Sprawdziliśmy, co się stanie, kiedy  nieznajomi wymienią się telefonami
fot. MIkołaj Maluchnik
Sponsorowane

Sprawdziliśmy, co się stanie, kiedy nieznajomi wymienią się telefonami

Gdybyś poprosił kogoś, żeby pozwolił ci pogrzebać w swoim telefonie, najprawdopodobniej usłyszałbyś „nie”. A gdyby jednak ten ktoś się zgodził?
m
tekst mBank

Zainspirowani kampanią społeczną mBanku – „Uważni w sieci” – dotyczącą bezpieczeństwa w sieci, przeprowadziliśmy eksperyment. Poprosiliśmy Annę, 26-letnią graficzkę i Michała, 28-letniego sprzedawcę płyt winylowych, którzy się nie znają, żeby wymienili się na chwilę swoimi smartfonami.

Postanowiliśmy, że skupimy się na bezpieczeństwie danych bardziej niż na rozbieranych zdjęciach albo związkowym dramatach. W końcu w swoich telefonach przechowujemy masę informacji – część z nich co najwyżej może narazić nas na konieczność tłumaczenia się chłopakowi albo dziewczynie, za to inne mogą „pomóc” komuś podszyć się pod nas i przejąć loginy i hasła, w tym do banku.

Reklama

Okazało się jednak, że naszej parze wcale nie zależało na ochronie swoich danych tak, jak powinno. Dlatego ich rozmowa może być najlepszym dowodem na to, że naprawdę musimy nie tylko zabezpieczać ekran, żeby nikt ich nie mógł bez hasła czy symbolu go odblokować, ale też uważać na to, jakie aplikacje i skąd pobieramy. Niektóre mogą mieć dostęp do kontaktów, zdjęć czy całego telefonu, chociaż ich w ogóle nie potrzebują. No i pamiętajcie, że lewe apki mogą wam się trafić nawet w oficjalnych sklepach.

VICE: Trzymacie już telefon drugiej osoby. Od czego zaczniecie?
Anna: Uwielbiam podglądać, co piszą ludzie w tramwajach. To wzbudza we mnie poczucie podekscytowania, że mogę na chwilę wejść w czyjeś życie, więc otworzę jakąś rozmowę na Facebooku. Wolę tekst niż obrazki.

Michał: To dokładnie odwrotnie niż ja. Ja wolę obrazki, więc wchodzę w galerię. Wiem jednak z doświadczenia, że stamtąd pewnie wszystko, co kompromitujące, skasowałaś, więc sprawdzę lepiej w Zdjęciach Google - tam będzie wszystko, jeśli włączyłaś automatyczną kopię.

Anna: Nie mam pojęcia, co to jest automatyczna kopia, ale zaczynam się serio denerwować (śmiech).

Michał: W sumie czuję się trochę skrępowany. Nie miałem pojęcia, że telefon jest czymś tak osobistym. Mam wrażenie, że to takie współczesne grzebanie w czyichś śmieciach albo przeszukiwanie mieszkania.

I znaleźliście już coś, co was zainteresowało?
Anna: Trudno powiedzieć, większość rozmów jest o zwyczajnych rzeczach. Nawet podoba mi się poczucie humoru Michała, wydaje się wyluzowany. Też nie znosi swojego szefa i we wtorek pisał do znajomych z pytaniem, gdzie można iść na imprezę w weekend. Nie trafiłam jeszcze na łakome kąski, jak nieudany podryw, więc szukam jakichś wiadomości z serduszkami (śmiech).

Reklama

Michał: Tak jak myślałem, część zdjęć zniknęła z galerii. Nie mówię tylko o tysiącu selfie, na których nie wyszłaś idealnie.

A znaleźliście coś, co pozwoliłoby wam podszyć się pod siebie nawzajem?
Michał: Natknąłem się na przykład na zdjęcie karty kredytowej i kolejne zdjęcie z kodem zabezpieczającym. Nie ma ich co prawda już w galerii, ale są dalej w chmurze. Niezbyt rozsądne.

Anna: Faktycznie, mogło tam coś takiego być. Jednak jeśli mam być szczera, bardziej wstydzę się swoich zdjęć niż tego, że tak łatwo sprzedać komuś dane. Nie myślałam o tym, że mogłabym się podszyć pod Michała, bo założenie było takie, że mamy nie wykonywać żadnych czynności, tylko oglądać. Ale jak teraz o tym myślę, to pewnie byłoby łatwo. Mam dostęp do FB, What’s upa, w sumie nikt nie będzie pytał, czy to nie Michał, jak napiszę.

Sytuacja analogiczna. To nie Anna i Michał

Minęło 20 minut, coś się zmieniło w waszym podejściu?
Anna: Zaczynam się coraz bardziej bać, co Michał może znaleźć w moim telefonie. Niby siedzimy sobie tutaj, jest lekko napięta atmosfera, co chwila któreś z nas wybucha śmiechem na widok jakiejś pierdoły - zdjęcia albo mema - ale też trafiają się na naprawdę intymne rzeczy. Ja znalazłam na przykład kłótnię z jego (chyba) dziewczyną o jakąś inną laskę. To mało przyjemne, że ktoś obcy może się o czymś takim dowiedzieć.

Michał: Też zaczynam mieć ciarki na plecach, bo niby to zabawa, ale ilość informacji, jakie można wydobyć o kimś z telefonu, jest olbrzymia. Ja przeglądam teraz maile i znalazłem już kilka, dzięki którym byłbym w stanie zniszczyć komuś życie. Tu jest wszystko - od rozmowy o kasie z szefem, przez loginy i hasła do sklepów plus wiadomości od jakichś byłych facetów. Pewnie został im już tylko taki kontakt, bo wszędzie ich zablokowałaś (śmiech).

Reklama

Anna: Chociaż trochę ci zazdroszczę podróżowania. Ja jestem uziemiona ostatnio w Warszawie, a tu widzę, że cały czas gdzieś latasz.

Michał: No tak, chociaż ostatnio mniej.

Anna: Jak to? Zdjęcia są sprzed dwóch tygodni, kolejne sprzed miesiąca. Pamiętaj, że teraz mam lepszy dostęp do twojej pamięci niż ty! I wiem już gdzie mieszkasz, podawałeś adres jakiejś lasce na Tinderze. Serio to robisz? (śmiech).

Macie już swoje zdjęcia, znalazł się adres i zdjęcie karty, to wygląda o wiele poważniej niż zgubienie dowodu.
Michał: Tak, mam wrażenie, że podszycie się pod Anię byłoby proste. Nie tylko mam jej dane, ale także loginy do różnych serwisów.

Anna: Mam wrażenie, że generalnie sprzedaję wszystkie informacje o sobie na lewo i prawo. Na pewno sytuacja, kiedy widzę, że ktoś może je realnie wykorzystać, jest stresująca. No i boję się odkrycia przez Michała jakiś moich mrocznych sekretów z Facebooka.

A może zajrzyjcie do zakładek w przeglądarce.
Michał: Nic ciekawego, kilka sklepów zapisanych. O, chcesz kupić komuś świąteczny sweter? Widzę, że wygrała klasyka.

Anna: U mnie świąteczny sweter, a u ciebie miliard filmików o pająkach, trochę odpadłbyś w przedbiegach, gdybyś ze mną randkował, bo ich nie znoszę.

Michał: Oczywiście hasło do sklepu zapisane, dane karty też, więc właściwie w ramach pocieszenia z powodu kosza mogę kupić sobie za twoje pieniądze sweter (śmiech).

Anna: A kto tego nie robi? No wiem, że to niebezpieczne, ale jakoś o tym nigdy nie myślałam. Może rzeczywiście czas się zastanowić, bo jednak za dużo swetrów w tym roku nie chciałabym dać obcym.

Która z odkrytych rzeczy była dla was najciekawsza?
Anna: Muszę to chyba powtórzyć z kimś, kogo znam, bo wiele rzeczy wydawało mi się abstrakcyjnych, to jednak telefon kogoś obcego. Myślę jednak, że wiele związków mogłoby się rozpaść pod wpływem takiej dawki informacji, którymi nie zawsze chcemy się dzielić z kimś bliskim. A jeśli chodzi o najciekawszą rzecz, to zdecydowanie rozmowa o prezentach świątecznych dla mamy z rodzeństwem, którą znalazłam na What’s upie. Brzmi jak nuda, ale pomysły przerosły moje najśmielsze oczekiwania (śmiech).

Michał: Ja trochę wkręciłem sobie temat bezpieczeństwa. Muszę rzeczywiście przyjrzeć się metodom na zabezpieczenie telefonu, bo później może być nieciekawie. Pamiętacie posty od nieznajomych za to, że nie wylogowałeś się z Facebooka? Teraz to już rzadko się zdarza, ale ta sytuacja mi o tym przypomina. Muszę ogarnąć co w ogóle mam w telefonie. Na szczęście Ania nie grzebała zbyt mocno w mojej elektronicznej drugiej głowie (śmiech).

Eksperyment z telefonami przeprowadziliśmy w ramach współpracy z mBankiem przy okazji kampanii społecznej „Uważni w sieci”. Na stronie kampanii możecie znaleźć porady dotyczące bezpieczeństwa swoich danych i urządzeń, z których korzystacie.