Reklama
Varials

Mężatki przed trzydziestką o tym, dlaczego powiedziały „tak”

Powody wyjścia za mąż bywają różne: miłość, chęć zakupu mieszkania albo przymus ze strony rodziny. Zapytałam młode mężatki, co było najważniejsze dla nich

tekst Marta Gołębiowska
04 Wrzesień 2016, 1:08am

Jan van Eyck, Zaślubiny Arnolfinich, fragment

W Polsce wciąż kuleje stereotyp staropanieństwa i przekonanie, że każda kobieta dąży do małżeństwa – jednak znam wiele par, które wybierają konkubinat i nawet posiadanie dzieci nie skłania ich do ślubu, a także kobiet, które cenią sobie stan wolny niezależnie od wieku. Narzekają oni jednak, że wciąż ich rodzicom czy dziadkom zdarza się kręcić na to nosem – zwłaszcza, gdy są religijni

Gdzie leży wiekowa granica „staropanieństwa"? Wydaje mi się, że dziś to psychologiczna bariera 30. urodzin – ale jeszcze pod koniec XX wieku leżała ona przynajmniej kilka lat wcześniej. W mojej rodzinie wszystkie kobiety – oprócz mnie – wyszły za mąż bardzo wcześnie, bo w wieku ok. 20 lat.


Patrzymy z bliska. Polub fanpage VICE Polska, żeby być z nami na bieżąco


Presja wyjścia za mąż mocniej dotyka kobiet niż mężczyzn – i można by pomyśleć, że kobiety tę presję zinternalizowały. Tymczasem, według badania dr Doroty Gębuś z 2014 r., dla młodych kobiet najważniejsza w życiu jest dobra praca, nie małżeństwo. Na drugim miejscu są studia, na trzecim – dzieci. Małżeństwo plasuje się na miejscu czwartym.

Mimo to Polacy biorą ślub młodo – średnio w wieku 29 lat (to najniższy wynik w Unii Europejskiej – w innych krajach dzieje się to po trzydziestce). Polki biorą ślub, mając średnio 27 lat (w Szwecji czy Islandii to ok. 33 lat).

Statystyki statystykami, ale warto się zastanowić, dlaczego 20-parolatkowie decydują się z kimś związać (w założeniu) na całe życie. Niedawno pytałam o to mężczyzn, tym razem postanowiłam poznać motywacje kobiet.

Kupno mieszkania

Weronika, 31 l., Poznań:

Ślub brałam w 2011 roku. Miałam wtedy 26 lat, a mój obecny mąż 29. Nie mieliśmy oficjalnych zaręczyn. Obie rodziny od jakiegoś czasu delikatnie podpytywały o planowanie małżeństwa, bo już trochę czasu mieszkaliśmy razem. Dostałam nawet złotą biżuterię od babci męża, która stwierdziła, że „jeśli on mi nie chce dać pierścionka, to ona mi da". Ale tak naprawdę to nawet specjalnie się nad tym ślubem nie zastanawialiśmy. Dopiero przy kwestii kupna mieszkania temat pojawił się na dobre. Wtedy mój parter miał zdolność kredytową, a ja – opcję dużego wkładu własnego od rodziców, którzy postawili mi warunek, że mam się ustatkować. Uznaliśmy, że właściwie czemu nie, skoro obydwoje jesteśmy pewni, że to jest to. Ślub zorganizowaliśmy w trzy miesiące.

Tak naprawdę to nawet specjalnie się nad tym ślubem nie zastanawialiśmy. Dopiero przy kwestii kupna mieszkania temat pojawił się na dobre

Jesteśmy razem ponad pięciu lat, decyzji nie żałuję, bo jesteśmy wyjątkowo udanym związkiem i mam nadzieję, że tak już zostanie. Nie mamy dzieci i nie planujemy mieć. Właściwie jedyne, czego żałuję to to, że zrobiliśmy malutką uroczystość w skromnym zajeździe. Jakbym miała możliwość zorganizowania tego jeszcze raz, to zrobiłabym ślub marzeń – mały, ale ładny.

Rozliczanie podatków

Sara, 33 l., Białystok:

Mężatką zostałam w wieku 22 lat, mąż jest rok starszy. Wcześniej byliśmy razem pięć lat. Motywacja? Oczywiście rozliczenia podatkowe. Ja byłam wtedy na studiach, on sporo zarabiał, nie kokosy, ale wtedy był to jeszcze ten osiągalny dla normalnych ludzi próg podatkowy. Myśleliśmy o kupnie mieszkania i o dziecku, a to też wiąże się w Polsce z przymusem posiadania męża. Kredyt bardziej niż dziecko, ale jednak.

Oczywiście decyzja była powodowana również wzajemnymi uczuciami, ale zaważyły względy praktyczne

Zostałam przy swoim nazwisku, a dziecko ma nazwisko męża. Papierologia i reakcje przy załatwianiu spraw w szkole czy przychodni pozwalają mi sobie wyobrazić, co przeżywają samotne matki. Oczywiście decyzja była powodowana również wzajemnymi uczuciami, ale zaważyły względy praktyczne.

Joanna, 32 l., Warszawa:

Mieliśmy po 25 lat, mieszkaliśmy w Łodzi, teraz mamy po 32 i przeprowadziliśmy się do stolicy. Nasza motywacja do ślubu była głównie finansowa. Wspólne rozliczanie podatków zwróciło nam koszt ślubu już w kolejnym roku. Ale przy okazji ucieszyliśmy rodzinę małżonka, głównie mamusię. Poza podatkami największą korzyścią jest odbieranie paczek z poczty. Ślub pomógł nam też w ogarnianiu rzeczy formalnych, takich jak zameldowanie, których nigdy nie chciało nam się załatwiać. Przy okazji ślubu i wymiany dowodu wszystko zrobiliśmy za jednym zamachem.

Poza podatkami największą korzyścią jest odbieranie paczek z poczty

Zresztą i tak byliśmy parą już ponad trzy lata, a od dwóch mieszkaliśmy razem. Dzieci nie planowaliśmy ani nie planujemy. Jesteśmy dorosłymi i rozsądnymi ludźmi, więc w razie czego o rozwód powinno być łatwo. Tę kwestię też mamy przemyślaną. Gdyby możliwe były związki partnerskie, to prawdopodobnie na taki byśmy się zdecydowali. Ale nie ma.

zakochanie

Katarzyna, 38 l., Warszawa:

Wyszłam za mąż bardzo wcześnie, bo w wieku 21 lat. Powód? Byliśmy w sobie szaleńczo zakochani, znaliśmy się krótko, ale szybko postaraliśmy się o dziecko. To nie przetrwało, teraz jestem w trakcie nieprzyjemnego rozwodu, który ciągnie się od dwóch lat. Mam dwójkę zajebistych dzieci, ale cała reszta to porażka. Mocno przez to wszystko oberwałam psychicznie. Gdybym mogła cofnąć czas, nie wyszłabym za niego po raz drugi. Czy kiedykolwiek wezmę drugi ślub? Wątpię.

Pośpiech

Natalia, 31 l., Wrocław:

Miałam 28 lat, gdy zdecydowałam się na ślub z moim trzecim chłopakiem. Poprzednie dwa związki trwały po kilka lat i się rozpadały. Z kolejnym postanowiłam zrobić coś sensownego już po roku. Propozycja wyszła z mojej strony, bo akurat potrzebowaliśmy mieszkania. Dzięki szybkiej decyzji udało nam się kupić je w RnS. Małżeństwo rozpadło się z powodu różnicy charakterów, która nie była tak rażąca przed ślubem. Na pewno nie zrobiłabym tego po raz drugi. Uważam to za swój największy życiowy błąd.

Miłość życia

Marta, 29 l., Warszawa:

Ślub wzięłam trzy lata temu. Mojego męża znam od liceum, jesteśmy w tym samym wieku. Przyjaźniliśmy się bardzo, razem zjeździliśmy pół europejskich gór, pracowaliśmy później w tej samej firmie i ogólnie znaliśmy się jak łyse konie. Oboje mieliśmy różnych innych, mniej lub bardziej udanych partnerów, ale dopiero po niemal dekadzie znajomości doszliśmy do wniosku, że spróbujemy związku. To była wyjątkowo dobra decyzja, jak na decyzję podjęte w namiocie, w czasie tygodniowej ulewy.

Okazało się, że mamy fenomenalną chemię romantyczno-erotyczną. Czasem czuliśmy ją jeszcze jako przyjaciele, ale zazwyczaj choć jedno z nas było związane wtedy z kimś innym i drugie sobie odpuszczało

Okazało się, że mamy fenomenalną chemię romantyczno-erotyczną. Czasem czuliśmy ją jeszcze jako przyjaciele, ale zazwyczaj choć jedno z nas było związane wtedy z kimś innym i drugie sobie odpuszczało.

Mając po 24 lata, zamieszkaliśmy razem. Wiedzieliśmy, że docelowo chcemy wziąć ślub, ale nie śpieszyło nam się. Na Wielkanoc okazało się, że moja rodzina się ulatnia, a jego – chętnie mnie przygarnie, chociaż od razu zaczęły się pytania: „A kto to? Dziewczyna? Narzeczona?". Żeby nie było wątpliwości, ogłosiliśmy, że jestem jego narzeczoną. No, a skoro już narzeczona, to postanowiliśmy się pobrać. Oboje mieliśmy dobrą pracę, więc było nas stać na fajne wesele (takie jakiego chcieliśmy my, a nie np. rodzice), więc po kolejnym roku wzięliśmy ślub. Stało się to sumie po półtora roku związku, ale po 11 latach znajomości jako takiej.

Z perspektywy czasu zrobiłabym dokładnie to samo

Jest nam nadal świetnie razem i wciąż nie mam wątpliwości, że to jest człowiek, z którym mam chęć spędzić resztę życia. Z perspektywy czasu zrobiłabym dokładnie to samo – to była sensowna decyzja, wszystko poszło dobrze, a mąż jest na pięć gwiazdek. Nawet wesele nie zawierało żadnych fakapów i oboje się doskonale bawiliśmy. Były planszówki i przebieranie się za superbohaterów. Czego chcieć więcej?

Nie mamy dzieci, chociaż byśmy chcieli – ale niestety nie zawsze jest to takie łatwe.

Świadomy wybór

Karolina, 32 l., Houston:

Wyszłam za mąż w wieku 29 lat, za Holendra urodzonego w Szwajcarii. Poznaliśmy się na Pof (randki internetowe) w Edynburgu. Zamieszkaliśmy razem bardzo szybko, czyli po sześciu miesiącach, bo byliśmy już wcześniej w wielu związkach, więc wiedzieliśmy, czego chcemy od partnera. A oboje byliśmy gotowi na poważny związek i złożenie rodziny. No i szybko się w sobie zakochaliśmy. Zwłaszcza po zamieszaniu razem wiedzieliśmy, że to jest to.

Jakieś trzy miesiące po tym, jak to się stało, Eryk musiał wyjechać do USA na miesiąc, w ramach pracy. Po powrocie okazało się, że zaproponowano mu tam kontrakt na dłuższy czas. Mieliśmy trzy opcje: zerwanie, odrzucenie propozycji albo ślub i wspólna przeprowadzka. Wybraliśmy to trzecie. To była szybka akcja: zaręczyny w grudniu, ślub w lutym, wyjazd w kwietniu.

Zdecydowanie polecam ślub z odpowiednią osobą. Poznamy ich po tym że wszystko będzie nagle jasne i proste, a miłość i przyjaźń – takie oczywiste

Nie żałujemy. Dwa lata po przeprowadzce zdecydowaliśmy się na dziecko. Mamy fantastycznego chłopca. Jesteśmy szczęśliwi i zakochani w sobie coraz bardziej każdego dnia.

Zdecydowanie polecam ślub z odpowiednią osobą. Poznamy ich po tym że wszystko będzie nagle jasne i proste, a miłość i przyjaźń – takie oczywiste.

Brak powodu

Ania, 28 l., Sieradz:

Byliśmy ze sobą od siedmiu lat i nie uważamy, żeby ten papierek coś w naszym życiu zmienił. Zrobiliśmy to na zasadzie: „Hajtamy się? No okej". Rok temu wzięliśmy ślub cywilny, sukienkę kupiłam na wyprzedaży w sklepie internetowym, zaprosiliśmy najbliższą rodzinę na obiad. O godz. 22 było już po naszym „weselu".

Olga, 30 lat, Melbourne:

Ślub wzięliśmy pół roku temu, po roku znajomości i pół roku wspólnego mieszkania. Był to zabieg czysto pragmatyczny – na wypadek, gdyby miało nam to ułatwić później jakieś formalności. Decyzję przegadaliśmy w jedno popołudnie, nikt się nikomu nie oświadczał. Nigdy nie planowałam tradycyjnego wesela, zresztą obie rodziny mieszkają za daleko, więc pojechaliśmy na wycieczkę z paroma znajomymi i ślubu udzieliła nam moja koleżanka.

Nie nosimy obrączek. Nie żałuję, że się pobraliśmy. Nic to nie zmieniło w naszym związku, który nadal ma się dobrze

Dopiero po fakcie zorientowałam się, jak bardzo ta „przysięga" nie miała dla mnie znaczenia. Wielokrotnie nie byłam w stanie się zorientować, czego gratulowali mi spotkani na ulicy znajomi, bo zwyczajnie nie pamiętałam o ślubie. Po oficjalny certyfikat wystąpiliśmy po kilku miesiącach, bo ciągle o tym zapominaliśmy. Nie nosimy obrączek. Nie żałuję, że się pobraliśmy. Nic to nie zmieniło w naszym związku, który nadal ma się dobrze.

Z przymusu

Anna, 37 l., Warszawa:

Za pierwszym razem miałam 19 lat. Ślub był wymuszony przez obie rodziny, bo byłam w ciąży. Brat wyrzucił mnie z mieszkania, które od niego wynajmowałam, a narzeczony oznajmił, że nie przyjmie mnie do swojego domu, jeśli nie zgodzę się za niego wyjść. Znalazłam się więc w lekkiej dupie, będąc w ciąży, bez mieszkania i na drugim roku studiów dziennych, czyli bez pracy. Więc się zgodziłam.

Ślub był w sobotę, w piątek wreszcie łaskawie zgodziłam się kupić jakąś sukienkę, bo generalnie nie przyjmowałam do wiadomości faktu zamążpójścia i protestowałam do końca. Jedyne, co mi się udało przeforsować, to brak ślubu kościelnego, choć rodzina histeryzowała. W dniu ślubu w końcu zwlekłam się z łóżka i pojechałam do Urzędu Stanu Cywilnego, spóźniona 45 minut. Goście zaczęli się już rozchodzić, uznając, że postawiłam na swoim i jednak ślub się nie odbędzie. Ale się odbył: sędzia ponownie włożyła togę i odbębniła formułkę. Trzy lata później szczęśliwie się rozwiedliśmy. Pozostaliśmy w dobrym kontakcie.

Bliscy dali mi całkowity spokój, gdy zobaczyli, że kiepsko doradzili mi za pierwszym razem. Dlatego potomkom konserwatywnych rodzin polecam ścieżkę: „ślub, rozwód, reszta życia należy do nas"

Pomijając, że mam świetną anegdotę na spotkania towarzyskie, finalnie sporo zyskałam: rodzina, uszczęśliwiona, że uniknęła hańby panny z dzieckiem, dwa tygodnie po ślubie kupiła nam w prezencie czteropokojowe mieszkanie, które kilka lat później spieniężyłam i zbudowałam za tę kasę dom ze swoim drugim mężem. Druga sprawa, żaden z kolejnych moich związków nie był już kwestionowany ani komentowany sugestiami kolejnego małżeństwa. Bliscy dali mi całkowity spokój, gdy zobaczyli, że kiepsko doradzili mi za pierwszym razem. Dlatego potomkom konserwatywnych rodzin polecam ścieżkę: „ślub, rozwód, reszta życia należy do nas".

Drugi raz wyszłam za mąż, gdy miałam 25 lat. Motywacja była czysto romantyczna – kilka tygodni po spotkaniu wiedzieliśmy, że sprawa się zakończy ślubem i tak też zrobiliśmy. Z perspektywy czasu zrobiłabym to samo.