FYI.

This story is over 5 years old.

Varials

Frances Ha

Noah Baumbach nie jest jakoś specjalnie znany - nawet wśród moich pretensjonalnych przyjaciół - mimo nominacji do Oscara za scenariusz i plejady gwiazd grających u niego. Jeśli już go znamy, to raczej biernie, jako niewidzialnego scenarzystę filmów...

materiały dystrybutora

Noah Baumbach nie jest jakoś specjalnie znany - nawet wśród moich pretensjonalnych przyjaciół - mimo nominacji do Oscara za scenariusz i plejady gwiazd grających u niego. Jeśli już go znamy, to raczej biernie,  jako niewidzialnego scenarzystę filmów Wesa Andersona i “Madagaskaru 3”. Nie jest tak ekscentryczny i idiosynkratyczny jak autor “Moonrise Kingdome” i chyba zbyt tragikomiczny i antyspektakularny by przyciągnąć do kina, fanów takich gwiazd Ben Stiller i Jack Black. Być może wraz z jego najnowszym dokonaniem to się zmieni, bo tym razem, doprowadził swoją formułę do perfekcji i ponadto zrealizował film o ludziach i dla ludzi, których jeszcze stać na chodzenie do kina.

Reklama

“Frances Ha”  to luźna, pozbawiona zwartej formuły opowieść o tytułej Frances, hipsterce z Nowego Jorku, marzącej o awansie społecznym i artystycznej karierze (w tym wypadku balet). Frances jak na hipsterkę przystało okłamuje siebie i wszystkich, przed nikim się nie przyzna, że jej życie jest do dupy, a aspiracji nigdy nie spełni. Baumbach jednak nie krytykuje pokolenia millenialsów, nie patrzy na nich paternalistycznym i surowym okiem, ani nawet nie stara się ich zrozumieć czy obnażyć strukturalne przeszkody stojące przed nami. Po prostu im (nam) się przygląda. Z ciepłem, troską i zaciekawieniem, ale nie bezkrytycznie. Objawia się to w samej postaci Frances (świetna Greta Gerwig jest także współautorką scenariusza), która jak wspomniałem jest notoryczną kłamczuchą, ale też sympatyczną, zabawną i po prostu cholernie ludzką osobą. Doszły mnie słuchy, że inni krytycy albo ją pokochali, albo znienawidzili. Ja w niej widzę po prostu moją koleżankę. Nawet jej koledzy, burżuje udający rzeźbiarzy i scenarzystów nie są tak koszmarni i groteskowi, jakbyśmy mogli się spodziewiać.

Film na szczęście nie zmusza nas do ani kibicowania, ani oskarżania bohaterki, duża w tym zasługa, autorskiego stylu Baumbacha. Podobnie jak wczesny Woody Allen - choć mniej zabawnie - reżyser każe swoim postaciom, dużo gadać o wszystkim i o niczym, i nie skazuje ich na dramatyczne wypadki i wielkie tragedie. Ot, kilkanaście scen z życia.

Reklama

materiały dystrybutora

Podobieństw do wczesnego okresu autora “Manhattanu”, jest zresztą więcej, wybór czarno-białej taśmy, absolutny brak innych niż biali bohaterów i odwołania do wysokiej sztuki (cała scena-cytat z Leos Caraxa). W tym właśnie upatruję źródła potencjalnego skucesu “Frances Ha”. Oraz w dosyć  realistycznym, choć nie ostencjacyjnym, portrecie “pokolenia”. Jeśli macie dosyć, starego Allena, jeżdżącego po Europie i szukającego ulg podatkowych, to chyba musicie zobaczyć najlepszy jego ekwiwalent od dłuższego czasu. I wiem, że ileś osób zobaczy w tym filmie siebie, ale jak na nas przystało, nie przyznamy się do tego.

"MIDDLE SURFACE" ZDJĘCIA KAMILA ZACHARSKIEGO

CZY PRZESZCZEPY ORGANÓW ZMIENIAJĄ LUDZI?

SZCZĘŚCIE