronę. Mi się to podoba, że siedzi właśnie taki chaos, że jeszcze raz można to przemyśleć i poukładać na nowo. Cieszę się, że wpakowałem to na jeden album. Kolejna płyta przez takie rzeczy będzie już bardziej konkretna.

Każda twoja płyta, nawet nielegale, były utrzymane w jednym klimacie. Taki "Bejłocz" to mały hołd dla polskiej popkultury.
(śmiech) Co? Dla popkultury? Co masz na myśli?

Stare polskie filmy, polskie piosenki. Sample też wiele mówią.
Ok, no wiem, słówko "popkultura" mnie zmyliło. Źle mi się kojarzy.

Flint kiedyś o tobie napisał, że jesteś Himilsbachem polskiego rapu. "Bejłocz" jest najlepszym tego przykładem.
Na "Bejłoczu" wkurwionym Himilsbachem, trochę fakt. No tak. Myślę, że to też wypadkowa naszych zajawek, bo z Bonnym Larmesem przerobiliśmy polskie pijackie filmy, obaj się zgadzamy w tym, że każdy jeden to klasyk. Ja je kocham za to, że one mają zbiorową puentę: "no, życie, co zrobić?". Mniej więcej wiadomo, jak nasz kraj wyglądał, jak ludzie żyli. W tych filmach jest to tak pokazane z dużym dystansem - "co zrobić"? Se żyjemy mimo wszystko.

Na nowej płycie jest podobny manewr - w numerze z Okolicznym Elementem "To Się Nadrobi".
Follow upów jest sporo, a do polskich filmów to już siłą rzeczy. Myślę, że moje pokolenie uwielbia je, bo ten PRL zawsze pojawiał się w historiach rodzinnych - rodziców, wujków czy starszych kumpli. Ja mogłem go poznać tylko w ten sposób.

Mówiłem ci wcześniej - ja na nowej płycie słyszę… bardzo dużo rapu. Dziwnie to brzmi. Zgadzasz się z tym?
To wbrew pozorom nie jest takie łatwe pytanie, ale zgadzam się z tym. To wynika z tego, że dużo łatwiej mi było wyciągnąć esencję, z tych wszystkich moich porozrzucanych myśli. To tworzy hip-hop. Jak se posłuchasz KRS-One'a to jest czysta esencja, esencja czysta (śmiech).

No, pierwsze płyty Boogie Down Productions, pierwsze solowe albumy. Później niby też, ale straszna nuda.
To jest bardzo trudne, żeby wyciągnąć z siebie jeden strumień świadomej przekminki, takiej najczystszej. Myślę, że charyzma też robi dużo roboty przy tej płycie, taka sportowa złość.

Ta płyta jest zupełnie inna od twoich pozostałych. Każda kolejna była "logiczną" kontynuacją tego, co było wcześniej.
Właśnie, z mojej perspektywy to bardzo logiczna kontynuacja. W ten sposób - jak poczytasz teksty z poprzednich płyt bez bitu - wszystko leciało w dół po równi pochyłej, dlatego to brzmi jak logiczna kontynuacja. Teraz wszystko idzie do góry i to równie logiczne. Z tego, czego się nauczyłem przez te kilka lat, wynika to, co chciałbym faktycznie dać ludziom na "Pierwszym Kroku".

Co chciałeś dać ludziom? Tylko dobrą muzykę?
Sos robi danie. Wszystko musi być podane w najlepszym sosie z możliwych, ale co o tej potrawie świadczy? Myślę, że to jest solidny stek. Chciałem dać ludziom mocy i takiej pewności ogólnej. To jest taki mój standardowy przekaz. To jest tylko życie i nie ma co z tego robić wielkiej afery. Dla mnie to są duże zmiany w życiu, ale nie chciałem robić z tego wielkiego halo. To tylko życie jest. Takie przekonanie chcę wlewać w ludzi. Żyjemy w czasach ekstremów: jak dzieciak wchodzi w dorosłość to popada albo w jakieś konflikty ze wszystkim, albo w jakieś chorobliwe wycofanie. Ja raczej chciałbym pokazywać drogę złotego środka. Tu pozwiedzasz, tu coś nagniesz, tutaj jeszcze coś innego. Warto własne cienie zbadać, ale nie warto dać się zjeść demonowi rezygnacji.

Okej, to czy przy takim podejściu, ta płyta jest dla ciebie najważniejsza?
Nie, nie jest najważniejsza.

To która? Dopiero taką nagrasz, czy może wcześniej już taka była?
"Bejłocz" jest dla mnie najważniejszy.

O, ciekawe. Dlaczego?
Przy "Bejłoczu" wszystko się zatrzęsło.

Detoks od wielkomiejskiego tryby życia? Taka ucieczka z miasta na kilka miesięcy? Ile byłeś na tej Warmii? Pół roku?
Trzy miesiące. Trochę było w tym ucieczki, ale trochę było to też najlepsze wyjście. W zasadzie to była taka półświadoma ucieczka z tego względu, że nie miałem gdzie uciec, mówiąc pokrętnie. To za długa historia, żebym opowiadał.

Materiał na książkę!
A propos książek i Olsztyna - wymyśliliśmy książkę z Bonnym. Roboczy tytuł to "Hip-hop: hałas i piwo - historie o Polsce". Kiedyś na melanżu w kraju ktoś podrzucił takie hasełko i stwierdziliśmy, że jest to jest to. Ta książka będzie składała się z samych historii i melanżowych wniosków. Pierwsze zdanie miało brzmieć "wiele zajebistych historii nie pamiętam, ale…" (śmiech). Potem zaczyna się reszta. Same historyjki.

U Szamotulskiego było podobnie. Czytałeś "Szamo"? Widziałeś tę zajebistą koszulkę z okładki?
Tak, znam fragmenty, czytałem gdzieś u kogoś w kiblu.

To też jest fajne w tym polskim przaśnym hip-hopie, że jak patrzysz na niego to widzisz każdy szczebel tej piramidki społecznej. Łatwo potem wywnioskować, co się dzieje. Te schematy nie różnią się od innych polskich środowisk. W teorii jest to samo, w praktyce różni się tylko ilością i rodzajami substancji. I mordami.

Pytanie tylko, jak tę piramidkę ustawisz.
Ja mam swoją małą prywatną piramidkę i siedzę se na samym szczycie.

Dobra, a płyta ze Szczurem? Jak ją nagrywałeś, to miałeś świadomość, że będziesz robił transfer i przechodził do Hemp Rec.?
Nie, co ty.

Tak? A czy pierwotny plan był taki, żeby pojawiła się jeszcze w Alkopoligamii?
Pierwotny plan był tylko taki, że ja chcę ją zrobić. Zgadałem się ze Szczurem na jakiś luźny numer, czy tam jego producencką, i od słowa do słowa wyszło, że jednak zrobimy całą płytę. Zaczęliśmy to robić. Ja po powrocie z Olsztyna byłem mocno zdeterminowany, ogarniałam milion rzeczy naraz i stąd ta płyta przesiąkła nieco ulicznym sznytem.

Jak cię Bilon przyjął?
Tak że jestem i szczęśliwy i dumny.

Dograł się po przyjęciu do Hemp Rec.?
Tak, już po paru niezobowiązujących gadkach. Do Hempów przygnało mnie samo życie, że tak powiem.

Środowisko było zaskoczone tym ruchem.
Ja nie wiem, jak to wygląda z zewnątrz, nie planuję ruchów życiowych. Może to zaskakujące, ale znałem się z jednym, drugim, trzecim. Okazało się, że Michał ogarnia artystów w Hemp Rec., a ja byłem na etapie, że szukałem sobie różnych opcji. Powiedział mi, żebym przyniósł nowy materiał na którąś towarzyską ustawkę. Przyniosłem, i tak od słowa do słowa, ani się nie spiesząc, ani nie starając za bardzo. Podobnie jak oni, bo nie czułem, że ktoś mnie przyciąga do siebie i na odwrót. Wszystko wyszło całkiem naturalnie.

Zastanawiałeś się nad tym, że ten ruch może być kluczowy dla sceny?
Powiem ci tak: na płycie ze Szczurem pada hasło, że "nie jestem biznesmenem, ani psychologiem / chcę mieć pełną kieszeń, bo wskazałem ci drogę". Uważam, że to jest ciekawe odniesienie do tej sytuacji. Symbolika samej nazwy Alkopoligamii do symboliki JLB od Hempów to taka polska ścieżka. Jak zamienić błędy młodości w dojrzałą walkę. Myślę, że to nie jest mój jednostkowy przypadek. To klucz dla pokolenia! (śmiech) Ważne rzeczy mówię!

Czuję się, jak u Mateusza Grzesiaka.
Kto to jest?

Taki psycholog. Nie wiem, ile bierze za sesję, ale na pewno sporo.
No widzisz? Ja mogę za darmo takie sesyjki robić, ewentualnie jakiś barter.

Dobra, ale wiesz czemu może to być bardzo ważny artystyczny ruch dla samego Hemp Rec.? Mogą dzięki tobie podążyć drogą Prosto. Możesz zachęcić innych artystów do dołączenia do nich, i to niekoniecznie tych, którzy mogą jednoznacznie kojarzyć się ze stricte ulicznym rapem. Mogą się totalnie zmienić dzięki tobie zachowując przy tym swoje korzenie.
Zasług bym sobie nie przypisywał. Firemkę Hemp Rec. trzyma Bilon i on będzie decydował. Wątpię, żeby zrobił stajnię, bo zbyt świadomie i cierpliwie do tego podchodzi.

No okej. To Alkopoligamia czy Hemp Rec.?
Tipiknapa (śmiech). Dla mnie to kolejny krok do własnej niezależności. Nie będę jej budował w oparciu o korporacyjny hajs. Uważam, że jak mi tacy dają rybę to tkwi w niej haczyk, a haczyk jest zawsze na żyłce. Nie chcę żeby ktoś mnie wyciągał. Po ziomalsku wspinam się, ale główny cel to pełna niezależność.

A propos niezależności, jaki był ten kluczowy moment na zaprzestanie picia?
Specjalistycznie mówiąc "dno". Cóż, jak do niego dotarłem, to się obudziłem i powiedziałem sobie, z całkiem zagadkowym spokojem i taką pewnością, która jakby przyszła do mnie gdzieś z zewnątrz: "idę na odwyk". I trzy dni później poszedłem.

Od tamtej pory nic?
Nic. Zero alko. Wypisałem się z tej gierki póki co. Muszę jeszcze nie pić niecałe trzy lata, żeby pić pół życia. To brzmi grubo. Jest zasada w AA, że "DZIŚ nie piję". Jutro wstanę i pomyślę tak samo. One day at a time. W sumie jak się zastanowię, to piłem dokładnie z tego samego względu. Zmieniłem tylko priorytety.

Lepiej ci z tym?
Inaczej. To zupełnie inny rodzaj bomby, ta trzeźwość. Dziwne to w tym kraju. Strasznie dziwny rodzaj bomby. Jeśli chodzi o taki weltschmerz i codzienność, to nie jestem w stanie stwierdzić, kiedy mi było lepiej. Czy na trzeźwo, czy na nietrzeźwo. Pod wieloma różnymi względami jest dużo lepiej, zdrowiej, milej.

Jakimi?
Wstaję, bo mi się chce wstać, robię, bo mi się chce robić, lubię mimo wszystko. I chyba w ogóle to słówko "wszystko" w wyrażeniu "mimo wszystko" jakoś tak bardzo zmalało. Jest dobrze.

mat. prasowe

Obserwujcie Noisey na Facebooku, Twitterze i Instagramie.

Tagged:
Music
Features
Noisey
Rap
Kuba Knap
rozmowa
polski hip hop