Film

20 lat później Joel Schumacher nadal przeprasza za film „Batman i Robin”

„Po »Batmanie i Robinie« okazałem się skończoną kanalią. To było tak, jakbym zamordował dziecko” – mówi Schumacher w rozmowie z VICE

tekst Noel Ransome; tłumaczenie Zuzanna Krasowska
31 Lipiec 2018, 7:51am

Zdjęcie dzięki uprzejmości Warner Brother

Zbliżenie na pośladki pokryte gumą było pierwszą sceną, która mnie zaskoczyła. Zobaczyłem je w kinie w 1997, kiedy byłem jeszcze nastolatkiem, i tamtego dnia wydarzyły się dwie rzeczy. Po pierwsze, zrozumiałem wartość pieniędzy, ponieważ wydałem sześć dolców (21 złotych) na bilet na Batmana i Robina. Po drugie, zdałem sobie sprawę, że muszę porozmawiać z osobą odpowiedzialną za ten bałagan – reżyserem Joelem Schumacherem.

Dwadzieścia lat później osiągnąłem swój cel.

„Słuchaj, przepraszam” – powiedział mi Schumacher w wywiadzie telefonicznym, który przeprowadziłem z nim rok temu. „Chciałbym przeprosić wszystkich fanów, których rozczarował ten film, myślę, że jestem im to winien”.

Przeprosiny wydawały się dobrym początkiem, ponieważ Batman i Robin to okropny film – i to nie tylko według moich standardów, ale i całej branży filmowej. Jest tak zły, że dwóch głównych aktorów publicznie przyznało się do wtopy. „To film, w którym trudno było być dobrym” – powiedział George Clooney w wywiadzie dla „Total Film”, a jakiś czas później Chris O'Donnell dodał: „Przy Batman Forever czułem, jakbym występował w filmie. Za drugim razem przypominało to raczej robienie zabawki dla dzieci”.

Film z 1997 roku był naprawdę żenujący w porównaniu z poprzednimi wersjami Batmana – i tak, biorę też pod uwagę kiczowaty serial z lat 60. Batman i Robin zignorował kierunek, jaki serii nadał Tim Burton, wybrano barwną wizję w stylu Las Vegas, z bat-łyżwami, bat-surfowaniem i bat-sutkami.

Zastanawiałem się, co kierowało człowiekiem, który stworzył tak świetne filmy, jak Straceni chłopcy, Osiem milimetrów, Czas zabijania, Telefon, Upadek i Batman Forever (ok, ten ostatni może nie był świetny, ale nie był też okropny). Na szczęście Joel Schumacher zgodził się porozmawiać z VICE i odpowiedzieć na kilka pytań związanych z robieniem tego filmu.

Joel Schumacher podczas jednego z wielu spotkań promocyjnych. Via Warner Brothers.

VICE: Wydawało się, że odniosłeś przyzwoity sukces z Batman Forever, a przynajmniej nikt nie znienawidził tego filmu. Po co więc sequel?
Joel Schumacher: Wiesz co, w głębi duszy wiedziałem, że nie powinienem kręcić drugiej części. Jeśli raz ci się udało, odejdź, zanim coś sknocisz. Ale wszyscy w Warner Brothers. oczekiwali, że nakręcę sequel. Może to była pycha z mojej strony. Miałem całkiem niezłą passę. Po Straconych chłopcach było trochę gorzej, potem odbiłem to sobie po w sumie genialnym Kliencie, Batman Forever okazał się wielkim hitem, a po Czasie zabijania dostałem świetne recenzje. Nigdy nie planowałem zostać, co za okropne określenie, „królem blockbusterów”, ponieważ moje inne filmy były znacznie mniejsze i podobały się głównie publiczności, a rzadko krytykom. Właśnie dlatego je kręciliśmy. A potem, po Batmanie i Robinie, okazałem się skończoną kanalią. To było tak, jakbym zamordował dziecko.

A więc wszystkie decyzje, które podejmowałeś podczas kręcenia drugiej części, oraz sam fakt, że postanowiłeś ją zrobić, w pewnym stopniu wynikały z twojego ego?

Oczywiście! Teraz już tak nie robię, ale wtedy wytwórnia pragnęła kolejnego hitu finansowego, więc wywierano na mnie sporą presję. Ale słuchaj, jestem dużym chłopcem i biorę na siebie całą odpowiedzialność. Sam podjąłem te decyzje, a teraz mam wyrzuty sumienia z powodu ekipy filmowej. Dobrze wiadomo, jak świetne są ekipy filmowe – ludzie od efektów specjalnych, kaskaderzy i wszyscy, którzy harują wraz z obsadą. Cała ekipa pracowała naprawdę ciężko, przez bardzo długie godziny. Mam więc poczucie, że przez to wszystko ich praca nie została należycie doceniona.

Mówisz o presji, więc muszę zapytać – czy ktoś oprócz ciebie odpowiadał za końcowy wygląd Batmana i Robina?
Wiele z tych rzeczy było moim wyborem. Nikt nie jest odpowiedzialny za moje błędy oprócz mnie. Wydaje mi się, że jedyną rzeczą, która mogła jeszcze na to wpłynąć, było odejście w ostatniej chwili Vala Kilmera z powodu roli, którą dostał w Wyspie doktora Moreau. Okazało się, że już wcześniej o tym myślał, ale nikt z Warner Bros. o tym nie wiedział, a na pewno nie ja. Rozmawiałem z Valem i przez cały czas tylko powtarzał: „Ale stary, to Marlon Brando”. Nie miał podpisanego kontraktu ani nic, więc odszedł. To był pomysł Boba Daly'ego (przewodniczącego zarządu Warner Bros. w tamtym czasie), żeby zatrudnić George'a Clooneya. Wydawało się to oczywistym wyborem, ponieważ przez Ostry dyżur był wtedy na topie. Porozmawiałem z nim i powiedział: „W porządku, jeśli ty w to wchodzisz, to ja też”.

Potem postanowiliśmy wprowadzić Batgirl, żeby zainteresować młodsze serią dziewczyny. W życiu wielokrotnie walczyłem o zatrudnienie nieznanych aktorów czy o zwiększenie budżetu, więc nikt nigdy nie zmusił mnie do podjęcia decyzji, której bym nie akceptował.

Joel Schumacher z Arnoldem Schwarzeneggerem jako Mr. Freeze. Via. Warner Brothers

Jako autor raz na jakiś czas potrafię się dołować tekstami z przeszłości, które teraz uważam za beznadziejne. Czy ten film wpłynął na ciebie jako artystę?
Szczerze mówiąc, nie myślałem o tym zbyt wiele. Moja praca od zawsze polega na tym, żeby iść do przodu. Właściwie to miałem zrobić kolejnego Batmana. Spotkałem się nawet z Nicolasem Cage'em na planie Bez twarzy, ponieważ zamierzałem go obsadzić w roli w Stracha na Wróble. Przyznaję, że zaczynało mi już brakować złoczyńców. W tamtym okresie jeździłem po całym świecie w ramach trasy promocyjnej, bo nie mieliśmy Skype'a ani niczego takiego, żeby przeprowadzać wywiady na odległość, a Batman i Robin zaczął już zbierać kiepskie recenzje. Ale wykonałem swoją robotę. Natomiast któregoś dnia, będąc w Rio i otwierając kolejny sklep z produktami z Warner Bros., pomyślałem: „Co się tu kurwa dzieje?”. Pojechałem więc na wakacje do Meksyku, zadzwoniłem do moich szefów i powiedziałem im, że nie mogę nakręcić kolejnego Batmana. Pomyślałbyś, że oni sami powinni nie chcieć, żebym się do tego zabierał. Ale koncesje, zabawki, piżamy i te wszystkie rzeczy przynosiły im olbrzymie pieniądze. Dla mojego własnego zdrowia psychicznego musiałem się wykręcić z tak wielkiej produkcji.

A więc sam niejako zacząłeś mieć wątpliwości.
W Rio przydarzyło mi się coś, co było jak wyjęte żywcem z kiepskiej opery mydlanej – spojrzałem w lustro i powiedziałem: „Dlaczego chciałeś zostać reżyserem?”. Pamiętam, że zaczynałem jako projektant kostiumów i zarabiałem 200 dolarów tygodniowo. Dopiero potem zapragnąłem zostać reżyserem. A mimo to wtedy zacząłem mieć wątpliwości. To dlatego, że dorastałem w czasach, kiedy jeszcze nie było telewizji i ciągle chodziliśmy do kina. Kochałem filmy i chciałem opowiadać różne historie. Uznałem więc, że muszę się wydostać z tamtego środowiska i wrócić do podstaw. Trudno było mi opuścić Warner Bros. Sprawiło mi to niemały ból, ponieważ od dawna był to mój dom.

Wracając do Batmana i Robina, to wszystko musiało być trudne, biorąc pod uwagę, jak bardzo od tamtego czasu zmienił się klimat filmów o superbohaterach. Wtedy jeszcze nie istniała gotowa formuła kręcenia takich produkcji.
No tak, wtedy nie było zbyt wielu filmów o superbohaterach. Richard Donner nakręcił wspaniałego, prawdziwie amerykańskiego Supermana z Christopherem Reevesem, który pod wieloma względami stanowił olbrzymią sensację. Tak naprawdę wszystko zmienił Marvel dzięki swojemu Spider-Manowi, który jest wspaniała postacią. Wybierając Tobeya Maguire’a pozostali wierni korzeniom. Film był niewinny i szczery jak oryginalny komiks. Sam trochę błądziłem w ciemnościach, nie wiedziałem, jak to zrobić, ale przyznaję, że Tim tchnął nowe, niesamowite życie w Batmana, a Jack Nicholson był po prostu fantastyczny. Wtedy bez przerwy zajmowałem się promocjami i podróżami, ponieważ prawie każdego roku coś kręciłem. Jasne, starałem się zobaczyć jak najwięcej filmów, ale nie sądzę, żebym w tamtym czasie rozumiał świat superbohaterów.

Czy jest coś, co zawsze chciałeś powiedzieć fanom, którzy poszli na Batmana i Robina, oczekując czegoś zupełnie innego?
Oczywiście mieli bardzo wysokie oczekiwania po Batman Forever. Może zaskoczył ich ten bardziej niewinny świat, nie wiem. Ale zdaję sobie sprawę, po Batman Forever sutki Batmana mogły zdziwić ludzi.

Tak, chciałem zapytać o te sutki. Proszę, wytłumacz to.
Ha! Żyjemy w takim wyrafinowanym świecie, że dwa tycie kawałki gumy mogą wywołać olbrzymią dyskusję. Pewnie znajdzie się to na moim nagrobku, wiem o tym.

Bat-sutki. Via Warner Bros.

Czy to była twoja decyzja?
Cóż, kostium został stworzony przez wspaniałego Jose Fernandeza. Jeśli spojrzysz na Batmana i Powrót Batmana, to właśnie genialny Bob Ringwood zrobił tamte kombinezony. Kiedy kręciliśmy Batman Forever, sama guma i techniki jej obróbki stały się znacznie bardziej wyrafinowane. Pierwszy kostium, w którym pojawia się Michael Keaton jest olbrzymi. Jasne, był wspaniały, w tamtych czasach nie dałoby się zrobić nic lepszego. Ale jeszcze przed Batman Forever obróbka gumy stała się znacznie bardziej zaawansowana. Powiedziałem więc, żeby kostium był jak najbardziej wierny ludzkiej anatomii. Korzystaliśmy ze zdjęć rzeźb i tych niesamowitych anatomicznych rysunków, które są w książkach medycznych. Jose zrobił sutki na kostiumie i kiedy na nie spojrzałem, pomyślałem, że wygląda to fajnie. Czy ludziom naprawdę tak to przeszkadzało? Miałeś z tym problem?

To było tak odmienne od tego, do czego przywykliśmy w kontekście kostiumu Batmana, że nie dało się tego zignorować.

Wiesz co, naprawdę nigdy nie sądziłem, że tak się stanie. Mówię poważnie. Może po prostu byłem naiwny, ale nadal się cieszę, że to zrobiliśmy.

Wydaje mi się, że to właśnie takie detale rozgniewały fanów, może nawet bardziej niż beztroski, kolorowy świat, który przedstawiłeś.
Mam nadzieję, że żaden fan nie obraził się na Batmana po obejrzeniu mojego filmu. Kiedy po raz pierwszy zaproponowano mi nakręcenie Batman Forever, powiedziałem, że to jest seria Tima Burtona. W tym czasie postać grana przez Danny'ego DeVito, Pingwin, bardzo wzburzyła rodziców. Michelle Pfeiffer ze swoim wspaniałym lateksowym wdziankiem również wywołała pewne kontrowersje. Ludzie w całej Ameryce mieli wielki problem z tym filmem. Tim, który jest moim bliskim przyjacielem, błagał mnie, żebym przejął tę serię. To była dla niego zbyt wielka presja i chciał odejść.


By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”


Dla mnie jest to o tyle interesujące, że oglądając filmy Tima i moje, możesz zobaczyć, jak niewinni byli kiedyś widzowie. Publiczność domagała się filmów z Batmanem, które mogłaby obejrzeć cała rodzina. A teraz mamy trylogię Christophera Nolana, w szczególności ostatnią część, w której Batman ma do czynienia z prawdziwymi problemami klasowymi i ekonomicznymi. Widownia się zmieniła i jest gotowa zaakceptować – oraz wręcz pragnie – mroczniejszych i poważniejszych wątków.

Wydajesz się podchodzić do tego bardzo spokojnie, zupełnie jakbyś nie przejmował się opiniami internautów, wynikami na Rotten Tomatoes oraz recenzjami.
Cóż, zacząłem robić kolejne filmy i nie miałem załamania nerwowego. Woody Allen, jeden z moich wielu mentorów, powiedział kiedyś, że nigdy nie czyta nic o sobie, ponieważ aby uwierzyć w dobre opinie, musiałby uwierzyć też w te złe. A kiedy cię nienawidzą, pamiętasz wszystkie ich słowa aż do końca swoich dni. To była świetna rada, ponieważ kiedy w 1985 roku nakręciłem Ognie św. Elma, dostaliśmy ksera mnóstwa recenzji i żadna z nich nie była dobra. Nikt w Stanach nie powiedział nic przychylnego o tym filmie. Ale i tak obejrzało go mnóstwo ludzi i poczułem, że nie potrzebuję pochwał od krytyków. Oni nigdy mnie nie lubili i na swój sposób było to bardzo wyzwalające.

Ale słuchaj, naprawdę przepraszam.

Dzięki!

Śledź autora tekstu na jego Twitterze.

Artykuł oryginalnie ukazał się na VICE CA.

Czytaj też na VICE Polska: