FYI.

This story is over 5 years old.

wywiad

Ten Typ Mes: „Od kabaretów bolą oczy i krwawią uszy”

Mes mówi o kondycji polskiej rozrywki i byciu pierwszym roastowanym raperem w Polsce
Zdjęcie: Bartosz Mindewicz

Nie dalej jak wczoraj natknąłem się na zdjęcie, gdzie jakiś dzieciak przemyka na czworaka pomiędzy wiązkami laserowych promieni, usilnie starając się nie przeciąć strumienia światła – na fotografii widniał komentarz: Próba opowiedzenia żartu, który nie urazi nikogo w 2015 roku.Spoglądając wstecz, rzeczywiście mam wrażenie, że na niektórych płaszczyznach, świat zmienił w zdecydowanie bardziej politycznie poprawne miejsce. W opozycji do tego stoi konwencja roastu – gdzie głównym celem jest obrażanie, robienie sobie beki i ogólna szydera z zaproszonego gościa. W tym wypadku był nim Ten Typ Mes, który jako pierwszy raper w Polsce dał się zroastować.

Reklama

Postanowiłem się z nim spotkać i zapytać o jego zdanie na temat kondycji polskiej rozrywki, polskiego poczucia humoru i bycia celem pocisków polskiej ekipy stand-uperów.

VICE: Co sprawiło, że zdecydowałeś się wziąć udział w roaście?
Ten Typ Mes: Przede wszystkim obejrzenie roastów amerykańskich, które są zbiorem doskonałych dowcipów. Zaprasza się do nich najlepszych komików, a ich teksty przechodzą wcześniej selekcję, dlatego moim zdaniem to taki the best of stand-up. Amy Schumer czy Jeffa Rossa obczaiłem sobie pierwszy raz w roastach, a teraz wiem, że warto ich śledzić, gdy mam deficyt śmiechu. Kiedy więc Marcin Wieczorek złożył mi propozycję wzięcia udziału w roaście, kojarzyło mi się to z czymś ultra świetnym. Sprawdziłem asów, którzy mieli mnie zroastować i wyraziłem zainteresowanie.

Mowa o komikach ze Stand-up Polska?
Mowa o komikach nurtu stand-up, chyba niekoniecznie Stand Up Polska. Mają jakieś swoje wewnętrzne podziały, które poza samymi zainteresowanymi, dla wszystkich innych są nudne i bez znaczenia (śmiech). Ważne, że Marcin Wieczorek, Jasiek Borkowski, Patryk Czebańczuk, Wojtek Pięta, Paweł Chałupka i Piotr Złydach to świetni obserwatorzy rzeczywistości i śmieję się, gdy ich słucham.

Czyje amerykańskie roasty oglądałeś, które wyrobiły u ciebie tak dobre zdanie?
Właściwie wszystkie, jakie były. Chociaż niedawno widziałem roast Justina Biebera, co na tle pozostałych było jednak czymś, co trochę zmienia charakter roastu…

Reklama

Co masz na myśli?
Bo do tej pory roastowani goście byli ludźmi, którzy się dobrze kojarzą — nawet trzecioplanowi aktorzy wzbudzali dobre emocje. Jak był roast Hassellhoffa czy Pameli to jechano im do szpiku, ale nie za karę, że dali ludziom złe emocje, tylko przeciwnie, jakoś się tej kulturze, nawet klasy B czy C, przydali, nikogo nie skrzywdzili. A chociaż Bieber zapracował sobie, by robić z niego dowcipy, to nie sądzę, by zasłużył na uwagę ludzi, którzy są nie tylko bystrzejsi od niego, ale ich dorobek to coś więcej niż parę dziwnych płyt i milion zdjęć na Instagramie. Może pod wpływem roasta zrobi coś ciekawszego.

Przeczytaj też wywiad Ten Typ Mes: Na granicy szaleństwa

Porównałbyś roastowanie do dissów w rapie?
Oczywiście, tyle że podczas roasta jest to konwencja, niewykraczająca poza ramy dowcipu. Roast jest pozbawiony napinki, natomiast w rapie napinka czasami jest wątkiem wiodącym.

Czy słuchając kawałów na swój temat, coś rzeczywiście cię zakłuło?
No jasne, ale to były pociski, które dotyczyły tylko tych rzeczy, których nie jestem w stu procentach pewien.

To znaczy?
Wiesz, jestem pewien swoich płyt i swojej rodziny, więc nie ubodły mnie np. żarty o ojcu, bo na ten temat swoje już wiem i niezależnie co bym usłyszał, nic by to nie zmieniło. Ale nie jestem wielkim znawcą piw, więc strzały o piwie lub ciuchach Alkopoligamii, że to nikomu nie smakuje i wstyd w tym chodzić — były śmieszne, ale jednocześnie zastanawiałem się: „o kurwa, może faktycznie to jest aż tak chujowe?" (śmiech). No ale hej, chujowe nie chujowe, wszystko made in Poland, a nie od chińskich dzieci pracujących za miskę ryżu… Tak, długo myślałem nad odpowiedzią.

Reklama

Czy są w twoim życiu świętości, których obrazy nie podarujesz?
Rzadziej słowa, bo to, że ktoś o mnie źle mówi, jest trochę częścią mojego zawodu. Jeden mówi źle, drugi dobrze, no i gicior, w obu przypadkach nie może to zachwiać moim dalszym ruchem, a dalszym ruchem jest zawsze robienie coraz lepszej muzyki. Raczej czyny wprawiają mnie w zły nastrój — nie trawię na przykład niewdzięczności i braku pokory.

Zdjęcie: Bartosz Mindewicz

A czy myślisz, że w przestrzeni publicznej, w społeczeństwie są rzeczy i tematy, z których nie należy żartować?
Nie czuję się ekspertem od wyznaczania granic poczucia humoru, bo zapewne nie poświęciłem temu tyle czasu, co komik, który obśmiewa Holokaust, ludzi niepełnosprawnych lub ofiary gwałtu — sądzę jednak, że jeżeli ktoś łapie się za taki temat, musi go sobie wcześniej gruntownie przemyśleć. Dla przykładu Ricky Gervais jest tu dla mnie mistrzem — gdzie w jego serialu „Life's Too Short", w roli głównej obsadził karła, który z powodu swojego wzrostu… ma przejebane. Pytanie, czy skoro ekspert potrafi to robić, to każdy inny też może się śmiać z tych samych rzeczy? Wszystko zależy od puenty i intencji. Przełamanie pewnego tabu daje też korzyść radzenia sobie z problemami i przynależnością do kultury. Czyli, że żart może sprawić, że nie jesteś sam, ktoś też ma ten problem i umie się niego obśmiać. No i że nie było wcześniej np. karłów w sitcomach wysokiej próby, a tu proszę, można, nie ma wykluczenia, nie ma udawania, że karły nie istnieją i nie mają poczucia humoru!

Reklama

Przeczytaj: Poznaliśmy człowieka który wymyślił rekinado

Czyli jak długo puenta się zgadza, możemy żartować ze wszystkiego, z religii także?
Myślę, że u nas korzyść z żartowania z religii jest ogromna, bo odczarowuje taką umowę społeczną, którą kiedyś między sobą zwarliśmy. Umówiliśmy się, że jeżeli taki przykładowy Maciek czy Paweł założą sutannę, to nawet jeżeli wcześniej studiowali w życiu tylko jedną książkę, Księgę — będziemy traktować ich z założenia z szacunkiem, bez względu na ich charakter. Trochę jak żołnierza z Orzełkiem, bo jest gotowy bić się za moje bezpieczeństwo, szanować za sam „mundur"?

Natomiast kiedy mijamy na ulicy np. architekta, który odpowiada za służące obywatelom muzeum, oczyszczalnie ścieków lub nawet nasz dom, gdzie mieszkamy, to on już nie cieszy się taką estymą. Dlatego uważam, że co jak co, ale obśmianie religii jest jak najbardziej zasadne, podobnie zresztą jak żarty z ateistów — by nie czuli się tak pewnie, bo może cały czas obstawiają nie tego konia.

Zdarzyło ci się kiedyś przesadzić i przeprosić za niefortunny żart powiedziany w towarzystwie?
Na pewno zdarzyło mi się pierdolnąć gafę i to nie raz, za którą przepraszałem. Zdarzyło mi się rapować dla niewidomych dzieci kawałek „Oczy otwarte" i dopiero po fakcie uświadomiłem sobie, jakie to było idiotyczne. Pewnie były też takie momenty, kiedy nie skumałem, że muszę przeprosić, więc jeżeli ktoś nadal czuje do mnie urazę — apeluję, by nie czuł, mi na pewno będzie głupio, jak przypomni o co chodziło. Chowanie urazy, pielęgnowanie jej, rani głównie osobę urażoną.

Reklama

Zgodzisz się ze stereotypem, że Polacy są smutnym narodem, że smutek mamy w genach?
Obawiam się, że mamy to w genach, memach, w religii, ogólnie w naszej kulturze. Trudno powiedzieć tu coś odkrywczego, lubimy ubolewać… Nad wszystkim. Nad sobą. Też lubię! Myślę, że wpływ na to mają też nasze polskie relacje — takie władczo-poddańcze względem siebie. Wobec szefa spuszczam wzrok, wobec podwładnego jestem tyranem, te małe upojenia władzą. Każdy ponad każdym, jak to kiedyś ujął Sokół. Myślę, że to nie pozwala nam zachwycać się wieloma sprawami, na przykład naszą unikalną europejską tożsamością, tym jakie mamy wyczucie zależności, że tu nas inspirował Napoleon, tu nas przerażał Niemiec i Rusek, obok Żyd, na drugim brzegu Szwed.

Możemy udawać, że przez PRL to zanikło, ale to jest, jest głęboko i to średnio sto razy głębsze niż ogląd świata jakiegoś burasa z Alabamy, który myśli, że szczytem szczytów jest Waszyngton. Mamy też morze, góry, różnorodną przyrodę, o której np. Węgry mogą marzyć… Piękne! To znaczy może być piękne, gdy się dobrze skupić, bo w tą obsraną jesień optymizm niełatwo sobie i innym narzucać.

Roast Tego Typa Mesa. Materiały prasowe: Alkopoligamia.

Co myślisz o polskich kabaretach, pewnie wolisz Stand-up?
Od kabaretów bolą oczy i krwawią uszy. Omijałem to tak długo szerokim łukiem, że teraz czasem włączam sobie na chwilę kabaret, tylko po to, by się upewnić, czy nie pierdolę głupot o tych kabaretach i czy rzeczywiście nadal ssą kutasa. Ostatnio widziałem na Dwójce polską próbę zrobienia Tonight Show, program prowadzi kabaret Paranienormalni – i to mocno cementuje moje stanowisko.

Reklama

Tyle, że kiedy Stad-up w Polsce cały czas raczkuje, to telewizje tworzą już bloki kabaretowe – gdzie taki facet w peruce przyciąga jednak uwagę widzów.
Jeżeli teraz do tego pokoju, gdzie siedzimy, wszedłby facet w sukience i peruce, zapewne też by zwrócił na siebie naszą uwagę – pytanie, czy by rozbawił. A co do oglądalności kabaretów, myślę, że jeżeli atakuje się widzów jakimś typem rozrywki, oni przestają się bronić, nie mają już sił. Próbujmy namawiać ludzi z TV by dali więcej miejsca stand-upowi. Wojewódzki zyskał mój punkt szacunku w tej kwestii.

Przeczytaj: Kiedy polski kabaret zaczyna być śmieszny?

Ok, ale to wróćmy na chwilę do roastu – chociaż swoją konwencją jest zbliżony do Stand-up, to jednak koncentruje się na jednym temacie, dojeżdżaniu zaproszonego gościa. Czy więc gwarantem salwy śmiechu stały się wulgarny język i antagonizowanie jednostki?
Sedno zabawy tkwi w jej intencjach i jakości spostrzeżeń – nie w liczbie użytych przekleństw. Jestem tekściarzem, więc zwracam uwagę na grę słów i tło, jakie tworzą. Jasiek Borkowski, jeden ze stand-uperów, który na scenie żartował z mojej płyty pt. „Trzeba było zostać dresiarzem", że trzeba było zostać lekarzem, a tak w ogóle, to tytuł powinien być skierowany do mojego ojca i brzmieć krócej: „Trzeba było zostać" – wykorzystał temat jak nikt przedtem.

Dużo było przeróbek, że trzeba było zostać kimś tam. Ale Jasiek ugryzł to z innej strony, bo jest świetnym wymyślaczem dowcipów, a nie, że chce pokazać, jaki jest bezczelny. To dobrze wychowany chłopak z dobrej rodziny i mojej rodzinie, jestem pewien, okazałby czystą uprzejmość, gdybym kiedykolwiek go im przedstawił.

Kiedy będzie można zobaczyć cały występ?
Wkrótce, wytłoczyliśmy płyty DVD i oprawiliśmy je z Konradem Wullertem w wyjątkowo szpetną szatę graficzną, stylizowaną na złe filmy z lat 90. Chcemy to wydać w formie fizycznej, by mieć pamiątkę. W Alkopoligamii robimy sobie takie pamiątki, by mieć namacalny dowód, że czemuś poświęciliśmy czas i moc. Jakość jest VHS, bo ci stand-uperzy nie mają doświadczenia czy wsparcia Comedy Central.

Dopuścili się, nazwijmy to, pionierskich uchybień, jest nieco krzywy dźwięk i obraz, niestety. Ale nie wydać tego i nie mieć żadnego świadectwa tego stresu, tej energii spotkania na tysiąc osób, pierwszego roasta rapera ever? Musimy mieć to na półkach, choć jak dla mnie ich teksty broniłyby się nawet na kartkach, bez żadnej wizji i fonii. Oczywiście w swoim czasie puścimy roast w formie cyfrowej tak, jak to robimy z muzyką.