Quantcast
Wszystko, co musisz wiedzieć o fetyszach

„Po co się męczyć, jak można czerpać satysfakcję ze zbliżeń intymnych?” – pyta Agata Loewe seksuolożka i psychoterapeutka z Instytutu Pozytywnej Seksualności

Fot. William Foster dla i-D

Pierwsza rzecz, jaka przychodzi mi na myśl na słowo „fetysz", to tabun polskich celebrytów przyznających się do fetyszu stóp: Szymon Majewski, Wojewódzki, Prokop, Szyc, Kammel, Paweł Królikowski, młody Szczęsny… Wszyscy z nich mówią o tym otwarcie, niektórzy oddają się masowaniu czy całowaniu kobiecych stóp na wizji; wszystko, jak to w Polsce, podlane jest sosem rubasznego humoru. Kobiety, poza Dodą (która, jak twierdzi, sama sobie jest fetyszem) i Natalią Siwiec, już tak chętnie o swoich upodobaniach nie opowiadają. 

Żarty żartami, ale niewiele jest podstaw by przypuszczać, że w Polsce fetyszyzm kojarzy się z czymś innym niż uwielbienie stóp. W najsłynniejszej chyba polskiej książce o seksie – wydanej w 1976 roku  Sztuce kochania Michaliny Wisłockiej – słowo „fetysz" nie pada ani razu. Gdyby patrzeć od strony definicyjnej, zachowania, które można sklasyfikować jako fetysze, Wisłocka nazywa „zboczeniami", choć jest ostrożna w używaniu tego określenia.

Nie tylko o seksie. Polub fanpage VICE Polska i bądź na bieżąco

Niecałe 9 lat później fetysz trafia do polskiej kultury popularnej jako tytuł komedii obyczajowej o mężczyźnie, którego jedynym marzeniem jest własny Fiat 126p. Film pokazuje, jak obsesja doprowadza bohatera do wielokrotnego łamania prawa, co kończy się dla niego aresztem. Jeśli zaś chodzi o seksuologię, kolejna po Michalinie Wisłockiej gwiazda tej dziedziny w Polsce – prof. Zbigniew Lew-Starowicz – wydał w 1988 roku książkę  Seks nietypowy. W przeznaczonej dla zwykłego czytelnika publikacji opisał m.in. wiele fetyszy, nazywanych jednak na ogół „dewiacjami".

Nie jest więc tak, że temat fetyszyzmu w Polsce nie istnieje. Ale czy jako społeczeństwo cokolwiek o nim wiemy? Jaki mamy do niego stosunek? Na ile prawdziwe są związane z nim stereotypy? Spytałam o to dr Agatę Loewe, psychoterapeutkę, seksuolożkę i założycielkę Instytutu Pozytywnej Seksualności.

Ustalmy na początek: co to jest fetysz?
Agata Loewe: Historycznie, fetysze to przedmioty magiczne, reprezentujące szczególną wartość dla ich posiadaczy. Materia o nadnaturalnej mocy, jak kamień filozoficzny, talizmany czy relikwie. W seksuologii o fetyszu mówimy wtedy, gdy nadajemy jej erotyczny charakter. Klasyczna seksuologia kliniczna mówi o diagnozie fetyszyzmu w momencie, kiedy obiektem pożądania jest coś nienormatywnego (np. część garderoby) lub warunkiem wystąpienia pożądania jest jakiś element specyficzny (np. dźwięk, zapach) – w szerszym ujęciu fetyszem może być wszystko, też na przykład pewne zachowania czy sytuacje, jak chociażby uzgodniona inscenizacja porwania. 

Co w takim ujęciu odróżnia fetysz od rzeczy, które po prostu w seksie lubimy bardziej od innych?
Głównym odróżnieniem fetyszu od zwyczajnych upodobań jest to, że jego wystąpienie jest niezbędne, by osiągnąć satysfakcję seksualną. Może nawet nie dojść do zainteresowania seksem, jeżeli obiekt nie pojawi się w obrębie naszego oka, ucha, nosa  Są też fetysze, kiedy jest potrzebna tekstura jakiegoś materiału. Jest tego nieskończona liczba – fetyszem może być wszystko. 

„O gejach wiemy, że są, ale o tym, że nasz kolega z pracy lubi lizać tylko czubki palców swojej partnerki już nie, bo o takich rzeczach się nie rozmawia"

Jak fetyszyści są postrzegani przez społeczeństwo, w szczególności w Polsce? 
Społeczeństwo się mało interesuje fetyszystami, więc się o nich nie mówi i też bardzo mało o nich wie. W zasadzie nie ma aż takiej stygmatyzacji jak, na przykład, w przypadku mężczyzn homoseksualnych, co do których w Polsce każdy ma opinię. O gejach wiemy, że są, ale o tym, że nasz kolega z pracy lubi lizać tylko czubki palców swojej partnerki już nie, bo o takich rzeczach się nie rozmawia. Problem pojawia się, kiedy ktoś fetyszyzujący jakąś aktywność nie jest w stanie dogadać się ze swoim partnerem, który lub która ma bardziej standardowe upodobania. Może pojawić się u takich osób poczucie winy i „nienormalności". Wtedy szukają pomocy u seksuologów. 

Czy są jakieś granice, gdzie można powiedzieć, że coś jest jeszcze fetyszem, a coś już zaburzeniem?
W ICD-10 (Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych) fetysz jest umieszczony w dziale „parafilie", co niegdyś było rozumiane jako zaburzenie preferencji seksualnych. Potrzeby „pozaludzkie" to repertuar upodobań, powiedziałabym, niestandardowych. To przede wszystkim kwestia norm w seksuologii i norm partnerskich. Jeżeli taka osoba znajdzie partnera o takich samych upodobaniach, to żadne z nich do seksuologa nie trafia. Trudno wyznaczyć te granice – zdarza mi się, że przychodzą do mnie kobiety, których partnerzy nalegają, by uprawiały z nimi seks analny i one się zastanawiają, czy to one są „nienormalne", bo nie chcą, czy oni, bo chcą. A seks analny należy do aktywności równorzędnych z seksem oralnym i waginalnym. Doświadczenia fetyszystycznego nie da się w żaden sposób ujednorodnić – jak widzę opracowania dotyczące seksualności osób należących do grup GSD (reprezentantów różnorodności seksualno-genderowych) oparte na badaniach i statystykach, to mam ochotę wyrzucić je do śmieci. Nie oddają one deklarowanych doświadczeń osób, które są fetyszystami w realu. 

Chyba właśnie z takich badań i statystyk wynika przeświadczenie, że częściej mężczyźni są fetyszystami.
Tak, uważa się, że częściej mężczyźni są fetyszystami, bo częściej się ich o to pyta. W XIX wieku medycyna rozwijała się równolegle z psychologią i seksuologią – Richard von Krafft-Ebing napisał wtedy książkę, która stała się pierwszą „biblią" ówczesnej seksuologii: Psychopatia Sexualis. Opisuje w niej przypadki osób, które były do niego kierowane, a były to najczęściej osoby stwarzające problem dla społeczeństwa – np. obnażające się publicznie, erotyzujące sikanie, przestępcy na tle seksualnym. A że były to czasy wiktoriańskie i w ogóle nie mówiło się o czymś takim jak kobieca seksualność i przyjemność seksualna, kobiet w tych badaniach po prostu nie było. 

Z czego to wynikało?
„Kobiety porządne" według panujących wówczas reguł nie uprawiały seksu, chyba że ze względu na prokreację.  Na pewno nie miało to związku z pożądaniem czy przyjemnością. Dlatego nikt tych spraw badał. Ale oczywiście, że kobiety też bywają fetyszystkami: wystarczy poszukać na fetlife.com (serwisie społecznościowym dla kinksterów) – jest mnóstwo kobiet z przeróżnymi fetyszami.

„Kobieca seksualność w dalszym ciągu budzi wiele kontrowersji. Nie da jej się jej zuniwersalizować badaniami"

Czy wiara, że jest inaczej to tylko kwestia złych badań i przesądów?
Kobieca seksualność w dalszym ciągu budzi wiele kontrowersji. Jest w niej coś mistycznego, nieodgadnionego, nie da jej się jej zuniwersalizować badaniami o tym jak dokładnie ona przebiega. W dużym uproszczeniu – jeżeli mężczyźnie nie działa członek, to wielka tragedia i szuka się powodów. Aplikuje się dostępne rozwiązania, byle była erekcja. Wiele kobiet zmusza się do seksu, nawet jeżeli się nie ma ochoty, nawet kiedy boli. Wiele kobiet nie mówi o tym czego pragnie, jakie są jej oczekiwania, chociażby ze względu na przekonania „co wolno" a czego się „nie powinno". To bardzo przykre, ale w dalszym ciągu niektóre kobiety myślą, że jeżeli nie zagryzą zębów, to zostaną potraktowane źle. Praca gabinetowa pokazuje mi jak często kobiety mają objawy takie jak bolesny stosunek czy w ogóle niemożność włożenia czegoś do pochwy i bardzo często ignorują te objawy latami. Zdarza się, że jest to właśnie wynikiem innych preferencji. Warto to sprawdzić, bo po co się męczyć, jak można czerpać satysfakcję ze zbliżeń intymnych.

Czy jest na przykład tak, że jakieś fetysze są bardziej charakterystyczne dla kobiet, a jakieś dla mężczyzn?
Byłabym bardzo ostrożna z tym, żeby to kategoryzować. Moje doświadczenie w pracy z kobietami pokazuje mi jedynie, że kobiety szybciej szukają informacji w sieci, sięgają po książki, udzielają się anonimowo na forach wsparciowych – te, które rzeczywiście poszukują realizacji. Ale wiele kobiet bardzo obawia się, że ktoś odkryje prawdę o nich. Często, niestety, ten koszt bycia ocenioną jest wyższy niż chęć realizacji seksualnej.

„Wiele kobiet bardzo obawia się, że ktoś odkryje prawdę o nich. Często, niestety, ten koszt bycia ocenioną jest wyższy niż chęć realizacji seksualnej"

Wspominałaś o parach – że najlepiej jest jak dobiorą się dwie osoby o podobnych upodobaniach. Czy pary mogą wytworzyć nowy, wspólny fetysz?
Jasne, że tak. Znam bardzo wiele takich par, które wspólnie wyprodukowują fantazje, scenariusze. Myślę sobie od razu o tym, jakie to są fajne pary. W środowiskach, w których seksualność stoi wysoko wśród potrzeb, gdzie dobry seks stanowi ważne kryterium w doborze partnera, zupełnie inaczej patrzy się na takie rzeczy.

Czy znaczy to, że w Polsce w szerszej niż kiedyś grupie fetysz jest akceptowany, uznawany za rodzaj zabawy, urozmaicenia?
Na pewno. To jest praca społeczności kinkowych, które w Polsce dopiero się rozwijają, choć są już całkiem liczne [wg Google Trends Polska jest na 4. miejscu na świecie jeśli chodzi o wyszukiwanie hasła „BDSM" – przyp. red.] W San Francisco na przykład te grupy rozwijały się równolegle ze społecznościami LGBT i razem z nimi walczyły o wolność seksualną. Więc jestem optymistką – sam fakt, że Instytut Pozytywnej Seksualności działa. Jak go zakładałam, to się ze mnie śmiali, że nikt nie przyjdzie, bo ma seks w nazwie – namacalnie czuję różnicę, że jest masa ludzi, z którymi fajnie można o seksie rozmawiać. Tylko trzeba znaleźć w sobie odwagę, żeby znaleźć swoją grupę.